Rozdział 3.doc

(41 KB) Pobierz
Rozdział 3

Rozdział 3

 

 

Popatrzyli po sobie, po czym powoli się odwrócili i zamarli, widząc tą, od której wszystko się zaczęło. Parę metrów dalej stała najpiękniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek poznali. Wciąż była też tą, która przed ponad stu laty namieszała im w głowach. Rozkochała w sobie, bawiła się nimi niczym marionetkami, a następnie zostawiła na pastwę losu. Przez nią zginęli, a potem narodzili się na nowo. Jednak bez Katherine u swojego boku. Pozostawiła po sobie ból, pustkę, smutek i nienawiść, która sączyła się do ich serc niczym jad.

Co tutaj robiła? Jak śmiała po tak długim czasie zjawić się, jak gdyby nigdy nic w Mystic Falls? Zupełnie jakby nie minęły dziesiątki lat. Stała naprzeciw nich. Katherine Pierce. Niby ta sama, a jednak inna. Damon zastanawiał się, czy Stefan również zauważył w niej coś dziwnego. Nie chodziło o tak oczywiste zmiany, jak fryzura, czy ubiór, a o oczy. Smutne i zamglone. Takie, jakich jeszcze u niej nie widział. Całkowicie nie pasowały do jej wyprostowanej i pewnej sylwetki.

Coś tutaj kompletnie nie pasowało.

-          Katherine – odezwał się Stefan i zrobił krok w jej stronę.

Damon momentalnie go przytrzymał, a gdy napotkał zdezorientowany wzrok brata, rzekł:

-          Nie zbliżaj się do niej. Chyba że chcesz stracić głowę.

-          Skąd pomysł, że pragnę was zabić? – zapytała wampirzyca, wkładając ręce do kieszeni kurtki.

-          A po co miałabyś się tutaj zjawić po tylu latach? A wiem! Może znudziły się inne zdobycze, więc wróciłaś po stare? To by było typowe dla ciebie. Kolejna zachcianka Katherine Pierce, która zawsze dostaje do, czego pragnie. – Damon zmierzył ją wzrokiem, urywając na moment, po czym dokończył. – Ale nie tym razem.

W starszym Salvatore narastała złość. Szukał jej tak długo, a gdy w końcu zrezygnował, pojawiła się, będąc największym koszmarem.

Czy musiał wymordować tylu ludzi, wypuścić hordę wściekłych wampirów z grobowca, oszukiwać wszystkich wkoło, przejść ciężką wędrówkę w relacjach ze Stefanem, by wróciła? To była jakaś kara? Próba? Jak śmiała stać przed nimi i chcieć rozmawiać? Co za tupet!

-          Powinniśmy jej wysłuchać – powiedział Stefan z niepokojem spoglądając na brata.

-          Jeśli masz ochotę, to zostań. Zdasz mi potem relację. Czekają na mnie ciekawsze i ważniejsze sprawy.

Odwrócił się i ruszył przed siebie, lecz nie uszedł nawet dziesięciu kroków, bo upadł na ziemię, czując na szyi żelazny uścisk. Leżał na plecach, a obok klęczała Katherine. Patrzyła na niego z poważną miną i nie poluźniała chwytu.

-          Nawet nie próbuj, Stefanie – wysyczała, kątem oka widząc, że ten zaczął zmierzać w ich stronę. – Jestem od was starsza, i tym samym potężniejsza i szybsza. Nim się zorientujesz, powalę i ciebie. A ty – zwróciła się do Damona – wysłuchasz mnie na spokojnie, czy mam dać kolejny popis siły? Radzę ci nie wystawiać mojej cierpliwości na próbę. Chyba jeszcze pamiętasz, do czego jestem zdolna?

Nim zdążyła się zorientować, została wyrzucona w powietrze, po czy przywarta do jednego z drzew. Nie potrafiła wyrwać się z chwytu Damona, którego oczy zaszły czerwienią.

-          Starsza nie znaczy silniejsza – warknął.- Tknij mnie jeszcze raz, a dowiesz się, do czego ja jestem zdolny.

Odepchnął ją, poprawił poły kurtki, westchnął i podszedł do Stefana, który przyglądał się wszystkiemu z otwartymi szeroko oczami.

-          Oszalałeś? – spytał, gdy brat znalazł się obok niego. – Tak nie można.

Starszy Salvatore spojrzał na Katherine, która parę metrów dalej opierała się o pień dębu i rozcierała sobie skórę na szyi.

-          Sama tego chciała. Chodźmy stąd – odrzekł.

-          Zaryzykujecie życie bliskich, żeby przekonać się, że zrobię wszystko, byście mnie wysłuchali? – zapytała wampirzyca podniesionym głosem. Wiedząc, że zareagją na to, kontynuowała. – Najpierw Matt, Caroline i Tyler, potem Jeremy, Bonnie i Alarci, a na koniec zostawię sobie Elenę. Co wy na to?

Bracia nie poruszyli się nawet o milimetr. Nie wiedzieli, jak postąpić, słysząc taką pogróżkę. Katherine była w stanie posunąć się do takiego występku, ale czy najpierw by o tym wspomniała, czy raczej zrobiła to z zaskoczenia?

-          Blefuje – oznajmił Damon.

-          Chcesz się przekonać? – spytała z lekkim, cynicznym uśmieszkiem.

-          Spróbuj zbliżyć się do któregoś z nich, a popamiętasz – powiedział Stefan.

-          A co? Zabijesz mnie? Nic się nie zmieniłeś. Nawet jeśli będziesz się dwoił i troił, to i tak na pewno wykorzystam sekundę twej nieuwagi i zabiję Elenę. Nie wierzysz mi? Mogę się założyć, że nawet się nie zorientujesz, gdy znów zajmę jej miejsce.

Roześmiała się, widząc ich miny. Bezradne i zagubione. To zawsze wychodziło jej najlepiej. Mącenie, straszenie i wymuszanie na innych swoich racji oraz potrzeb. Damon miał rację. Zawsze musiała dostać to, czego chciała. Inaczej mogłoby się to źle skończyć dla tych, którzy się sprzeciwili.

 

Nie przybyłaś tu, by się mścić.

 

Katherine westchnęła ciężko, po czym przeczesała palcami gęste włosy i oznajmiła:

-          Będę was obserwować. Przemyślcie sobie to, co powiedziałam.

Popatrzyła Stefanowi wymownie w oczy, a następnie w błyskawicznym tempie zniknęła z tego przeklętego miejsca, nie zaszczycając Damona nawet krótkim spojrzeniem.

Nie wiedziała dlaczego, ale bolała ją ta nienawiść, która malowała się na jego twarzy. Nie chciała tego oglądać. Nie tego się spodziewała, choć taka reakcja mogłaby się wydawać oczywista. Życie przyzwyczaiło ją do czego innego. Teraz to ona poczuła się oszukana.

I wcale się jej to nie podobało.

 

 

***

 

 

Damon krążył po pokoju, niczym rozjuszony tygrys po klatce. Nie wierzył Stefanowi, że Katherine wróciła. Jego brat wiele razy się mylił i go okłamywał, więc nie widział powodów, by teraz miał postąpić inaczej. Wydawało mu się, że po raz kolejny coś sobie ubzdurał, by go wkurzyć lub upokorzyć. Stefan tylko z pozoru był święty, ale tak jak każdy posiadał ciemną stronę. Wszyscy wkoło uważali, że on, Damon, ma tylko tę gorszą część charakteru, ale się mylili. W jego duszy tliła się iskra dobroci i człowieczeństwa, która raz po raz dawała o sobie znać, pokonując przeważające zło. Najczęściej przy Elenie, czego nie mógł znieść jego brat. Myśl, że osoba przed którą pragnie się chronić ukochaną, staje się dla niej kimś ważnym i bliskim, musiała być naprawdę irytująca. Jemu to jednak nie przeszkadzało. Obiecał sobie zatruwać przez wieczność żywot Stefana i tak pozostanie.

Pojawienie się Katherine okazało się dużym zaskoczeniem i ciosem. Przez te wszystkie lata doskonale zdawała sobie sprawę z tego, gdzie jest i że nie marzy o niczym bardziej, niż o tym, by być z nią. Najpierw sądził, że nie żyje, potem że zamknięto ją w grobowcu, a potem że się ukrywa i nie wie o jego staraniach. A ona śledziła każdy ich ruch i zapewne miała z tego niezły ubaw.

Chwycił szklankę z krwią, którą zostawił na stoliku i upił z niej duży łyk, by zniwelować męczące pieczenie w żołądku, ale nic to nie dało. Ani nie zniknęło, ani nawet się nie zmniejszyło.

-          Musimy porozmawiać.

Odwrócił się, słysząc głos brata. Nie miał ochoty na pogawędki. Na pewno nie z męczącym Stefanem. Wiedział jednak, że i tak w końcu będzie musiał się z tym zmierzyć, więc lepiej odbębnić to teraz.

-          Streszczaj się – rzekł oschle, wypijając do dna zawartość naczynia. – Jestem zajęty.

-          Czym?

-          Nie twój interes.

Młodszy Salvatore zrobił kilka kroków z w głąb pomieszczenia i przysiadłszy na oparciu kanapy, powiedział:

-          Co zrobimy z Katherine?

-          Nic.

-          Ona wszystkich zabije.

-          Mam to gdzieś. Nie zależy mi.

I wtedy Stefan wypowiedział słowa, które usłyszał już od Katherine, ale które w ustach brata zdawały się być ostatecznym kołem ratunkowym. Przecież w innym przypadku nie użyłby tego argumentu.

-          Ona zabije Elenę.

-          Czemu miałoby mnie to obchodzić? – spytał Damon, wpatrując się pozycja na półkach.

-          Bo ją kochasz.

Zatrzymał wzrok na opasłym tomisku, które okazało się książką kucharską, zastanawiając się, czy znalazłby się tam przepis na to, jak przyrządzić potrawkę z natrętnego brata. Musiał być naprawdę zdesperowany i bardzo potrzebował jego wsparcia, jeśli to stwierdzenie w ogóle przeszło mu przez gardło. Wiedział doskonale, że trafi w czuły punkt Damona i że teraz będzie musiał mu pomóc.

-          W takim razie, jaki masz plan? – zapytał, odwracając się w stronę Stefana. – Nie każ mi tylko wykonywać całej brudnej roboty.

-          Spotkajmy się z nią i porozmawiajmy.

-          Jesteś aż tak naiwny, że sądzisz, że chodzi jej tylko o to? Nie załamuj mnie, błagam.

-          Nawet jeśli to wszystko ma drugie dno, to konfrontacja z Katherine nam nie zaszkodzi.

-          Nie? Mówisz tak, jakbyś wcale jej nie znał.

-          A ty ją znasz?

 

Zawsze wydawało mi się, że tak, ale chyba zaczynam w to wątpić.

 

Damon zmierzył Stefana gniewnym wzrokiem, po czym zaśmiał się pod nosem i oznajmił:

-          Ja w przeciwieństwie do ciebie potrafię się wczuć w jej tok rozumowania i w to, co czuje. Ty nigdy jej nie rozumiałeś. Zawsze byłeś tym lepszym, a ja gorszym. Więc nie opowiadaj, że lepiej zrozumiesz tę sukę ode mnie, dobrze?

-          Chciałem tylko zauważyć, że nie potrafisz pojąć, jak mogła nie dać ci znaku życia, gdy jej szukałeś, a opowiadasz, że ją rozszyfrować. Zero konsekwencji bracie – odparł Stefan, ruszając stronę drzwi.

Nie zdążył jednak schować się na korytarzu i oberwał szklanką po krwi, którą rzucił w niego rozwścieczony Damon. Roztrzaskała się na dziesiątki odłamków, które rozsypały się po podłodze.

Młodszy Salvatore spojrzał na brata, otrzepał się ze szkła, po czym ze spokojem i lekkim uśmiechem, malującym się na jego twarzy, oznajmił:

-          Jutro porozmawiamy z Katherine. Myślę, że sama nas znajdzie.

Po czym wyszedł, ciesząc się, że udało mu się sprowokować Damona, który jak widać, nie zawsze miał rację. Na pewno nie w tym przypadku.

 

 

***

 

 

Wampirzyca przyglądała się rezydencji rodziny Salvatore z daleka. Nie podchodziła zbyt blisko, by żaden z jej domowników jej nie dostrzegł. Na szczęście z tej odległości słyszała każde słowo wypowiedziane przez dwie interesujące ją osoby. Zapowiadało się, że nazajutrz czeka ją ponowne spotkanie z braćmi. Postanowiła jednak tym razem, że się zabawi. Jak to przystało na dawną Katherine. Taką, jaką znali.

Obróciła się na pięcie i ruszyła uliczką, prowadzącą do centrum Mystic Falls.

Zgłoś jeśli naruszono regulamin