Van_Vogt_AE_-_Krypta_bestii.pdf
(
966 KB
)
Pobierz
60611324 UNPDF
A.E. V
AN
V
OGT
K
RYPTA BESTII
SPIS TRE SCI
SPIS TRE SCI
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
2
Potwór z morza
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 3
Krypta Bestii
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 28
Nie tylko umarli. . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 50
Odtwarzanie przeszłosci
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 69
Daleki Centaur
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 96
Obrona
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 115
K o o o t !
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 117
Zmartwychwstanie
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 131
Integracja
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 146
Precz z Ziemianami!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 170
Duplikaty z kryształu
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 211
Namiastka niesmiertelnosci
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 260
Tajemnica farmy
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 264
Potwór z morza
The Sea Thing
Stwór wygramolił sie z wody i stał przez chwile, słaniaj ac sie jak odurzony na
ludzkich teraz nogach. Wszystko zdawało mu sie dziwnie niewyrazne; zacmiony
umysł usiłował przystosowac sie do nowej postaci i chłodnego dotyku mokrego
piasku pod stopami.
Z tyłu, od oswietlonej ksiezycem plazy, dochodził szmer fal. A przed nim. . .
Było mu dziwnie nieswojo, gdy tak patrzył przed siebie, w mrok. Czuł nie-
chec, bezmiern a, przygnebiaj ac a niechec do wyjscia poza linie wody. Drecz acy
niepokój targn ał jego rybie nerwy, gdy uswiadomił sobie, ze nadrzedny cel nie
pozostawia mu innej mozliwosci, jak tylko isc naprzód. Nigdy dot ad strach nie
miał przystepu do jego chłodnego rybiego umysłu, a teraz. . .
Zadrzał, gdy powietrzem ponurej nocy wstrz asn ał chrapliwy, rubaszny
smiech. Ten przyniesiony przez łagodny ciepły pasat, dziwacznie zniekształcony
przez odległosc, bezcielesny smiech przeszył półmrok ksiezycowej nocy z dru-
giej strony koralowej wyspy. To własnie ten gardłowy, arogancki smiech wywołał
chrapliwy odzew z gardzieli potwora. Lodowaty, bezlitosny, szyderczy grymas
wykrzywił jego twarz, tak ze przez krótk a straszliw a chwile przypominała ona
pysk rekina tygrysiego, jego twardy, dziki łeb, ledwie zachowuj acy ludzki kształt.
Stalowe zeby kłapneły z metalicznym odgłosem jak szczeki rekina atakuj acego
ofiare.
Dysz ac spazmatycznie potwór nabrał powietrza w płuca. Po tej krótkiej chwi-
li czesciowego powrotu do pierwotnej, rybiej postaci powietrze wydało mu sie
dziwnie nieprzyjemnie suche i gor ace; doznał przykrego uczucia dławienia, któ-
re wywołało mecz acy atak kaszlu, krztuszenia sie oparami białej piany. Wpił sie
silnymi — ludzkimi teraz — palcami w szyje i stał tak przez straszliw a chwile
walcz ac z ciemnosci a ogarniaj ac a jego umysł.
Brała go dzika furia na te ludzk a postac, jak a przybrał. Nienawidził swego
nowego wcielenia — tej bezradnej istoty wyposazonej w rece i nogi, w mał a,
okr agł a, fatalnie sklepion a czaszke i w zmijowat a szyje przytwierdzon a nietrwale
3
do niemal solidnej bryły kruchego ciała i szkieletu; w ciało nie tylko nieprzydatne
w wodzie, ale prawdopodobnie równiez bezuzyteczne i w innych okolicznosciach.
Mysl ta pierzchła, kiedy z napieciem zacz ał sie wpatrywac w niewyrazne
kontury wyspy. Nie opodal ciemnosc gestniała fantastycznie w jeszcze głebszy
mrok — drzewa! Dalej były tez inne skupiska ciemnosci, ale nie mógł rozróznic,
czy s a to drzewa, wzgórza. . . czy budynki.
Jedno z nich z cał a pewnosci a było budynkiem. W otworze niskiego, rozło-
zystego baraku migotało nikłe zółtopomara nczowe swiatło. Własnie wtedy, gdy
potwór ogarniał go posepnym wzrokiem, w otworze przesun ał sie jakis cie n, prze-
słaniaj ac swiatło. Cie n człowieka!
Ci biali zdecydowanie przewyzszali aktywnosci a ciemnoskórych krajowców
z okolicznych wysp. Jeszcze nie zapadł swit, a oni juz byli na nogach i szykowali
sie do pracy.
Potwór prychn ał z raptown a głuch a złosci a na sam a mysl o tej ich pracy; za-
piekło go to zywym ogniem. Jego usta wykrzywiły sie w odrazaj acym grymasie
niepohamowanego gniewu na te ludzkie istoty, co osmielaj a sie polowac na rekiny
i zabijac je.
Lepiej niech sie trzymaj a l adu i zyj a tam, gdzie ich miejsce. Bezkresny zy-
wioł — morze — nie jest stworzony dla tego gatunku, a ze wszystkich stworze n
morskich to własnie rekiny — władcy — s a swiete, nietykalne. Nie wolno na nie
ci agle urz adzac polowa n! Samoobrona to pierwsze prawo natury.
Warcz ac przez zeby z niewypowiedzian a furi a potwór szedł wielkimi krokami
wzdłuz ciemnoszarego brzegu, a potem skierował sie w gł ab l adu, prosto w kie-
runku zółtego swiatła migocz acego blado w przedswicie wczesnego poranka.
*
*
*
Nikn acy opasły ksiezyc zeglował na falach ku zachodowi, gdy Corliss dzwi-
gn ał swe zwaliste cielsko i wspi ał sie stromym urwiskiem z tego miejsca nad
brzegiem morza, gdzie sie mył, w strone kuchni. Id acy przed nim Holender Pro-
gue przest apił próg chaty, a jego potezna sylwetka przesłoniła mdłe zółte swiatło
zarówki.
Corliss usłyszał jego przenikliwy ryk:
— Co, sniadanie jeszcze nie gotowe?! Tylko bys spał na okr agło, ty obiboku
zasmarkany!
Corliss zakl ał w duchu. Własciwie to nawet lubił tego poteznie zbudowanego
Holendra, jednak czasami był on irytuj acy wskutek porywczego, groznego uspo-
sobienia.
— Zamknij sie, Progue! — zawołał ostro.
Progue odwrócił sie w drzwiach i burkn ał:
4
Plik z chomika:
Sabaidee
Inne pliki z tego folderu:
Van_Vogt_AE_-_Krypta_bestii.pdf
(966 KB)
Vogt_E_A_van_-_Ksiega_Ptaha.rtf
(469 KB)
Van_Vogt_A_E_-_Krypta_Bestii.lit
(366 KB)
Verne_Juliusz_-_W_80_dni_dookola_swiata.rtf
(563 KB)
Verne_Juliusz_-_Rozbitek_z_Cynthii.pdf
(1381 KB)
Inne foldery tego chomika:
A
B
Britannica Illustrated Science Library 2009
C
D
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin