stan-wojenny-w-wojewodztwie-katowickim-strajki-i-ich-pacyfikacje.pdf

(141 KB) Pobierz
Instytut Pamieci Narodowej
Adam Dziurok
Stan wojenny w województwie katowickim - strajki i ich pacyfikacje
Starannie przygotowaną operację wprowadzenia stanu wojennego rozpoczęto już
przed północą 12 grudnia 1981 r. W pierwszej kolejności zabezpieczono budynki PZPR i
administracji państwowej, zablokowano drogi, a także, w ramach operacji „Azalia”, zajęto
obiekty telekomunikacyjne, radiowe i telewizyjne. Specjalne grupy operacyjno-techniczne
„zabezpieczyły” 31 obiektów łączności na terenie województwa katowickiego. 12 grudnia
przed godziną 24.00 wyłączono również centrale telefoniczne i teleksowe. Pozbawienie
łączności miało ułatwić realizację operacji masowych zatrzymań przywódców i działaczy
„Solidarności”. Według przygotowanych wcześniej wykazów akcję internowania (kryptonim
„Jodła”) rozpoczęto na terenie województwa katowickiego, tak jak w całym kraju, po
godzinie 23.00, jeszcze przed formalnym wprowadzeniem stanu wojennego. W ramach akcji
„Jodła”, z przewidzianych do internowania 648 osób z terenu województwa katowickiego, do
godziny 16.00 13 grudnia internowano 474 osoby. Operacja trwała głównie w nocy – do
godz. 6.00 rano (wtedy radio i telewizja rozpoczęły nadawanie wystąpienia gen. Wojciecha
Jaruzelskiego) internowano już 392 osoby. Zatrzymano wszystkich bardziej znanych
działaczy i aktywistów „Solidarności”, członków KPN oraz „innych osób znanych z wrogich
postaw i poglądów”. Nocna akcja zatrzymań była tyle zaskakująca co brutalna. Ekipy
funkcjonariuszy SB i MO, zaopatrzone w łomy i siekiery, wdzierały się do mieszkań. Tak
było m.in. w przypadku zatrzymania Jana Ludwiczaka (przewodniczącego Komisji
Zakładowej „Solidarności” w KWK „Wujek”), do mieszkania którego wtargnęła grupa
funkcjonariuszy uprzednio wyważając drzwi. 13 grudnia o godz. 7 rano przygotowano grupę
20 funkcjonariuszy prewencji do pomocy SB w zatrzymaniu na dworcu PKP w Katowicach
liderów śląsko-dąbrowskiej „S” – Leszka Waliszewskiego, Andrzeja Rozpłochowskiego,
Tadeusza Jedynaka, wracających z posiedzenia Komisji Krajowej w Gdańsku.
Akcję „Jodła” kontynuowano w dniach następnych, poszerzając listę osób
przeznaczonych do internowania (zwłaszcza w związku z prowadzonymi strajkami) - do 19
grudnia zatrzymano już 846 osób. 1 stycznia 1982 r. w ośrodkach odosobnienia przebywało
1041 osób z województwa katowickiego, a liczba internowanych w całym stanie wojennym
przekroczyła 1900. Jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego przygotowano 2000
miejsc dla internowanych z województwa katowickiego (mieli trafić do Zakładów Karnych w
Strzelcach Opolskich, Jastrzębiu-Szerokiej i Zabrzu-Zaborzu). Ostatecznie zatrzymanych
kierowano także do innych ośrodków odosobnienia na terenie województwa (m.in. w
Bytomiu-Miechowicach, Sosnowcu-Radosze) i poza nim (m.in. w Uhercach i Nowym
Łupkowie). Złą sławą okrył się również areszt KW MO w Katowicach, zwany „Penatgonem”,
gdzie zatrzymanych rozbierano do naga i bito.
Akcji internowania przywódców „Solidarności” towarzyszyła operacja „Klon”,
polegająca na rozbijaniu opozycji poprzez prowadzenie rozmów „profilaktyczno-
ostrzegawczych”. Skutkiem takich rozmów miało być nie tylko zastraszenie, ale również
wymuszenie podpisania „lojalek” – czyli oświadczeń o zaprzestaniu „wrogiej działalności”
oraz werbowanie konfidentów. Do 15 grudnia funkcjonariusze SB i MO przeprowadzili 248
rozmów, w wyniku których dokonano 26 aresztowań (pozostali „interlokutorzy” mieli
podpisać „lojalki”). Z kolei według raportu płk. Jerzego Gruby z 22 grudnia 1981 r. w
województwie katowickim przeprowadzono 803 rozmowy profilaktyczne, które
zaowocowały pozyskaniem 109 osób do współpracy z SB. Część niepokornych rozmówców
internowano.
Przewidując groźbę wprowadzenia stanu wojennego Komisja Krajowa „Solidarności”
4 i 12 grudnia 1981 r. podjęła uchwały, że „odpowiedzią na próbę przemocy” będzie strajk
generalny. Jak podkreślano w dokumentach, akcja strajkowa była naturalnym zastosowaniem
się związkowców do uchwał Komisji Krajowej. Organizację protestu utrudniało internowanie
w nocy z 12 na 13 grudnia wielu przewodniczących i członków Komisji Zakładowych
„Solidarności” w zakładach pracy województwa. Ich zwolnienie, obok zniesienia stanu
wojennego, było jednym z postulatów strajkujących załóg. Mimo braku łączności,
dezorientacji, chaosu i zastraszenia decyzje o strajku okupacyjnym podjęły niezależnie od
siebie załogi kilkudziesięciu zakładów na terenie województwa (równocześnie zawiązując
komitety strajkowe). Tworzyły one odosobnione wyspy na morzu, po którym swobodnie
mogły pływać jedynie okręty władzy. Przepisy stanu wojennego zakazywały strajków i
manifestacji, a dodatkowe ryzyko wiązało się z militaryzacją większych przedsiębiorstw –
ostrzegano, że strajk traktowany będzie równoznacznie z odmową wykonania rozkazu w
czasie wojny i grożono w razie jego zorganizowania ostrymi sankcjami, z karą śmierci
włącznie. Militaryzacja zakładów przemysłu górniczego (przydzielono do nich komisarzy
wojskowych) zakończyła się 15 grudnia. Zarządzeniem ministra spraw wewnętrznych z 13
grudnia 1981 r. wprowadzono także ograniczenia swobody poruszania się (godzina milicyjna
od 22.00-6.00 oraz zakaz zmiany miejsca pobytu bez zgody władz).
Niedziela (13 grudnia) była dniem, w którym większość przedsiębiorstw i instytucji
nie pracowała, za wyjątkiem kopalń i zakładów o ruchu ciągłym. Akcja strajkowa przybrała
większe rozmiary w poniedziałek 14 grudnia, ale już w niedzielę w kilkunastu zakładach
doszło do organizowania akcji protestacyjnych i strajków. W wielu zakładach odbyły się
masówki podczas porannych zmian. Władze, przygotowane na ewentualność strajków w
zakładach pracy województwa katowickiego, przystąpiły do ich tłumienia już od
poniedziałkowego poranka 14 grudnia. Z początku zakładano zapewne, że demonstracja siły
może złamać opór strajkujących. Około godziny 6 rano przed kopalnią „Staszic” w
Katowicach przeprowadzono imponującą demonstrację sił pancernych w celu zastraszenia
górników. Jak czytamy w milicyjnym raporcie: „Użyto batalionu pancernego, jednak mimo
wrażenia, nie uzyskano zamierzonego efektu”. Przystąpiono więc do systematycznego
tłumienia strajków w kolejnych zakładach z użyciem milicji (głównie ZOMO) i wojska,
których zadaniem było opanowanie zakładu, rozproszenie strajkujących i wyłapanie
„prowodyrów” protestu. Całością sił MO w województwie dowodził płk Jerzy Gruba,
operacją pacyfikacji ppłk Marian Okrutny, zaś siłami atakującymi obiekty płk Kazimierz
Wilczyński. Temu ostatniemu podlegali dowódcy pododdziałów użytych bezpośrednio do
pacyfikacji zakładów.
Właściwą akcję, jak to wówczas nazywano, „odblokowywania” strajkujących
zakładów rozpoczęto przed południem 14 grudnia 1981 r. atakiem na kopalnię „Wieczorek”
w Katowicach. W ciągu kilku godzin blisko 700 funkcjonariuszy milicji (z pomocą 3 armatek
wodnych) brutalnie spacyfikowało zakład. Przeciwko strajkującym użyto gazów łzawiących i
pałek. Około godziny 15.00 siły MO, ZOMO i wojska próbowały opanować kolejny zakład -
Hutę Katowice. Według oceny sztabu kierującego akcją „W” to właśnie opór strajkujących w
hucie stanowił największy problem w regionie. Na „siłowe rozwiązanie problemu Huty
Katowice” zezwolił gen. Władysław Ciastoń (sprawujący z ramienia MSW nadzór nad
województwem katowickim) w rozmowie z płk. Grubą. W szturmie na strajkującą hutę
(według raportów milicyjnych strajkowało 3-5 tys. osób) wzięły udział znaczne siły
milicyjno-wojskowe (790 funkcjonariuszy MO ze środkami wsparcia, 170 członków ORMO,
4 kompanie piechoty, 4 kompanie czołgów, 2 kompanie rozpoznania WP), które sforsowały
bramę główną i weszły na teren zakładu. Zajęto centralę telefoniczną, radiowęzeł i punkty
poligraficzne. Opanowano także Halę Głównego Mechanika. Choć przez ponad 3 godziny
„penetrowano i przeczesywano” obiekty wszystkich wydziałów huty i zatrzymano około 100
osób (w tym 12 aktywistów Zakładowego Komitetu Strajkowego Huty Katowice), to nie
stłumiono oporu do końca.
Tego samego dnia około godziny 20.00 przystąpiono do „akcji pacyfikacyjnej” w
katowickiej Hucie „Baildon”. Tym razem niemal tysiąc funkcjonariuszy MO i ORMO oraz 2
kompanie rozpoznawcze WP z wozami opancerzonymi wkroczyły na teren huty i ostatecznie
zlikwidowały strajk po dwóch godzinach. Jak czytamy w Ankiecie operacji milicyjnej :
„Poszczególne pododdziały otoczyły budynki, w których zabarykadowali się uczestnicy
strajku, po sforsowaniu przeszkód przystąpiono do wyprowadzania osób i zatrzymywania
organizatorów nielegalnej akcji protestacyjnej”. Strajkujących przepuszczano przez tzw.
ścieżki zdrowia.
W przeciwieństwie do trwających po kilka godzin akcji tłumienia strajków w kopalni
„Wieczorek”, czy Hucie „Baildon”, operacja „odblokowywania” KWK Halemba w Rudzie
Śląskiej trwała zaledwie 15 minut. Zwarte oddziały milicji (w tym 240 funkcjonariuszy
ROMO z Częstochowy) wkroczyły na teren kopalni o 21.00. Zatrzymano 16 osób, z czego 6
tymczasowo aresztowano. ZOMO wkroczyło także do strajkującej kopalni „Rozbark”, gdzie
górnicy opuścili zakład bez stawiania oporu.
Tego dnia zamierzano prawdopodobnie spacyfikować także strajk w KWK „Wujek”.
Jak czytamy w milicyjnym raporcie: „Do akcji na tej kopalni przygotowane zostały siły
porządkowe, jednak nie doszło do ich użycia z uwagi na fakt, że zorganizowano tam
nabożeństwo, które rozpoczęło się w momencie koncentracji sił”. Oznacza to, że atak na
strajkującą kopalnię zaplanowano na 14 grudnia około godziny 18.00, gdyż wówczas ks.
Henryk Bolczyk odprawił mszę św. dla górników.
Udana pacyfikacja kilku zakładów w dniu 14 grudnia nie oznaczała, że władzom
udało się zapanować nad sytuacją strajkową. W tym czasie zorganizowano bowiem strajki w
wielu innych kluczowych przedsiębiorstwach na terenie województwa katowickiego. Protest
rozpoczęły kolejne kopalnie (w sumie 14 grudnia strajkowało 15 kopalń, m.in. „Julian”,
„Bolesław Śmiały” i „Piast”) oraz inne zakłady (Centralny Ośrodek Informatyki Górnictwa,
Bytomskie Zakłady Naprawcze Przemysłu Węglowego, Zakłady „ZREMB” Tychy, FSM w
Tychach). Napięta atmosfera w niektórych przedsiębiorstwach powodowała kilkugodzinne
protesty („RAFAKO”, KWK „Lenin”, KWK „Rozbark”). Szczególnie niebezpieczna dla
władz sytuacja wytworzyła się w południowej części województwa, na terenie Rybnickiego
Okręgu Węglowego, gdzie strajkowało aż 9 kopalń: „Borynia”, „Moszczenica”, „Manifest
Lipcowy”, „Jastrzębie”, „XXX-lecia PRL”, „Anna”, „Jankowice”, „1 Maja” i „ZMP”.
Już od rana 15 grudnia władze rozpoczęły atak na kolejne strajkujące zakłady. Siły
skierowano w dwóch kierunkach – na teren Rybnickiego Okręgu Węglowego oraz do kopalni
„Staszic”. Podczas narady Sztabu KW MO w Katowicach 14 grudnia przed północą
zdecydowano także o podziale plutonu specjalnego ZOMO na dwie grupy: 15
funkcjonariuszy skierowano do Jastrzębia, zaś 5-osobową grupę do akcji w KWK „Staszic”.
Strajkujący górnicy ze „Staszica”, którzy dzień wcześniej nie przestraszyli się kolumny
czołgów, tym razem, po blisko pięciogodzinnej akcji „odblokowywania” kopalni, zostali
zmuszeni do zaprzestania protestu. O godzinie 7.00 siły milicyjno-wojskowe (w akcji brało
udział m.in. 231 zomowców z pełnym wyposażeniem, 12 czołgów, 3 armatki wodne i 2
kompanie rozpoznawcze WP z wozami opancerzonymi) wtargnęły na teren kopalni.
Kordonem otoczono cechownię, skąd wyprowadzano strajkujących. Do pacyfikacji hoteli
robotniczych, zlokalizowanych obok kopalni, użyto armatek wodnych i środków
chemicznych, siłą forsowano drzwi i okna. W wyniku brutalnej akcji pacyfikacyjnej
zatrzymano aż 454 uczestników zajść (z czego m.in. 156 internowano, a 272 zwolniono po
rozmowach ostrzegawczych). Po wykonaniu zadań na KWK „Staszic” interweniujące tam
oddziały przerzucono do pomocy w stłumieniu strajków w kopalniach ROW , gdzie już od
rana operowały znaczne siły milicyjno-wojskowe. Swoje działanie ograniczyły do czterech
kopalń na terenie Jastrzębia, gdzie żywa była jeszcze pamięć o podpisanych porozumieniach z
września 1980 r. i poczucie, że władza komunistyczna znów oszukała robotników. Pierwszy
atak skierowano na kopalnię „Jastrzębie” - dokładnie o godzinie 8.06 „siły porządkowe”, po
staranowaniu bramy czołgiem, wkroczyły na teren kopalni, by o 9.27 wycofać się po
zakończonej „sukcesem” akcji. Następna w kolejności kopalnia „Moszczenica” została
opanowana w ciągu pół godziny. Przed wtargnięciem na jej teren użyto armatki wodnej
wobec kobiet utrudniających dostęp do kopalni. Wkroczono do cechowni i wezwano
strajkujących do opuszczenia zakładu. Górnicy wyszli z kopalni bocznymi wyjściami.
O 10.40 rozpoczęto wymarsz pod KWK „Manifest Lipcowy”. Oddane strzały w stronę
strajkujących górników tej kopalni były pierwszym przypadkiem użycia broni prze siły MO w
stanie wojennym. Użycie broni palnej, jak i materiałów wybuchowych przewidywał plan
działania sił MO i WP przygotowany przez ppłk. K. Kudybkę [plan].
Przeciwko 2 tys. strajkujących górników wysłano imponujące siły liczące ok. 1700
milicjantów i żołnierzy, 30 czołgów, 15 bojowych wozów piechoty i 4 armatki wodne. Jak się
okazało rozstrzygająca była obecność kilkunastoosobowego plutonu specjalnego ZOMO
uzbrojonego m.in. w pistolety maszynowe wz.63 „Rak”. Krótko po 11.00 milicja i wojsko
zebrały się przed kopalnią przygotowane do szturmu. Wezwano górników do zaprzestania
strajku i opuszczenia kopalni, na co strajkujący odpowiedzieli hymnem narodowym. Czołg
zaczął wówczas rozbijać barykadę ustawioną przez strajkujących na bramie głównej. . Po
sforsowaniu bramy o godz. 11.45 grupy szturmowe wkroczyły na teren kopalni. Użyto
środków chemicznych i armatki wodnej. Początkowo górnicy odrzucali pojemniki z gazem
łzawiącym i petardy z powrotem, ale wkrótce teren był już tak zadymiony, że niektórzy
zaczęli się dusić. W tym czasie na teren kopalni wbiegło kilkunastu funkcjonariuszy plutonu
Zgłoś jeśli naruszono regulamin