nie jestes kims odpowiednim dla mnie Bello.txt

(3 KB) Pobierz
�Nie jeste� kim� dla mnie odpowiednim, Bello.�

Te s�owa kr��y�y w mojej g�owie i rozbrzmiewa�y pustym echem. Oczywi�cie. Edward by� przecie� pi�kny, silny, szybki, praktycznie nie by�o rzeczy, kt�rej by nie potrafi�. A ja? Chcia�am co� powiedzie�, znale�� jakie� argumenty, przekona� go, �eby zosta�. Ale musia�am spojrze� prawdzie w oczy � nie mam w sobie niczego, co mog�oby go przy mnie zatrzyma�. Moja niezdarno�� i sk�onno�� do pakowania si� w tarapaty by�y dodatkowym czynnikiem, kt�ry go ode mnie odpycha�. Jedyne, co potrafi�am zrobi� dobrze, to skutecznie utrudnia� mu �ycie.

Zostawi� mnie. Nie wini�am go za to, rozumia�am go. M�g� mie� ka�d�, naprawd� ka�d� dziewczyn�, jak� by chcia�. Zapewne ju� nied�ugo znajdzie sobie jak�� wampirzyc�, kt�ra b�dzie tak samo pi�kna i silna jak on. Na my�l o tym, poczu�am si� tak, jakby moje i tak ju� zranione serce, przeszy�o tysi�c zimnych ostrzy. Edward, m�j Edward z kim� innym u jego boku. Jak to mo�liwe? W ci�gu minuty straci�am sens mojego �ycia.

Min�o wiele godzin odk�d przewr�ci�am si� i upad�am w lesie. Le�a�am tak ca�� noc, robi�o si� ju� coraz widniej. Jednak nawet nie my�la�am o tym, by cho� spr�bowa� znale�� drog� do domu. Nie chcia�am wraca�. Nie mia�am po co. Mog�abym ju� zawsze tak le�e� na wilgotnym mchu, wiedz�c, �e zaraz umr�. Niczego tak bardzo nie pragn�am jak zamkn�� oczy i zasn�� wiecznym snem. Nie czu� ju� nic. �adnej pustki po odej�ciu mojej jedynej mi�o�ci, �adnego b�lu rozstania z ukochanym, �adnych wspomnie�. Niestety, mimo i� le�a�am tak jeszcze d�ugi czas, nie umar�am. Zasn�am w ko�cu, wyczerpana wydarzeniami, o kt�rych wola�abym nie pami�ta�. Nie mia�am �adnych sn�w. Tylko pustka.

Gdy si� obudzi�am, w lesie panowa�y egipskie ciemno�ci. Nie wiedzia�am ile czasu spa�am, ile ju� godzin, czy raczej dni, sp�dzi�am w tym lesie. Opr�cz b�lu po stracie ukochanego Edwarda, czu�am tak�e jakie� sanie w �o��dku. Ach tak, to g��d. Nie jad�am nic od czasu lunchu w szkole. Ostatniego lunchu z Edwardem...

Zostawi� mnie. Jestem sama. Nie mam powodu, by �y�.

Po jakim� czasie malutka cz�stka mojego umys�u, kt�ra nie my�la�a o tym, co straci�am, zacz�a si� buntowa�. Cichy g�osik w mojej g�owie podpowiada� mi:

- Musisz wsta� i �y� dalej.

Niestety, zdecydowanie nik� w nat�oku wspomnie�. Mia�am w my�lach jedynie obraz Edwarda. Jego blad� twarz, jego �miech, aksamitny g�os. Nie by�am w stanie wykona� jakiegokolwiek ruchu bez niego. Wszystko kim by�am i co robi�am w przesz�o�ci zdawa�o si� nie mie� najmniejszego znaczenia. Zostawi� mnie.

Po kilku minutach, a mo�e godzinach, li�cie paproci, w kt�re wpatrywa�am si� od jakiego� czasu niewidz�cymi oczyma, zacz�y zmienia� barw� z czarnej na coraz ja�niejszy odcie� zieleni. G�osik w mojej g�owie, kt�rego wcze�niej tak skutecznie uciszy�am wspomnieniami o Edwardzie, znowu przybra� na sile:

- Wsta�, wyjd� z tego lasu, wr�� do ojca.

Racja. Przecie� gdzie� za tymi drzewami czeka na mnie Charlie. Pewnie odchodzi od zmys��w ze zmartwienia. Musz� si� podnie��. Musz� i�� dalej.

Nie s�dzi�am, �eby kiedykolwiek uda�o mi si� zapomnie� o Edwardzie, ale musia�am zrobi� krok naprz�d i postara� si� �y� bez niego.

Spr�bowa�am wsta�. Uda�o mi si� to dopiero za czwartym razem, kiedy w�o�y�am w to ca�� swoj� si��. Opar�am si� o drzewo, oddychaj�c ci�ko. Wtedy zauwa�y�am jaki� ruch oko�o pi�� metr�w ode mnie. Podnios�am wzrok. Tam, r�wnie� oparta o drzewo sta�a�

- Victoria � wyszepta�am.

- Bella � skin�a na mnie g�ow�. � Nawet nie wiesz jak si� ciesz�, �e ci� widz�.

U�miechn�a si� z�owrogo. Jej oczy po�yskiwa�y szkar�atem.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin