5_2005.pdf

(4519 KB) Pobierz
12541684 UNPDF
Niech pokój i radość
betlejemskiej nocy
zagoszczą na stałe w sercach
wszystkich.
W numerze:
Kochani Czytelnicy!
W tajemnicy Bożego Narodzenia „ukazała się dobroć i miłość
Zbawiciela, naszego Boga do ludzi” (Tt 3, 4). To ze względu na nas i
dla naszego zbawienia Bóg stał się prawdziwym człowiekiem i wziął
na siebie cały dramat ludzkiego życia naznaczonego grzechem, cier -
pieniem i śmiercią. Rodzi się jako człowiek, aby przez swoją śmierć i
zmartwychwstanie wyzwolić nas z niewoli szatana, grzechu, śmierci
i otworzyć nam drogę do nieba. W tej prawdzie Świąt Bożego Naro -
dzenia wyraża się największa nasza radość i nadzieja. Człowiek nigdy
nie jest sam, gdyż zawsze zjednoczony jest z nim Jezus, który nada -
je jego człowieczeństwu nieskończoną godność i wartość. Bezbronne
Dzieciątko Jezus, które jest Emanuelem – Bogiem z nami, uświadamia
nam, że miłość Boża jest bezbronna, ponieważ możemy nią wzgar -
dzić i odrzucić. Staje się wszechmocna, gdy ją przyjmujemy. Wtedy
przemienia nas i wprowadza w rzeczywistość nieba, czyniąc „uczest -
nikami Boskiej natury” (2P 1,4).
„Ciebie, który dla nas stałeś się ubogim, będąc bogatym – aby
nas ubogacić (por. 2Kor 8, 9)… Ciebie – Słowo: Bóg z Boga, Świa -
tłość ze Światłości … otaczają niespokojne serca ludzi współcze -
snych w tajemnicy Twojego Narodzenia. Stałeś się ubogim: ubogi
w noc betlejemską, ubogim w domu nazaretańskim, ogołocony ze
wszystkiego w godzinę Twojej śmierci na krzyżu, Jezu Chryste! Ty
jeden mogłeś powiedzieć: „Błogosławieni ubodzy …(Łk 6, 20), „Bło -
gosławieni ubodzy w duchu” (Mt 5, 3). Bo Ty jeden wiedziałeś, jak
wielkiego ubóstwa trzeba człowiekowi, „aby został ubogacony” tym
bogactwem, którym serce ludzkie obdarza sam Bóg! Oto patrzymy
– co roku patrzymy – w najgłębszym zdziwieniu tej samej betlejem -
skiej nocy – na tajemnicę Twojego Narodzenia. O, jakże ubogi stał
się Bóg! O, jakże bogaty stał się Człowiek! Błogosławione ubóstwo
Boga, które stało się źródłem największego ubogacenia człowieka -
”(Jan Paweł II 25 grudnia 1984).
Tajemnica Bożego Narodzenia wypełnia się w nas tylko wtedy,
kiedy z wiarą i czystym sercem przyjmujemy największy nasz skarb i
bogactwo: samego Jezusa Chrystusa obecnego w Eucharystii. Kocha -
ni Czytelnicy i Kolporterzy serdeczny Bóg zapłać za wszelkie duchowe
i materialne wspieranie tego Bożego dzieła jakim jest ewangelizacji
poprzez „Miłujcie się”. Dzięki Waszej ofiarności możemy raz w roku
wydrukować 200 tysięcy Liubitie Drug Druga i przekazywać za darmo
misjonarzom pracującym w krajach byłego ZSRR. Współuczestniczy -
cie z nami w wielkim dziele ewangelizacji Polski i tych krajów do któ -
rych dociera „Miłujcie się”.
Pragnę poinformować, że dzięki inicjatywie i zaangażowaniu
Misjonarek Miłości, założonych przez bł. Matkę Teresę z Kalkuty, po
raz pierwszy wydrukowaliśmy „Miłujcie się” w języku rumuńskim, sło -
wackim i węgierskim. Matka Boża, która jest Redaktorką Naczelną
bardzo liczy na Wasze zaangażowanie i dalsze wspieranie tego dzie -
ła. Zdobywajcie nowych czytelników „Miłujcie się”. W tym celu jeste -
śmy gotowi przesłać Wam darmowo na promocję kilka egzemplarzy
naszego dwumiesięcznika. Ogarniamy naszą modlitwą każdą i każ -
dego z Was i życzymy z całego serca, aby święta Bożego Narodzenia
były czasem pogłębienia wiary i wzrastania w miłości do Boga i bliź -
nich. Będziemy o Was w sposób szczególny pamiętać w modlitwie w
wigilijny wieczór.
3
4
Cała ludzkość potrzebuje Ciebie
„Bezdomny dla bezdomnych, ubogi dla
ubogich”…
Anneliese Michel – opętana święta
Duchowy testament Anneliese
Apel ks. E. Alta, który egzorcyzmował
Anneliese
Najpiękniejszy Dar na Boże Narodzenie
Boże Narodzenie siostry Faustyny
Może On mnie nie słyszy?
Pod rządami półksiężyca (6)
Proście, a będzie wam dane
Znaki od Boga w TV FOX Network
Najlepszy prezent od rodziców dla dzieci
Co niszczy czystość małżeńską?
Nie jestem sama
Dom na skale
Nieuświadamiane zło
Walczyć z wiarą w zwycięstwo
Nie dajcie się!
Szukam Twojego serca,
Jesteśmy sobie bardzo potrzebni
O Bożej recepcie na szczęśliwe życie
małżeńskie (2)
Pocałunek samego Boga
List do członków i sympatyków RCS
8
14
15
19
0
3
26
30
3
34
39
39
40
43
44
44
46
47
5
53
Miłujcie się! – Katolicki Dwumiesięcznik Społecznej Krucjaty Miłości
Imprimatur: Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego,
ks. Tadeusz Winnicki, 10.11.2005
Redaguje zespół: Redaktor naczelny: ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Zastępca redaktora: Tomasz Tuchowski Redakcja: Daniel Biedrzycki, Robert Bil,
br. Mieczysław Chmiel TChr, Marie Cofta, Lilla Danilecka, Agata Dąbek, Tadeusz Figiel,
Agata Firlej ks. Edward Janikowski TChr, Dariusz Janów,
Grzegorz Kucharczyk, o. Wojciech Mainka OFM, Jarosław Matecki, Katarzyna i Robert
Pilarscy, Jacek Pulikowski, Mariusz Sonnak, Agata Suszczyk,
ks. Andrzej Trojanowski TChr, Teresa Tyszkiewicz,
Eugenia i Julian Umławscy, Maria Zboralska
Opracowanie graficzne: Paweł Fiszer, Tomasz Kaźmierczak
Adres Redakcji: Czasopismo „Miłujcie się!”, ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań,
tel./fax. (61) 8523282, tel. (61) 6472686, (61)6472100
www.milujciesie.org.pl, e-mail: milujcie@tchr.org
Wydawca: Wydawnictwo Agape, 60-962 Poznań, ul. Panny Marii 4, tel. (61) 8523282
Redakcja zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów i zmian w tekstach.
Zdjęcia osób zamieszczone w sąsiedztwie świadectw i artykułów
są całkowicie przypadkowe.
Z darem modlitwy i Chrystusowym błogosławieństwem
ks. M. Piotrowski TChr z Zespołem Redakcyjnym
• nr 5-2005
potrzebuje Ciebie
W  Synu Dziewicy, „owiniętym w pieluszki i leżą-
cym w żłobie” (por. Łk 2, 12), uznajemy i wielbimy 
„Chleb, który z nieba zstąpił” (J 6, 41. 51), Odkupi-
ciela, który przyszedł na ziemię, by dać życie światu.
Betlejem! W języku hebrajskim (…) znaczy „dom 
chleba”. Tam właśnie przyszedł na świat Mesjasz, 
który powie o sobie: „Ja jestem chlebem życia” (J 6, 
35. 48). W Betlejem narodził się Ten, który w znaku 
łamania chleba pozostawił pamiątkę swej Paschy. 
Adoracja Dzieciątka Jezus staje się w tę Świętą Noc 
adoracją eucharystyczną. 
Wielbimy  Cię,  Panie,  który  rzeczywiście  jesteś 
obecny w Sakramencie Ołtarza; Chlebie żywy, który 
dajesz życie człowiekowi. Uznajemy w Tobie słabe 
i bezbronne  Dzieciątko,  leżące  w żłobie,  naszego 
jedynego Boga! „W pełni czasów stałeś się człowie-
kiem między ludźmi, by połączyć koniec z początkiem, 
czyli człowieka z Bogiem” (por. św. Ireneusz: „Adv. 
haer.”, IV, 20, 4). Narodziłeś się tej Nocy, nasz Boski 
Odkupicielu, i dla nas, wędrowców na drogach czasu, 
stałeś się pokarmem życia wiecznego. 
Wspomnij na nas, odwieczny Synu Boży, który 
przyjąłeś  ciało  z Maryi  Dziewicy!  Cała  ludzkość, 
która przechodzi tyle prób i boryka się z trudnościa-
mi, potrzebuje Ciebie. Zostań z nami, Chlebie żywy, 
któryś zstąpił z nieba dla naszego zbawienia! Zostań 
z nami na zawsze. Amen!
Jan Paweł II
(25 XII 2004 – pasterka w Bazylice św. Piotra)
Msza św. w uroczystość świętej Bożej Rodzicielki (1 stycznia 2005r.)
Boże Narodzenie na Watykanie
nr 5-2005 •
3
Cała ludzkość
3
nr 5-2005 •
„Bezdomny
ubogi
dla bezdomnych,
dla ubogich”…
Półmrok. Kopcące naftowe lampki oświetlają odrapane ściany.
Zaduch. Obok siebie mężczyźni i kobiety leżący na ławach zbitych
z gołych desek. Jęki konającego mieszają się z wrzaskiem szyderstw,
przekleństw i wyuzdanych dowcipów. Sceny jakby z dantejskiego
piekła. Świat nędzy...
Trzeba duszę dać – usłyszał w swym
wnętrzu wstrząśnięty tym widokiem
Adam Chmielowski, który z przyjacielem
Dębickim i hrabią Wodzickim, wracając
z balu w pałacu „Pod Baranami”, wstąpił
do krakowskiej Ogrzewalni – schroniska
dla najuboższych.
W tych  nędzarzach  pozbawionych 
człowieczeństwa  rozpoznał  Chrystu-
sa. Ubogiego, poranionego, obnażone-
go, wzgardzonego, wyśmianego, opusz-
czonego. Jego Chrystusa. Tego samego,
którego wcześniej namalował na płótnie
Ecce Homo .
Wizję św. Małgorzaty , Powrót z Golgo-
ty . Kochał sztukę. Czy jednak sztuce słu-
żąc, Bogu też służyć można? – na to pyta-
nie długo poszukiwał odpowiedzi. Pisał:
Ja myślę, że służyć sztuce to zawsze wyj-
dzie na bałwochwalstwo, chybaby jak Fra 
Angelico sztukę i talent, i myśli Bogu ku 
chwale poświęcić i święte rzeczy malo-
wać, ale by trzeba na to, jak tamten, sie-
bie  oczyścić  i uświęcić,  i do  klasztoru 
wstąpić, bo na świecie to bardzo trud-
no o natchnienie do tak szczytnych tema-
tów. (…) Świat, jak złodziej, wydziera co 
dzień i w każdej godzinie wszystko dobre 
z serca, wykrada miłość dla ludzi, wykra-
da spokój i szczęście, kradnie nam Boga 
i niebo.  Dlatego  wstępuję  do  zakonu. 
Jeżeli duszę bym stracił, cóż by mi zosta-
ło? Wstąpił do jezuitów. Początkowe
chwile w nowicjacie przyniosły mu wiele
radości. W listach do przyjaciół wyzna-
wał: W myślach o Bogu i przyszłych rze-
czach znalazłem szczęście i spokój, które-
go daremnie szukałem w życiu. Czuję się 
bardzo szczęśliwy. Maluję i zapewne będę 
malował dużo i lepiej aniżeli dotąd . Szyb-
ko jednak przyszły doświadczenia nocy
ciemnej – niemożność rozmyślania, brak
upodobania w rzeczach Bożych i jedno-
czesne odczucie dręczącej tęsknoty za
Bogiem, paraliżującej funkcjonowanie
władz duszy, zaciemniającej zmysły. Tak
pisał kierownik duchowy Adama: Pod-
czas rekolekcji 30-dniowych, a to zaraz 
w pierwszym tygodniu, kiedyśmy rozwa-
żali o śmierci, dostał jakiś rodzaj aber-
ratio mentis, wskutek czego nas musiał 
opuścić.  (...)  Choroba  wystąpiła  zrazu 
św. Brat Albert
Poszukiwanie drogi...
W myślach 
o Bogu 
i przyszłych 
rzeczach 
znalazłem 
szczęście 
i spokój, którego 
daremnie 
szukałem 
w życiu 
Ten tak szczególnie umiłowany przez
Ojca Świętego Jana Pawła II święty –
Brat Albert – Adam Chmielowski urodził
się w Igołomi 20 VIII 1845 r. Gdy miał 8
lat, stracił ojca. Niedługo potem matkę.
Jako siedemnastoletni młodzieniec, stu-
dent puławskiego Instytutu Rolno-Leśni-
czego, wziął udział w powstaniu stycz-
niowym (1863 r.). W bitwie pod Mełcho-
wem został ciężko ranny – wybuch gra-
natu spowodował obrażenia lewej nogi.
Amputacja okazała się koniecznością.
W roku 1870 rozpoczął studia na Aka-
demii Sztuk Pięknych w Monachium.
Był przyjacielem Maksymiliana Gierym-
skiego, Antoniego Sygietyńskiego, Józe-
fa Chełmońskiego, Stanisława Witkiewi-
cza i Heleny Modrzejewskiej. Namalo-
wał wiele nieprzeciętnych obrazów, peł-
nych tajemniczości i niepokoju religijne-
go, m.in. Szarą godzinę , Ogród miłości ,
z licznymi wyrzutami sumienia, potępia-
niem się, własną trwogą przed niechybną 
śmiercią, wiecznym potępieniem, niegod-
nością należenia do jezuitów . O czasie tej
próby sam wspominał: Byłem przytomny, 
nie postradałem zmysłów, ale przechodzi-
4
• nr 5-2005
4
• nr 5-2005
Choćbym 
odkrył góry 
złota i srebra, 
to bym się tym tak 
nie ucieszył, jak tym  
nieocenionym 
skarbem 
zupełnego 
ubóstwa
cze mocniej. Wybrałem większą wol-
ność – te słowa, w dramacie Brat 
naszego Boga , włożył w usta Adama
Chmielowskiego Ojciec Święty Jan
Paweł II. On też w rocznicę obłóczyn
Brata Alberta u krakowskich kapucy-
nów, rozważając przypowieść o talen-
tach, mówił: I nieraz jeszcze wraca-
ła ta myśl, czy nie pogrzebał talentu. 
Taki zdolny malarz, taki oryginalny, 
czy nie pogrzebał talentu? (…) Czy 
nie postąpił, jak ten trzeci człowiek 
z Ewangelii, który pogrzebał talent, 
ukrył,  przestał  z nim  współpraco-
wać, nie rozwinął go. Tak myślano, na 
pewno tak myślano w tym środowisku, 
do którego przynależał. A tymczasem 
dalsze dzieje jego życia, jego życia 
do śmierci i jego życia po śmierci, 
wskazują na to, że nie pogrzebał 
talentu, ale że właśnie znalazł ten 
talent  i pomnożył  go.  Pomnożył 
nadobicie, odkrył jakąś głębszą 
prawdę, doszedł do jakiegoś więk-
szego dobra, znalazł jakąś naj-
większą miłość i za tym poszedł .
O znaczeniu tego wyboru Jan Paweł II
pisał: Dla mnie jego postać miała zna-
czenie  decydujące,  ponieważ  w okresie 
mojego własnego odchodzenia od sztuki, 
od literatury i od teatru, znalazłem w nim 
szczególne duchowe oparcie i wzór rady-
kalnego wyboru drogi powołania ( Dar 
i tajemnica , s .33).
Wkrótce po tym oczyszczeniu Adam
został członkiem III Zakonu św. Francisz-
ka. 25 sierpnia 1887 r. przyjął brunatny
habit i nowe imię – brat Albert. Rok póź-
niej, na ręce ks. bpa Albina Dunajewskie-
go, złożył śluby zakonne.
łem okropne męki i katusze, i skru-
puły najstraszliwsze. Wstąpiłem do 
Zakonu  Towarzystwa  Jezusowego, 
ale Bóg chciał inaczej . Poszukiwa-
nie tego, czego Bóg oczekuje, było
dla Adama trudne, ale najważniejsze.
Wiedział, że ani zakon, ani sztuka nie są
jego drogą do zjednoczenia z Tym, które-
go tak bardzo pragnął. Chrystus przema-
wiał do niego głosem innego powołania
i kazał mu dalej szukać. Panie, co mam 
czynić? – to wołanie nie pozostało bez
Bożej odpowiedzi.
Wracał z przyjaciółmi z balu. Skry-
li się przed deszczem w miejskiej ogrze-
walni. Patrzyli na porzucone, obnażone
z ludzkiej godności ciała. Wracali w ci-
szy. Tych obrazów, odradzających widok
wnętrza schroniska, w swej malarskiej
wyobraźni Adam nie potraił zatrzeć. Nie
mógł też zagłuszyć w sobie coraz wyraź-
niejszego głosu: Idź, sprzedaj, co posia-
dasz, i rozdaj ubogim .
Chatka Brata Alberta
Wiedział, że nie
wystarczy być okazjo-
nalnym dobroczyń-
cą, nawet stałym kwe-
starzem; wiedział, że ci ubodzy i wzgar-
dzeni nie tylko o chleb wołają – że woła-
ją o coś więcej. Wołają o kogoś, kto ich
podniesie, kto z nimi i dla nich będzie, kto
w nich zobaczy człowieka i kto ich poko-
cha. Usłyszał to nieme wołanie. Zosta-
wił swoją wielkość według tego świata.
Z zastraszającą  konsekwencją  odrzucił 
wszystko to, co Chrystus uważał za stra-
. Wybrał dla siebie życie nędzarza i że-
braka. To pragnienie, które go przepeł-
niało, sprawiło, że – dokonując wybo-
ru – nie mówił „nie” życiu i sztuce, lecz
mówił „tak” temu, co pociągało go jesz-
C
Bogu – tak...
Ojciec Święty wygłasza formułę kanonizacyjną Brata Alberta
W doświadczeniu nocy ciemnej
poznał swoją nędzę i prawdę o Bogu,
który kocha to, co poranione i odrzu-
cone. Zrozumiał, że Ten, którego całe 
życie szukał, sam go odnalazł. Odkrył, 
że jedyną możliwą odpowiedzią na tę 
miłość  jest  oddanie  siebie.  Oddanie 
się tej Miłości, która jest niekochana... 
Oddanie się teraz, w taki sposób, w ja-
ki On pragnie. Czy Panu Jezusowi, cier-
piącemu mękę i za mnie ukrzyżowanemu, 
mogę czegoś odmówić? Czy mogę odmó-
wić męki dla Niego i krzyża, gdybym je 
z łaski i woli najświętszej miał cierpieć 
i mógł? Wpatrzony w krzyż odpowie-
dział: Oto ja. Pójdę, gdzie zechcesz, zro-
bię, co każesz .
nr 5-2005 •
5
5
nr 5-2005 •
Zgłoś jeśli naruszono regulamin