Górski - Samorządna Rzeczpospolita a anarchizm.pdf
(
43 KB
)
Pobierz
Górski - Samorządna Rzeczpospolita a anarchizm
Rafał Górski
SAMORZĄDNA RZECZPOSPOLITA
A ANARCHIZM
91
Zielona Góra 2003
1
SamorzĄdna Rzeczpospolita a anarchizm
Szanownemu czytelnikowi, który zdecydował się na lekturę niniejszego pisma [tutaj broszury - przyp. wyd.] naleŜy się wyjaśnienie rzeczy podstawowej, a
mianowicie przyczyn skłonności polskich anarchistów do szukania inspiracji w programie “Samorządnej Rzeczpospolitej”.
Pierwsza przyczyna jest banalnie oczywista. Po prostu kaŜda inicjatywa i projekt zmierzający do samostanowienia jednostek ludzkich zasługuje na naszą
uwagę i czynne wsparcie. śe walka o władzę nad sensem i znaczeniem wykonywanej pracy jest jedną z dewiz anarchizmu, nie muszę chyba specjalnie
wyjaśniać. Program “Samorządnej Rzeczpospolitej” okazuje się dla nas właśnie dlatego, Ŝe pozwala wszystkim pracownikom najemnym zdobyć sobie wolność w
miejscach pracy. Do wyzyskania jest równieŜ okoliczność, Ŝe tak wiele związków zawodowych w naszym kraju powołuje się na dziedzictwo pierwszej
“Solidarności” z lat 1980-81.
Zwykle nie wychodzą poza przywdziewanie historycznych kostiumów i kombatanckie wspominki, z których właściwie nic nie wynika dla Polski w XXI wieku.
NaleŜy więc wypominać im, Ŝe zapomnieli o treści tamtego ruchu społecznego. Przypominać, Ŝe szło o ideę samorządności pracowniczej słuŜącej konstrukcji
alternatywnych (wobec biurokratycznego państwa) struktur społecznych. Zwróćmy teŜ uwagę, iŜ nie planowano wówczas przeistoczenia przedsiębiorstw w
prywatną własność zatrudnionych tam osób. Zdawano sobie sprawę, Ŝe byłoby to rozwiązanie krzywdzące ludzi, którzy jeszcze (lub juŜ nie) tam pracowali.
Chodziło o zasadę, Ŝe majątek wytworzony wspólnym wysiłkiem przeszłych i obecnych pokoleń ludzi pracy winien być oddany do dyspozycji całego
społeczeństwa (a nie państwa lub biznesmenów, nawet gdyby ci ostatni wywodzili się z części dawnych pracowników najemnych). Zamierzano powołać
“przedsiębiorstwa społeczne”.
Dla nas anarchistów jest to o tyle istotne, Ŝe odrzucamy własność państwową, a nie chcemy zginać karku przed ludźmi biznesu. Pozostaje nam przekazanie
prywatnych i państwowych zakładów pracy na własność społecznościom lokalnym. Oczywiście, musi być to poprzedzone radykalną przebudową samorządów
lokalnych. Te, które istnieją dzisiaj przypominają raczej miniaturę parlamentu, ze wszystkimi jego przywarami. Wyborcy głosują na ludzi, którzy później mogą nimi
rządzić wedle własnego uznania. Dzieje się tak dlatego, Ŝe Ŝadne zobowiązania poczynione wobec wyborców nie mają dla radnych mocy wiąŜącej. Powiązanie
samorządów pracowniczych z samorządami lokalnymi będzie miało sens tylko wtedy kiedy zgromadzenia mieszkańców (osiedlowe, dzielnicowe) otrzymają
prawo wyznaczania celów polityki lokalnej i decydowania o kształcie budŜetu gminy, a wydelegowani radni ograniczą się do wykonywania ich woli. Zarząd
gminny ograniczy się wtedy do opracowania strony technicznej i wykonawczej budŜetu, którego załoŜenia ustalą mieszkańcy. Konieczne jest aby mieszkańcy
zostali wcześniej powiadomieni o majątkowych i finansowych moŜliwościach gminy. Jeśli radny lub urzędnik postąpi wbrew wytycznym zgromadzeń
mieszkańców utraci mandat na sprawowanie swej funkcji. “Samorządna Rzeczpospolita” znajdzie zastosowanie w organizacji terytorialnej przekraczając sferę
gospodarki. Korzystne będzie i to, Ŝe korupcja utraci swój dotychczasowy sens. Trzeba będzie korumpować całą społeczność, a nie władze. Jasne, Ŝe w
Samorządnej Rzeczypospolitej szukamy czegoś zupełnie innego niŜ dopełnienie państwa lub narzędzie mediacji z władzą. Sądzimy, Ŝe prawo do Ŝycia bez
podlegania szefom nie wymaga specjalnego uzasadnienia. Przeciwnie, kaŜde ograniczenie wolności jest sytuacją wyjątkową, wymagającą solidnego
uzasadnienia. Nawet samorządność i demokracja bezpośrednia nie są dobre ot tak same z siebie. Zgromadzeniom mieszkańców i pracowników oraz
administracji naleŜy przekazać tylko tyle uprawnień ile poszczególni ludzie sami nie są w stanie z poŜytkiem wykorzystać i tylko w takiej formie jaką uznają oni
sami za właściwą.
Jest równieŜ inna przyczyna naszej sympatii dla idei “Samorządnej Rzeczpospolitej”. Bolejemy przecieŜ nad tym, Ŝe instytucje państwowe wpychają się
między obywateli w tak perfidny sposób, Ŝe ci stoją samotni i bezsilni wobec polityków, urzędników, komorników i policjantów realizujących własny (bynajmniej
nie społeczny) interes. Stąd oczywisty wniosek, Ŝe machinie państwowej musimy przeciwstawić jakiś rodzaj wspólnoty. Przydatny będzie taki rodzaj więzi, która
okaŜe się tak samo dobra do burzenia hierarchii, jak i do roli rdzenia przyszłego wolnego społeczeństwa. Dokonajmy małej selekcji. Odwołanie się do tradycji
klanów rodzinnych, wspólnot etnicznych czy religijnych wydaje się mało kuszącą propozycją. Nie tylko ze względu na ich archaiczność. Zbyt chętnie stosowano
przemoc w ich imieniu. Zbyt często pełniły funkcję szyldu skrywającego despotyzm głowy rodu, wodza narodu, świętego męŜa, czy innego cwaniaka
pasoŜytującego na uczuciach osób mu podporządkowanych. Ten rodzaj bezpośrednich więzi społecznych bardziej przypominał więzienie sumień niŜ bezpieczne
schronienie. Nie sposób widzieć w nich alternatywy dla państwa i kapitalizmu. Co prawda angaŜujemy się w zakładanie wspólnot sąsiedzkich broniących na
przykład mieszkańców przed eksmisjami, sami tworzymy wspólnoty mieszkaniowe (zwane skłotami) i centra kulturalne, ale wszystko to i tak za mało. KaŜda z
wymienionych inicjatyw jest bowiem naraŜona na powolną erozję. Zapominamy czasem, Ŝe nasza solidarność wystawiona zostanie na “Ŝrący” wpływ
kapitalistycznej ekonomii. Za kaŜdym razem, kiedy znajdziemy się w trudnej sytuacji i przekonamy się, Ŝe bliźni raczej podstawi nam nogę niŜ poda pomocną
dłoń, ekonomia objawi nam swoją moc. Czyni z nas zajadłych rywali wydzierających sobie lepszą pensję, zasiłek, zyski lub po prostu samą pracę. Na rynku nie
ma sentymentów, tutaj sprytniejszy poŜera frajera. Jeśli nie akceptujesz tej gry, wiedz, Ŝe nie godzisz się z samą istotą kapitalizmu. Omawiany przez nas
program bezpośredniego zarządu pracowniczego nad wszystkimi zakładami pracy ma tę zaletę, Ŝe znosi fatalny antagonizm między pracownikami. Oferuje coś
więcej niŜ poŜądana przecieŜ walka przeciw pracodawcom i ekonomii zysków dla szefów (w celu nakierowania jej na potrzeby producentów i konsumentów).
Prócz samej bojowości zakłada tworzenie wspólnot pracowniczych, które mogą być tym czego szukamy. Za ich słabą namiastkę moŜna ostatecznie uznać
obchodzone jeszcze “Barbórki” i biesiady piwne górników. Nie warto się za to przejmować próbami zawłaszczenia tej tradycji przez część pracodawców
organizujących tzw. pikniki firmowe, gdzie podwładni symulują bratanie się ze zwierzchnikami. W końcu, to nie łaska władców lecz instynkt towarzyski i
wspólnota interesów legły u podstaw najstarszych form wspólnot zawodowych w staroŜytnym Rzymie i średniowiecznych komunach miejskich. Istniały tam silne
korporacje zawodowe i cechy organizujące biesiady, pogrzeby, posiadające własne kasy zapomogowe, kaplice i odcinki murów miejskich do obrony. Na
(sub)kulturze hiszpańskich robotników wyrosła w pierwszej połowie XX wieku potęga anarchosyndykalistycznego związku CNT. RównieŜ w międzywojennej
Polsce dziesiątki tysięcy pracowników naleŜało do własnych stowarzyszeń sportowych (Związek Robotniczych Stowarzyszeń Sportowych RP skupiający w 1938
roku 25 tysięcy członków, ponad 500 klubów, w tym: robotniczy klub “Widzew” z Łodzi, “Skra” z Warszawy; Robotnicze Towarzystwo Turystyczne i inne),
samokształceniowych (Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego zrzeszające w 1939 roku ponad 10 tysięcy członków, organizujące wykłady, szkolenia, zespoły
muzyczne i teatralne, m.in. Teatr “Ateneum” w Warszawie; Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci z własnymi przedszkolami, podstawówką, koloniami,
ochronką; Czerwone Harcerstwo liczące 6 tysięcy członków w 1938 roku) i samopomocowych (Robotnicze Towarzystwo SłuŜby Społecznej zajmujące się
poradnictwem prawnym, zakładaniem ogródków działkowych, w 1931 roku utworzyło w Warszawie pierwszą w Polsce Poradnię Świadomego Macierzyństwa;
liczne spółdzielnie pracy, w 1936 roku robotnicza spółdzielczość spoŜywców dysponowała 818 sklepami, wreszcie Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy
Lokatorów Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej “Szklane Domy”). Kto wie czy doświadczenia wyniesione z międzywojnia nie były pomocne w 1944 i 45 roku
kiedy polscy robotnicy z własnej inicjatywy chronili i uruchamiali fabryki opuszczone przez niemieckich zarządców. Próby wskrzeszenia podobnych inicjatyw
miały miejsce w okresie pierwszej Solidarności (1980-81). Załogi wielu zakładów pracy zapraszały do siebie wykładowców związanej z opozycją Wszechnicy
Robotniczej. Od 1984 roku prowadzono zajęcia w ramach podziemnego Chrześcijańskiego Uniwersytetu Robotniczego. Jedną z ciekawszych inicjatyw był
równieŜ Społeczny Fundusz Pomocy Pracowniczej. Funkcjonował on w podziemiu od 1982 i zrzeszał 7.000 robotników z Huty im. Lenina w Krakowie. Za
kontynuatora tej tradycji uwaŜam naszego kolegę z poznańskiej Inicjatywy Pracowniczej Federacji Anarchistycznej, Macieja Hojaka, który wciela ją w Ŝycie wraz
z ludźmi z zakładu, gdzie jest zatrudniony. Wspólnie z innymi pracownikami załoŜył kasę pomocy wzajemnej, razem organizowali wspólne wycieczki,
doprowadzili do zmiany na stanowisku kierownika, aŜ w końcu przejęli kontrolę nad zakładem jako samorząd pracowniczy. Niewątpliwie naturalne jest, Ŝe ludzie
wykonujący ten sam zawód dąŜą do zrzeszania się przede wszystkim dla przyjemności wspólnego spędzania czasu poza domem, odpręŜenia po trudach,
wspólnych zainteresowań, utworzenia kręgu towarzyskiego mniej ograniczonego niŜ rodzina, a mniej rozległego niŜ np. miasto. Wspomniana forma
wspólnotowości daje więcej sił do walki (stąd szefowie widzą zagroŜenie w dobrze zgranych zespołach podwładnych), a juŜ na pewno sprzyja praktykowaniu
samorządności pracowniczej.
Chciałbym zostać właściwie zrozumiany. Nie obiecuję tutaj przyszłej idylli. Realizacja programu “Samorządnej Rzeczpospolitej” w gospodarce i organizacji
terytorialnej stworzy dopiero warunki do nadal potrzebnej przemiany kulturowej. Rewolucja będzie sukcesem, jeśli stanie się początkiem ewolucji ku bardziej
partnerskim, opartym na wzajemnym szacunku stosunkom między ludźmi. Przede wszystkim na gruncie prywatnym poza forum spraw publicznych. Nie
wystarczy bowiem urzeczywistnić demokrację bezpośrednią, naleŜy jeszcze pracować nad respektowaniem opinii mniejszości, przynajmniej w sprawach nie
związanych z gospodarką. Anarchistyczna zasada nie ingerowania społeczności w Ŝycie prywatne jednostek ją stanowiących powinna być zawsze korygowana
przez prawo do interwencji w przypadkach przemocy domowej i wszelkich naduŜyć wobec małoletnich czy upośledzonych. Zadowalający będzie taki stan, w
którym przeciętny człowiek znajdzie się w przyjaznym mu układzie społecznym. Czego sobie i innym Ŝyczę...
2
Red Rat
http://red-rat.w.interia.pl
Plik z chomika:
redrat1
Inne pliki z tego folderu:
Rola anarchistow w okupacji wloskich fabryk.pdf
(116 KB)
Jednodniowka wydanie o Sacco i Vanzettim.pdf
(280 KB)
Jankowski - Korporacjonizm.pdf
(100 KB)
Czy jestes anarchista,anarchistka.pdf
(46 KB)
Chomsky - Świat wg Noama Chomskyego 3.pdf
(142 KB)
Inne foldery tego chomika:
Galeria
Programy
Prywatne
zachomikowane
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin