Asimov Isaac - 1 Preludium fundacji.rtf

(1008 KB) Pobierz
1

 

Isaac
ASIMOV

 

PRELUDIUM
FUNDACJI

 

 

Ostrowiec Swiętokrzyski 2001-09-06

 

 

Cykl powieści I. Asimova o Fundacji:

 

 

1.      Preludium Fundacji

2.      Narodziny Fundacji

3.      Fundacja

4.      Fundacja i Imperium

5.      Druga Fundacja

6.      Agent Fundacji

7.      Fundacja i Ziemia


Spis treści

1              Matematyk              4

2              Ucieczka              29

3              Uniwersytet              51

4              Biblioteka              68

5              Górna strona              92

6              Ratunek              117

7              Mycogen              135

8              Władca słońca              158

9              Mikrofarma              180

10              Księga              201

11              Sakratorium              223

12              Orle gniazdo              250

13              Ciepłownia              275

14              Billibotton              305

15              Konspiracja              330

16              Funkcjonariusze              350

17              Wye              370

18              Przewrót              393

19              Dors              412

Od autora              429

1     
Matematyk

CLEON I – (...) Ostatni Imperator Galaktyczny dynastii Enturn. Urodził się w 11988 roku ery galaktycznej, tego samego roku co Hari Seldon. Panuje przekonanie, że data narodzin Seldona, którą niektórzy poddają w wątpliwość mogła zostać dopasowana do roku narodzin Cleona, którego Seldon, jak się przypuszcza, spotkał wkrótce po przyjeździe na Trantor.

Po objęciu tronu imperialnego w roku 12010 w wieku dwudziestu dwóch lat, panowanie Cleona I stanowiło osobliwy okres spokoju w tamtych burzliwych czasach. Było to niewątpliwie zasługą umiejętności jego szefa sztabu, Eto Demerzela, który tak starannie usuwał się w cień z życia publicznego, że niewiele o nim wiadomo.

Jeżeli chodzi o Cleona(...)

Encyklopedia Galaktyczna[1]

1.

Cleon dyskretnie stłumił ziewnięcie i zapytał:

Demerzel, czy słyszałeś kiedyś o człowieku, który się nazywa Hari Seldon?

Cleon był imperatorem zaledwie od dziesięciu lat, ale bywały takie chwile podczas ceremonii państwowych, kiedy – przyodziany w uroczyste szaty i insygnia królewskie – prezentował się godnie, jak na przedstawiającym go hologramie, stojącym w niszy za jego plecami i tak wyeksponowanym, że wyraźnie dominował nad innymi niszami, w których mieściły się wizerunki kilku jego poprzedników.

Hologram nie stanowił zupełnie wiernej kopii, choć zarówno na nim, jak i w rzeczywistości włosy Cleona były jasnobrązowe, lecz na wizerunku wydawały się nieco gęstsze. Poza tym prawdziwa twarz Cleona odznaczała się pewną asymetrią, gdyż jego górna warga z lewej strony unosiła się wyżej od prawej, a jakimś cudem nie widać tego było na hologramie. Gdyby Cleon stanął obok swego wizerunku, można by także zauważyć, że jest o dwa centymetry niższy od swojego wizerunku, na którym miał metr osiemdziesiąt trzy wzrostu – i być może trochę tęższy.

Oczywiście hologram przedstawiał portret z oficjalnej koronacji i Cleon był wtedy młodszy. Nadal jednak wyglądał młodo i dość przystojnie, a kiedy nie denerwował się podczas oficjalnych ceremonii, na jego twarzy malowała się pewna dobroduszność.

- Hari Seldon? – spytał Demerzel tonem pełnym szacunku, o który bardzo się starał. – Nie znam nikogo o tym nazwisku Wasza Imperialna Mość. A czy powinienem go znać?

- Minister Nauki wspomniał mi o nim wczoraj wieczorem. Myślałem, że może go znasz.

Demerzel zmarszczył nieznacznie brwi, ale tylko nieznacznie, gdyż nie wypada tego robić w obecności imperatora.

- Minister Nauki, Wasza Imperialna Mość, powinien porozmawiać o tym człowieku ze mną jako szefem sztabu. Gdyby cię niepokojono z każdej strony...

Cleon uniósł rękę i Demerzel natychmiast przerwał.

- Proszę, Demerzel, nie można stale obstawać przy przestrzeganiu form. Kiedy przechodziłem obok Ministra na przyjęciu wczoraj wieczorem i zamieniłem z nim kilka słów, aż kipiał z podniecenia. Nie mogłem go nie wysłuchać i cieszę się, że to zrobiłem, bo opowiadał interesujące rzeczy.

- W jakim sensie interesujące, Wasza Imperialna Mość?

- Cóż, minęły już stare czasy, kiedy nauka i matematyka były ostatnim krzykiem mody, być może dlatego, że dokonano już wszystkich odkryć nie sądzisz? Najwyraźniej jednak nadal mogą mieć miejsce interesujące zdarzenia, przynajmniej tak mi powiedziano.

- Tak powiedział Minister Nauki, Wasza Imperialna Mość?

- Tak. Powiedział, że ten Hari Seldon uczestniczył w zjeździe matematyków zorganizowanym tutaj, na Trantorze – z jakiegoś powodu organizują taki zjazd raz na dziesięć lat – i podobno udowodnił, iż można matematycznie przepowiedzieć przyszłość.

Demerzel uśmiechnął się dyskretnie.

- Albo Minister Nauki, człowiek o niewielkiej bystrości umysłu jest w błędzie, albo ten matematyk się myli. Sprawa przepowiadania przyszłości to przecież dziecinne marzenie o czarodziejskiej krainie.

- Naprawdę, Demerzel? Ludzie w to wierzą.

- Ludzie wierzą w różne rzeczy, Wasza Imperialna Mość.

- Ale wierzą w takie rzeczy. Dlatego nie ma znaczenia, czy przepowiednia przyszłości jest możliwa, czy nie. Jeśli jakiś matematyk przepowiedziałby mi długie i szczęśliwe panowanie, okres pokoju i pomyślności dla Imperium... Ech, czyż nie przyniosłoby to korzyści?

- Z pewnością miło byłoby to usłyszeć, ale co z tego, Wasza Imperialna Mość?

- Gdyby ludzie w to uwierzyli, na pewno działaliby w duchu tej wiary. Wiele proroctw przemienia się w fakt, z powodu samej mocy tego, że ludzie w nie wierzą. To „proroctwa, które spełniają się same przez się”. Przypominam sobie, że to właśnie ty mi to kiedyś wyjaśniałeś.

- Być może, Wasza Imperialna Mość – powiedział Demerzel. Przyglądał się uważnie imperatorowi, jak gdyby chciał sprawdzić jak daleko może się posunąć w wyrażaniu własnych opinii. – Gdyby jednak tak było, każdemu można by kazać wygłosić proroctwo.

- Nie wszystkim uwierzono by w równym stopniu. Matematyka, który byłby w stanie poprzeć swoje proroctwo wzorami i terminologią naukową, mógłby nikt nie zrozumieć, a pomimo to wszyscy byliby skłonni mu uwierzyć.

- Jak zwykle, Wasza Imperialna Mość, mówisz rozsądnie – powiedział Demerzel. – Żyjemy w niespokojnych czasach i warto byłoby je uspokoić w sposób, który nie wymagałby ani pieniędzy, ani zbrojnego wysiłku – bo w niedalekiej przeszłości przysporzyło to więcej szkód niż dobra.

- Właśnie, Demerzel – potwierdził podniecony imperator. – Ściągnij mi tu tego Hariego Seldona. Mówisz mi, że twoje sznurki sięgają do każdego zakątka tego burzliwego świata, nawet tam, gdzie moje oddziały nie ośmielą się wkroczyć. Zatem pociągnij za jeden z tych sznurków i sprowadź tego matematyka. Chcę go zobaczyć.

- Tak zrobię, Wasza Imperialna Mość – powiedział Demerzel, który już zdążył zlokalizować Seldona i odnotował w pamięci, że trzeba pochwalić Ministra Nauki za dobrze wykonaną robotę.

2.

W tym czasie Hari Seldon nie wyglądał zbyt imponująco jak na wielkiego uczonego. Miał trzydzieści dwa lata, podobnie jak imperator Cleon I, był jednak niższego wzrostu, bo miał tylko metr siedemdziesiąt trzy. Jego twarz była łagodna i wesoła, włosy ciemnobrązowe, prawie czarne, a ubranie które nosił odznaczało się niedwuznacznym rysem prowincjonalności.

Każdemu, kto w późniejszych czasach słyszał o Harim Seldonie tylko jako o legendarnym półbogu, wydawałoby się prawie bluźnierstwem, żeby matematyk nie miał siwych włosów, twarzy pobrużdżonej zmarszczkami, spokojnego uśmiechu promieniującego mądrością i żeby nie siedział na wózku inwalidzkim. Jednak nawet wtedy, w podeszłym wieku, oczy Seldona były wesołe. Teraz zaś były szczególnie wesołe, gdyż wygłosił referat na Zjeździe Dziesięcioletnim. Do pewnego stopnia wzbudził nawet zainteresowanie. Stary Osterfith skinął głową i powiedział: - Zmyślnie, młody człowieku. Bardzo zmyślnie. – A taka ocena wypowiedziana przez niego sprawiła Seldonowi radość.

Teraz jednak nastąpił niespodziewany rozwój wydarzeń i Seldon nie był pewien, czy powinno mu to poprawić nastrój, czy też nie.

Wpatrywał się w wysokiego, młodego człowieka w mundurze. Z lewej strony jego tuniki widział zgrabnie umieszczony emblemat przedstawiający słońce i statek kosmiczny.

- Porucznik Alban Wellis – przedstawił się oficer gwardii imperatora, nim odłożył swój dowód tożsamości. – Pozwoli pan ze mną?

Wellis był oczywiście uzbrojony, a za drzwiami stało dwóch innych gwardzistów. Seldon wiedział, że nie ma wyboru, chociaż żołnierz był niezwykle uprzejmy. Chciał jednak poprosić o wyjaśnienia.

- Na spotkanie z imperatorem? – zapytał.

- Do pałacu. Otrzymałem taką instrukcję.

- Ale dlaczego?

- Tego mi nie powiedziano. Mam ścisłe polecenie przyprowadzić pana – w taki czy inny sposób.

- Ale to wygląda na aresztowanie. Nie zrobiłem niczego, co by to usprawiedliwiało.

- Powiedzmy, że wygląda to na przyznanie panu eskorty honorowej. Proszę dłużej nie zwlekać.

Seldon zacisnął usta, jakby chcąc powstrzymać dalsze pytania, skinął głową i ruszył naprzód. Nawet jeśli miał się spotkać z imperatorem i otrzymać imperialną pochwałę, nie znajdował w tym żadnej przyjemności. Opowiadał się za Imperium – to znaczy za światami ludzkości żyjącymi w jedności i pokoju – ale nie był za imperatorem.

Porucznik kroczył przodem, pozostała dwójka z tyłu. Seldon uśmiechał się do mijanych osób i zdołał przybrać obojętną minę. Przed hotelem wsiedli do służbowego samochodu naziemnego. Seldon przesunął ręką po tapicerce – nigdy nie był w tak eleganckim pojeździe.

Znajdowali się w jednej z najzamożniejszych części Trantora. Kopuła była tu na tyle wysoka, że dawała uczucie przebywania na otwartej przestrzeni i człowiek mógł przysiąc – nawet ktoś taki jak Hari Seldon, który urodził się i wychował w otwartym świecie – że znajdowali się w świetle słonecznym. Wprawdzie nie można było dostrzec ni słońca, nie cieni, ale powietrze było lekkie i aromatyczne.

Wkrótce jednak to się skończyło. Kopuła zakrzywiała się w dół, a ściany zwężały i teraz poruszali się wzdłuż zamkniętego tunelu oznaczonego co jakiś czas emblematami ze słońcem i statkiem kosmicznym, który wyraźnie był zarezerwowany, jak domyślał się Seldon, dla pojazdów urzędowych.

Otworzyły się jakieś drzwi, przez które samochód przemknął, a kiedy drzwi zamknęły się za nimi, znaleźli się na otwartej przestrzeni – autentycznej, prawdziwej otwartej przestrzeni. Na Trantorze była jedyna połać takiej przestrzeni o powierzchni 250 kilometrów kwadratowych i tam właśnie znajdował się Pałac Imperialny. Seldon marzył o szansie przespacerowania się po otwartym lądzie – nie z powodu Pałacu, ale dlatego, że mieścił się tam również Uniwersytet Galaktyczny i – rzecz najbardziej interesująca – Biblioteka Galaktyczna.

A jednak, przechodząc z zamkniętego świata Trantora na otwartą, zalesioną przestrzeń, znalazł się w świecie, w którym chmury zaciemniały niebo, a chłodny wiatr targał mu koszulę. Przycisnął kontakt, aby zamknąć okno samochodu naziemnego.

3.

Seldon wcale nie był pewien, czy zobaczy się z imperatorem. Przypuszczał raczej, że w najlepszym razie spotka się z jakimś niższym urzędnikiem, który będzie twierdził, że mówi w imieniu imperatora.

Ilu ludzi w ogóle widziało imperatora osobiście, a nie na holowizji? Ilu ludzi miało szansę widzieć go z bliska, skoro imperator nigdy nie opuszczał swoich terenów, po których Seldon teraz przejeżdżał? To musiała być znikoma liczba. Dwadzieścia pięć milionów zamieszkanych światów, na każdym z nich przynajmniej miliard istot ludzkich – a spośród tych wszystkich kwadrylionów ludzi ilu widziało lub kiedykolwiek zobaczy żywego imperatora? Tysiąc?

Ale czy komuś naprawdę na tym zależało? Imperator był takim samym symbolem Imperium, jak emblemat ze znakiem słońca i statku kosmicznego, tyle tylko, że był znacznie mniej wszechobecny, znacznie mniej prawdziwy. To nie imperator, tylko jego wszędobylscy żołnierze i urzędnicy reprezentowali teraz Imperium, które stało się nieznośnym ciężarem dla swoich mieszkańców.

Kiedy wreszcie Seldon został wprowadzony do bogato umeblowanego, niedużego pokoju i zastał tam młodo wyglądającego mężczyznę siedzącego na krawędzi stołu we wnęce okna i niedbale kołyszącego nogą, zdziwiło go, że jakiś urzędnik może na niego patrzeć tak dobrotliwie. Seldon wielokrotnie już doświadczył tego, że urzędnicy rządowi – a szczególnie ci w służbie imperialnej patrzyli z taką powagą, jakby dźwigali na swoich barkach brzemię całej Galaktyki. I wydawało się, że im niżej znajdowali się w hierarchii, tym poważniejszy i groźniejszy był wyraz ich twarzy.

Zatem ten urzędnik mógł być tak wysoko w hierarchii, z jasnym słońcem padającym na niego, że nie czuł potrzeby przeciwstawiania się mu srogim spojrzeniem.

Seldon nie wiedział pod jak wielkim powinien być wrażeniem, ale czuł, że najlepiej będzie zachować milczenie i pozwolić najpierw przemówić temu drugiemu.

- Domyślam się, że nazywasz się Hari Seldon – powiedział urzędnik. – I jesteś matematykiem.

- Tak – odparł krótko Seldon i znów czekał. Młody człowiek machnął ręką.

- Powinieneś odpowiedzieć: „Tak, Wasza Imperialna Mość”, ale nienawidzę ceregieli. To jedyne, co mnie nuży. Jesteśmy sami, więc pozwolę sobie na tę swobodę i dam spokój tym rytuałom. Niech pan usiądzie, profesorze.

W połowie tej przemowy Seldon uświadomił sobie, że rozmawia z imperatorem Cleonem. Pierwszym o tym imieniu i poczuł jak traci oddech. Teraz, kiedy mu się przyjrzał, dostrzegł słabe podobieństwo do oficjalnego holografu, który stale pojawiał się w wiadomościach. Na tamtym wizerunku Cleon był zawsze imponująco ubrany, wydawał się wyższy, szlachetniejszy i miał lodowaty wyraz twarzy.

Tymczasem oryginał holografu, stojący przed matematykiem wydawał się zupełnie zwyczajny.

Seldon ani drgnął.

Imperator zmarszczył nieznacznie brwi i, z nawykiem rozkazywania obecnym nawet przy chwilowej próbie jego zarzucenia, rzekł apodyktycznie:

- Powiedziałem: „Niech pan usiądzie”, człowieku. Na tamtym krześle. Szybko.

Seldon usiadł, całkiem oniemiały. Nie potrafił nawet zdobyć się na powiedzenie: - Tak, Wasza Imperialna Mość.

Cleon uśmiechnął się.

- Już lepiej. Teraz możemy porozmawiać jak równi sobie, którymi w końcu jesteśmy po odrzuceniu etykiety. Prawda, mój człowieku?

- Jeżeli Waszej Imperialnej Mości podoba się tak mówić, to tak jest – odparł ostrożnie Seldon.

- Och, daj spokój, dlaczego jesteś taki ostrożny? Chcę z tobą porozmawiać na równych warunkach, bo to mi sprawi przyjemność.

- Tak, Wasza Imperialna Mość.

- Po prostu: „Tak”, człowieku. Czy w żaden sposób nie mogę do ciebie dotrzeć?

Cleon patrzył na Seldona i matematyk pomyślał, że było to żywe i pełne zainteresowania spojrzenie.

- Nie wyglądasz na matematyka – odezwał się w końcu imperator.

Wreszcie Seldon poczuł, że potrafi się uśmiechnąć.

- Nie wiem, jak powinien wyglądać matematyk, Wasza Im...

Cleon uniósł ostrzegawczo rękę i Seldon urwał w pół słowa.

- Chyba siwy – powiedział Cleon. – Być może z brodą. I na pewno stary.

- Jednak nawet matematycy muszą być najpierw młodzi.

- Ale wtedy nie są ogólnie szanowani i sławni. Gdy już zwrócą na siebie uwagę Galaktyki, wyglądają tak, jak to opisałem.

...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin