sinz-calosc 2.txt

(113 KB) Pobierz
nielicznych siedzia�a niewzruszona. Nie potrafi�em odczyta� wyrazu jej twarzy. Tylko w br�zowych oczach wida� by�o zaciekawienie pomieszane ze zdziwieniem. By�em pewien, �e nie wiedzia�a o mnie tyle, co ja o niej. Chcia�em to zmieni慠

My�l jak przyjaciel, do cholery!�- skarci�em samego siebie.�

- Przewa�nie takie opowie�ci zaczynaj� si� od kompletnie prozaicznych sytuacji. Najpierw palenie trawki, a w efekcie przerzucenie si� na co� silniejszego, gdy ona przestaje ju� wystarcza�. W�a�nie tak wpad�em w to b��dne ko�o. Pomogli mi w tym rozrywkowi koledzy i moja �wczesna dziewczyna.�

Gdy powiedzia�em te s�owa, co� w twarzy Belli sprawi�o, �e zamilk�em. W du�ym stopniu nasze historie by�y niesamowicie podobne do siebie. Dlatego tak dobrze j� rozumia�em i z �atwo�ci� zosta�em powiernikiem jej sekret�w. Kolejna z rzeczy, kt�re nas ��czy�y��

Edward, skup si�!�- pr�bowa�em si� zmobilizowa�.�

- Nie zdawa�em sobie sprawy z tego, jaki powa�ny mam problem, dop�ki to wszystko nie sko�czy�o si� tragedi�� - westchn��em - By�a noc. Oczywi�cie imprezowali�my. Pok��ci�em si� z moj� dziewczyn�. Po wci�gni�ciu koki cz�sto nie dogadywali�my si�, bo byli�my nabuzowani i ch�tni do r�koczyn�w. Tym razem by�a to naprawd� ogromna awantura. Ona znikn�a gdzie� z cz�owiekiem, kt�rego wprost nie cierpia�em - Jacobem.�

Przerwa�em swoje przem�wienie. Obrazy migaj�ce mi przed oczami nie pozwala�y si� uspokoi�. Mimo up�ywu lat b�l nie zmniejszy� si�. Tkwi� we mnie, ale na co dzie� potrafi�em nad nim panowa�. Teraz sam przywo�a�em go z powrotem. Na sali zewsz�d s�ycha� zniecierpliwione �co dalej?�. Musia�em zacz�� m�wi� dalej. Spojrza�em na Bell�. Jej twarz wykrzywia� grymas, kt�remu nie umia�em przypisa� znaczenia.�

- By�em w�ciek�y na Lauren i bez zastanowienia wci�gn��em kolejn� porcj� koki. Odp�yn��em. Gdy ockn��em si� nad ranem, zacz��em jej szuka�. By�em zaniepokojony. Nigdzie jej nie by�o. Postanowi�em sprawdzi�, czy mo�e dotar�a do domu. Jej rodzice nie mieli jednak poj�cia, co si� dzia�o z Lauren. Po up�ywie czterdziestu o�miu godzin policja rozpocz�a poszukiwania. - wzi��em g��boki oddech, zdaj�c sobie spraw�, i� najgorsza cz�� jest przede mn� - Po tygodniu znaleziono jej cia�o w pobli�u rzeki. Jacob, b�d�c na haju, zgwa�ci� j� i zamordowa�.�

W tym momencie nikt z uczestnik�w pogadanki nie by� spokojny. Wszyscy g�o�no rozmawiali. S�ysza�em ich zdziwione, zszokowane g�osy. Musia�em si� uspokoi�. Zwr�ci�em swe oczy ku jedynej osobie na auli, kt�rej sam widok m�g�by mi w tym pom�c. Bella milcza�a. Patrzy�a wprost na mnie.�
By�a spokojna. Wydawa�o si�, jakby by�a za jakim� murem i �adne bod�ce do niej nie dociera�y.�

- Prosz� o spok�j. Pos�uchajcie dalej! - nakaza� Peter i wszyscy zamilkli.�
- Czu�em ogromne wyrzuty sumienia i pr�bowa�em sko�czy� ze sob�. Chcia�em za�pa� si� na �mier�. Nie umia�em poradzi� sobie z rzeczywisto�ci�, w kt�rej si� znalaz�em! Na szcz�cie ojciec w por� mnie znalaz� i odratowa�. Zmusili mnie do wzi�cia udzia�u w leczeniu zamkni�tym. Po sze�ciu tygodniach by�em gotowy, by spr�bowa� zacz�� od nowa� - zako�czy�em sw� opowie��.�

Nie by�em w stanie ju� d�u�ej karmi� si� tymi obrazami, wi�c zako�czy�em jak najszybciej. Pomin��em to, jak ci�ko by�o na leczeniu i jak te 6 tygodni z mojej perspektywy wygl�da�o wtedy jak 6 lat.�

Ujrza�em przed sob� mn�stwo podniesionych w g�r� d�oni. Wielu z nich chcia�o zada� mi pytania. Ba�em si� ich, ale odpowiedzia�em na kilka i Peter zako�czy� nasz meeting. Ruszy�em w kierunku Belli. Sta�a teraz z Vincent�em.�

- Cze��! - przywita�em si�, a oni odpowiedzieli mi u�miechami.�
- W porz�dku? - spyta�a Bella, patrz�c mi prosto w oczy.�
- Tak. - nie chcia�em d�u�ej rozmawia� na ten temat - Odwie�� Ci� do domu?�
- W zasadzie Vince mia� mnie podrzuci� - wyja�ni�a.�
- Zawieziesz j�, Ed? - spyta� m�j wsp�lokator.�
- Pewnie!�
- To dobrze! Wybacz, Bello, ale dzi�ki temu uda mi si� odebra� Callie z pracy i nie b�dzie musia�a wraca� sama po ciemku! - Vincent t�umaczy� si�.�
- Jasne! - pokiwa�a twierdz�co g�ow� i Vincent zostawi� nas samych.�
- Jedziemy? - spyta�em, a w odpowiedzi uzyska�em jeden z jej pi�knych u�miech�w.�

Wyszli�my z budynku i skierowali�my si� w stron� mojego Volvo. Otworzy�em przed ni� drzwiczki, a chwil� p�niej sam ju� siedzia�em za kierownic�. Pocz�tkowo milczeli�my. Wiedzia�em, �e Bella my�li o mojej przesz�o�ci, ale nie chce by� natr�tna i boi si� zada� mi b�l, poruszaj�c t� kwesti�.�

- Pytaj! - nakaza�em, zwracaj�c swoj� twarz ku niej, gdy zaparkowali�my pod jej apartamentowcem.�
- Nie, Edward� Ja nie mia�am zamiaru� - zacz�a niepewnie.�
- �mia�o, Bella! Widz�, �e co� Ci� niepokoi!�
- Edward, czy ten� - zawaha�a si� - Co si� sta�o z tym ca�ym Jacobem?�
- Siedzi w wi�zieniu i bardzo d�ugo jeszcze z niego nie wyjdzie. Co� jeszcze? � wyrzuci�em z siebie chyba odrobin� za szybko.�
- Nie! Tylko tyle chcia�am wiedzie�. - zaprzeczy�a.�

Patrzy�em w jej �liczne, br�zowe oczy i by�em pewien, �e co� jeszcze j� trapi. Nie chcia�em jednak naciska�. Skoro nie chcia�a si� ze mn� tym podzieli�, nie mia�em zamiaru tego rusza�. Bella odwzajemnia�a moje spojrzenie i zacz�a nerwowo przeczesywa� swe w�osy palcami. Byli�my�
bardzo blisko siebie i czu�em, jak jaka� tajemna si�a przyci�ga mnie do niej. Skupi�em wzrok na jej zar�owionych wargach.�

Sytuacja zmierza�a ku jednemu i pewnie by�my si� poca�owali, gdyby nie zadzwoni� m�j telefon kom�rkowy. Zirytowany si�gn��em po niego i odebra�em, nie patrz�c na wy�wietlacz. Bella odwr�ci�a si� w stron� szyby. Dostrzeg�em przepi�kny rumieniec na jej policzkach.�

- Halo?�
- Edward, kochanie! - piszcza�a do s�uchawki Leah - Przyjedziesz do mnie na noc? St�skni�am si�!�
- Ja� - zacz��em.�
- B�d� czeka� na Ciebie w mojej sypialni! Pa Misiu! - roz��czy�a si�.�

Poczu�em narastaj�cy we mnie gniew. Dlaczego ona tak Wrzeszcza�a do s�uchawki?! Przecie� Bella na pewno to wszystko s�ysza�a.�

- Bello? - zwr�ci�em si� ku niej.�
- Wiem. Musisz jecha�. - powiedzia�a ze smutkiem - To na razie! - po�egna�a si� i pr�dko wysiad�a z mojego samochodu.�

Wyskoczy�em za ni�. By�a ju� przy drzwiach frontowych, gdy z�apa�em j� za lewe przedrami�. Odwr�ci�a si� do mnie. Widzia�em z�o�� maluj�c� si� na jej twarzy i lekko szklane oczy. Dlaczego by�a z�a? Mo�e chcia�a ze mn� porozmawia�?�

- Poczekaj! Dlaczego tak uciekasz? - spyta�em.�
- Nie b�d� �mieszny, Edwardzie! Mieszkam tutaj. Chc� p�j�� do domu odpocz��! - stwierdzi�a - To by� m�cz�cy dzie�. Poza tym spieszysz si� do swojej dziewczyny.�
- Tak, ale� - zacz��em.�
- Nie ka� jej d�u�ej czeka�! Do zobaczenia! - uwolni�a swoje rami� i wesz�a do �rodka.�

Ani razu si� nie obejrza�a za sob�. Sta�em tam nieruchomo jak zahipnotyzowany. Kompletnie nie mia�em ochoty sp�dzi� noc z Leah. Wsiad�em do auta i pojecha�em do siebie, po drodze szukaj�c jakie� wym�wki. By�o mi to oboj�tne, �e ok�ami� w�asn� dziewczyn�. Chcia�em by� teraz sam. Tylko ja i moje my�li� I twarz Belli w nich.�

- Przyjaciel, do cholery! - warkn��em sam na siebie. 
Piosenka: Guano Apes � �Heaven� (http://www.youtube.com/watch?v=OuLgmctyJ_M).�

I. 8. K�opoty�

Wybiera�am si� w�a�nie na terapi� do o�rodka. Wysz�am z budynku i wpad�am prosto na Jamesa, kt�ry prawdopodobnie w�a�nie na mnie czeka� pod domem. Przestraszy�am si� troch�. Na pierwszy rzut oka wida� by�o, �e jest zdenerwowany. Sta�am jak wryta. Nie potrafi�am ani si� odezwa�, ani odej��. D�ugie chwile wpatrywali�my si� w siebie nawzajem.�

W ko�cu jego twarz si� rozpogodzi�a. Mrugn�� do mnie porozumiewawczo okiem i u�miechn�� si� �agodnie. Chwyci� moj� d�o� i u�cisn�� j� lekko. O co mu chodzi�o? Dlaczego si� tak zachowywa�? To spotkanie zaczyna�o mnie coraz bardziej niepokoi�. Nie zrobi�am jednak nic. Po prostu nie wiedzia�am w jaki spos�b mia�abym zareagowa�... P�ki co, nie robi� nic z�ego...�

Pog�aska� z czu�o�ci� m�j policzek. Cofn�am si� przezornie o krok. Sk�d u niego takie pok�ady uczu�? Przecie� zostawi� mnie tam, na ulicy. Mog�am umrze�. Nie zale�a�o mu na mnie.�

- Bello, t�skni�em za Tob�! - wyzna� mi.�
- Przecie� to w�a�nie ty zostawi�e� mnie na chodniku! - odpar�am stanowczo.�
- Nie wiem, co ci powiedziano! Owszem zostawi�em ci� tam, ale wezwa�em pogotowie � t�umaczy� - Wierzysz mi?�
- Nie! - odpowiedzia�am zdecydowanie.�
- Porozmawiajmy, prosz� P�jdziemy na spacer? - zaproponowa�.�
- No dobrze - zgodzi�am si� niepewnie.�

W sumie jednak co� do niego nadal czu�am. Nie jest �atwo wymaza� ludzi z pami�ci, a na mnie on dzia�a� jak magnez. Brakowa�o mi go i nieco t�skni�am. Zakocha�am si� w nim przecie� przed tym, jak wpakowali�my si� w to bagno z narkotykami. Tylko... Czy ja go nadal kocham?�

W zasadzie to nie wiem, czemu si� zgodzi�am na ten spacer. Z ka�dym krokiem czu�am si� bardziej nieswojo i niepewnie.�

- Dlaczego mnie unikasz, Bello? - zapyta�, wyrywaj�c mnie z zamy�lenia.�
- Chc� zmieni� moje �ycie.�
- A do tej pory by�o �le?�
- Tak. - Odsun�am si� lekko od niego. - Musz� si� uwolni� od narkotyk�w.�
- Co ty m�wisz?! �wietnie si� bawili�my! By�a� taka nakr�cona! Zupe�ny odjazd! - Cieszy� si�.�
- Nie potrzebuj� ju� tego! - Przerwa�am mu.�
- Jeste� pewna? - powiedzia� i wyj�� z kieszeni du�y woreczek, w kt�rym by�o mn�stwo r�nych narkotyk�w.�
- Nie! - Warkn�am i pr�bowa�am odej��.�

James szybko mnie jednak dogoni� i z�apa� za d�o�. Pr�bowa�am si� wyrwa�, ale by� zdecydowanie silniejszy. Nie mia�am szans. Modli�am si� w duchu o cierpliwo��, si�� i opanowanie. Czu�am, jak robi mi si� coraz gor�cej od widoku tych wszystkich drag�w. Zacz�am si� poci� i oddycha� szybciej ni� zwykle. Serce bi�o mi mocniej i to pragnienie� Przecie� ja tego w�a�nie pragn�! Nie oszukam samej siebie!�

Musz� to pokona�! Zrobi� to i uda mi si�. Wyjd� z na�ogu, tak jak Edward.�- Postanowi�am.�

- Nie tak szybko! � Sykn��. - To bez sensu, �e si� ok�amujesz! Zobacz, jak twoje cia�o reaguje. Chcesz tego!�
- Nie! - krzykn�am.�
- Ma�a, nie k�am. Znam ci�. Pragniesz tego najbardziej na �wiecie...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin