Są anioły naprawdę są aniołyubrane w marynarki w niezbyt modne sukniesiedzą u stołu piją piwo gwarząziewają późno kładą się do łóżkaa w szafie wtedy białe odpoczywa skrzydłonie brzydzą się umarłych, ich potu i znojubo ciężko jest umierać jak pług ciągnąć wiosnąw białym kitlu lekarza chylą się nad chorymi starym mówią trudno trzeba przyjąć wszystkow aureolach łysiny w warkoczach siwiznyczasem udają księdza który w samotności płaczez czołem o stół opartymsłowem poety niespodziewanie krzyknągłos ich wysoki z symfonii się przedrzei umierają młodo za tych co nie chcą umieraćalbo znikają nagle chirurgom spod nożaanestezjolog biegnie wola podwiązywać żyłya one już daleko a one już w niebiei tylko obłok szumi tylko obłok szumisą anioły naprawdę są aniołycelną myśl każdą łowią inteligencji wędziskiemi z pełnych wiader prawdy chlustają na szczęściepieką ciasto gotują rybę w białym winienie gardzą dobrym żartembiałka ich od śmiechu świecąi nie wiadomo czy w pojeździe księżycowymcichcem w kosmiczny skafander nie wciśnie się którymają łydki zbyt mocne jak u flamandzkich płóciensą cielesne jak płowe u strumienia wołylecz jest w nich żywioł gwałtownie życzliwyprzyjazny wiew pośpiechu wzdyma im odzienieone cierpliwie w poczekalni u dentystysiadają w pustym krześle i wchodzą ostatniei długa długa cisza za nimi się smużypoznać je można po tym właśnie są anioły
Anna Kamieńska
Angelorum