Johnson Janice Kay - W ciemnościach nocy.pdf

(899 KB) Pobierz
123393858 UNPDF
123393858.002.png
JANICE KAY JOHNSON
W CIEMNOŚCIACH
NOCY
123393858.003.png
Prolog
Chelsea Cahill opadła plecami na łóżko, szeroko rozłożyła
ramiona i wpatrywała się w sufit. Co za dzień! Amanda skakała po
stolikach niczym orangutan w zoo, Peter nieustannie popłakiwał,
ponieważ zdechł mu pies, a reszta chłopców z przedszkola
naśmiewała się z niego. W stołówce Chelsea odwróciła się na chwilę,
żeby porozmawiać z inną wychowawczynią, i gdy ponownie spojrzała
na swą tacę, stwierdziła, że obok kawałków kurczaka pojawił się na
niej ślimak. Choć kazała wszystkim dzieciom pokazać dłonie, nie
znalazła na nich śladu śluzu. W pokoju nauczycielskim rozprawiano o
strajku, a podczas kolacji u rodziców panowała bardzo napięta
atmosfera. Tak, ten dzień wykończył wszystkich.
Nieoczekiwanie usiadła na łóżku i zrzuciła buty. Zapragnęła
posłuchać muzyki; wytwornej, ponadczasowej, poruszającej do głębi
duszy. Przeszła do salonu swego starego domu i zaczęła przeglądać
płyty kompaktowe.
W chwilę później popłynęły z głośników wspaniałe tony walca
„Nad pięknym, modrym Dunajem". Jakby unoszona w ramionach
wyimaginowanego partnera, Chelsea zaczęła tańczyć w rytm muzyki.
Po chwili nie miała już na sobie obcisłych dżinsów i bluzy, a dywanu
nie dotykały bose stopy. Siłą wyobraźni wyczarowała jedwabną
suknię przylegającą do piersi i spływającą wytwornymi fałdami na
balowe pantofelki. Na szyi lśniła diamentowa kolia, a twarz Chelsea
okalały pukle włosów. W salonie zapłonęły jaskrawym światłem
lśniące, kryształowe kandelabry, a w powietrzu unosiła się upajająca
woń kwiatów. Położywszy przybraną w rękawiczkę dłoń na ramieniu
partnera, przymknęła oczy i płynęła w tańcu.
Oszałamiające tony walca nabierały mocy i Chelsea, unoszona w
ramionach mężczyzny, wirowała wokół pokoju, kręciła piruety,
śmiała się, marzyła. Jakby wyczuwając jej nastrój muzyka
złagodniała, stała się bardziej romantyczna, zamieniała w część
marzeń. A w finale wspięła się do crescendo i partner zakręcił Chelsea
w przyprawiającym o zawrót głowy obrocie. W dzwoniącej ciszy, jaka
nagle zapadła, Chelsea uśmiechnęła się i otworzyła oczy.
W połyskliwej na tle nocy, ciemnej szybie drzwi prowadzących
na szeroką werandę dostrzegła swe odbicie. W następnej sekundzie
uśmiech na jej twarzy zamarł. Poczuła, że jeżą się jej włosy, a serce
zaczyna bić jak oszalałe.
123393858.004.png
Ciemność na zewnątrz nabrała kształtu. Wysoka, masywna,
pozbawiona twarzy koszmarna postać miała jedynie oczy, które
obserwowały ją przez szkło. Pojawiła się sięgająca do klamki dłoń.
W następnym ułamku sekundy Chelsea pojęła, że majacząca za
szybą sylwetka nie jest wymysłem ani zwidem, lecz ubranym na
czarno mężczyzną w rękawiczkach oraz kominiarce z otworami na
oczy i usta. Gardło Chelsea ścisnął strach, z jej ust zamiast krzyku
wydobył się tylko cichy jęk. Cofnęła się w stronę łukowego przejścia
do kuchni. Jakby w szyderczym kontrapunkcie, ponownie rozległy się
tony muzyki. Tym razem zabrzmiał „Walc cesarski", ale nie było już
jedwabiu ani brylantów.
Czy drzwi są zamknięte na klucz? Boże drogi, po powrocie do
domu nawet tego nie sprawdziła. Odpowiedzią na to pytanie był cichy
szczęk klamki i skrzypnięcie zawiasów.
Wstrząsnął nią szloch i rzuciła się do panicznej ucieczki.
Poruszała się niezdarnie, potykała o sprzęty, zawadziła boleśnie
biodrem o ostrą krawędź zlewu. Dobiegała właśnie do wychodzących
na tyły domu drzwi, kiedy na jej ramieniu spoczęła czyjaś dłoń.
Walcząc niczym dzika kotka, ostrym skrętem ramienia
wyswobodziła się z uścisku. Ale kopniak, jaki zadała bosą stopą w
łydkę napastnika, nie wywarł na nim najmniejszego wrażenia. Trafiła
paznokciami w wełnianą kominiarkę, lecz nim zdołała cokolwiek
zdziałać, intruz zewnętrzną stroną dłoni smagnął ją w twarz. Całym
ciałem uderzyła w drzwi, którymi zamierzała uciec. Czując w ustach
krew, krzyknęła histerycznie, ale jej głos utonął w dźwiękach walca
płynącego z aparatury stereo.
Napastnik zawlókł ją z powrotem do salonu i ponownie uderzył w
twarz. Upadła na podłogę i na niej już, jęcząc, pozostała.
Zamaskowany mężczyzna popatrzył na swą ofiarę i odezwał się
stłumionym głosem:
- Jeśli zrobisz to, co ci każę, nie sprawię ci więcej bólu.
Czując do siebie odrazę, Chelsea kiwnęła głową.
- Rozbieraj się.
Z jeszcze większym wstrętem do samej siebie, ale zbyt
przerażona, by stawić opór, posłusznie spełniła polecenie i po chwili
stała już pośrodku pokoju naga i bezbronna.
- Tańcz.
123393858.005.png
Zawahała się. Nie słyszała muzyki; docierała do niej jedynie
chaotyczna lawina dźwięków. Napastnik ponownie zdzielił ją w
twarz. Zachwiała się, ale zdołała jakoś utrzymać równowagę. Ze
wstydem uzmysłowiła sobie, iż z oczu płyną jej łzy, a w miejscu,
gdzie gwałtownie puchł policzek, czuła piekący ból.
- Tańcz - dobiegł ją znów ochrypły szept
Tym razem posłusznie wykonała polecenie. Tak samo posłusznie
miała wykonać wszystkie inne rozkazy, jakie wydał jej tej nocy.
123393858.001.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin