Planetom wyższej oktawy, czyli zewnętrznym, najpierw powinniśmy przyjrzeć się łącznie, gdyż mają one pewne cechy wspólne. Wiążą się z tym, co Jung nazwał nieświadomością zbiorową, a co współczesna psychologia określa mianem nieświadomości transpersonalnej. Inaczej mówiąc, doprowadzają człowieka do kontaktu z energiami, które nie mają charakteru osobistego, lecz są właściwością większej psychicznej całości, jaką jest cała ludzkość. Z ezoterycznego punktu widzenia energie te symbolizują dążenie do rozwoju, przejawiające się raczej na poziomie duszy niż osobowości. Wszystkie powyższe stwierdzenia są w gruncie rzeczy równoważne. Nie znaczy to oczywiście, by Uran, Neptun i Pluton nie wywierały wyraźnego, indywidualnego wpływu na człowieka, ale doświadczenia związane z tymi planetami czy też z symbolizowanymi przez nie funkcjami psychiki prawdopodobnie będą miały o wiele szersze znaczenie. Są to fundamentalne, archetypowe przeżycia stymulujące milowe kroki i kryzysy w rozwoju świadomości, które kształtują całe życie jednostki i poszerzają zrozumienie całości egzystencji, a nie tylko jej osobistych obszarów symbolizowanych przez planety w obrębie orbity Saturna.
Panuje powszechne przekonanie, że planety transsaturniczne sygnifikują trendy charakterystyczne dla grupy lub generacji, do której należy dany człowiek, a jedynie w tych rzadkich przypadkach, gdy mocno aspektują Słońce lub Księżyc albo tworzą koniunkcję z którąś z osi, zabarwiają osobowość indywidualnymi cechami. W kosmogramach wielu ludzi mają to być „głuche nuty”, względnie nieaktywne punkty, które, gdy zostaną zastymulowane przez tranzyt, planetę progresywną lub kosmogram urodzeniowy drugiej osoby, przybierają „maleficzny” charakter, bowiem ich działanie manifestuje się wówczas w losowy, niekontrolowany sposób przez zewnętrzne okoliczności, często destrukcyjne dla materialnego lub emocjonalnego bezpieczeństwa jednostki. Opis ten jest umiarkowanie celny, gdyż wpływ planet wyższej oktawy z pewnością ma destrukcyjny charakter; ale jeśli zrozumiemy, że to, co jest destrukcyjne lub negatywne z punktu widzenia komfortu i szczęścia fizycznego, uczuciowego czy intelektualnego, może być niezwykle konstruktywne i rozwojowe dla całości jaźni, wówczas zaczniemy pojmować znaczenie tych trzech planet.
Nad energią Urana, Neptuna i Plutona nie sposób zapanować, gdyż małe, świadome, jednostkowe ego nie jest w stanie sprawować kontroli nad całą zbiorową psychiką ludzkości. Kwestia „kontrolowania” planety jest jednym z tych zagadnień, o jakich z wielką łatwością rozprawiają ludzie, którzy nigdy nie zwrócili się do własnego wnętrza i nie dostrzegli tam przebłysku potęgi nieświadomości. Spróbujmy sobie wyobrazić człowieka, który stoi na niewielkiej wyspie pośrodku wzburzonego oceanu i usiłuje poskromić siły natury; jest śmieszną postacią, jego głos zupełnie ginie w ryku burzy. Próby kontrolowania energii planet wyższej oktawy wyglądają podobnie. Te energie nie są z natury wrogie człowiekowi czy maleficzne; pozostają na usługach całości psychiki, czyli jaźni i stają się wrogie tylko wówczas, gdy człowiek świadomie przeciwstawia się kierunkowi, w jakim usiłuje się rozwinąć jego wnętrze. Zamiast myśleć o kontrolowaniu energii Urana, Neptuna i Plutona, uczynilibyśmy mądrzej próbując je zrozumieć i współpracując świadomie z dążeniem własnej psychiki do osiągnięcia pełni oraz integracji treści tych planet.
We wszystkich mitologiach pojawia się postać Niszczyciela. Niestety, w naszych czasach rozumiana jest tylko najbardziej dosłowna, nieprzyjemna warstwa jej znaczenia. W hinduskim panteonie bóstw Sziwa-Niszczyciel jest niezbędnym elementem trójcy. Wszystkie trzy planety wyższej oktawy są w pewien sposób niszczycielami, gdyż ich rolą jest skruszenie fundamentów struktury indywidualnego ego, dzięki czemu człowiek zaczyna postrzegać większą całość, której jest częścią. Saturn symbolizuje zewnętrzną granicę struktury jednostkowego ego; wyraźnie usiłuje on powstrzymać te siły i obronić nas przed koniecznością akceptacji upokarzającej idei, że każdy z nas psychicznie stanowi jedność z innymi ludźmi; jednakże w strukturze osobowości zawsze istnieje jakaś złowróżbna skaza, która w końcu powoduje upadek całej konstrukcji, po czym do środka wdzierają się energie zbiorowej psychiki. Możliwe są wówczas dwie drogi. Jeśli człowiek potrafi zinterpretować ten strumień energii tak, by wyrazić nieświadome potrzeby grupy i stać się ich przekaźnikiem, to zostaje uznany za geniusza, ma bowiem dar uosabiania archetypu – w tym, co tworzy, inni dostrzegają odbicie swych najgłębszych, wewnętrznych dążeń. Jeśli jednak nie potrafi oddzielić owego strumienia zbiorowych energii od własnego wyobrażenia siebie i uznaje, że to on sam, jako jednostka, jest tym strumieniem, wówczas traktowany jest jak szaleniec, gdyż zamiast komunikować archetyp, próbuje się nim stać i w konsekwencji traci kontakt z rzeczywistością. Zewnętrzne planety mają silny związek zarówno z geniuszem, jak i z szaleństwem, a jak głosi powiedzenie, granica między tymi dwoma stanami umysłu jest bardzo cienka.
Pomimo wagi tego obszaru ludzkich doświadczeń tradycyjna astrologia uważa, że kwadratura Saturna do Urana jest „nieistotna”, koniunkcja Saturna z Neptunem „nie ma wielkiego znaczenia indywidualnego”, a trygon Saturna do Plutona jest ważny jedynie dla całego pokolenia, do którego należy dana osoba. Słyszymy także, że połączenia Saturna z Uranem zwiastują nagłe katastrofy, kontakty Saturn-Neptun sygnifikują oszusta, a Saturn-Pluton – mają jakiś związek ze śmiercią oraz z wywrotowymi, kryminalnymi organizacjami. Oczywiście ludzie nie dzielą się na geniuszy i szaleńców. W życiu każdego człowieka zdarzają się okresy, gdy energie nieświadomości zbiorowej wdzierają się na obszary zwykłego życia; każdy człowiek przeżywa swoje chwile geniuszu i momenty szaleństwa, choć nie trwają one długo. Właśnie w takich chwilach najbardziej się zbliżamy do poznania swej prawdziwej natury. Psychologia głębi nazywa te doświadczenia szczytowymi; określa się je także jako doświadczenia „kosmicznej świadomości”. Niestety, żadna z tych nazw nie oddaje nieopisanego wrażenia, jakiego dostarcza wewnętrzna, subiektywna percepcja całości jaźni. Są to głęboko osobiste przeżycia, choć można je także uważać za momenty, gdy osobowość „umiera”, rozpływa się w świetle szerszej percepcji życia. Właśnie tego typu doświadczenia są domeną planet zewnętrznych. Możliwe, że połączenia Urana, Neptuna oraz Plutona z Saturnem, powiększając skazę w strukturze ego, zwiększają zarazem podatność na tego typu przeżycia. Do pewnego stopnia również kontakty Jowisza z Saturnem mają związek z doświadczeniami szczytowymi i percepcją jaźni, ale brakuje im owego charakterystycznego dla planet wyższej oktawy powiewu odwiecznej, destruktywnej, bezosobowej siły. Jowisz nie ma w sobie nic z niszczyciela; możliwe, że to właśnie destruktywnemu aspektowi zewnętrzne planety zawdzięczają swój olbrzymi potencjał rozwoju.
Dla przeciętnego człowieka, którego życie skupione jest wokół osobistych pragnień, królestwo zewnętrznych planet pozostaje niemal zupełnie niedostępne. Ale nawet taki człowiek poddaje się ich wpływom, choć może tego nie zauważać. Nawet jeśli jego świadomość nie jest uwrażliwiona na ich energie, nie znaczy to, że nie wpływają one na podświadomość i nie wzbudzają w niej odzewu. Dla osoby, której świadomość nie przekroczyła granic wyznaczonych przez Saturna, działanie planet zewnętrznych okryte jest mrokiem, ale nawet wtedy nie tracą one na znaczeniu. Można żyć w podziemnej jaskini i nie zdawać sobie sprawy z istnienia wschodów i zachodów Słońca, lecz Słońce nie przestanie z tego powodu wschodzić i zachodzić. Niestety, przywykliśmy uważać, że jeśli czegoś nie rozumiemy, to to nie istnieje. Dramat zewnętrznych planet polega na tym, że zbyt często pozostają one niezauważane, a dążenia, które symbolizują albo są zupełnie ignorowane, albo uznawane za „mistyczny bełkot”. Nawet, gdy te popędy zostaną przedstawione w świetle empirycznych badań psychologicznych, dla wielu ludzi nadal pozostają tylko „mistycznym bełkotem”. Dlatego Uran, Neptun i Pluton, wdzierając się w nurt osobistego życia, często wnoszą do niego tragedie i destrukcję. Nie jest to ręka losu, lecz chroniczna ślepota człowieka na wewnętrzne rytmy i kierunek rozwoju własnej osobowości.
Ponieważ antyczna astrologia uwzględniała tylko siedem ciał niebieskich, przywykliśmy zakładać, że starożytni nie znali trzech zewnętrznych planet. Świadomie zapewne nie zdawali sobie sprawy z ich istnienia. Spostrzeżenie, iż odkrycie każdej z zewnętrznych planet korespondowało z wyłonieniem się w świadomości gatunku lub grupy treści niesionych przez tę planetę, ma w sobie wiele prawdy. Jest to przykład jungowskiej synchroniczności, czyli sytuacji, gdy wewnętrzny rozwój zachodzi równolegle do zewnętrznych okoliczności, przy czym występuje tu tylko połączenie znaczeniowe, brak natomiast przyczynowego. Na zewnętrznym poziomie odkrycie Urana zbiegło się z początkami epoki elektryczności i uprzemysłowienia, a także z dwiema wielkimi rewolucjami politycznymi, w wyniku których powstały nowe formy rządów. Na poziomie wewnętrznym zbiorowa psychika ludzkości zapewne osiągnęła wówczas etap rozwoju, który umożliwił jej świadome wyrażanie ideałów braterstwa, wolności, indywidualności i kontrolowania sił natury przez potęgę umysłu.
Wydaje się jednak, że nasi z pozoru nie rozwinięci przodkowie, nieświadomie zdawali sobie sprawę z istnienia tych energii, pojawiają się one bowiem w mitologii w szczególny, znaczący sposób. Wszyscy trzej mityczni imiennicy planet wyższej oktawy są niewidoczni, tajemniczy, ukryci i trudno dostępni. Uran znika z olimpijskiego panteonu po kastracji i utracie władzy na rzecz Saturna; nie wiemy czy zmarł, czy też jako bóg nie mógł stracić życia. Pozostał obecny jedynie w pośredniej postaci, gdyż z jego krwi wytrysnęły Furie, boginie sprawiedliwości i zemsty, a z oceanu, w który wrzucono jego odcięte genitalia, wyłoniła się Wenus, bogini miłości. Pluton rządzi światem podziemnym i rzadko opuszcza swoje królestwo, a jeśli już pojawia się na powierzchni ziemi, to zakamuflowany, niewidzialny dla ludzkich oczu. Również Neptun rządzi ukrytym światem, przebywa na dnie morza i jako Posejdon wstrząsa ziemią ze swych podwodnych grot. Mitologia ma to do siebie, że przedstawia zawartość zbiorowej nieświadomości w czystej, niezafałszowanej postaci, została ona bowiem przefiltrowana przez wiele wieków i wiele warstw indywidualnych interpretacji. Tajemniczość i niepoznawalność Urana, Neptuna i Plutona w oczywisty sposób wskazują na nie uświadamianą percepcję ich energii.