Sanderson Gill - Romantyk czy podrywacz.pdf

(636 KB) Pobierz
The time is now
GILL SANDERSON
Romantyk
czy podrywacz?
Tytuł oryginału: The Time is Now
147392786.048.png 147392786.049.png 147392786.050.png 147392786.051.png 147392786.001.png 147392786.002.png 147392786.003.png 147392786.004.png 147392786.005.png 147392786.006.png 147392786.007.png 147392786.008.png 147392786.009.png 147392786.010.png 147392786.011.png 147392786.012.png 147392786.013.png 147392786.014.png 147392786.015.png 147392786.016.png 147392786.017.png 147392786.018.png 147392786.019.png 147392786.020.png 147392786.021.png 147392786.022.png 147392786.023.png 147392786.024.png 147392786.025.png 147392786.026.png 147392786.027.png 147392786.028.png 147392786.029.png 147392786.030.png 147392786.031.png 147392786.032.png 147392786.033.png 147392786.034.png 147392786.035.png 147392786.036.png 147392786.037.png 147392786.038.png 147392786.039.png 147392786.040.png 147392786.041.png 147392786.042.png 147392786.043.png 147392786.044.png 147392786.045.png 147392786.046.png 147392786.047.png
ROZDZIAŁ PIERWSZY
- Po prostu stój za mną i przypatruj się - powiedziała
Jane Cabot, doświadczona instrumentariuszka, do studentki
medycyny Mary Barnes. - Postaram się wyjaśniać ci na bie-
żąco, co i dlaczego robię. Ale jeśli nie zdążę, to pamiętaj,
żeby mnie o to potem spytać.
- Muszę zapamiętać tyle różnych rzeczy - odparła Mary
z westchnieniem. - Pierwszy raz będę przy operacji; mam
nadzieję, że nic mi się nie pomyli. Zwykle na wszelki wypa-
dek noszę ze sobą notatnik.
- To niezły pomysł, ale nie w otoczeniu antyseptycznym.
- Jane widziała notatnik, gdy obydwie szorowały ręce, ale
oczywiście nie zabrały go do sali operacyjnej. - Nie martw
się, wszystko pójdzie dobrze. Spróbuj się odprężyć.
- Doktor Steadman jest podobno bardzo surowy i wyma-
gający...
- Jest po prostu świetnym chirurgiem i pilnuje, żeby
wszystko było jak należy. Ale przecież ty dopiero się uczysz.
- Dzień dobry, Jane, dzień dobry, doktorze Lane. - Ed-
mund Steadman wkroczył do sali w towarzystwie dwóch
studentów i skinął głową anestezjologowi. Był niskim męż-
czyzną po pięćdziesiątce, o szerokich ramionach i krzaczas-
tych brwiach. - Histerektomia - rzucił. - Diagnoza: włók-
niakomięśniak maciczny. - Nie podnosząc wzroku, wyciąg-
nął rękę i gdy Jane podała mu skalpel, dokonał pierwszego
nacięcia.
Ta operacja przebiegła bez zakłóceń, za to następna - usu-
nięcie torbieli wokół gruczołu Bartholina - poważnie się
opóźniła. Doktor Steadman stał bez słowa, z zaciśniętymi
gniewnie ustami, gdy w sali nareszcie pojawił się anestezjo-
log wraz z pacjentką na wózku.
- Przepraszam, coś, nas zatrzymało - powiedział doktor
Lane bez zbytniej skruchy w głosie.
- Miło pana widzieć - odrzekł z przekąsem chirurg. -
Mogę wreszcie zacząć?
- Edmundzie, poznaj Mary Barnes, studentkę na praktyce
- zwróciła się Jane do doktora Steadmana. - Dziś po raz
pierwszy była przy operacji i jest trochę wystraszona.
- Pamiętam mój własny pierwszy raz i wiem, że to może
być mały wstrząs - odrzekł. - Ale jeśli będziesz słuchać siostry
Cabot, to zostaniesz tak dobrą instrumentariuszką jak ona.
Gdy odszedł, Jane usłyszała, jak Mary oddycha z ulgą.
- No widzisz, on też jest człowiekiem - rzekła z uśmie-
chem. - Chodź, zdejmiemy te zielone ubranka. Ty zameldu-
jesz się z powrotem na oddziale, a ja skoczę do stołówki.
- Jesteś wobec niego taka bezpośrednia. Ja bym chyba
nie śmiała.
Na korytarzu przyłączył się do nich Henry Lane.
- Po prostu długo razem pracujemy, więc wiele mi wy-
bacza - odparła Jane, wzruszając ramionami.
- Jeśli mowa o Steadmanie, to wybacza ci więcej niż
komukolwiek innemu - wtrącił złośliwie Lane. Był krępym
mężczyzną przed czterdziestką, na którego twarzy malował
się wyraz wiecznego niezadowolenia. - Dobrze, że niedługo
stąd odchodzę. Zrobił taką aferę z mojego małego niedopa-
trzenia, jakby Bóg wie co się stało.
- Miej pretensje do siebie, Henry, nie do niego. Żaden
kompetentny anestezjolog nie dopuściłby do takiej sytuacji.
- Kwestionujesz mój profesjonalizm? A zresztą, co ty
tam wiesz, jesteś tylko instrumentariuszką.
- Nie „tylko" instrumentariuszką, ale dobrą instrumenta-
riuszką - poprawiła go ostro. - Wszyscy mamy swoje zada-
nia w sali operacyjnej i byłoby dobrze, gdybyśmy mogli na
sobie polegać.
Rzuciwszy jej gniewne spojrzenie, Henry jak niepyszny
odwrócił się i odszedł bez słowa, co bardzo ucieszyło Jane,
bo za nim nie przepadała. Wprawdzie nie była kłótliwa z na-
tury, lecz wiedziała, że aby przetrwać na tym świecie, trzeba
umieć bronić swego i obstawać przy tym, w co się wierzy.
Wszedłszy do stołówki, rozejrzała się wokół, ale nie do-
strzegła nikogo znajomego. Kupiła sobie sałatkę i usiadła
przy pierwszym wolnym stoliku. Pięć minut później przy-
siadł się do niej Edmund Steadman.
- Kalorie, Edmundzie, kalorie! - Z udawaną zgrozą pa-
trzyła na jego tackę: duży kawał pieczeni wołowej, fura zie-
mniaków, podwójna porcja puddingu.
- Muszę się solidnie posilić. Po południu mamy mnóstwo
roboty. - Edmund półżartem powiedział kiedyś Jane, że sto-
łówka jest nie żołądkiem, tylko mózgiem szpitala i że można
się w niej zapoznać ze wszystkimi najświeższymi ploteczka-
mi. - Pewnie już słyszałaś, że Lane odchodzi? Wreszcie się
od niego uwolnię. Ten facet to zagrożenie dla pacjentów.
- Ciszej, Edmundzie, zachowuj się jak profesjonalista. -
W głosie Jane pobrzmiewała lekka przygana. - Nie powinie-
neś narzekać na innych lekarzy w obecności personelu.
- Masz rację, ale irytuje mnie jego niekompetencja. - Ze
smakiem jadł pieczeń. - Wiesz, strasznie brakuje mi Judy.
- Mnie też. Dzwoniłam do niej wczoraj wieczorem. Pro-
siła, żeby cię pozdrowić.
Judy Parsons była anestezjologiem w zespole Edmunda,
zanim zastąpił ją Lane. Ona, Edmund i Jane tworzyli zgraną
trójkę i niemal rozumieli się bez słowa. Niestety, Judy poszła
na roczny urlop macierzyński. .
- Wiadomo już, kto zastąpi Henry'ego? - spytała Jane.
- Niejaki David Kershaw ze szpitala Przemienienia Pań-
skiego w Birmingham. Podobno znakomity. Mam nadzieję,
że się z nim dogadamy i znów stworzymy świetny zespół.
O szóstej Jane przebrała się w spodnie, sweterek i żakiet,
i energicznym krokiem ruszyła do budynku kotłowni, gdzie
pozostawiła rower pod czujnym okiem zawiadującego nią
Herberta. Zawsze, gdy pogoda była ładna, unikała jeżdżenia
samochodem. Po ciężkim dniu pracy w sali operacyjnej ro-
werowa przejażdżka do odległego o niespełna osiem kilome-
trów Challis, gdzie mieszkała, była dla niej świetnym ćwi-
czeniem fizycznym, a zarazem odprężeniem.
Przywitała się z Herbertem, wsiadła na rower i włożyła czer-
wony kask. Robiła to od czasu, gdy uczestniczyła w operacji
czternastoletniego rowerzysty, który doznał pęknięcia czaszki.
Jadąc na skróty, szybko dotarła do domu, który wynajmo-
wała wraz z dwiema koleżankami: Sue, położną, i Megan,
młodszą lekarką na oddziale ginekologii. Mieszkały razem od
dwóch łat i wszystkie trzy pracowały w tym samym szpitalu.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin