ROZDZIAŁ 6.doc

(48 KB) Pobierz
ROZDZIAŁ 6

ROZDZIAŁ 6

 

Przez dwa dni Katherine obserwowała z ukrycia nasilający się niepokój Stefana, który wyczuwał, że coś dziwnego dzieje się z Eleną. Zapewne wydawało mu się, że chodzi jej o to, że jej sobowtór krąży po mieście. Możliwe, że po części chodziło właśnie o to, lecz panna Pierce wiedziała, co jest prawdziwym powodem nietypowego zachowanie Eleny.

Stefan jednak miał się tego dowiedzieć w odpowiednim czasie. Przecież to był dopiero początek.

Wampirzyca wiedziała, że Damon poszedł już do Lockwoodów, bo członkowie rady mieli stawić się szybciej od innych w celu omówienia jakiejś ważnej sprawy. Dlatego też weszła się do domu, w którym mieszkali bracia, wślizgnęła się po schodach na piętro i udała do sypialni Stefana. Właśnie zapinał guziki błękitnej koszuli. Ledwo przekroczyła próg, a odwrócił się w jej stronę. Nie zdziwił go zbytnio widok Katherine. Prędko zarzucił na siebie marynarkę i spytał:

-          Co cię sprowadza?

Dziewczyna usiadła na łóżku, zakładając nogę na nogę i obejmując złączonymi dłońmi jedno z kolan. Miała na sobie krótką, obcisłą sukienkę z długimi rękawami i półokrągłym dekoltem. Stopy ukryte były w wysokich szpilkach, szyję zdobił łańcuszek, a gęste loki opadały na ramiona. Uśmiechnęła się do Stefana i odparła:

-          Chcę z tobą porozmawiać, póki nie ma tutaj Damona, Eleny i reszty gromadki.

-          O czym?

-          Wysłuchasz mnie?

-          Niedługo wychodzę, bo...

Nie zdążył dokończyć, bo wampirzyca mu przerwała:

-          Tak, wiem, impreza u Lockwoodów. Jeśli znudzi cię moja opowieść lub zechcesz już pójść, po prostu to zrobisz.

Stefan popatrzył na nią badawczo, zastanawiając się, o co tak naprawdę chodzi Katherine. Nie powinien z nią rozmawiać bez Damona, ale z drugiej strony, brat w ogóle nie chciał z nią gadać..

-          Dlaczego mam się zgodzić?

Wampirzyca zamyśliła się na moment, po czym przechyliła się w stronę towarzysza i odparła, patrząc mu prosto w oczy:

-          Bo pragniesz odpowiedzi na wiele pytań, które dręczą cię od ponad stu lat.

Salvatore spojrzał na zegar. Powinien wyjść za kwadrans. Wątpił, by Katherine zdążyła uwinąć się na czas, a nie miał pewności, że druga taka okazja się nadarzy. Westchnął ciężko, prędko analizując sytuację. Tymczasem dziewczyna opadła plecami na łóżko, opierając się na zgiętych w łokciach rękach i rozglądała się po pomieszczeniu. Czuła się jak u siebie w domu. Zawsze taka była. Brała to, co się jej należało. Umiała dostosować się do dosłownie każdej sytuacji, sprawiała, że inni dostosowywali się do ustanowionych przez nią reguł.

Stefan sięgnął do kieszeni po komórkę i rzekł do towarzyszki:

-          Daj mi chwilę.

 

 

***

 

 

-          Nie rozumiem. Przecież się umawialiśmy. Co ci nagle takiego wypadło, że nie możesz iść?

Elena usiadła na łóżku, wsuwając na stopy baleriny, które idealnie pasowały do granatowej sukienki z krótkim rękawem. Choć w obecnym momencie bardziej miała ochotę rzucić tymi butami o ścianę, niż je wkładać.

-          Opowiem ci jutro. To nie rozmowa na telefon – zabrzmiał Stefan w słuchawce. – Baw się dobrze. Odezwę się, dobrze?

Poczekał, aż dziewczyna przytaknie, po czym się rozłączył. Z jednej strony odczuwała pewnego rodzaju ulgę z powodu tego, że nie zobaczy Stefana, jednak jego zachowanie mocno ją zdziwiło i zdenerwowało. Zastanawiała się, co go zatrzymało. Nie powinien wystawiać jej tak w ostatniej chwili. To nie pasowało do Stefana. Musiało mu wypaść coś naprawdę ważnego. Wzbudziło w niej to niepokój, a sytuacji na pewno nie polepszały dziwne uczucia odnośnie ukochanego. Kompletnie nie pojmowała, co się z nią dzieje. Odnosiła wrażenie, jakby ktoś jej coś odebrał, coś ważnego. Elenę to potwornie męczyło i wciąż zaprzątała sobie tym głowę. Odpowiedzi na dręczące pytania nie przychodziły.

Wzięła kilka głębokich wdechów, zawiesiła torebkę na ramieniu i wyszła z domu na zabawę u Lockwoodów.

 

 

***

 

 

Stefan nie wiedział, co myśleć o opowieści Katherine. Mówiła o trudnym wyborze między nim a Damonem, ucieczce, której potwornie żałowała, błąkaniu się bez celu po świecie, obserwowaniu ich poczynań z bezpiecznej odległości, obawie przed powrotem. Każde słowo było na tyle przekonujące, że gdyby nie fakt, że pochodziły one z ust Katherine, uwierzyłby w to wszystko bez mrugnięcia okiem.

Wampirzyca zamilkła na dłuższy moment, wbijając wzrok w nieokreśloną przestrzeń. W końcu westchnęła i spojrzała na Stefana siedzącego w fotelu. Wydawał się tak spokojny i opanowany, że zaczęła się zastanawiać, czy to czasem nie jest to tylko maska.

-          Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? – spytała. – To, że ja dokonałam wyboru jakiś czas temu i okazało się, że on wcale nie był tak trudny. To ciebie cały czas kochałam. Tylko ciebie, Stefanie.

 

 

***

 

 

Elena stała pod ścianą i przyglądała się zgromadzonym ludziom. Byli wśród nich członkowie Rady Założycieli, jej szkolni znajomi i ich rodziny. Pomimo tego, że znała ich praktycznie od dziecka, czuła się obco w tym miejscu. Nie miała ochoty do nikogo otworzyć ust. Gdzieś mignęły jej Bonnie i Caroline, ale nawet z nimi nie miała ochoty porozmawiać. Zastanawiała się, czy w ogóle powinna tutaj przychodzić. Mogła siedzieć w domu, przeczytać książkę lub obejrzeć film. Albo po prostu zakopać się w łóżku i rozmyślać. A tak, wpatrywała się w gości Lockwoodów, raz na jakiś czas, przechodziła spod jednej ściany pod drugą, czasem upiła łyk soku lub skubnęła jakąś przekąskę. Jednym słowem – nuda. Dobrze, że chociaż matka Tylera zaakceptowała wybraną przez nią muzykę, dzięki czemu w tle leciały przyjemne kawałki, nie przyprawiające nikogo o mdłości.

-          Gdzie Stefan?

Elena wystraszona, podskoczyła, prawie wylewając resztę soku. Nagle pojawił się obok niej Damon. Miał na sobie ciemne spodnie i czarną koszulę. Spoglądał na nią z lekkim uśmiechem.

-          Coś mu wypadło – odparła po chwili, już spokojna.

-          Ostatnio gdy opuścił cię na imprezie, okazało się, że sieje spustoszenie pod wpływem ludzkiej krwi – zadrwił starszy z braci Salvatore.

Dziewczyna przewróciła oczami, odłożyła kieliszek na stolik i skrzyżowała ręce na piersi. Starała się nie spoglądać w stronę Damona i nie pozwolić, by jej serce niebezpiecznie przyspieszyło. Wtedy on by to usłyszał i nie dał jej żyć. Ale im bardziej starała się ustatkować jego bicie, ono jak na złość waliło coraz mocniej i szybciej. Zupełnie jakby chciało ją wydać i wplątać w kłopoty. Nie mogła się oszukiwać, Damon naprawdę na nią działał. I to w sposób, którego się bała. Sposób, którego chciała uniknąć za wszelką cenę. Przecież była ze Stefanem. Kochała go... Zawahała się przez moment, wstrzymując oddech. Zupełnie jakby coś w nią uderzyło, a ona nie mogła chwycić powietrza. Zapychało ją i bolało. Kochała Stefana. Przeszli tak wiele. Ich miłość zawsze pokonywała wszystkie przeszkody. Damon ją pociągał, lubiła go, zależało jej na nim, ale...

 

No właśnie, jest jakieś „ale”?

 

Wzięła w końcu głęboki wdech, nie mogąc uwierzyć, że takie myśli w ogóle przychodzą jej do głowy. Powinna się wstydzić. Takie coś w ogóle nie powinno być miejsca. Ale czy mogła poradzić coś na to, że drżała w obecności Damona? Że pociągał ją jego zapach i dotyk? Że go pragnęła?

-          O czym myślisz? – zapytał Salvatore.

Dziewczyna złajała się w głowie. Cieszyła się, że żaden ze znanym jej wampirów nie potrafi czytać w myślach, tak jak choćby znany ze „Zmierzchu” Edward Cullen. To by był jej koniec. Równie dobrze mogłaby wtedy sobie wymalować na czole napis:

 

Kocham Stefana, ale pragnę Damona. A właściwie, możliwe, że Damona też kocham.

 

-          O niczym ciekawym – odparła, starając się zachować opanowany i obojętny ton.

-          Zawsze gdy myślisz o niczym, rumienisz się?

Spojrzała na niego z wyrzutem, a on roześmiał się i schylił się tak, że ich twarze dzieliło może kilka centymetrów. Popatrzył jej prosto w oczy i rzekł:

-          Wiem, że wyobrażałaś sobie mnie nago. Nie wstydź się.

Mrugnął do niej i oparł się o ścianę. Elena odetchnęła głęboko. Typowe żarty Damona. Czasami nie wiedziała, kiedy mówi serio, a kiedy tylko rzuca dowcipami. Tak trudno było go rozgryźć. A tak bardzo chciała wiedzieć, co siedzi w jego głowie.

-          Wpatrujesz się we mnie – powiedział Salvatore, zerkając na nią kątem oka.

Faktycznie, wbijała w niego wzrok. Zachowywała się jak nienormalna. Naprawdę nie powinna tutaj przychodzić. To był błąd. Po telefonie Stefana, należało zachować zdrowy rozsądek i zostać w domu, w ciepłym łóżku.

-          Przepraszam, nie wiem, co się ze mną dzisiaj dzieje – odrzekła. – Chyba pójdę do domu.

Zrobiła krok do przodu, lecz nagle poczuła na nadgarstku rękę Damona. Zatrzymała się i spojrzała na niego ze zdziwieniem. Zbliżył się do niej i spytał:

-          Nie możesz wyjść, zanim chociaż raz nie zatańczysz.

Pozwoliła pociągnąć się w stronę tańczących par, gdy rozbrzmiał początek jednej z jej ukochanych piosenek.

 

A falling star fell from your heart and landed in my eyes
I screamed aloud, as it tore through them, and now it's left me blind...

 

Damon objął ją w pasie jedną ręką, a drugą ścisnął jej dłoń. Już kiedyś ze sobą tańczyli. Na wyborach Miss Mystic Falls. Wtedy jednak był to jej obowiązek, musiała to zrobić. On zastąpił wtedy Stefana. Tak samo jak teraz. Jednak tym razem sunęli po parkiecie z własnej woli. Uderzyło ją jednak podobieństwo do tamtej sytuacji. Damon w miejscu Stefana, to samo drżenie i ciepło, rozlewające się po jej ciele i obawa, że coś stało się drugiemu z braci. Wtedy faktycznie był pod wpływem ludzkiej krwi, nie panował nad sobą. Teraz nie działo się nic złego. Przynajmniej miała taką nadzieję.

-          Martwisz się czymś? – zapytał.

-          Trochę. Nie wiem, co się dzieje ze Stefanem – odparła szczerze, choć nie wyjawiła do końca całej prawdy.

-          Jeśli chcesz, możemy razem to sprawdzić. Co ty na to?

Przytaknęła, wzdychając ciężko. Pomimo tego, że zastanawiała się, co się stało ze Stefanem, nie miała ochoty na spotkanie z nim. Wiedziała jednak, że musi dowiedzieć się, co się takiego wydarzyło, że zrezygnował ze wspólnego wyjścia.

-          Ale najpierw dokończmy ten taniec – szepnęła Elena, spoglądając na Damona.

Gdyby nie był wampirem, gdyby jego serce żyło, biłoby teraz sto razy mocniej, a na jego policzkach pojawiłyby się silne rumieńce. Wpatrywała się w niego tymi pięknymi oczami i nie widział w nich nienawiści, bólu czy pretensji. Było w nich coś dziwnego. Coś, czego wcześniej nie widział. Ale co...

Nagle zrozumiał. Ona zawsze patrzyła w ten sposób na Stefana. Nigdy na niego. Przyciągnął ją mocniej do siebie. Stykali się ciałami, czuł jej ciepło, jej zapach, jej bliskość. Przez moment wydawało mu się, że są sami. Tylko ona i on. Gdyby się nie powstrzymał ostatkami silnej woli, wziąłby ją w ramiona i całował bez opamiętania. Nie myślał o konsekwencjach, o tym, że potem ta piękna chwila zamieniłaby się w koszmar. Nawet gdyby chciał, nie zdążyłby z wykonaniem swojego planu, bo piosenka właśnie się skończyła. Elena odsunęła się i spytała:

-          Idziemy?

-          Tak, oczywiście.

 

 

***

 

 

Stefan wpatrywał się z uwagą w Katherine, ale nie dał wiary jej ostatnim słowom. Ona zawsze kochała tylko siebie. Nikogo innego. Kiedyś też mówiła, że go kocha, a potem biegła do Damona i wyznawała mu to samo. Dlatego nie dał się omamić tym słowom, pozostał czujny i nie pozwolił, by zmieniły one stosunek do wampirzycy. Pozwolił jej mówić dalej o tym uczuciu, o tym, jaka jest samotna i nieszczęśliwa, jak bardzo pragnie z nim być. On jednak uciekał myślami do Eleny. Zastanawiał się, co robi u Lockwoodów, czy bardzo się na niego złości i czy da mu to odczuć przy najbliższym spotkaniu. Marzył, by usłyszeć jej ciepły głos. Tak bliski, tak znajomy.

-          Zostawię cię z tym wszystkim. Mam nadzieję, że to przemyślisz, Stefanie – oznajmiła nagle Katherine i podniosła się z łóżka. – Wiem, że uważasz, że kłamię. Nie przywykłeś do tego, że mogę być szczera, ale moje zamiary naprawdę są prawdziwe. Zmieniłam się. Uwierz w to, proszę.

Salvatore wstał, popatrzył na nią przez dłuższy moment, po czym odparł:

-          Nie potrafię. Nie po tym wszystkim.

Wampirzyca skinęła głową, trochę posmutniała i ruszyła na korytarz. Stefan poszedł za nią. Zeszli po schodach, udali się do wyjściowych drzwi. Nagle Katherine obróciła się i objęła go mocno. Nie spodziewał się tego, stał zszokowany, nie poruszył się nawet odrobinę. Nie przytulił jej, ale też nie odsunął. Loki wampirzycy łaskotały jego twarz, a zapach uderzał w nozdrza. Przez moment wydawało mi się, że znów jest człowiekiem, jego serce znów biło, biło dla Katherine. Zapragnął przygarnąć ją do siebie, lecz tego nie zrobił. Powstrzymał się, bo przed oczami pojawił mu się obraz Eleny. Dziewczyny, którą kochał naprawdę.

W tej właśnie chwili drzwi się otworzyły i do domu wszedł Damon w towarzystwie Eleny. Wyobrażenia stały się jawą. Oboje zatrzymali się zdziwieni, zauważając Katherine uwieszoną na Stefanie, który próbował ją właśnie od siebie odepchnąć. Gdy w końcu udało mu się oswobodzić z jej uścisku, spojrzał na ukochaną. Ujrzał łzy ciemnych oczach. Damon spoglądał ze wściekłością to na niego, to na wampirzycę. Nie próbował powstrzymać Eleny, która odwróciła się na pięcie i wybiegła na dwór w ciemną noc.

 

The stars, the moon, they have all been blown out
You left me in the dark
No dawn, no day, I'm always in this twilight
In the shadow of your heart...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin