Demony Przeszłości - Prolog + Rozdział 1.doc

(209 KB) Pobierz
PROLOG

Demony Przeszłości 

 

Autor: Susan

Beta: Dilena

Fandom: The Vampire Diaries/ Pamiętniki Wampirów

 

 

 

 

 

 

PROLOG

 

Nad Mystic Falls właśnie zachodziło słońce. Kończył się kolejny zwykły dzień. Taki jak tysiące innych, przynajmniej dla większości mieszkańców. Bo może i na pierwszy rzut oka miasteczko nie wyróżniało się spośród wielu, ale tak naprawdę skrywało mroczne sekrety, o których wiedzieli jedynie nieliczni. Ci, którzy nie zostali w nie wtajemniczeni, żyli spokojnie, myśląc, że wszystkie dziwne sytuacje, które ostatnio się wokół nich dzieją, mają racjonalne wytłumaczenie.

Może to i nawet dobrze? Bo po co zaprzątać sobie głowę tym, że najlepszy przyjaciel może okazać się wampirem, wilkołakiem albo też ich pogromcą? Chyba lepiej żyć w nieświadomości. Przecież po poznaniu prawdy, cały dotychczasowy światopogląd mógłby runąć w gruzach.

Jednak jeśli już ktoś został wciągnięty w tą całą niesamowitą historię i na dodatek z naszej winy stał się jedną z istot, znanych jedynie ze strasznych opowieści? Nawet jeśli nie do końca tego chciał?

Jak błagać o wybaczenie za to, że zostawiło się go wtedy na pastwę losu i nie dało znaku życia przez ponad sto lat? Jak to wszystko wytłumaczyć i w ogóle sprawić, żeby ten ktoś zapragnął tego wysłuchać? Tym bardziej jeżeli ta sprawa nie dotyczy jednej, tylko dwóch osób? Braci, którzy kiedyś skoczyliby za sobą w ogień, a teraz nie mogą znieść swojego towarzystwa? I to wszystko z naszej winy.

Jak powrócić po tak długiej nieobecności, wiedząc, że nigdy nie będzie tak jak dawniej? Że tamte chwile już nigdy nie wrócą?

 

Katherine Pierce westchnęła i ruszyła wolnym krokiem przed siebie, mając nadzieję, że zrozumieją.

Może nie teraz, ale kiedyś na pewno.

 

 

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ 1

 

Obserwowała ich od dłuższego czasu. Robiła to z bezpiecznej odległości i z niezwykłą ostrożnością, by czasem jej nie dostrzegli. Nie musiała się jednak zbytnio przy tym trudzić. Była od nich o wiele starsza i lepiej radziła sobie w tropieniu. Na dodatek oni ani trochę się jej tutaj nie spodziewali. Mieli na głowie inne sprawy.

Dzięki temu mogła się przyglądać ich poczynaniom oraz im samym. Od czasu, gdy widziała ich po raz ostatni, czyli jeszcze gdy byli ludźmi, niewiele się zmienili. Przemiana w wampira sprawiła, że stali się jeszcze przystojniejsi, choć myślała, że to niemożliwe. A jednak.

Poza tym zmieniły ich też nowe fryzury oraz inne, adekwatne do czasów, ubrania. Zdziwił ją również nieodgadniony błysk w ich oczach. Kiedyś go nie dostrzegała i nie mogła zrozumieć, co oznacza. Przez te parę tygodni, które spędziła w Mystic Falls, zdążyła się zorientować w tym co robią, jakie stosunki łączą ich z mieszkańcami oraz jak zachowują się wobec siebie nawzajem.

Bracia Salvatore. Przez dziesiątki lat starała się o nich zapomnieć, ale okazało się to niemożliwe. Wyrzuty sumienia na pewno jej tego nie ułatwiały. Z każdym dniem robiły się coraz większe, a gdy osiągnęły apogeum, postanowiła tutaj przyjechać. Wiedziała, że nadeszła chwila, by coś z tym zrobić. Zasłużyli na wyjaśnienia. Nawet jeśli może im to przysporzyć jeszcze większego cierpienia. Bo na pewno to ich czekało.

Przekonała się o tym już pierwszego dnia pobytu w miasteczku, gdy zobaczyła, jak Damon traktuje swojego młodszego brata. W każdym jego spojrzeniu dopatrzyć się można było pogardy i nienawiści. Stało się to, czego się obawiała. Winił jego, nie ją. Nie mógł znieść myśli, że im obu zgotowała taki sam los. Nie znając do końca prawdy, wciąż przelewał negatywne uczucia na Stefana.

Reszta jego zachowania była do przewidzenia. Tak jak ona sama gardził życiem większości ludzi. Nie miał oporów, gdy zabijał i pił krew. Przejął to od niej. Przecież sama mu to pokazała, gdy był jeszcze człowiekiem. Parę razy zabierała go ze sobą na „łowy” i musiał to doskonale zapamiętać. W nim jednak dokonały się większe zmiany niż u brata. Charakter dość mocno odbiegał od tego, który zapamiętała. Przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut oka. Stał się złośliwy, arogancki, samolubny i momentami nie do zniesienia. Przynajmniej dla osób, które go na co dzień otaczały. Można by odnieść wrażenie, że nie pozostała w nim nawet krzta człowieczeństwa. Tego Damona, na którym jej kiedyś zależało. Jednak wystarczyła chwila, by okazało się, ze to nieprawda. Mianowicie, gdy pewnego dnia natknął się na dziewczynę, wyglądającą zupełnie jak ona – Katherine. Elena wiedziała o prawdziwej naturze braci Salvatore, znała ich historię. Pokochała Stefana. Z wzajemnością. Damon również obdarzył ją uczuciem. Stał się tak zwanym piątym kołem u wozu. Właśnie to, w jaki sposób się przy niej zachowywał, to jak na nią patrzył, jak jego oczy łagodniały, sprawiło, że Katherine domyśliła się, że chłodna i okrutna postawa Damona to pewnego rodzaju maska. Zastanawiała się tylko, przed czym on się ukrywa. Przecież musiał być jakiś powód. Nie zachowywał się w taki sposób, bo miał taki kaprys. A może jednak? Przecież sama się tak kiedyś prowadzała. Kaprysiła, zabijała na jego oczach, robiła, co chciała. Obserwował to wszystko i teraz kopiował. Bo dlaczego niby nie?

Pomijając tę całą dziwnie znajomą sytuację, Katherine musiała przyznać, że sama Elena bardzo ją zaintrygowała i zafascynowała. Dlaczego wyglądała niemal identycznie? Nie mogła to być wina genów, bo nie zostały one przekazane dalej. Przecież to niemożliwe, gdyż jest wampirem. Dodatkowo dziewczyna sprawiła, że zarówno Stefan, jak i Damon lgnęli do niej, niczym muchy do miodu. To musiało mieć jakieś wytłumaczenie.

Wracając do braci Salvatore, a dokładnie do młodszego z nich. Stefan w ogóle się nie zmienił. Pozostał tą samą ciepła osobą o dobrym sercu. Nie pijał ludzkiej krwi, nikogo nie krzywdził, dbał o swoich bliskich, lecz nie do końca ufał Damonowi. Ich relacje okazały się jeszcze bardziej skomplikowane, niż na początku sądziła. Musiała jednak przyznać, że gdy dowiedziała się o tym, że Stefan postanowił uczęszczać do liceum z resztą dzieciaków, nie mogła powstrzymać śmiechu. Chłopak starał się być aż zanadto ludzki.

Katherine właśnie dotarła do baru, o mało oryginalnej nazwie Mystic Grill, w którym często przesiadywała młodzież, grając w bilard, rozmawiając i jedząc. Widziała tutaj parę razy również Stefana i Elenę. Zatrzymała się w bezpiecznej odległości od wejścia, by obserwować, kto wchodzi i wychodzi z budynku, ale nie rzucać się w oczy. Okoliczności nie sprzyjały spotkaniu z braćmi Salvatore.

A właśnie największy problem tkwił w tym, że nie wiedziała, kiedy nastąpi na to odpowiedni moment. Przecież nie podejdzie do nich pewnego dnia i po prostu się przywita.

 

 

Cześć, chłopaki! Poznajecie mnie? To ja, Katherine. Tak, ta co przemieniła was w wampiry i zostawiła. Cieszycie się?

 

 

Pokręciła głową i zaczęła przechadzać się w tę i z powrotem. Zdawała sobie sprawę z tego, że musi wymyślić coś odpowiedniejszego. Wybrać idealny czas i miejsce konfrontacji. Sprawić, że bez użycia siły, zechcą jej wysłuchać. Obawiała się jednak, że okaże się to niesamowicie trudne. Ale nie może przecież odwlekać tego całą wieczność.

A może jednak?

 

 

Uspokój się. Przecież to tylko Stefan i Damon, głupia! Czym ty się przejmujesz? Podejdź do tego logicznie. Popatrz na Elenę. Wygląda jak ty. Kręcą się wokół niej, co oznacza, że nadal mają do ciebie słabość. Inaczej nie zwróciliby na nią uwagi.

Załatwisz tę sprawę bez problemu. To będzie bułka z masłem.

 

 

Może i znalazła  jakieś wytłumaczenie, ale nie do końca potrafiła w nie uwierzyć. Nawet jeśli znajdowała się w tym choć odrobina prawdy.

Westchnęła ciężko, zatrzymując się na chwilę i przystępując z nogi na nogę. Przeczesała palcami długie, ciemne włosy i zarzuciła je na plecy. Rozejrzała się wkoło. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, jak bardzo się tutaj zmieniło. Ciągle pamiętała stare budownictwo, powozy, ludzi w gorsetach, kapeluszach i marynarkach. Teraz wszystko wydawało się znajome, a jednak obce. Niby rozpoznawała budynki, drogi, lecz bardzo różniło się to od jej wspomnień.

W miejscu, gdzie kiedyś Pearl miała sklep zielarski, zrobiono księgarnię. Na wystawie stały książki z kolorowymi okładkami i krzykliwymi napisami. Na szybach poprzyklejano plakaty, reklamujące znane bestsellery. Tam, gdzie teraz stoi bar, był kiedyś piękny skwerek z rzeźbionymi ławkami. Wyciągała tam Pearl i jej córkę, Annę, na spacery, gdy chciały coś razem uzgodnić. Jeśli tutaj tak się zmieniło, to nie chciała wiedzieć, jak musi wyglądać obszar, gdzie mieszkała.

Rezydencja państwa Salvatore na pewno została już zrównana z ziemią wiele lat temu. Obawiała się tego. Wiązało się z nią wiele wspomnieć. Zarówno tych miłych, jak i przykrych. Nie tęskniła za tym miejscem, ale jakoś nie spieszyło się jej, by zobaczyć, co z niego zostało. Nie rozumiała dlaczego. Przecież widziała wiele zniszczeń, sama często niszczyła, więc w czym tkwił problem? Czyżby robiła się jednak sentymentalna?

Nagle coś wyrwało ją z zamyślenia. Drzwi Mystic Grill otworzyły się i wtedy jej oczom ukazał się wysoki, dobrze zbudowany blondyn. Od razu rozpoznała w nim Matta – przyjaciela Eleny, z którym często widywała zarówno ją, jak i Stefana. Rozmawiał z kimś przez telefon, trochę przy tym gestykulując. Na pierwszy rzut oka, widać było, że to typ sportowca. Zarówno po budowie, jak i wyrazie twarzy. Wiedziała, że jej ocenianie po wyglądzie mogło wydawać się niesprawiedliwe i okrutne, ale nie potrafiła nic na to poradzić.

Wytężyła słuch, by sprawdzić, co mówi.

 

-          Godzinę? Chyba żartujesz. Już i tak długo na ciebie czekamy. Stefan ograł mnie już trzy razy. Nie możesz się wcześniej wyrwać, Eleno?

 

Eleny tutaj nie ma. Jest za to Stefan.

Wtedy w głowie Katherine coś zaskoczyło. Najpierw skłębiło się tysiąc różnych myśli. Kotłowały się, próbując uporządkować, a gdy w końcu to zrobiły, na twarzy wampirzycy zakwitł delikatny uśmiech.

 

 

Brawo, Katherine. Jesteś genialna. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłaś? Przecież to takie proste! Ale lepiej późno, niż wcale, prawda? Bierz się do roboty.

 

 

Szybkim ruchem wyjęła komórkę z kieszeni. Nie chciała nigdzie dzwonić, tylko trochę poudawać. Miała nadzieję, że jej plan wypali. A jeśli nawet nie, mówi się trudno. Świat się nie zawali.

Przyglądała się i przysłuchiwała temu, jak Matt kończy rozmowę z Eleną, a następnie chowa telefon do kurtki. Rozejrzał się wkoło, a wtedy szepnęła:

 

-          Spójrz na mnie.

 

Nie minęło nawet kilkanaście minut, a ich oczy się spotkały. Katherine pomachała do chłopaka, trzymając na widoku komórkę. Uśmiechnął się szeroko i ruszył w jej stronę. Jak widać, połknął haczyk.

Wampirzyca postanowiła działać. Jeśli coś jej nie pójdzie z tym chłopakiem, w najgorszym wypadku rzuci na niego urok, wymaże mu wspomnienia i będzie po sprawie. Nic wielkiego. Żadna tragedia się nie stanie. A może nareszcie uda się jej znaleźć odpowiedni sposób na konfrontację z Damonem i Stefanem.

-          Cześć! Widzę, że żarty się ciebie trzymają – rzekł Matt, gdy zatrzymał się parę kroków od niej.

-          To chyba dobrze, prawda? – odparła, siląc się na swobodny i przyjazny ton.

-          Jednak udało ci się wyrwać? Cała ty. Zawsze lubiłaś płatać takie figle.

-          Warto było. Choćby dlatego, żeby usłyszeć twoje narzekania na Stefana. Dobrze, że przyszłam, bo kompletnie byś się zbłaźnił.

-          Bardzo zabawne, Eleno.

Katherine poczuła niewysłowioną ulgę. Nabrał się. Myśli, że to jego przyjaciółka. Nie dostrzega żadnej różnicy ani tego, że cała sprawa z jej telefonem i nagłym pojawieniem się tutaj nieco nie trzyma się kupy.

 

 

Typ sportowca. Miałam rację.

 

 

Matt włożył ręce do kieszeni kurtki i omiótł ją rozmarzonym wzrokiem od góry do dołu. Czyżby kolejny chłopak, który ma słabość do Eleny? Ciekawe, czym ona ich tak pociąga. Zaraz okaże się, że w miasteczku założono jej fanklub.

-          To co, idziemy? – spytała niewinnie, ruszając w stronę wejścia do baru.

-          Jasne – odparł.

Szybko dotarli do drzwi wejściowych. Matt je otworzył i wpuścił ją do środka. Teraz pozostało się tylko modlić, by wszystko poszło po jej myśli i nikt nie przeszkodził w wykonaniu planu, w którym musiała zrobić wszystko, by i Stefan uwierzył, że ma przed sobą Elenę.

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin