J. K. Rowling - 7 - Harry Potter i śmiertelne relikwie.pdf

(5715 KB) Pobierz
Microsoft Word - harry potter7.doc
 
 
 
2 | Strona
Podziękowania za tłumaczenie, korekcję i ogólne wsparcie dla:
asiek, Wiktor Jędrzejczak, Golo, Marta(tofik), skiver, Kinga, asia, Mateusz M., Otka4x4, Lagg,
ania86, cerem,
wito, frodos, wykonczony, tompul, walkon, damlinor:) i wielu innych o których nie wiem a
którzy pomogli.
- podziękowania również dla serwisu slimaków, kurczaków i goblina oraz dla adminów na
moim czacie - cut i zigi
- dla osób, które poznałem na czacie m.in. vik i JokeFake, Ginny91, boszz i kilka innych
- i oczywscie podziękowania dla adminów serwisu interia.pl za niezwracanie uwagi na to co
się trzyma na ich serwerach i wydawnictwu Media Rodzina za ogólne wsparcie duchowe :)))
oraz zachętę do pracy :)
- tym wszystkim którzy pytali kiedy następny rozdział chociaż wiedzieli że nie wolno pytać.. :P
- oraz dla mojej dziewczyny Iwony za cierpliwosć bo wiecej siedziałem na kompie niż z nią ;) :*
Dexter86
http://dexter.home.w.interia.pl/hp/  
3 | Strona
 
INDEX  
 
4 | Strona
 
ROZDZIAŁ PIERWSZY 
 
TRIUMF CZARNEGO PANA 
 
 
 
Dwóch mężczyzn pojawiło się znikąd. Dzieliło ich zaledwie kilka jardów. Przez sekundę 
stali bez ruchu na wąskiej, kamiennej alejce, z różdżkami wymierzonymi w siebie nawzajem. 
Gdy się rozpoznali, schowali różdżki za pazuchy i zaczęli iść w tym samym kierunku. 
‐ Jakieś wieści? ‐ zapytał wyższy z nich. 
‐ Najlepsze ‐ odparł Severus Snape. 
Ścieżka porośnięta była z lewej strony przez niskie krzaki dzikich jeżyn, a z prawej przez 
wysoki i równo ścięty żywopłot. Kiedy mężczyźni szli, ich długie peleryny powiewały za 
nimi. 
‐ Wydawało mi się, że jestem spóźniony ‐ powiedział Yaxley. 
Gdy gałęzie drzew przecinały strumienie światła księżycowego toporne rysy jego twarzy 
pojawiały się i znikały w polu widzenia. 
‐ To było trochę trudniejsze niż się spodziewałem. Ale mam nadzieję, że będzie 
usatysfakcjonowany. 
‐ Mówisz, jakbyś był pewny, że zostaniesz dobrze przyjęty. 
Snape skinął głową, ale nie wnikał w szczegóły. Skręcili w prawo, w szeroką ulicę, która 
wyprowadziła ich z zaułka. Żywopłot wskazywał drogę do zamkniętych, żelaznych wrót. 
Żaden z nich się nie zatrzymał: w milczeniu obaj unieśli ręce w sposób przypominający 
salutowanie i poszli dalej tak, jakby ciemny metal był tylko dymem. 
Cisowy żywopłot stłumił dźwięk ich kroków. Z prawej strony dobiegł ich szelest. Yaxley 
uniósł 
ponownie różdżkę i wycelował ją w coś znajdującego się nad głową swojego towarzysza, ale 
źródłem dźwięku okazał się być biały, majestatycznie przechadzający się po żywopłocie 
paw. 
5 | Strona
 
Zgłoś jeśli naruszono regulamin