Koontz_R_Dean_-_W_okowach_lodu.rtf

(701 KB) Pobierz
SCAN-dal.prv.pl

DEAN R. KOONTZ

 

 

 

W Okowach Lodu

Przek³ad: Piotr Beluch

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obecn¹, poprawion¹ wersjê ksi¹¿ki,

ponownie dedykujê

owej wyj¹tkowej,

niezast¹pionej kobiecie -

Winonie Garbrick

 

Wiem, ¿e tam jesteœ - wysoko nad nami.

Wci¹¿ patrzysz. Czerwony o³ówek w Twej d³oni.


WCZEŒNIEJ...


Doniesienia “The New York Timesa”:

 

[l]

LODY ARKTYKI RÓD£EM NAJCZYSTSZEJ WODY NA ŒWIECIE

 

MOSKWA, 10 lutego

Jak twierdz¹ rosyjscy naukowcy, lody Arktyki zawieraj¹ znacznie mniej bakterii i zanieczyszczeñ ni¿ woda, któr¹ obecnie spo¿ywamy lub przeznaczamy do nawadniania pól. Odkrycie to mo¿e spowodowaæ ¿e ju¿ w niedalekiej przysz³oœci pokrywa polarna mo¿e staæ siê wa¿nym Ÿród³em tego drogocennego p³ynu.

Topienie lodu okaza³oby siê z pewnoœci¹ tañsze od kosztownego procesu odsalania, zw³aszcza ¿e uzyskana w ten sposób woda nie musia³aby byæ oczyszczana. Rosyjscy uczeni szacuj¹, ¿e w nastêpnej dekadzie, dziêki odpowiedniemu wykorzystaniu gór lodowych, mo¿na by nawodniæ miliony hektarów ziemi uprawnej.

 

[2]

ZDANIEM SPECJALISTÓW, GÓRY LODOWE MOG¥ STAÆ SIÊ RÓD£EM WODY PITNEJ

 

BOSTON, 5 wrzeœnia

Dr Harold Carpenter, przemawiaj¹c dzisiaj na corocznym zgromadzeniu Amerykañskiego Stowarzyszenia In¿ynierów Œrodowiska, stwierdzi³, ¿e ci¹g³y niedobór wody w Kalifornii mo¿e zostaæ zlikwidowany dziêki procesowi topienia gór lodowych, holowanych w tym celu z obszaru Arktyki w po³udniowe rejony kraju. Wed³ug dr Rity Carpenter - ¿ony dra Carpentera, bêd¹cej jego partnerem w pracy naukowej - dotkniête susz¹ pañstwa powinny rozwa¿yæ ewentualnoœæ przeznaczenia funduszy na dalsze eksperymenty i badania umo¿liwiaj¹ce rozwój projektu. Inwestycja ta przynios³aby w ci¹gu dziesiêciu lat stokrotne zyski.

Pañstwo Carpenter, którzy w ubieg³ym roku zostali uhonorowani Nagrod¹ Pañstwowej Fundacji Nauki, twierdz¹, ¿e sam pomys³ jest niezwykle prosty. W pierwszej fazie nale¿y za pomoc¹ ³adunków wybuchowych oddzieliæ od pokrywy polarnej du¿¹ górê lodow¹, któr¹ naturalne pr¹dy oceaniczne unios¹ nastêpnie na po³udnie. Kolejny etap eksperymentu polega³by na przytwierdzeniu do dryfuj¹cej bry³y stalowych lin, dziêki którym holowniki mog³yby j¹ przetransportowaæ do specjalnych przetwórni, znajduj¹cych siê w pobli¿u zagro¿onych susz¹ terenów. Wody Pacyfiku i Atlantyku s¹ w pó³nocnych rejonach bardzo zimne, w zwi¹zku z czym - jak zapewnia Harold Carpenter - straty spowodowane przedwczesnym topnieniem lodu nie powinny byæ wiêksze ni¿ piêtnaœcie procent.

Carpenterowie uprzedzaj¹ jednak, ¿e nie mo¿na mieæ pewnoœci, i¿ pomys³ sprawdzi siê w praktyce. “Jest jeszcze do przezwyciê¿enia sporo trudnoœci - kontynuowa³a dr Rita Carpenter- szczegó³owe badania pokrywy polarnej...”

 

[3]

SUSZA NISZCZY ZBIORY W KALIFORNII

 

SACRAMENTO, Kalifornia, 20 wrzeœnia

Przedstawiciele Departamentu Stanu ds. Rolnictwa szacuj¹, ¿e niedostatek wody w Kalifornii spowodowa³ straty rzêdu piêædziesiêciu milionów dolarów. Zniszczeniu uleg³y uprawy pomarañczy, cytryn, kantalupy, sa³aty...

 

[4]

TYSI¥CE G£ODUJ¥CYCH NIE OTRZYMA POMOCY Z POWODU BRAKU REZERW ¯YWNOŒCI

 

ORGANIZACJA NARODÓW ZJEDNOCZONYCH, 18 paŸdziernika

Dyrektor Biura ds. Pomocy Ofiarom Kataklizmów og³osi³, ¿e zazwyczaj zasobne w ¿ywnoœæ pañstwa Europy, USA i Kanada odnotowa³y z powodu katastrofalnej suszy wyj¹tkowo niskie zbiory p³odów rolnych, w zwi¹zku z czym od pewnego czasu mieszkañcy Afryki nie mog¹ kupiæ od nich zbo¿a i innych produktów ¿ywnoœciowych. Do chwili obecnej umar³o ponad dwieœcie tysiêcy osób...

 

[5]

ONZ TWORZY FUNDUSZ

W CELU PRZEPROWADZENIA BADAÑ NAUKOWYCH W REJONIE ARKTYKI

 

ORGANIZACJA NARODÓW ZJEDNOCZONYCH, 6 stycznia

Jedenaœcie pañstw cz³onkowskich utworzy³o dzisiaj przy ONZ specjalny fundusz maj¹cy sfinansowaæ seriê eksperymentów w Arktyce. W pierwszej kolejnoœci zostanie sprawdzona mo¿liwoœæ holowania na po³udnie potê¿nych gór lodowych. Woda, uzyskana na skutek ich topnienia, zosta³aby wykorzystana do nawadniania upraw.

“Zapewne zabrzmi to jak science fiction - stwierdzi³ pewien brytyjski naukowiec - ale ju¿ od wczesnych lat szeœædziesi¹tych wiêkszoœæ specjalistów z dziedziny in¿ynierii œrodowiska uwa¿a³a podobny projekt za ca³kowicie realny”. Jeœli plan siê powiedzie, plony bêd¹ znacznie wy¿sze i problem zostanie rozwi¹zany, przynajmniej w przypadku pañstw o najwiêkszych uprawach. Góry lodowe nie mog³yby byæ holowane w rejony ciep³ych mórz otaczaj¹cych Afrykê i Azjê, ale ca³y œwiat skorzysta³by z poprawy zbiorów w krajach, którym uda³o siê...

 

[6]

NAUKOWCY Z ONZ TWORZ¥ STACJÊ BADAWCZ¥

NA ARKTYCZNEJ POKRYWIE LODOWEJ

 

THULE, Grenlandia, 28 wrzeœnia

Dziœ rano, na polu lodowym pomiêdzy Grenlandi¹ a Spitzbergenem, wyl¹dowa³a grupa naukowców. Wypraw¹ dowodz¹ doktorzy Harold i Rita Carpenter, tegoroczni laureaci Nagrody Rothschilda w dziedzinie Nauk o Ziemi. Prace badawcze prowadzone w ramach programu zatwierdzonego przez ONZ potrwaj¹ przez co najmniej dziewiêæ miesiêcy. Trzy kilometry od krawêdzi pokrywy polarnej rozpoczêto budowê bazy naukowej, która...

 

[7]

ARKTYCZNA EKSPLOZJA NAST¥PI JUTRO

 

THULE, Grenlandia, 14 stycznia

Jutro o pó³nocy naukowcy z Bazy Edgeway - która powsta³a dziêki funduszom ONZ - przeprowadz¹ na pokrywie Arktyki detonacjê serii ³adunków wybuchowych; ma ona doprowadziæ do oderwania siê góry lodowej o powierzchni oko³o tysi¹ca kilometrów kwadratowych. Operacja zostanie przeprowadzona szeœæset piêædziesi¹t kilometrów od pó³nocno-wschodniego wybrze¿a Grenlandii. Ruch od³amanej bry³y lodu bêdzie rejestrowany dziêki najnowoczeœniejszym urz¹dzeniom radiolokacyjnym, zainstalowanym na dwóch holownikach, bêd¹cych w³asnoœci¹ ONZ.

W eksperymencie, który ma pokazaæ, jak bardzo podczas surowej arktycznej zimy zmieniaj¹ siê naturalne pr¹dy w Oceanie Atlantyckim...


Czêœæ pierwsza

PU£APKA


 

12:00

DWANAŒCIE GODZIN DO DETONACJI

 

 

Œwider z przenikliwym piskiem g³êboko dr¹¿y³ pokrywê Arktyki. Z otworu wycieka³a szarobia³a maŸ; p³ynê³a kana³em wy¿³obionym w stwardnia³ym œniegu i ju¿ po kilku sekundach zamarza³a. Wiert³a nie by³o widaæ; wraz ze sporym fragmentem trzonka, w którym zosta³o osadzone, niknê³o w otworze o œrednicy dziesiêciu centymetrów.

Wpatruj¹c siê w pracê œwidra, Harry Carpenter mia³ dziwne przeczucie, ¿e zbli¿a siê jakaœ nieuchronna katastrofa. By³ to rodzaj ledwie wyczuwalnego sygna³u ostrzegawczego - pojawi³ siê niczym cieñ ptaka, przesuwaj¹cy siê na tle jasnego krajobrazu. Pomimo grubej warstwy termoizolacyjnego ubrania przebieg³ go dreszcz.

Jako naukowiec Harry Carpenter uznawa³ prawa logiki i rozumowa³ opieraj¹c siê na zasadzie przyczyna - skutek. Wiedzia³ jednak, ¿e nie nale¿y równie¿ lekcewa¿yæ intuicji, zw³aszcza gdy przebywa siê na tak niepewnym gruncie jak lodowa pokrywa. ród³o przeczuæ by³o dla niego niejasne, chocia¿ na pewno nie bez wp³ywu pozostawa³ fakt, ¿e w pracy mieli do czynienia z niezwykle silnymi ³adunkami wybuchowymi. Prawdopodobieñstwo, ¿e jeden z nich niespodziewanie eksploduje, by³o oczywiœcie bliskie zeru, niemniej jednak...

Peter Johnson - in¿ynier elektronik, pe³ni¹cy tak¿e funkcjê g³ównego pirotechnika wyprawy - wy³¹czy³ œwider i odsun¹³ siê o krok do ty³u. Ubrany by³ w termoizolacyjny kombinezon i futrzan¹ kurtkê z w³ochatym kapturem. Gdyby nie jego ciemnobr¹zowa twarz, wygl¹da³by jak niedŸwiedŸ polarny.

Claude Jobert zgasi³ przenoœny generator pr¹du. Zapad³a cisza, w której wyraŸnie wyczuwa³o siê pe³ne napiêcia oczekiwanie... Wra¿enie by³o tak silne, ¿e Harry obejrza³ siê dooko³a, a nastêpnie popatrzy³ na niebo, jakby w obawie przed zagro¿eniem, które mo¿e nadci¹gn¹æ z niewiadomego kierunku.

Gdyby œmieræ mia³a dzisiaj nadejœæ, najprawdopodobniej nie dosiêg³aby ich z góry, lecz z do³u. Wokó³ poszarza³o - zbli¿a³o siê po³udnie. Trzej mê¿czyŸni koñczyli przygotowania do umieszczenia w lodzie ostatniego piêædziesiêciokilogramowego ³adunku. Od poprzedniego poranka zainstalowali ju¿ piêædziesi¹t dziewiêæ identycznych pojemników z materia³em wybuchowym, którego iloœæ wystarcza³a, aby ich unicestwiæ w apokaliptycznej eksplozji.

Nie trzeba by³o wybuja³ej wyobraŸni, ¿eby uzmys³owiæ sobie koszmar umierania na tym ponurym pustkowiu. Monotonia bia³ego krajobrazu sk³ania³a do rozmyœlañ o œmierci, a lodowa pokrywa mog³a staæ siê doskona³ym grobowcem. Dooko³a rozci¹ga³a siê posêpna, bia³o-niebieska równina, spowita przez wiêkszoœæ czasu w ca³kowitych ciemnoœciach, z rzadka przechodz¹cych w szaroœæ. Niebo wiecznie zasnuwa³y chmury. Akurat w tej chwili widocznoœæ by³a ca³kiem niez³a - dzieñ wstêpowa³ w³aœnie w fazê, kiedy przebijaj¹ce siê nieœmia³o s³oñce rozœwietla swymi promieniami niebo tu¿ nad lini¹ horyzontu. Jednak nawet te chwilowe przeb³yski nie by³y w stanie o¿ywiæ martwoty roztaczaj¹cego siê wokó³ pustkowia. Jedynymi elementami, które urozmaica³y jednostajny krajobraz, by³y postrzêpione grzbiety spiêtrzonych zwa³ów lodu i po³amane, czêsto postawione na sztorc tafle kry wielkoœci cz³owieka, a nawet sporego budynku. Wystaj¹c ponad powierzchni¹ pola polarnego, wygl¹da³y jak potê¿ne p³yty nagrobne.

Pete Johnson podszed³ do Harry’ego i Claude’a stoj¹cych przy dwóch pojazdach œnie¿nych, specjalnie przystosowanych do pracy w surowych arktycznych warunkach, i stwierdzi³ z wyraŸn¹ satysfakcj¹:

- Szyb ma ju¿ dwadzieœcia osiem metrów g³êbokoœci. Po raz ostatni przed³u¿amy wiert³o... i po robocie.

- Dziêki Bogu! - mówi¹c to, Claude Jobert wzdrygn¹³ siê, jakby przemarz³ pomimo termoizolacyjnych w³aœciwoœci swojego kombinezonu. Jego pokryta ochronn¹ warstw¹ wazeliny twarz by³a blada i wychudzona. - Jeszcze dziœ uda nam siê wróciæ do g³ównej bazy. Nareszcie! Od chwili jej opuszczenia nie by³o mi ciep³o nawet przez minutê.

Claude zazwyczaj nie narzeka³. By³ stosunkowo niewysokim mê¿czyzn¹, jowialnym i energicznym. Na pierwszy rzut oka sprawia³ niepozorne wra¿enie; wygl¹da³ wrêcz na s³abeusza. Jednak myli³by siê ktoœ, oceniaj¹c go w ten sposób. Mia³ poni¿ej stu siedemdziesiêciu centymetrów wzrostu i wa¿y³ nieca³e szeœædziesi¹t kilogramów, jednak zachowuj¹c szczup³¹ sylwetkê mia³ silne, sprê¿yste miêœnie. Jego bia³e w³osy, schowane w tej chwili pod kapturem, okala³y czerstw¹ i ogorza³¹ na skutek przebywania w trudnych warunkach twarz. Za to oczy Claude’a œwieci³y niewinnym b³êkitem jak u dziecka. Harry nigdy nie dostrzeg³ w nich choæby cienia z³oœci czy nienawiœci. Do wczoraj obcy by³ im równie¿ wyraz roz¿alenia, który nie pojawi³ siê w spojrzeniu Claude’a nawet wtedy, gdy trzy lata wczeœniej, na skutek bezsensownego aktu agresji, zginê³a jego ¿ona Colette. Pogr¹¿y³ siê wtedy w smutku, ale nigdy siê nie roztkliwia³.

Od kiedy jednak opuœcili przytulne schronienie, jakie dawa³a Baza Edgeway, Claude zmieni³ siê nie do poznania; straci³ swoj¹ jowialnoœæ i zapa³, za to bez przerwy utyskiwa³ na zimno i trudne warunki. Mia³ piêædziesi¹t dziewiêæ lat; by³ najstarszym uczestnikiem wyprawy - urodzi³ siê osiemnaœcie lat wczeœniej od Harry’ego Carpentera, którego wiek osi¹gn¹³ w³aœnie górn¹ granicê dopuszczaln¹ dla osób pracuj¹cych w warunkach podbiegunowych.

Chocia¿ Claude by³ wyœmienitym geologiem, specjalizuj¹cym siê w badaniach dynamiki arktycznej formacji lodowej, obecna ekspedycja mia³a byæ jego ostatni¹ wypraw¹ w te rejony. Po jej zakoñczeniu zamierza³ co prawda kontynuowaæ swoje badania, ale ju¿ wy³¹cznie w laboratoriach, przy u¿yciu komputerów - daleko od surowych warunków panuj¹cych za krêgiem polarnym.

Harry zastanawia³ siê, czy przypadkiem bardziej od zimna nie przeszkadza Jobertowi œwiadomoœæ, ¿e praca, któr¹ kocha, staje siê ponad jego si³y. Pewnego dnia bêdzie to musia³ zrozumieæ, a decyzja odejœcia od czynnego uprawiania zawodu mo¿e siê okazaæ niezwykle bolesna. Bezkresne przestrzenie Arktyki i Antarktydy oczarowa³y go swoim czystym, krystalicznym piêknem, surowoœci¹ klimatu i powiewem tajemnicy osnuwaj¹cej bia³e kontury krajobrazu. Tak, wszystko by³o tu tajemnicze; purpurowe cienie zakrywaj¹ce dno ka¿dej, wydawa³oby siê niezg³êbionej rozpadliny, kolorowy teatr nocy, kiedy dr¿¹ce wstêgi zorzy polarnej mieni¹ siê tysi¹cami barw, a gdy utkana z nich kurtyna opada, scena nieba rozœwietla siê niezliczonymi gwiazdami.

W pewnym sensie Harry wci¹¿ czu³ siê jak ma³y nieœmia³y ch³opczyk z zacisznej, spokojnej farmy w Indianie.

Dorastaj¹cy samotnie - bez braci, sióstr i przyjació³ - by³ dzieckiem od pocz¹tku przyt³oczonym przez ¿ycie. Pokonywa³ swój lêk marz¹c o dalekich podró¿ach, podczas których móg³by ogl¹daæ wszystkie niezwyk³oœci œwiata - nie chcia³ byæ przypisany do jednego tylko miejsca na ziemi; wierzy³, ¿e jego powo³aniem jest PRZYGODA. Teraz, kiedy przyby³o mu trochê lat i doœwiadczenia, wiedzia³ ju¿, ¿e tak zwana “przygoda” polega g³ównie na ciê¿kiej pracy. Jednak, od czasu do czasu, ma³y ch³opczyk ukryty w g³êbi jego duszy budzi³ siê niespodziewanie i wtedy, bez wzglêdu na to, co w danej chwili robi³, rozgl¹da³ siê dooko³a oczami rozszerzonymi ze zdumienia i widz¹c wspania³¹ biel otaczaj¹cego œwiata, myœla³ sobie: A niech to! Wiêc naprawdê tu jestem - z dala od farmy w Indianie; na samym koñcu œwiata, na samym jego szczycie!

- Œnieg zaczyna padaæ - stwierdzi³ Pete Johnson.

Prawie w tej samej chwili Harry dostrzeg³ pierwsze wiruj¹ce w bezg³oœnym tañcu p³atki. Do tej pory dzieñ by³ bezwietrzny, co nie oznacza³o jednak, ¿e taka pogoda siê utrzyma.

- Sztorm mia³ nadejœæ dopiero póŸnym wieczorem. - Mówi¹c to Claude Jobert przybra³ zafrasowany wyraz twarzy.

Tymczasowy obóz znajdowa³ siê o siedem i pó³ kilometra, mierz¹c w linii prostej, na pomocny wschód od Bazy Edgeway. Odleg³oœæ ta w rzeczywistoœci, gdy pokonywa³o siê j¹ pojazdami œnie¿nymi, wynosi³a oko³o jedenastukilometrów. Pomimo licznych rozpadlin i wysokich spiêtrzeñ kry, jad¹c z bazy pokonali ten dystans bez wiêkszych trudnoœci. Silny sztorm móg³ jednak uniemo¿liwiæ powrót - ograniczona widocznoœæ i wywo³ane wichur¹ zak³ócenia pracy kompasu stwarza³y ryzyko zgubienia drogi, a w razie wyczerpania zapasów paliwa czeka³a ich niechybna œmieræ, gdy¿ nawet termoizolacyjne kombinezony nie by³y wystarczaj¹cym zabezpieczeniem przed przenikliwym zimnem, jakie panuje podczas burzy œnie¿nej.

Wbrew pozorom, w okolicach Grenlandii opady œniegu s¹ stosunkowo niewielkie. Jedn¹ z przyczyn takiego stanu rzeczy jest niska temperatura powietrza, która powoduje, ¿e nawet przy s³abych podmuchach wiatru bia³y puch zamienia siê w igie³ki lodu, co nie wp³ywa jednak na poprawê widocznoœci.

- Mo¿e to tylko chwilowe pogorszenie pogody? - powiedzia³ Harry, uwa¿nie przygl¹daj¹c siê niebu.

- Ju¿ to widzê. To samo mówili w biurze prognoz o poprzednim sztormie - przypomnia³ Claude. - Mia³y byæ tylko “lokalne, przejœciowe zak³ócenia atmosferyczne”, a nadci¹gnê³a taka burza, ¿e omal nas nie zasypa³o, z baraku nie da³o siê nawet wytkn¹æ nosa.

- Wiêc tym bardziej pospieszmy siê z t¹ robot¹.

- Faktycznie, nie mamy zbyt wiele czasu.

Jakby na potwierdzenie tych s³ów, wiatr mocniej powia³ z zachodu. By³ ostry i rzeœki - przynosi³ z sob¹ ch³ód setek kilometrów lodowych pustkowi. P³atki œniegu zaczyna³y siê zmniejszaæ i twardnieæ. Nie opada³y ju¿ ³agodnym, wiruj¹cym ruchem, lecz gwa³townie zacina³y z boku.

Pete od³¹czy³ œwider od trzonka wiert³a, które pozosta³o schowane w lodzie, a nastêpnie bez najmniejszego wysi³ku podniós³ czterdziestokilogramowe urz¹dzenie, jakby w jego rêkach wa¿y³o dziesiêciokrotnie mniej.

Dziesiêæ lat wczeœniej, graj¹c w uniwersyteckiej dru¿ynie Penn State, sta³ siê gwiazd¹ futbolu amerykañskiego. Wkrótce zacz¹³ otrzymywaæ liczne propozycje od klubów z ligi zawodowej - jednak konsekwentnie odrzuca³ wszystkie oferty. Nie mia³ zamiaru odgrywaæ stereotypowej roli, w jakiej spo³eczeñstwo amerykañskie widzi ka¿dego czarnoskórego zawodnika - zw³aszcza gdy ma on sto dziewiêædziesi¹t centymetrów wzrostu i wa¿y dziewiêædziesi¹t kilogramów. Zdecydowa³ siê pokierowaæ swoim ¿yciem inaczej; uda³o mu siê zdobyæ stypendium naukowe, ukoñczy³ dwa fakultety i uzyska³ doskona³¹ posadê w bran¿y informatycznej.

Podczas zorganizowanej przez Harry’ego wyprawy Pete pe³ni³ niezwykle odpowiedzialn¹ funkcjê: czuwa³ nad sprawnym funkcjonowaniem ca³oœci sprzêtu komputerowego w Bazie Edgeway, a co wiêcej, jako konstruktor ³adunków wybuchowych u¿ywanych podczas eksperymentu, by³ jedynym cz³owiekiem mog¹cym coœ zaradziæ w razie jakiejkolwiek awarii. Jego wyj¹tkowa sprawnoœæ fizyczna stanowi³a oczywiœcie dodatkowy, niezaprzeczalny, atut w bezwzglêdnych warunkach panuj¹cych na obszarze Arktyki.

Gdy Pete odstawi³ œwider, Claude i Harry przynieœli z przyczepy pojazdu metrowy przed³u¿acz, który nastêpnie przykrêcili do wystaj¹cej z lodu koñcówki wiert³a.

Claude ponownie uruchomi³ generator.

Pete wstawi³ œwider z powrotem na miejsce, po czym jednym sprawnym ruchem zablokowa³ klamry, ³¹cz¹ce go z podtrzymuj¹cym statywem. Gdy wszystko by³o gotowe, przyst¹pi³ do wiercenia ostatniego fragmentu szybu, na którego dnie mia³ spocz¹æ pod³u¿ny pojemnik z materia³em wybuchowym.

Podczas gdy maszyna rz꿹c pog³êbia³a odwiert, Harry spojrza³ na niebo. W ci¹gu ostatnich kilku minut pogoda znacznie siê pogorszy³a. Masywne chmury zakry³y resztki promieni s³onecznych. Przez intensywnie padaj¹cy œnieg nie mo¿na by³o dostrzec popielatoczarnych po³aci nieba, nikn¹cego w strumieniach krystalicznych cz¹steczek, ponad którymi wirowa³a bia³a kipiel. P³atki œniegu coraz bardziej twardnia³y, zamienia³y siê w igie³ki lodu, k³uj¹c jego nat³uszczon¹ twarz. Wiatr nasili³ siê do oko³o trzydziestu piêciu kilometrów na godzinê, wype³niaj¹c przestrzeñ z³owieszczym gwizdem.

Harry w dalszym ci¹gu nie móg³ odpêdziæ od siebie przeczucia, ¿e stanie siê coœ niedobrego. By³o ono mgliste i nieokreœlone, jednak wci¹¿ go nie opuszcza³o.

Kiedy jako ma³y ch³opiec mieszka³ w Indianie, nigdy nie przypuszcza³, ¿e “przygoda” oka¿e siê ciê¿k¹ prac¹, zdawa³ sobie jednak sprawê, i¿ mog³a byæ niebezpieczna. Zagro¿enie i zwi¹zane z nim ryzyko mia³o dla niego w owych latach nieodparty urok. Jednak w miarê dorastania, na skutek choroby, a nastêpnie œmierci obojga rodziców, zrozumia³ okrutn¹ naturê œwiata i raz na zawsze przesta³ pojmowaæ œmieræ w sposób typowy dla romantyków. Pomimo to odczuwa³ perwersyjn¹ têsknotê za wiekiem niewinnoœci, kiedy bez lêku rozmyœla³ o mro¿¹cych krew w ¿y³ach, niebezpiecznych wyczynach.

Claude Jobert nachyli³ siê do niego i, przekrzykuj¹c szum wiatru i rzê¿enie œwidra, oznajmi³:

- Nie martw siê, Harry. Ju¿ nied³ugo bêdziemy w Edgeway. Napijemy siê brandy, rozegramy partyjkê szachów, pos³uchamy Benny Goodmana na kompakcie - czekaj¹ na nas wszelkie wygody.

Harry w milczeniu pokiwa³ g³ow¹. Wci¹¿ uwa¿nie obserwowa³ niebo.


12:20

 

 

Gunvald Larsson wygl¹da³ przez jedyne okienko w baraku ze sprzêtem telekomunikacyjnym w Bazie Edgeway. Obserwuj¹c gwa³townie nasilaj¹cy siê sztorm, nerwowo gryz³ ustnik swojej fajki. Tumany padaj¹cego œniegu burzy³y siê i wirowa³y dooko³a jak cienie fal dawno nie istniej¹cego, prehistorycznego oceanu. Mimo ¿e pó³ godziny wczeœniej wyszed³ na zewn¹trz i zeskroba³ z potrójnie oszklonego okna warstwê lodu, na jego powierzchni znów zaczê³y siê tworzyæ konstelacje kryszta³owych wzorów. W ci¹gu godziny szyba ponownie zosta³a ca³kowicie przes³oniêta.

Budynek, w którym przebywa³ Gunvald, znajdowa³ siê na niewielkim wzniesieniu. Gdy patrzy³ z niego na Bazê Edgeway, mia³ wra¿enie, ¿e jest ona ca³kowicie odizolowana od reszty œwiata. W otaczaj¹cym j¹ krajobrazie wygl¹da³a tak obco i nienaturalnie, i¿ mog³o siê wydawaæ, ¿e jest to stacja kosmiczna na jakiejœ odleg³ej, pozbawionej ¿ycia planecie. Na tle bia³ych, popielatych i alabastrowych p³aszczyzn by³a jedyn¹ barwn¹ plam¹ ³ami¹c¹ monotoniê ich odcieni.

...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin