Numer specjalny 2002.pdf

(9610 KB) Pobierz
562156 UNPDF
ISBN 83-915339-2-1
W numerze:
Kochani Czytelnicy!
3
4
14
17
19
26
27
28
32
33
36
37
38
41
42
43
44
45
List do Adama
Za i przeciw
Niektóre koszty tzw. „wolnej miłości”
Twoje życie duchowe
Program dla ciebie
Dlaczego czystość? – podsumowanie
Życie jest piękne
Milczący świadek Zmartwychwstania
Podeptał moją miłość
Dlaczego deprawują?
Nigdy nie przestanę walczyć o czystość
Strzeżcie wasze rodziny przed pornografią
Nie idźcie drogą, którą ja poszedłem
Nigdy nie rezygnuj z nawrócenia
Wyzwolenie z uzależnienia seksualnego
Kilka słów o antykoncepcji
Biuro matrymonialne św. Józefa
Przestańcie znieważać miłość
Przekazujemy do Waszych rąk „Radość czystej miłości” . Jest
to wydanie specjalne „Miłujcie się!” , które w formie 48 stronicowej
broszury będziemy drukować raz w roku. Pragniemy poinformować na-
szych nowych czytelników, że „Miłujcie się!” jest katolickim dwumiesięcz-
nikiem, wychodzącym pięć razy w ciągu roku, którego nakład wzrósł w
ciągu ostatnich 10 lat z 2 tys. do 240 tys.egzemplarzy. Czasopismo to
spotyka się z żywym oddźwiękiem, widocznym w obfitej korespondencji i
bezinteresownej ofiarności czytelników i kolporterów. Dzięki niej można
dużą część nakładu wysyłać darmowo do najbiedniejszych czytelników w
Polsce i w krajach byłego ZSRR. Wyszły już 4 numery rosyjskojęzycznej
wersji „Liubitie Drug Druga”, ostatni w nakładzie 220 tys. egzemplarzy.
Czasopismo wysyłane jest bezpłatnie do środowisk katolickich na Wscho-
dzie. Czytają je nie tylko katolicy, ale i prawosławni, muzułmanie, a
nawet niewierzący. Otrzymujemy liczne świadectwa nawróceń ludzi za-
inspirowanych lekturą naszego pisma. I tak na przykład studentka z
Kazachstanu, muzułmanka, po lekturze „Liubitie Drug Druga” postano-
wiła przyjąć chrzest. Katechetka prawosławna z Ukrainy napisała: „Kiedy
przeczytałam je, zdumiałam się mądrością, która była widoczna w każdym
artykule. Właśnie wtedy nie wiedziałam, jak wyjaśnić dzieciom tematy:
stosunki seksualne, aborcja. A w tym numerze było akurat to, co po-
trzebne. Wasze czasopismo odpowiada na zapotrzebowania współczesnej
młodzieży. Jest dynamiczne, prawdziwe”.
Listów czytelników do redakcji przychodzi bardzo dużo. Można
zaryzykować twierdzenie, że czytelnicy współtworzą pismo. Czynią to
głównie poprzez świadectwa – szczere, autentyczne, mówiące i o życiu w
grzechu, i o wyzwoleniu dzięki łasce.
Piszą głównie ludzie młodzi, nieraz bardzo młodzi, a czytają ich
rówieśnicy, odnajdując w świadectwach własne problemy, przykłady wyj-
ścia z grzechów i uzależnień, powrotu do Boga lub wręcz odkrycia Jego
miłości do człowieka, zachętę, by samemu spróbować odmienić swoje
życie, pogłębić wiarę. Piszą młodzi czytelnicy: „Już sześć lat trwa moja
znajomość z Wami, którzy tworzycie «Miłujcie się!» i chcę przyznać, że
jest to najlepsza znajomość w moim życiu. Pozwólcie nazwać Was moimi
przyjaciółmi, bo tylko przyjacielowi zależy, aby druga osoba stawała
się lepsza. Dziękuję Bogu i Wam, że jesteście. Myślę, że bez Waszych
słów, nauk, bez Waszego wsparcia, byłabym nikim” (Tomasz); „We współ-
czesnych, materialistyczno-konsumpcyjno-bezideowych czasach, Wasze
pismo jest odtrutką i ostoją dla wahającej się, zagubionej młodzieży”
(Jola); «Miłujcie się!» cenię za odwagę tematów, nie trucie, nie ględze-
nie, ale niespotykaną trzeźwość i siłę przekonania w ideały katolickie,
zwłaszcza czystość” (Damian).
Pragniemy poinformować, że pismo utrzymuje się z dobro-
wolnych ofiar czytelników. Koszty wydania i wysyłki jednego numeru
wynoszą około 3 zł. Gdyby ktoś nie mógł złożyć żadnej ofiary, wtedy cza-
sopismo wysyłamy za darmo z prośbą o modlitwę w intencji Redakcji.
Czekamy na Wasze listy i świadectwa. Zapraszamy do stałej prenumeraty
„Miłujcie się!” i włączenia się w duchową wspólnotę czytelników naszego
pisma. Stałym prenumeratorom przypominamy, że „Radość Czystej Mi-
łości” będziemy wysyłać do nich tylko na wyraźne życzenie i prośbę.
Pamiętamy o Was wszystkich w codziennej modlitwie i polecamy się
Waszej pamięci.
Ks. M. Piotrowski TChr z Zespołem Redakcyjnym
Imprimatur: Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego, ks. Tadeusz Winnicki, 21.10.2002.
Wydawca: Wydawnictwo Agape, ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel.fax. (61) 8523282, tel. (61) 8551034,
www.tchr.org/milujcie, e-mail: milujcie@tchr.org
Druk: Poligrafia S.A., ul. Górna, Kielce.
est 2:00 nad ranem, jesienna noc. Moja
poduszka jest wilgotna, a tusz do rzęs,
z taką uwagą nakładany, aby zrobić na
Tobie wrażenie, rozmazał się na nosie i
policzkach. Piszą, że jest wodoodporny, ale oka-
zuje się, że czasami niewystarczająco na życiowe
załamania... Kiedy godzinę temu odjechałeś ura-
żony w swojej „męskiej” dumie, uświadomiłam
sobie, że wszystko skończone. Wprawdzie nie po-
wiedziałeś tego, ale wiem, że więcej nie zadzwo-
nisz. „Okazałem dosyć cierpliwości – usłyszałam
– trzy miesiące to wystarczająco długo”. Jasne!
Chodzić aż trzy miesiące z dziewczyną, która do
ślubu chce pozostać dziewicą! Dziewica i roc-
kowy piosenkarz! Taka kombinacja to nieporo-
zumienie. Przynajmniej byłeś na tyle miły, że
zechciałeś być ze mną przez te trzy miesiące. Inni
stawiają swoje żądania dużo wcześniej.
Nie myśl, że będę do końca życia bez chłopaka.
Jest sporo takich, którzy zechcą chodzić z dziewczyną z
zasadami, choć może nie są to takie supergwiazdy jak
Ty. Nie szkodzi. Przynajmniej będę wiedziała, że są ze
mną dla mnie samej, a nie dla seksu.
Ponieważ jesteś przystojny, inteligentny, dow-
cipny i jeszcze na dodatek nieźle śpiewasz, ocze-
kujesz, że każda zgodzi się na wszystko, co
zechcesz. Rzeczywiście, mam wiele takich przy-
jaciółek. Może spotkasz jeszcze niejedną z nich...
Dlaczego nie ja?... Kiedy siedzieliśmy obok
siebie ostatniego wieczoru, a Ty z gniewem pa-
trzyłeś na mnie, wszystkie argumenty gdzieś mi
uleciały. Mam jednak powody. Powiedziałbyś,
że są idiotyczne, i w tej chwili ja też myślę
chyba trochę podobnie. Ale być może jutro
staną się one dla mnie na nowo ważne.
Zapytałeś, czy to dlatego, że jestem wierząca. Nie jestem
święta, ale nie zrezygnuję ze swojej wiary. Wiele znaczy dla
mnie. Wierzę w Boga i ta wiara daje mojemu życiu jakąś
zdrową perspektywę. Chcę również być praktykująca, ale dla
Ciebie, ponieważ nie wierzysz, Kościół to relikt przeszłości.
Po prostu nic nie rozumiesz!
A jakie są skutki tzw. „wolnej miłości”? Szczerze mówiąc,
nie podoba mi się to, co dostrzegam. Gdybym, patrząc na
starszych znajomych czy krewnych, mogła z przekonaniem po-
wiedzieć: „Nic im to nie zaszkodziło, są i tak szczęśliwi”, kto
wie, może i zmieniłabym zdanie. Ale to nie jest tak. Dostrzegam u
tych ludzi wielki brak szczęścia, nawet cierpienie, często przeżyli
jakiś osobisty dramat, ponieśli życiową klęskę.
Moja starsza o rok siostra żyła ze swoim chłopakiem przez 12
miesięcy. Potem wszystko się rozpadło, głównie z jego powodu.
Była tak zraniona! Wiele razy ostrzegała mnie, bym nie dała się
wciągnąć w podobną sytuację. Nie musiała mnie ostrzegać. Wie-
działam dobrze, co przeżyła. I nawet nie była w ciąży. Nie wy-
obrażam sobie, co by się działo, gdyby zaszła w ciążę. W końcu
zostałaby pewnie „matką samotnie wychowującą dziecko”. Mało
kusząca perspektywa! Nie wyszła jeszcze za mąż. Wydaje mi się,
że to doświadczenie tak głęboko ją zraniło, że w jakiś sposób
nawet wypaczyło jej nastawienie do małżeństwa.
Jakie jeszcze powody przychodzą mi do głowy? Nasze pokolenie
widzi konsekwencje przygodnych miłostek: choroby, wśród nich AIDS,
różne komplikacje ginekologiczne, wszystkie konsekwencje przerywa-
nia ciąży, utrata ideałów, utrata wiary, utrata radości życia.
Jest jeszcze jeden powód, mój przystojny Przyjacielu, dla które-
go chciałabym do ślubu pozostać dziewicą. To, co miało się rozpo-
cząć dzisiaj, byłoby luźnym związkiem, „chodzeniem ze sobą” bez
zobowiązań. Jak długo by to trwało? Pół roku, rok? Ale nie zawsze,
to pewne. Ani ja, ani Ty nie jesteśmy gotowi do małżeństwa. Dwie
z moich przyjaciółek żyją w ten sposób. Jest to znowu początek łań-
cuchowej reakcji. Kiedy te związki rozpadną się, przejdą do łóżka
kogoś innego. Słyszy się czasami, że dziewczyna po pierwszych do-
świadczeniach żałuje tego i potem żyje w czystości, ale to rzadkie
przypadki. Gdyby stało się to teraz, kiedy mam 18 lat, z ilu męż-
czyznami spałabym do spotkania tego, za którego wyjdę za mąż?
Nie chcę być dla nikogo „tymczasową partnerką”. Oddam się je-
dynie temu mężczyźnie, z którym będę żyła już do końca życia.
Nie będzie to półroczne spotykanie się głównie dla seksu, ale
trwający całe życie odpowiedzialny związek. Będę kochać i będę
kochana bez rozmieniania się na drobne!
Już 3:00. Czuję się lepiej. Powinnam Ci była wszystko to powie-
dzieć ostatniego wieczoru. Ale teraz, kiedy jeszcze raz wszystko prze-
myślałam, lepiej poradzę sobie z tym rozstaniem. Czy zobaczymy się
na imprezie u Marty? Kto będzie trzymał Cię pod rękę? Czy ściśnie
mi się serce na Wasz widok?.. Chyba tak. Straciłam Cię... Jutro
pewnie będę miała zapuchnięte od płaczu oczy, ale zachowałam
szacunek dla samej siebie. Nie, jednak nie przegrałam...
Anna
3
3
Bywa, że młodzi ludzie decydują się na
podjęcie współżycia seksualnego przed
zawarciem małżeństwa. „Jaki ma sens za-
chowanie czystości? Czy trzeba czekać?”
– pytają sami siebie. Różne argumenty za
przedmałżeńskim seksem podsuwa środo-
wisko rówieśnicze, prasa młodzieżowa,
telewizja, inne środki masowego przeka-
zu, nawet podręczniki szkolne.
A oto najbardziej popularne „za”:
• „Miłość uprawnia do rozpoczęcia
współżycia. Współżycie seksualne to na-
turalne dopełnienie każdej miłości.”
• „Człowiek ma «potrzeby» seksualne,
które – jak wszystkie inne potrzeby –
trzeba zaspokajać, byle się tylko «za-
bezpieczyć». Seks to rzecz naturalna.”
Przedmałżeńskie współżycie seksualne
nie jest dopełnieniem miłości.
Zachowanie czystości uczy miłości.
• „Podjęcie współżycia seksualnego
pomaga w dobrym wyborze współmał-
żonka, bo lepiej się go poznaje.”
Badania ankietowe wykazały, że tylko
15% mężczyzn kochało swoje partnerki w
chwili podejmowania współżycia. Ponad
80% rozpoczęło je – jak sami przyznają –
dążąc jedynie do osiągnięcia przyjemno-
ści seksualnej…
Dziewczyna na jedną noc? Na dwa ty-
godnie? Dwa miesiące? I w centrum tego
wszystkiego stoi oczywiście łóżko. Nie, to
nie dla mnie... To taki sam związek, jak
między prostytutką i jej klientem. Tylko że
tam się płaci, a tu nie. Mieć ochotę na
seks, to trochę za mało. Trzeba mówić
bardzo stanowczo „nie”. Niektórzy męż-
czyźni uważają, że „nie” kobiety oznacza
„być może” albo „spróbuj mnie jeszcze
raz przekonać”. Nie można pozostawiać
żadnych wątpliwości co do granic związ-
ku. Mężczyzna musi wiedzieć, że nie będzie
żadnych negocjacji. Jego reakcje są bar-
dzo dobrym wskaźnikiem charakteru. Je-
żeli mimo wszystko jest natarczywy, mam
do czynienia z egoistą. Lepiej dać sobie od
razu spokój. Ten problem to tylko wierz-
chołek góry lodowej. (Ola, l. 23)
• „Potrzebne jest pewne praktyczne
wychowanie seksualne. Jeżeli dziew-
czyna wychodzi za mąż, nie mając za
sobą żadnych doświadczeń, nie powin-
na się spodziewać, że będzie potrafiła
zadowolić prawdziwego mężczyznę. Po-
dobnie i mężczyzna powinien zatrosz-
czyć się o swoją edukację seksualną,
aby umieć usatysfakcjonować swoją
żonę. Narzeczeni powinni też spraw-
dzić, czy są dopasowani seksualnie.
A więc to przeważnie nie miłość chce
przedmałżeńskiego współżycia, ale ego-
istyczne pożądanie, przynajmniej jednej
ze stron... Co to oznacza? W takim wy-
padku nie traktuje się kobiety jako osoby
godnej szacunku, ale jak rzecz, której
można używać dla własnej przyjemno-
ści. Staje się ona w takim układzie swego
rodzaju zabawką. Najlepiej, jeśli jest
„seksowna” i zgadza się na wszystko, na
co on ma ochotę. Mężczyzna chce się nią
tylko przez jakiś czas bawić. Zupełnie
zaś nie myśli o małżeństwie czy zało-
żeniu rodziny. Niestety, sporo dziewcząt
zgadza się na taką rolę, a wzory prezen-
towane przez środki masowego przeka-
zu utwierdzają je jeszcze w przekonaniu,
że jest to rzecz normalna, że „takie jest
życie”.
Przeanalizujmy po kolei powyższe argu-
menty, które na pierwszy rzut oka mogą
wydawać się całkiem słuszne. W rzeczy-
wistości zaś jest dokładnie odwrotnie,
niż się twierdzi.
W okresie dojrzewania dominującym
mechanizmem zachowania dziewczyny
jest poszukiwanie akceptacji. Nawiązując
przyjaźń ze swoim kolegą, nie tyle szuka
zmysłowej przyjemności, co akceptacji
siebie. Chce się komuś podobać, pragnie
4
 
uznania, zrozumienia, trochę czułości. Przy
braku aprobaty ze strony środowiska czy
rodziny, pragnienie znalezienia kogoś, kto
da jej poczucie wartości, nasila się. Za-
czyna wtedy robić wszystko, żeby zainte-
resować sobą chłopaka. W końcu, chcąc
skuteczniej zatrzymać go przy sobie, daje
mu „dowody miłości”, zwłaszcza jeśli on się
ich domaga. Godzi się na rolę zabawki sek-
sualnej. Nie znajduje jednak miłości, któ-
rej szukała. Jest używana, a nie kochana.
Przedwczesne doświadczenia seksual-
ne dziewcząt mogą być również motywo-
wane chęcią zwrócenia na siebie uwagi,
poszukiwaniem wrażeń, ciekawością, wy-
pełnieniem wymagań mody na „nowocze-
sność”, itp. Ale nie do tych celów ma
służyć współżycie. Nie takie jest jego na-
turalne przeznaczenie. Dlatego doświad-
czenia te, zamiast dawać szczęście, ranią i
pozostawiają niesmak.
Załóżmy jednak, że chłopak i dziew-
czyna są w sobie rzeczywiście zakochani.
Czy mogą podjąć współżycie, aby dopełnić
w ten sposób swoją „miłość”? Doświad-
czenie życiowe uczy, że przedmałżeńskie
stosunki seksualne zamiast pogłębiać i
umacniać miłość, powodują jej obumiera-
nie. Dzieje się tak między innymi dlatego,
że „partnerzy” nie oddają się sobie cał-
kowicie, bo nie czynią tego na zawsze.
W takim tymczasowym układzie brakuje
poczucia emocjonalnego bezpieczeństwa i
zaufania, które są podstawą konstruktyw-
nego związku. Uczucie wstydu czy poczu-
cie winy, strach przed ciążą, wątpliwości
co do motywów postępowania partnera
itp., sprawiają, że akt seksualny nie jest
prawdziwym oddaniem się sobie nawza-
jem, jakiego pragnie natura ludzka.
Wiele jest rodzajów miłości (w języku
greckim np. istnieją aż cztery słowa na
wyrażenie tego, co po polsku nazywa się
jednym – „miłość”). Dzieci kochają swo-
ich rodziców, rodzice – dzieci. Miłuje się
rodzeństwo. Nauczyciel na swój sposób
powinien kochać swoich uczniów, lekarz
– pacjentów, i odwrotnie. Matka Teresa
z Kalkuty – mówimy – kochała ubogich.
Mamy nawet miłować naszych nieprzyja-
ciół (oczywiście nie tą samą miłością co
bliskich, ale jednak miłować).
tę. Dobro małżonków i rodziny, z którego
wynika prawdziwe szczęście, jest ważniej-
sze niż chwila przyjemności. Należy je sta-
wiać na pierwszym miejscu i podporządkować
mu swoje pragnienia i pożądania. (Robert, l.
29).
Trzeba dużo pracy nad sobą, aby w
ogóle stać się dobrym i kochającym czło-
wiekiem, a nie tylko mieć od czasu do
czasu dobre uczucia. Miłości trzeba się
uczyć w przeciwieństwie do zakochania,
które samo się zdarza. Stanie się kochają-
cą osobą zaliczyć można do największych
życiowych osiągnięć. Wiele młodych mał-
żeństw stwierdza z przerażeniem, że
szybko „przeminęła ich miłość”. Nie do-
strzegają, że nie nauczyli się jeszcze
prawdziwie kochać ani innych, ani siebie
wzajemnie, a to co przeminęło, było tylko
zakochaniem.
Wiele jest rodzajów miłości! Wszystkie
one mają wspólną zasadniczą cechę. Mi-
łość do innych jest przede wszystkim tro-
ską o ich dobro, bezinteresowną, a nawet
oiarną służbą dla ich dobra (czyli prze-
ciwieństwem egoizmu). Jest więc czymś
więcej niż pozytywnym uczuciem, a nawet
czymś niezależnym od niego. Innymi
słowy, możemy kochać (tzn. czynić do-
brze innym) nie powodowani pozytywny-
mi uczuciami. Właściwie, dopóki miłość
nie zostanie sprawdzona przez brak owych
wzniosłych i gorących uczuć, nie może-
my być pewni, czy rzeczywiście kocha-
my. Uczucia przychodzą, odchodzą, znowu
przychodzą, miłość po-
zostaje i trwa.
Kiedy dwoje ludzi
zawiera małżeństwo,
przyrzeka sobie miłość
do końca życia. Skoro
można miłość obiecać,
musi być ona wolnym
wyborem, nie zaś jakąś
automatyczną, emo-
cjonalną reakcją.
Gdyby miłość nie była
wolnym wyborem, w
czasie ślubu mogliby-
śmy jedynie wyrazić to,
co czujemy w danej
chwili, i mieć nadzieję,
że będzie to trwało. Ślub
jednak to obietnica, a
nie przewidywanie.
Zachowanie czystości przedmałżeń-
skiej jest najlepszą szkołą miłości. Młody
człowiek uczy się w ten sposób przezwy-
ciężać własny egoizm. Dopiero kiedy
tego się nauczymy, zaczniemy myśleć z
troską o innych.
Jesteśmy stworzeni do miłości, spełnia-
my się przez nią. Ale miłość to nie sprawa
kilku minut spędzonych w seksualnej go-
rączce. To sprawa całego życia. Jeżeli jest
dojrzała, seks przestaje być najważniej-
szy. Najważniejszy jest dla tych, którzy nie
wiedzą, co to prawdziwa miłość. Współży-
cie bez miłości to zwykła kopulacja. Może
nawet dawać chwilę przyjemności, choć
i tak wątpliwej jakości, ale nie szczęście.
(Barbara, l. 22)
Ci, którzy współżyją
przed ślubem, ponieważ
„czują”, że mają do
tego prawo, uczą się,
że przyjemność stoi na
pierwszym miejscu. To
prosta droga do zdra-
dy. Małżonkowie muszą
robić to, co dobre dla
obu stron, a nie to, na
co mają aktualnie ocho-
Co to jest miłość...? Czy zakochanie i
miłość oznaczają to samo...? Oczywiście,
że nie! Gorące uczucia mogą towarzyszyć
prawdziwej miłości, ale nie są jej istotą.
Czyli, można być zakochanym, a jeszcze
nie kochać. I można kochać, a zupełnie
nie być zakochanym.
5
 
Zgłoś jeśli naruszono regulamin