powiedziała, że skoro chcę wyjechać, to najsensowniej
będzie właśnie do Auckland. Pojechała ze mną, znalazła
mi pracę hafciarki w firmie Jackson i pensjonat,
w którym mieszkam.
- I jak się pani podoba szycie zasłon, pokrowców
na poduszki i na meble dla firmy urządzającej
wnętrza?
- No cóż, zarabiam, a poza tym uczę się dużo.
- Wzruszyła lekko ramionami.
- Tiffany, co by pani naprawdę chciała robić?
- Ozdoby - odpowiedziała bez chwili wahania.
- Od kiedy pracuję w firmie Jackson widziałam tyle
ślicznych obrusów i serwetek, kap na łóżka, poduszek
i mnóstwo innych drobiazgów. Chciałabym robić
takie rzeczy dla Jacksona i dla innych firm dekorator-
skich. Potrafiłabym robić niezwykłe rzeczy i - dodała
stanowczo - kiedyś je będę robiła.
- Brawo! - zachęcił ją delikatnie. - Czy to by się
opłacało?
- O tak. - Popatrzyła na niego z ożywieniem.
- Niektóre kobiety są gotowe zapłacić każde pieniądze,
jak coś im się spodoba. Nie przyglądają się nawet
wykonaniu, o ile to coś wygląda ładnie i oryginalnie.
Lekko załamywał jej się głos, kiedy opowiadała mu
o klientkach, które traktowały zakupy jako sposób
spędzania czasu, srokach gotowych kupić wszystko,
co im wpadnie w oko bez względu na cenę.
Słońce oświetlało loki okalające jej niewielką,
zgrabną główkę i połyskiwało na oliwkowej cerze.
Miała dziwną twarz, zaskakująco młodą jak na
dziewczynę, która skończyła już dwadzieścia dwa
lata. Trudno byłoby nazwać ją piękną. Wiedziała, że
nie jest nawet ładna i gdyby ktoś jej powiedział, że
może się podobać, wyśmiałaby go. Ale jej głos był
niezwykły, głęboki i ciepły, i była w niej świeżość
widoczna dla tego, kto umiał patrzeć.