waż jako czternastoletnia dziewczynka zaopiekowała się
nim po śmierci jego ojca. Kiedy zadzwoniła spanikowana
Nell i powiedziała, że J. B. upił się okrutnie, szaleje i nisz
czy cały dom, kazała się do niego zawieźć. Uspokoiła go
i zaparzyła mu kawy cynamonowej, aby wytrzeźwiał. J. B.
nauczył się tolerować jej interwencje, a ona uważała go za
swojego mężczyznę. Nikt nie ośmielił się tego tak nazwać,
nawet ona sama, traktowała go jednak z zaborczością i kie
dy dorosła, stała się zazdrosna o inne kobiety, które licznie
przetaczały się przez jego życie. Starała się nie dać tego po
sobie poznać, ale i tak było to oczywiste.
Gdy miała osiemnaście lat, jedna z jego dziewczyn wy
powiedziała pod adresem Tellie kąśliwą uwagę. W odpo
wiedzi usłyszała od niej, że J. B. nie będzie jej tolerował,
jeśli będzie
niemiła dla jego rodziny. Po wyjeździe
dziew
czyny J. B. wezwał Tellie na rozmowę. Jego zielone oczy cis
kały błyskawice, a czarne włosy niemal się zjeżyły z wściek
łości. Uświadomił jej wówczas, że nie jest jej własnością
i nie wolno jej się w ten sposób zachowywać. Nie omiesz
kał też przypomnieć przykrego faktu, że nawet nie jest jego
rodziną, nie ma zatem prawa dyktować mu, co ma robić.
Tellie wypaliła, że wszystkie jego dziewczyny są takie
same: długie nogi, wielkie biusty i mózgi nietoperzy. J. B.
zerknął na jej biust i stwierdził, że zdecydowanie nie pa
suje do tego opisu. Spoliczkowała go za to. Zrobiła to od
ruchowo i natychmiast pożałowała, ale zanim zdążyła coś
zrobić, J. B. chwycił ją, przyciągnął do siebie i pocałował
w taki sposób, że nawet teraz, po czterech latach, robi
ło jej się słabo na samo wspomnienie tamtej chwili. Była
pewna, że chciał ją w ten sposób ukarać. Otworzyła usta
w niemym proteście, a iego ciałem wstrząsnął lekki dreszcz.