Antrovis.doc

(26 KB) Pobierz
Antrovis

Antrovis

 

Pozwalam sobie przesłać informacje, do wiadomości i dowolnego wykorzystania, o organizacji "Antrovis", którą obwiniam za to, że jest sprawcą zaginięcia mojego syna Andrzeja. Andrzej dowiedział się o istnieniu Antrovisu z miesięcznika "Nie z tej ziemi"; w wieku 17 lat /91-92r/ uczestniczył w wykładach i zajęciach relaksacyjno - medytacyjnych tej grupy. Ponieważ Andrzeja zawsze interesowały nadzwyczajne zjawiska i tematy, np. ufo, parapsychologia, astrologia, medycyna naturalna, sądziliśmy, że jest to kontynuacja tego kierunku, nawet to aprobowaliśmy, ciesząc się, że znalazł środowisko i ludzi, z którymi ma wspólny język i czuje się dobrze. Te szczególne zainteresowania nałożyły się na wybitnie indywidualny charakter naszego syna, na trudny okres dojrzewania połączony z problemami adaptacyjnymi w środowisku szkolnym, problemami z nauką pomimo dużych zdolności, z konfliktami w domu. U naszego syna, bezkrytyczna wiara w prawa uniwersalne kosmosu doprowadziła do całkowitego zaniedbania nauki. W okresie uczestnictwa w zajęciach Antrovisu w r. 1991/92 nie czytał książek, nie uczył się, przestał chodzić na lekcje religii, zerwał kontakt z kolegami, z rodziną, odsunął się od młodszego brata, od rodziców. Popadł w całkowitą izolacje /zamknął się w ciemnym pokoju/ i skupił się tylko na swojej osobie, na zajęciach usprawniających jego stan psychiczny, kondycje umysłową, stan energetyczny i zdrowotny. Były to ćwiczenia relaksacyjne, medytacje, "wchodzenie w ciszę", autohipnoza. Godzinami siedział bez ruchu wpatrując się w fotografie dziwnych twarzy o oczach przyciągających uwagę. Stosował diety, głodówki "oczyszczające", pił dużo wody, unikał słońca, ostrzegał innych przed zatrutą żywnością. Wszystko to chyba po to, aby zasłużyć na przeżycie i przetrwanie. Stałe napięcia nerwowe, strach przed katastrofami i innymi zapowiadanymi plagami, spowodowało to wyczerpanie i znerwicowanie. Popadł w bezsenność, stany lękowe, nieuzasadnioną agresje, nadmierną pobudliwość na przemian z apatią. Teraz widzę, że wtedy nie rozumiałam jego lęków, Andrzej nie zwierzał się, a ja nie potrafiłam mu pomoc. W tamtych dniach, dla odwrócenia jego uwagi, zabraliśmy go do opery na "Nabucco" - po 1 akcie Andrzej uciekł nam z teatru czymś poruszony. Teraz wiem, że to brodate postacie z opery przypominały mu zapowiadanych wcześniej przez Mielnika kosmitów! Ponieważ nie wystąpiły przepowiadane wydarzenia i zjawiska, nie pojawiły się obiecane pojazdy kosmiczne /ewakuacja miała mieć miejsce 15.05.92 r. /, zawiedziony i rozczarowany zniszczył część książek, materiałów, notatek i zrezygnował z dalszych wykładów. Niestety, jakaś zależność psychiczna pozostała, być może kontaktował się nadal z kimś z Antrovisu, wiem, że chodził do kogoś uczyć się tarota, jego zachowanie w domu nie zmieniło się, jedynie więcej czasu poświęcał na naukę w I semestrze IV klasy. W ostatnich dniach lutego 1993 roku Andrzej rozpaczliwie bał się czegoś (może czegoś), wpadał do domu z pytaniem: czy coś się stało?, w mieszkaniu nie zdejmował okrycia wierzchniego, czekał na coś, w nocy nie spał, miał zaburzenia oddawania moczu, bolał go żołądek, mówił, ze mandarynki, którymi ostatnio wyłącznie się odżywiał, są zatrute. W takim stanie wyszedł 1 marca 1993 r. z książkami do szkoły. Pomimo poszukiwań do dzisiaj nie wiemy nic więcej.

 

Copyright by Dominikański Ośrodek Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach

1

 

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin