wolne-zwiazki-zawodowe-na-slasku-1978-1980.pdf
(
115 KB
)
Pobierz
Podobno kiedy I sekratarz KW PZPR w Katowicach Zdzisław Grudzień dowiedział się o tym, że na jego terenie jakiś elektromechani
1
Jarosław Neja
Zanim nadszedł Sierpień (tekst opublikowany „Biuletyn Instytutu Pamięci
Narodowej” 2004, nr 6 – 7, s. 104–113).
Podobno, kiedy I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach - Zdzisław
Grudzień - dowiedział się, że w prywatnym mieszkaniu mieszczącym się w jednej z kamienic
położonych parę przecznic od jego partyjnej siedziby Kazimierz Świtoń utworzył w lutym
1978 roku niezależny Komitet Pracowniczy Wolnych Związków Zawodowych, na kilka
miesięcy stracił humor i dostał z tego powodu zawału. Nawet jeśli potraktować powyższą
informację jako rodzaj przerysowanej anegdoty, można przyjąć, że przedstawiciele partyjnego
establishmentu Katowic rzeczywiście poczuli się nieswojo na wieść o powołaniu do życia tuż
„pod ich nosem” związkowej organizacji. Oznaczało to bowiem, że zrobiono to bez ich
wiedzy i pozwolenia, a takie rzeczy nie zdarzały się dotychczas i nie miały – w ich
mniemaniu - prawa zdarzyć się na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim. Ponadto, a
może przede wszystkim niepokoił fakt, iż powołując do życia Wolne Związki Zawodowe
Świtoń zrobił to jako pierwszy w Polsce i jego przykład mógł pociągnąć innych. Gdyby tak
się stało, region uchodzący dotychczas praktycznie za wolny od „zarazy”, za jaką uznawano
rozwijającą się szczególnie po wydarzeniach czerwca 1976 roku demokratyczną opozycję na
czele z KOR-em i ROPCiO, stałby się epicentrum, z którego niebezpieczna idea niezależnego
od władz pracowniczego samorządu promieniowałaby na kraj. Było więc nie do przyjęcia,
ażeby województwo posiadające największą w Polsce organizację partyjną, na czele której
przez kilkanaście lat (1957 – 1970) stał późniejszy I sekretarz KC PZPR Edward Gierek, stało
się wylęgarnią „antysocjalistycznych elementów” i propagowanych przez nie idei.
Górny Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie były ważne dla władz jednak nie tylko ze
względów prestiżowych. Stanowiły one obszary o znaczeniu strategicznym dla gospodarki
narodowej. Tutejsze kopalnie, huty, elektrownie i zakłady przemysłowe niczym potężna
lokomotywa miały pchać ją do przodu, odgrywając w ten sposób kluczową rolę w rozwoju
ekonomicznym kraju. Stąd też ogromne znaczenie przywiązywano do tego, by w porę
skutecznie zapobiegać w województwie rozwojowi niezależnych inicjatyw i społecznych
ruchów. Mogły one bowiem zaburzyć pieczołowicie utrzymywany porządek rzeczy i
przyczynić się, jak mniemano, do rozregulowania wyznaczonego tutejszemu przemysłowi
„rozkładu jazdy”. Czuwała nad tym m.in. SB oraz milicja. Ta ostatnia słynęła w
województwie z wyjątkowej brutalności. Jednak dla zachowania odpowiedniej „kondycji”
regionu, obok przysłowiowego kija stosowano także marchewkę. Śląskie i zagłębiowskie
załogi wyróżniano chociażby relatywnie wyższymi od krajowych zarobkami. W zamian za
2
takie traktowanie miały być one przede wszystkim lojalne wobec „przewodniej siły”, ufać jej
i realizować kolejne, nakładane przez najwyższe kierownictwo partyjne plany i zobowiązania.
Na krytykę i dochodzenie swoich praw i racji nie było miejsca, skoro władza wiedziała lepiej
co gryzie pracownicze społeczności i w swoim mniemaniu w sposób najbardziej pełny ich
bolączki rozwiązywała. Takie zarządzanie województwem w dużej mierze przyczyniło się do
tego, że w okresach społecznych kryzysów jakie co pewien czas wstrząsały krajem, region ten
należał do najspokojniejszych. Jeśli nawet coś się w Katowickiem działo, to było tego
niewiele. „Złe”, które przychodziło tu z zewnątrz, z innych ośrodków, dzięki odpowiedniej
polityce władz i represjom bezpieki nie ostawało się na długo. Ostatnie większe poruszenie
społeczne miało tu miejsce w 1968 roku, kiedy to młodzi ludzie, studenci wyższych uczelni i
uczniowie szkół średnich, wsparci przez swoich rówieśników pracujących w śląskim
przemyśle, wyszli na ulice wyrażając w ten sposób solidarność ze studentami Warszawy.
Marcowy bunt szybko jednak uciszono przy użyciu pałek, strumieni wody, szkolonych psów,
stosując relegowanie z uczelni, a także szantaż wobec rodziców buntowników. W ten sposób,
parafrazując słowa Gierka, zmącona śląska woda szybko się ustała. W grudniu 1970 roku,
kiedy na Wybrzeżu krwawo pacyfikowano robotniczą rewoltę, na jej spokojnej tafli pojawiły
się jedynie niewielkie, pojedyncze kręgi. Za takie można bowiem uznać zaburzenia i przerwy
w pracy w kilku zakładach województwa, będące wyrazem sprzeciwu wobec posunięć
rynkowych rządu i solidarności z pracownikami Gdańska, Gdyni czy Szczecina czynnie
przeciwstawiającym się władzy. Równie spokojnie było latem 1976 roku, kiedy robotnicy
Radomia, Ursusa i Płocka wystąpili przeciwko wprowadzonym przez rząd kolejnym, tym
razem jeszcze bardziej drastycznym niż w 1970 roku podwyżkom cen. Nie doszło wówczas
do zdecydowanych protestów. Natomiast partyjne władze województwa szybko
zorganizowały całą serię masówek i wieców, stanowiących rzekomy pokaz poparcia
pracowniczych środowisk Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego dla najwyższego
kierownictwa i zarazem wyraz szczerego oburzenia „ludzi dobrej roboty” na „radomskich
warchołów”. Imprezy te, nagłaśniane przez oficjalną propagandę, w znacznym stopniu
przyczyniły się do tego, że społeczeństwu regionu przyprawiona została swoista „gęba”, a
przez mieszkańców innych części Polski Ślązacy postrzegani byli jako ci, którzy „trzymali z
władzą” i byli jej powolni rzekomo w imię własnych interesów.
W takich warunkach próby rozwinięcia na terenie województwa katowickiego
działalności opozycyjnej okazywały się przedsięwzięciami niezwykle trudnymi do realizacji.
Jak już wspomniano wyżej, w województwie nie udało się praktycznie zaktywizować
szerszych środowisk związanych z KOR-em czy ROPCiO. Można było jedynie mówić o
3
pojedynczych osobach, które zdecydowały się podjąć rzeczywistą współpracę z tymi dwoma
nurtami opozycyjnymi. Jedną z takich osób był Świtoń. W maju 1977 r. ten elektromechanik,
prowadzący w swoim mieszkaniu przy ul. Mikołowskiej w Katowicach mały zakład naprawy
telewizorów przyłączył się dobrowolnie do zorganizowanego przez KOR w kościele św.
Marcina w Warszawie protestu głodowego przeciwko więzieniu członków i
współpracowników Komitetu. Dzięki udziałowi w głodówce nazwisko Świtonia stało się na
tyle głośne, że zaczęły się z nim kontaktować osoby w różnym stopniu pokrzywdzone przez
władze oraz te, które gotowe były zaangażować się w działalność opozycyjną. Pomimo
współpracy z korowcami oraz kolportowania w regionie wydawanej przez Komitet
niezależnej prasy, Świtoń związał się ostatecznie z ROPCiO, organizując w swoim
mieszkaniu Punkt Konsultacyjno-Infromacyjny Ruchu. Katowicki PKI funkcjonował
podobnie jak jego odpowiedniki tworzone w innych miastach. Spełniał rolę jednoosobowego
terenowego biura Ruchu, stanowiąc jednocześnie istotne ogniwo w organizowanej przez
ROPCiO ogólnopolskiej sieci kolportażu wydawnictw bezdebitowych. Do mieszkania
Świtonia zaczęły zgłaszać się osoby pokrzywdzone przez władze i szukające pomocy w
prowadzonej z nimi nierównej walce o sprawiedliwe zadośćuczynienie własnym krzywdom.
Spotkania przyciągały także ludzi kontestujących w różnym stopniu ówczesny system
społeczno-polityczny. W ten sposób utworzony przez Świtonia ropciowski PKI stał się w
gruncie rzeczy wspólną platformą, niezależną enklawą pokrzywdzonych i niezadowolonych.
W województwie katowickim, podobnie jak w całym kraju było ich wielu, ale na udział w
spotkaniach u Świtonia zdecydowało się tylko kilka osób. Jak na śląskie warunki było to i tak
swoiste „pęknięcie w murze”.
Prowadzona przez Świtonia działalność ściągnęła na niego szereg różnorodnych
represji. Od czasu udziału we wspomnianym strajku głodowym w Warszawie pozostawał w
nieustannym zainteresowaniu katowickiej SB. Jego mieszkanie objęto stałą obserwacją, a pod
koniec lipca 1977 r. zainstalowane zostały w nim urządzenia podsłuchowe. W celu zmuszenia
Świtonia do zaprzestania uprawiania „antysocjalistycznej propagandy” podjęto m.in. trwającą
kilka miesięcy kombinację operacyjną, której efektem miało być pozbawienie go koncesji na
prowadzenie działalności usługowej. Kluczową rolę odgrywały w niej osobowe źródła
informacji. Wytypowane przez oficerów SB osoby zgłaszały u Świtonia usterkę sprzętu RTV.
Po wykonaniu naprawy, występowały do Wydziału Handlu i Usług Urzędu Miasta oraz
Cechu Rzemiosł Różnych w Katowicach ze skargami na „nieuczciwego rzemieślnika”, który
świadczy usługi w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Sprawę „nierzetelnego
elektromechanika” starano się odpowiednio nagłośnić, m.in. poprzez szkalujący go artykuł
4
zamieszczony w lokalnej prasie. Szykany nie ominęły również członków najbliższej rodziny
Świtonia. Przykładowo, w wyniku działań operacyjnych SB, jeden z jego synów ubiegający
się o przyjęcie na Wydział Fizyki Uniwersytetu Śląskiego, nie został dopuszczony do
egzaminów ustnych. Z kolei jedenastoletnia córka, uczennica jednej z katowickich
podstawówek została publicznie skarcona przez dyrektorkę placówki za to, że „przynosi
wstyd szkole, bo za nią chodzi milicja i wypytuje o jej zachowanie”.
Pomimo wzrastających trudności Świtoń nie zaprzestał prowadzenia dyżurów w
ramach PKI. Po latach wspominał, że podczas spotkań w jego mieszkaniu można było
„podyskutować o sprawach społecznych i politycznych, poczytać oraz zabrać ze sobą
wydawnictwa kolportowane poza cenzurą. Wokół domu […] krążyło wielu cichociemnych
SB, którzy jak sępy czatowali na wychodzących z punktu konsultacyjnego, zatrzymanych
zawozili na komendę MO, tam byli przesłuchiwani i w celu zastraszenia aplikowano im 48
godzinny wypoczynek w areszcie. Z czasem jednak niektórzy z dyskutantów do tego się
przyzwyczaili i ponownie przychodzili”. Wśród nich wymienić można m.in. Władysława
Suleckiego z Gliwic. Po raz pierwszy odwiedził on Świtonia jeszcze w sierpniu 1977 r. i
pojawiał się na kolejnych spotkaniach. Później dołączyli także Tadeusz Kicki z Sosnowca
oraz Zdzisław Mnich z Bielska Białej. Na początku lutego 1978 r. doszli: Ignacy Pines z
Katowic i Roman Kściuczek z Mysłowic. Osoby te reprezentowały różne środowiska. Sulecki
pracował jako górnik dołowy w kopalni „Gliwice”. Kicki był z wykształcenia prawnikiem.
Mnich, były kierownik magazynu w jednym z bielskich przedsiębiorstw, przebywał na rencie
inwalidzkiej. Kściuczek, żołnierz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, do 1968 roku
pracował jako technik w Zakładzie Energetycznym w Mysłowicach. Wówczas to został
zwolniony za rzekomą odmowę przystąpienia do egzaminu BHP. Decyzja pracodawcy była
jego zdaniem bezpodstawna i stanowiła przejaw represji wymierzonej za, jak to określał, jego
„demokratyczną postawę”. Po zwolnieniu utrzymywał się z hodowli drobiu, prowadzonej w
przydomowych pomieszczeniach gospodarczych. Pines, doktor chemii, pracował w hucie
„Baildon” w Katowicach.
Wymienieni nie stanowili jednolitej grupy również ze względu na istniejące między
nimi różnice światopoglądowe. Podczas gdy Pines uważał siebie za ateistę i ideowego
komunistę, Świtoń, Sulecki i Kściuszek deklarowali przywiązanie do wiary katolickiej.
Rozbieżności istniały też m.in. w kwestii stosunku do ROPCiO i KSS „KOR”. Do Ruchu
przystąpili Kściuczek, Mnich i Pines. Z Komitetem związany był natomiast Sulecki, który
jako jedyny spośród całej piątki prowadził działalność opozycyjną jeszcze zanim nawiązał
kontakt ze Świtoniem.
5
W czasie II wojny światowej Sulecki jako członek „Szarych Szeregów” uczestniczył
w ruchu oporu. Po wojnie przyjechał na Górny Śląsk. W 1955 roku rozpoczął służbę jako
funkcjonariusz Komisariatu MO w Łabędach. Rok później zwolniono go jednak
dyscyplinarnie za rzekome „przywłaszczenia depozytów” aresztantów. W rzeczywistości o
zwolnieniu zdecydował fakt, że Sulecki był człowiekiem głęboko wierzącym i nie krył się ze
swymi praktykami religijnymi. Po wyrzuceniu z MO podjął pracę w jednej ze śląskich
kopalń. Latem 1960 roku został aresztowany za udział w demonstracji ulicznej w obronie
krzyża ustawionego przez parafian jednego z gliwickich kościołów, a usuniętego przez
władze miejskie jako obiekt postawiony bez ich zgody. W areszcie spędził dwa miesiące. Po
wyjściu na wolność kilkakrotnie próbował nawiązać kontakt z Radiem „Wolna Europa” oraz
środowiskami polskiej emigracji politycznej na Zachodzie. Ściągnęło to na niego kolejne
represje. SB kilkakrotnie przeprowadzała rewizję jego mieszkania. Ponadto zatrzymywano go
pod różnymi wyszukanymi pretekstami. W 1976 roku Sulecki z własnej inicjatywy nawiązał
kontakt z działaczami KOR-u i został współpracownikiem Komitetu. Zajął się kolportażem na
terenie województwa katowickiego czasopism i literatury bezdebitowej, co spowodowało
wzmożenie przeciw niemu represji i szykan. W SB zorientowano się, że w jego osobie KOR
pozyskał oddanego sprawie człowieka, zdeterminowanego i aktywnego. 4 maja 1977 roku
Sulecki został wywleczony z własnego mieszkania i ciężko pobity do nieprzytomności przez
„nieznanych sprawców”. Jednakże już kilkanaście dni później, w czasie kiedy Świtoń
protestował w warszawskim kościele św. Marcina, Sulecki pomimo złego stanu zdrowia,
zorganizował w swoim miejscu pracy – kopalni „Gliwice” w Gliwicach – akcję
solidarnościową z KOR-em. Polegała ona na wystosowaniu do władz listu, pod którym
podpisy złożyło 97 górników. We wrześniu 1977 roku, po rozpoczęciu wydawania przez KSS
„KOR” dwutygodnika „Robotnik” znalazł się w jego komitecie redakcyjnym. Sulecki
dostarczał pismu cennych informacji i gotowych tematów do publikacji, m.in. o sytuacji w
górnictwie: warunkach socjalnych pracowników, organizacji pracy oraz wszelkiego rodzaju
nadużyciach i nieprawidłowościach. Za swoją działalność płacił jednak wysoką cenę.
Podobnie, jak to miało miejsce w przypadku Świtonia, SB otoczyła go swoimi informatorami.
Rozpoczęły się szykany w pracy, zaczęto nękać żonę i córki.
Mogło się wydawać, że bezpieka całkowicie panuje nad sytuacją w regionie. O
determinacji SB w walce z opozycjonistami świadczyły represje, które pod koniec 1977 roku
wyraźnie przybrały na sile. Dotknęły one przede wszystkim Świtonia, któremu m.in. cofnięto
koncesję na wykonywanie usług elektrotechnicznych. W początku nowego, 1978 roku nic nie
wskazywało więc na to, aby spotkania odbywające się w jego mieszkaniu miały stać się dla
Plik z chomika:
FikuPliku
Inne pliki z tego folderu:
uwieziona_nadzieja.pps
(5681 KB)
sytuacja-na-slasku-i-w-zaglebiu-dabrowskim-latem-1980r.pdf
(118 KB)
strajk-w-pks-w-wodzislawiu-i-rybniku-28-30-VIII-1980r.pdf
(80 KB)
strajk-w-kwk-piast-15-28-XII-1981.pdf
(63 KB)
stan-wojenny-w-wojewodztwie-katowickim-strajki-i-ich-pacyfikacje.pdf
(141 KB)
Inne foldery tego chomika:
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin