Historyczne Bitwy El Alamein 1942.pdf

(3471 KB) Pobierz
5153405 UNPDF
STEFAN CZMUR
*^
EL ALAMEIN 1942 w
Wydawnictwo Bellona
Warszawa 1997
WSTĘP
El Alamein to jedno z tych miejsc na Ziemi, którego należy
szukać na bardzo szczegółowych mapach, ale o których sły­
szał prawie każdy w szkole, czytał lub oglądał w telewizji.
Swoją karierę El Alamein (Al - Alamain), wtedy niewielka
egipska stacja kolejowa położona blisko brzegu Morza Śród­
ziemnego, około 80 km od Aleksandrii, zawdzięcza bitwom,
rozegranym latem i jesienią 1942 r., pomiędzy brytyjską 8 Ar­
mią, wspieraną przez Siły Powietrzne Zachodniej Pustyni (We­
stern DesertAir Force), a połączonymi siłami niemiecko-włos-
kimi zorganizowanymi w Armię Pancerną „Afrika", także ko­
rzystającymi z pomocy wydzielonych do działań w Afryce jed­
nostek Luftwaffe i lotnictwa włoskiego.
Mimo że w rejonie El Alamein doszło, nie licząc drobnych
potyczek, do trzech bitew, to jednak większość ludzi kojarzy
tę nazwę tylko z jedną z nich, tą ostatnią, rozpoczętą późnym
wieczorem 23 października 1942 r., a zakończoną przełama­
niem frontu niemiecko-włoskiego po południu 4 listopada
i przejściem do pościgu za pośpiesznie wycofującymi się resz­
tkami armii pancernej w nocy i w dniu następnym.
Dzieje się tak głównie dlatego, że była to bitwa decydująca
o losach zaciętych, ponad dwuletnich zmagań na Pustyni Za­
chodniej i jeden z dwóch, obok operacji „Torch", punktów
zwrotnych wojny w Afryce Północnej. Nie bez znaczenia jest
także i to, że bitwa ta stanowiła przełom w karierach dwóch
bardzo znanych postaci: Bernarda Law Montgomery'ego
i Erwina Rommla. Dla Montgomery'ego, wówczas generała
4
5
porucznika, a później marszałka polnego, bitwa ta, przynosząc
mu rozgłos i sławę pogromcy Rommla, była początkiem drogi
ku najwyższym stanowiskom w armii brytyjskiej i w połączo­
nych siłach zbrojnych aliantów. Z kolei dla Erwina Rommla,
feldmarszałka, legendarnego „Lisa Pustyni", pupilka Hitlera
i Goebbelsa, znajdującego się u szczytu chwały bohatera na­
rodowego Niemiec, ta sama bitwa to początek schyłku błys­
kotliwej do tej pory kariery. Wprawdzie formalnie Rommel
po ostatnim starciu pod El Alamein awansował, obejmując
wyższe stanowiska służbowe, ale nie wygrał już żadnej waż­
niejszej bitwy. Fortuna wyraźnie odwróciła się od feldmar­
szałka, aby go opuścić latem i wczesną jesienią roku 1944.
O rozpropagowanie jesiennego sukcesu pod El Alamein
zadbali przede wszystkim Brytyjczycy, dla których po wielu
niepowodzeniach była to pierwsza większa zwycięska bitwa
lądowa w II wojnie światowej. Wprawdzie w końcu 1940 i na
początku 1941 r. odnieśli oni błyskotliwe zwycięstwo w Afryce
Północnej, ale nad armią włoską o wiele niżej notowaną od
Wehrmachtu. Później, po roku, również Rommla zmusili do
odwrotu, ale początkowy sukces miał się ostatecznie przero­
dzić w dotkliwą porażkę. Teraz odnieśli wreszcie niekwestio­
nowane zwycięstwo, tym cenniejsze, że osiągnięte w działa­
niach ofensywnych, podczas gdy w dwóch pozostałych bitwach
w rejonie El Alamein armia brytyjska była stroną broniącą się.
Bitwa ta dla Brytyjczyków to także początek odwetu za Dun­
kierkę, której syndrom dość długo panował w brytyjskich szta­
bach różnych szczebli, paraliżując lub wiążąc ręce generalicji
i zatrważając dusze zwykłych żołnierzy. Nie przez przypadek
wielkąpopularność zdobyło zdjęcie publikowane w brytyjskich
gazetach, przedstawiające dziarskiego angielskiego kaprala
stojącego obok leżącego, wziętego do niewoli, niemieckiego
porucznika, trzymającego go pod karabinem z najeżonym ba­
gnetem. Ta fotografia miała wymazać z pamięci Brytyjczy­
ków obraz plaż pod Dunkierką zawalonych brytyjskim sprzę­
tem porzuconym podczas ewakuacji.
Jesienne zwycięstwo pod El Alamein ma dla Brytyjczyków
szczególne znaczenie jeszcze z jednego powodu. Była to je­
dyna w II wojnie światowej prestiżowa bitwa na lądzie wy­
grana przez armię brytyjską bez amerykańskich wojsk lądo­
wych. Każdym następnym większym zwycięstwem musiano
się już podzielić z Amerykanami. Wprawdzie i pod El Alame­
in odnajdujemy amerykańskie akcenty, bowiem Brytyjczycy,
wojska z dominiów i kolonii używały powszechnie amerykań­
skiego sprzętu, przede wszystkim pancernego, a w Siłach Po­
wietrznych Zachodniej Pustyni na 38 dywizjonów 7 było ame­
rykańskich. Nie było tam jednak amerykańskiej piechoty
i jednostek pancernych, dlatego nikt nie ma wątpliwości, że
było to brytyjskie zwycięstwo. Wagę tego zwycięstwa najle­
piej ujął, znany z trafnych wypowiedzi, Winston Churchill,
który powiedział: „Można by powiedzieć, przed Alamein nie
zaznaliśmy zwycięstwa, po - klęski" 1 .
Do pierwszego starcia w rejonie El Alamein doszło 1-5 lipca
1942 r. i właśnie ono w historii wojskowości nazwane zostało
pierwszą bitwą pod El Alamein. Przeciwnikiem Rommla był
wówczas generał Claude John Eyre Auchinleck, naczelny do­
wódca Sił Brytyjskich na Środkowym Wschodzie, który jed­
nocześnie przejął dowodzenie 8 Armią po klęsce pod El Gha-
zalą i po upadku Tobruku. W wyniku pięciodniowych walk
zdołał on zatrzymać ofensywę Rommla, mimo bardzo groźne­
go położenia wojsk własnych i w sytuacji gdy „Lis Pustyni"
stawiał już swoim najlepszym dywizjom zadanie zdobyciaAle-
ksandrii - podstawowej bazy Royal Navy we wschodniej czę­
ści Morza Śródziemnego - opanowania delty Nilu i dotarcia
do Kanału Sueskiego. Auchinleck nie pozwolił się wymanew­
rować, związał walką pancerne jednostki przeciwnika, wykrwa­
wił je, a następnie wyrzucił z własnych pozycji obronnych
i zmusił do przejścia do obrony. Wyczerpana armia Rommla
'B.Ireland,7fie WarintheMediterranean 1940-1943,London 1993,
s. 167.
6
7
musiała zaniechać dalszego natarcia. Front ustabilizował się
na prawie dwa miesiące.
Dla Auchinlecka był to jednak gorzki sukces. Zniecierpli­
wiony i poirytowany utratą Tobruku Winston Churchill po­
stanowił zdjąć go i to z obu stanowisk. Dodatkową goryczą
napawało Auchinlecka to, że wbrew sugestiom płynącym
z Londynu, to właśnie on uznał rejon El Alamein za miejsce
najdogodniejsze do ostatecznego zatrzymania Rommla. I nie
pomylił się.
Kolejny raz przeciwnicy starli się w pobliżu El Alamein od
30 sierpnia do 5 września 1942 r., z tym że główne walki to­
czyły się 30 sierpnia- 1 września. Ta runda tego swoistego
pojedynku znana jest jako bitwa pod Alam el Halfa. Zaatako­
wał znów Rommel, mimo poważnych kłopotów z zaopatrze­
niem. 8 Armią dowodził już Montgomery, który nie dał się
„objechać" od południa czołgom Rommla, zatrzymując je wła­
śnie na grzbiecie Alam el Halfa, który intuicyjnie wcześniej
obsadził i umocnił. Inna sprawa, że tym razem natarcie pan-
cerniaków feldmarszałka było pechowe od początku i szło jak
po grudzie. Część czołgów wjechała na pole minowe, część
ugrzęzła w ruchomych piaskach, stając się łatwym celem dla
artylerii i lotnictwa przeciwnika. Rommel stracił ponadto
dwóch bardzo dobrych dowódców, w tym generała wojsk pan­
cernych Walthera Nehringa aktualnego dowódcę „Afrika
Korps", ciężko rannego w wyniku nalotu brytyjskiego lotnic­
twa, i niewiele brakowało, a sam podzieliłby jego los. Widząc
niepowodzenie wycofał swe wojska na poprzednie pozycje.
Montgomery po raz pierwszy posmakował zwycięstwa. Bitwa
pod Alam el Halfa bardzo wzmocniła go psychicznie i wyraźnie
poprawiła nastroje w 8 Armii.
Pustynia Zachodnia była pod wieloma względami bardzo
specyficznym teatrem działań wojennych. Działania na niej
kojarząsię zawsze z błyskawicznymi uderzeniami wojsk pan­
cernych i zmotoryzowanych, śmiałymi manewrami oskrzydla­
jącymi i obchodzeniem przeciwnika, bojami spotkaniowymi
i brakiem stałej linii frontu. Wyjątkiem wydaje się być oblę­
żenie Tobruku, przypominające Verdun, tyle że na pustyni
i z morską, a nie lądową drogą zaopatrzenia. Tymczasem wła­
śnie ta ostatnia najsłynniejsza bitwa pod El Alamein jest przez
wielu uważana za bitwę toczoną według reguł sztuki wojen­
nej z okresu I wojny światowej. I mimo że w twierdzeniu tym
jest przesada, to nie sposób nie zauważyć pewnych podo­
bieństw. Była to klasyczna bitwa na wyczerpanie przeciwni­
ka, na zużycie jego odwodów i rezerw materiałowych, w której
niebagatelną rolę odegrała przewaga materialna Brytyjczyków.
Gdy do tego dodamy jeszcze czołowe przełamanie, osiągnięte
po długotrwałym, metodycznym i wolnym natarciu, to nie spo­
sób uniknąć wątpliwości co do nowoczesności myśli wojsko­
wej zwycięzców. Jedno jest pewne, była to nietypowa dla Pu­
styni Zachodniej bitwa, w której, jak na ironię, Rommel-
mistrz manewru i ryzyka - został pobity przez ostrożnego
wyznawcę anachronicznej starej angielskiej szkoły wojny na
wyczerpanie przeciwnika, znanej od czasów Wellingtona. Mam
nadzieję, że odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się stało, znaj­
dzie czytelnik na kartach tej książki.
Walki pod El Alamein, niestety, nie są okazją do zaję­
cia się dziejami oręża polskiego. Oręż ten na Pustyni Zacho­
dniej reprezentowała Samodzielna Brygada Strzelców Karpac­
kich, dzielnie broniąca się w Tobruku i z powodzeniem bijąca
się pod El Ghazalą. Jednakże w marcu 1942 r. nasza brygada
została wycofana do Egiptu na wypoczynek, a później do Pa­
lestyny, gdzie po przyjęciu uzupełnień z Armii Polskiej gen.
WładysławaAndersa wyprowadzonej ze Związku Sowieckie­
go została rozwinięta w 3 Dywizję Strzelców Karpackich, która
na front wróciła dopiero we Włoszech. Dlatego pod El Ala­
mein strzelcom karpackim nie było dane bić się z Rommlem.
Na zakończenie słów kilka o literaturze. Jest ona bardzo
bogata. O El Alamein rozpisują się prawie wszyscy: Brytyj­
czycy, Niemcy, Włosi, Francuzi, Hindusi, Australijczycy.
Wśród publikacji są pozycje poważne o naukowym charakte-
Zgłoś jeśli naruszono regulamin