ROZDZIAŁ 5.doc

(53 KB) Pobierz
ROZDZIAŁ 5

ROZDZIAŁ 5

 

Pokój spowijały egipskie ciemności. Lekki ruch powietrza pieścił ciało śpiącej Eleny, wywołując gęsią skórkę na przedramionach. Westchnęła przez sen i przekręciła się na plecy. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że ktoś uważnie ją obserwuje, opierając się o parapet uchylonego okna. Przyglądał się jej przez wiele długich minut, a może nawet i godzin. Mógłby to robić całą wieczność, choć wolałby oczywiście również cieszyć się Eleną nie tylko zmysłem wzroku czy węchu, ale też smaku i dotyku. Nawet nie zauważył, gdy nogi same ruszyły naprzód, a z nimi cała reszta ciała. Zatrzymał się przy łóżku i chwycił krawędź kołdry, którą dziewczyna była okryta. Powolnym ruchem zsunął ją z Eleny.

Miała na sobie tylko koszulkę na cienkich ramiączkach oraz majtki. Bluzka podwinęła się lekko do góry, odsłaniając brzuch. Omiótł wzrokiem każdy centymetr nagiej skóry, po czym opuszkami palców powiódł po jej nodze, począwszy od stóp po udo. To samo zrobił z rękoma, dekoltem i szyją. Dziewczyna poruszyła się lekko, ale nie zbudziła. Zachęciło go to do kolejnego manewru. Przysiadł obok niej na łóżku i odgarnął zbłąkane kosmyki z jej twarzy, a następnie pogładził po policzku. Uśmiechnęła się przez sen, co sprawiło, że dłużej nie mógł nad sobą zapanować. Nachylił się i złożył pocałunek na miękkich ustach Eleny. Pomimo tego, że ledwo musnął jej wargi, obudziła się. Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. Odsunął się odrobinę, tak by nadal czuć na sobie ciepły oddech. Przełknęła głośno ślinę, po czym ledwo słyszalnie szepnęła:

-          Co tutaj robisz?

Nie odpowiedział. Nie spuszczał z niej wzroku, nawijając na wskazujący palec pasmo długich włosów dziewczyny.

-          Damonie?

Zmarszczył czoło na dźwięk swojego imienia. Wymówiła je w taki sposób, że odniósł wrażenie, jakby padło ono po raz pierwszy z jej ust. Nutka zdziwienia zmieszana ze swojego rodzaju czułością i drżeniem. Spodobało mu się to do tego stopnia, że znów zbliżył się, by ją pocałować, lecz ona go powstrzymała, kładąc palce na jego wargach.

-          Co robisz? Przecież ja i Stefan...

Elena nie zdążyła dokończyć, gdyż ujął jej dłoń i wpił w usta. Wpierw opierała się, czego się spodziewał, lecz z każdą chwilą opór stawał się coraz mniejszy, aż w końcu zniknął. Znów odsunął się na moment, gdyż zdziwiła go ta reakcja dziewczyny, lecz wtedy przyciągnęła go do siebie, wplatając palce w jego włosy. Przez moment Damon czuł się oszołomiony, ale potem dał się ponieść tej pieszczocie. Sama Elena nigdy nie pomyślałaby, że tak się zachowa. Nie w sytuacji, gdy związana jest ze Stefanem, a osobą, z którą mogłaby go zdradzić okazałby się Damon. Jednak całowanie go, obejmowanie i zdzieranie z jego ciała ubrań przyszło jej nadzwyczaj łatwo. Nie dopuszczała do siebie żadnych wyrzutów sumienia. Chłonęła go wszystkimi zmysłami. Pragnęła pozostać przy nim na zawsze.

 

 

Na całą wieczność...

 

 

***

 

 

Poderwała się raptownie z łóżka, uderzając ręką o nocną szafkę. Syknęła z bólu i rozmasowała sobie pulsujący nadgarstek. Słońce zdążyło już wzejść i zakraść się przez szparę w zasłonach do pokoju. Musiało minąć parę minut zanim Elena oprzytomniała na tyle, by stwierdzić, że ten eksces z Damonem był tylko snem. Opadła z powrotem na poduszki. Przetarła twarz dłońmi i odetchnęła głęboko. Obecność starszego Salvatore wydawała się jej tak namacalna i żywa. Jakby naprawdę jeszcze przed chwilą z nią był. Czuła coś jeszcze. Coś, co wprawiło ją w zakłopotanie. Podniecenie i pustkę po Damonie. Podniosła się gwałtownie i pognała do łazienki, licząc na to, że zimny prysznic zmyje z niej pozostałości snu oraz sprawi, że zacznie racjonalnie myśleć. Pozwoliła wodzie obmywać ciało przez długie minuty, lecz Damon nie chciał jej porzucić. Wściekłymi ruchami rozczesała i wysuszyła włosy, a następnie ubrała się i zeszła do kuchni.

Jenna siedziała przy stole i popijała kawę nad poranną gazetą. Zerknęła na Elenę i zaśmiała się.

-          Ktoś chyba się jeszcze nie obudził.

Siostrzenica spojrzała na nią ze zdziwieniem, na co ciotka wskazała na jej bluzkę. Dziewczyna westchnęła, gdy zrozumiała, że założyła ją na lewą stronę. Szybko poprawiła ubranie i zajęła miejsce naprzeciw Jenny.

-          Ciężka noc? – zagadnęła ciotka, odkładając gazetę.

-          Można tak powiedzieć – odparła Elena, smarując tosta dżemem. – Miałam koszmary.

-          Co dokładnie ci się śniło?

Dziewczyna zrobiła ogromny kęs kanapki, by zastanowić się nad odpowiedzią. Nie miała zamiaru opowiadać Jennie o Damonie, łóżku, podnoszącej się temperaturze i zdzieraniu odzieży. Otrząsnęła się, bo obrazy znów zaczęły napływać do jej głowy. Już chciała skłamać i powiedzieć o gonitwie wśród ciemnych korytarzy, gdy do kuchni wkroczył Jeremy. Pytanie na temat snu odeszło w zapomnienie. Brat zaczął trajkotać o zajęciach z Alariciem i zbliżającej się zabawie u Lockwoodów. Kompletnie wyleciało to Elenie z głowy. Uroczystość miała się odbyć pojutrze, a obiecała również, że pomoże w przygotowaniach.

Dzień dopiero się rozpoczął, a czuła się wykończona, jak po kilkunastu godzinach ciężkiej pracy. Musiała prędko wyjść z domu, bo bała się, że zwariuje. Zabrała torbę, pożegnała się z Jenną i razem z bratem poszła do szkoły, licząc, że świeże powietrze, którego nałapie po drodze, sprawi, że oprzytomnieje.

 

 

***

 

 

Alaric siedział na biurku i z uwagą słuchał opowieści Stefana na temat powrotu Katherine. Od jakiegoś czas zdawali sobie sprawę z tego, że wampirzyca ukrywa się gdzieś na świecie, ale mieli nadzieję, że nie zaszczyci ich swoją obecnością w Mystic Falls. Niestety stało się inaczej.

-          Co o tym myślisz? – spytał Stefan.

-          Nie można tak tego zostawić. Musimy kontrolować sytuację – odparł Saltzman. – Trzeba się dowiedzieć, po co naprawdę tu przybyła albo zrobić coś, by się wyniosła.

-          Ja mam jeszcze lepszy pomysł – wtrącił Damon, siedzący na jednym z krzeseł z nogami zarzuconymi na biurko.

Towarzysze zwrócili się w jego stronę, a ten z diabelskim uśmieszkiem, oznajmił:

-          Zabić Katherine. Raz na zawsze. Nareszcie się od niej uwolnimy.

Stefan pokręcił głową i pomasował nasadę nosa koniuszkami palców. Wyglądało na to, że nie spodobała mu się propozycja brata. Damon z jękiem podniósł się i zrobił krok w jego stronę.

-          Przed nami cała wieczność – powtórzył, przeciągając poszczególne sylaby i kładąc nacisk na ostatnie słowo. – Naprawdę chcesz żyć w ciągłej niepewności, że kiedyś znów wkroczy z butami w twoje życie?

Młodszy Salvatore już otwierał usta, by coś powiedzieć, gdy odezwał się Alaric spokojnym i opanowanym głosem:

-          Nikt nie chce być prześladowany przez Katherine, ale nie możemy zachowywać się tak jak ona. Musimy znaleźć złoty środek. Postąpić tak, by ją zaskoczyć. To nasza jedyna szansa.

Damon i Stefan popatrzyli po sobie, ale żaden nie zaprotestował. Oboje skinęli głowami na znak poparcia, po czym ruszyli w stronę drzwi. Zaraz miały rozpocząć się zajęcia. Gwar na szkolnym korytarzu robił się coraz głośniejszy.

-          Jeśli coś wymyślicie, dajcie znać. Pomogę najlepiej, jak będę potrafił – dodał Saltzman.

-          Rick, będę szczery i powiem, że nie mam pojęcia, czemu chciałem cię kiedyś zabić – rzekł Damon z poważną miną. – A raczej, dlaczego cię kiedyś zabiłem.

Alaric wytrzymał jego spojrzenie, po czym oboje zaśmiali się głośno, pożegnali i rozeszli. Bracia udali się w stronę wyjścia. Szli ramię w ramię, ale nie odzywali się do siebie. Dopiero gdy przekroczyli próg szkoły i znaleźli się na dworze, Stefan powiedział:

-          Nie spodziewałem się, że zaprzyjaźnicie się z Rickiem.

Damon posłał mu rozbawione spojrzenie i odparł:

-          Ja się z nikim nie przyjaźnię.

-          Z nikim? – zdziwił się młodszy Salvatore, krzyżując ręce na piersi. – Alaric i Elena to faktycznie nikt.

Przyglądał się, jak uśmiech znika z twarzy brata, a zamiast niego pojawia się dziwny grymas. Oczekiwał ciętej riposty albo porcji złośliwych uwag, ale on tylko szepnął:

-          Elena nie nigdy nie zasługiwała na miano przyjaciela. Na pewno nie mojego.

Stefan westchnął. Wiedział, że słowa i zachowanie Eleny musiało go zranić. Kochał ją. Obaj ją kochali. Dlatego podejrzewał, jak czuje się Damon.

-          Nie mówiła poważnie. Była zdenerwowana – oznajmił Stefan. – Jej naprawdę na tobie zależy.

-          Skończ – warknął i już chciał odejść, gdy dostrzegł, że w ich stronę zmierza Jeremy i ta, o której rozmawiali.

Rozejrzał się, zastanawiając którędy zdążyłby się wymknąć, nie wzbudzając podejrzeń, ale było za późno. Gilbertowie zatrzymali się zaraz obok nich. Elena od razu wbiła w niego wzrok. Ten, którego używała, by coś na nim wymusić.

-          Zrobiło się zbyt tłoczno – zwrócił się do Stefana, a następnie wyminął Jeremy’ego i odszedł.

Czuł, że cała trójka wypala mu oczami dziurę w plecach. Normalnie by się tym nie przejął, lecz tym razem pragnął jak najprędzej znaleźć się poza zasięgiem ich męczących spojrzeń.

 

 

***

 

 

Jeremy zostawił siostrę samą ze Stefanem. Wolnym krokiem zmierzali w stronę sali od angielskiego. Elena szła w milczeniu ze spuszczoną głową. Wampir od momentu, gdy ją zobaczył, wiedział, że coś ją trapi.

-          Co się stało? – spytał, przytrzymując ją za ramię i zmuszając do tego, by się zatrzymała.

-          Nic. Co niby miałoby się stać? – odparła, nareszcie na niego spoglądając.

Jej oczy mówiły co innego. Stefan odnalazł w nich strach, smutek i niepewność. Zbiło go to z tropu. Nigdy na niego tak nie patrzyła.

-          Widzę, że coś cię męczy – dociekał. – Nie okłamuj mnie, proszę.

-          Stefanie, po prostu źle spałam w nocy. Nie musisz od razu histeryzować – orzekła z rozdrażnieniem i szybkim krokiem weszła do klasy.

Postanowił nie ciągnąć tego tematu w obecnej chwili. Usiadł na swoim stałym miejscu w sali i obserwował ukochaną przez cały wykład. Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że uważnie słucha nauczyciela, jednak Stefan wiedział, że błądzi gdzieś myślami i najbardziej w tym momencie pragnął się dowiedzieć, co zaprząta jej głowę.

Podejrzewał, że najprawdopodobniej chodzi o pojawienie się Katherine. Bała się o swoje bezpieczeństwo, o bliskie osoby, o przyszłość. Mogła ją też martwić sprawa z Damonem. Widział, jak na niego patrzyła. Musiała mieć wyrzuty sumienia po tym, co powiedziała. Możliwe, że zastanawiała się, jak wyjaśnić ten konflikt. Sam Stefan nie miałby kiedyś nic przeciwko temu, żeby ta dwójka nie utrzymywała ze sobą kontaktu, ale taka sytuacja nie była dla nikogo korzystna. Damon odkrywał w sobie ludzkie uczucia dzięki Elenie. Na dodatek tak samo jak on, chciał ją chronić. A to już sprawiało, że pragnął, by się pogodzili. W dwójkę skuteczniej obronią ukochaną.

Dźwięk dzwonka obwieszczającego przerwę wyrwał go z zamyślenia. Schował notatnik, poczekał, aż Elena się spakuje i razem ruszyli na kolejne zajęcia. Próbował zagadywać ją na każdy możliwy temat, lecz ona odpowiadała pojedynczymi słowami lub zdaniami. W końcu dał sobie spokój z podtrzymywaniem rozmowy i do końca lekcji zachowywał się jak cień Eleny, chodząc za nią krok w krok w całkowitej ciszy.

 

 

***

 

 

Elena odetchnęła z ulgą, gdy Stefan odprowadził ją do rezydencji Lockwoodów, a sam poszedł do domu. Nie rozumiała, czemu tak dziwnie się czuła przy ukochanym. Przecież to zawsze przy nim była odprężona, spokojna i wyluzowana. Jednak od rana odnosiła wrażenie, że coś jest nie tak. Czymś się denerwowała, choć sama nie potrafiła określić czym. Nie chodziło jedynie o to, że Katherine krążyła gdzieś w pobliżu i w każdej chwili mogła coś wykombinować. Martwiło ją coś jeszcze.

Carol Lockwood przydzieliła jej za zadanie wybór muzyki na uroczystość. Prosiła, by poprzestać na klasyce, ale takiej, która nie zanudzi gości na śmierć. Elena udała się do pokoju, w którym znajdowała się imponująca kolekcja płyt. Można było tam znaleźć dosłownie wszystko. Począwszy od Mozarta, Beethovena i Vivaldiego, przez Aerosmith, Rolling Stones, po współczesne zespoły utrzymujące się na pierwszych miejscach list przebojów. Wszystkie albumy znajdowały się w drewnianych regałach ze szklanymi drzwiczkami.

Impreza ta była wydawana co roku i chodziło w niej o zbieranie datków na renowację zabytków miasteczka. Zaproszono oczywiście wszystkie rodziny, bo poza głównym celem, szykowały się również tańce, pyszny poczęstunek i alkohol, dlatego większość miała zamiar się pojawić.

Elena zaczęła przeglądać kolekcję Lockwoodów i odkładać na bok upatrzone płyty. Podejrzewała, że matka Tylera ma odmienne pojęcie klasyki i czeka ją ciężka przeprawa, gdy przyjdzie jej zaprezentować swoje propozycje.

Nagle do pomieszczenia wkroczył Damon. Na początku jej nie dostrzegł, zajęty kartonami, które ze sobą przyniósł. Zapewne został również zaciągnięty do pomocy przez kogoś z Rady. Położył pudła w kącie, wytarł ręce w spodnie, rozejrzał się i wtedy ją dostrzegł. Elenę zdradziło serce, które przyspieszyło chyba dziesięciokrotnie na widok starszego z braci Salvatore.

Zmierzył ją sceptycznym wzrokiem, po czym ruszył bez słowa do wyjścia. Dziewczyna odłożyła albumy, które trzymała w rękach i zrobiła parę kroków w stronę drzwi, mówiąc:

-          Damon, poczekaj. Wysłuchaj mnie.

Wampir, o dziwo, zatrzymał się i powoli odwrócił w jej stronę. Jego mina na pewno nie wskazywała na to, by miał ochotę z nią rozmawiać. Dlaczego więc nie odszedł pomimo prośby Eleny? Przecież często postępował odwrotnie niż oczekiwali tego inni. Ba, robił tak praktycznie zawsze.

 

 

Nie bądź głupia. Przecież wiesz, że on cię kocha.

 

 

Dziewczyna odetchnęła głęboko i podeszła jeszcze bliżej. Dzielił ich może metr. Damon skrzyżował ręce na piersi i spytał zniecierpliwiony:

-          Czego chcesz? Nie mam dla ciebie czasu.

Słowa zabolały Elenę, lecz ani trochę nie zniechęciły. Spodziewała się złośliwości z jego strony. Zasłużyła na to.

-          Przepraszam – powiedziała. – Zachowałam się podle. Nie myślałam o tym, co mówię. Głupio palnęłam w złości. To nie było szczere. Sam wiesz, co ludzie potrafią wyczyniać w przypływie wściekłości.

Damon przyglądał się badawczo swojej towarzyszce. Zastanawiał się, czy mówi prawdę, czy też chce się z nim pogodzić, by nie mieć z nikim na pieńku. Tym bardziej z nim, który ogarnięty furią potrafił robić mnóstwo nieprzewidywalnych rzeczy. Nikt nie pragnął widzieć w nim wroga, chyba że był głupi albo chory psychicznie.

-          Naprawdę przepraszam – powtórzyła. – Daj mi jeszcze jedną szansę, proszę. Nie niszczmy naszej przyjaźni przez moją chwilę słabości.

Elena dostrzegła, że twarz Damona złagodniała i dostrzegła w tym swoją szansę. Zrobiła jeszcze jeden krok do przodu, po czym spojrzała mu w oczy. Wampir złościł się sam na siebie, że nie nauczył się jeszcze nie reagować na jej widok, zapach czy też głos. Przez nią budziły się w nim uczucia, które przez dziesiątki lat skrzętnie ukrywał, nie pozwalając im dochodzić do głosu. Parę słów Eleny, jedno spojrzenie wystarczyło, by jego ludzka część ożywała. Nie chciał tego, bo zdawał sobie sprawę z tego, że będzie cierpieć prędzej czy później. Nie umiał jednak z tym przy niej walczyć.

-          Następnym razem bardziej uważaj na słowa – oznajmił, po czym odwrócił się i wyszedł.

Elena zdążyła zauważyć, że uśmiechnął się pod nosem. Odetchnęła z nieskrywaną ulgą i wróciła do swojego zajęcia.

Nawet nie zauważyła, że dziwny niepokój, który męczył ją od samego rana, zniknął i świat od razu wydawał się piękniejszy i radośniejszy.

Zgłoś jeśli naruszono regulamin