Dance With Me.rtf

(38 KB) Pobierz

Rozdział 1.

 

Zaproszenie.

 

B.

 

Cholera! Cholera! Cholera!

Czy ona musiała zaprosić mnie na te durne święta?!

A czy ja musiałam zgodzić się na nie przyjść?!

Nie musiałam, ale czy można odmówić czegoś Renee? Nie, nie można. Przynajmniej ja nie potrafię.

Przyszła do mnie i z tym swoim ciepłym uśmiechem spytała:

- Bello, chciałabym cię zaprosić na święta Bożego Narodzenia. Przyjdziesz?

- Hm... Renee, to bardzo miło z twojej strony, ale nie chciałabym wam przeszkadzać w takim dniu…

- Bello, Nie będziesz przeszkadzać. Rozmawiałam już z Charliem. On również byłby bardzo szczęśliwy gdy mu zaproponowałam abyś Cię zaprosić, i stwierdził, że to świetny pomysł - w jej oczach widać było prośbę.

- W takim razie przyjadę - nie potrafiłam jej odmówić. Poza tym, chciałam poznać jej męża.

- Będę po ciebie jutro w południe.

- Dobrze - pożegnałam się z nią i pobiegłam do swego pokoju.

Musiałam się spieszyć. Niedługo zaczynały się moje zajęcia. Tylko dzięki nim nie oszalałam. Taniec był moją pasją, moim życiem.

Weszłam do pokoju i przebrałam się. Założyłam podwójny, dopasowany, czarno-biały top,

czarne dresy i szare skejty. W biegu chwyciłam torbę i włożyłam bluzę, kończącą się pod biustem.

Spojrzałam ostatni raz w lustro i uśmiechnęłam się do swojego odbicia.

- No, no, Bello - usłyszałam głos Angeli. - Jessica padnie trupem jak cie zobaczy.

- Chciałabym - mruknęłam wychodząc.

Na korytarzu usłyszałam jej chichot.

Angela była miłą dziewczyną. Zawsze mogłam na nią liczyć. Dzieliłam z nią pokój w tym cholernym zakładzie. Sąd odebrał jej rodzicom prawa do opieki nad nią. Kiedyś była w innym domu dziecka, lecz kiedy spłonął, przeniesiono ją tutaj. Policja nie znalazła winnych. Ale ja znałam prawdę. Angela, ta pozornie dobrze ułożona dziewczyna, wraz z kilkorgiem znajomych, podpaliła swój stary dom dziecka. Budynek spłonął doszczętnie.

Wpadłam na salę w ostatniej chwili. Pan Mallory wszedł tuż po mnie.

- Witam wszystkich na ostatnich zajęciach przed świętami - powitał nas. - Dziś zajmiemy się freestylem. Każdy z was zatańczy do wybranej przeze mnie muzyki. Zacznie hm... Samanta.

Samanta była naprawdę dobra. Tańczyła do "Pull up The People" M.I.I. Następnie nadszedł czas na Jessicę. Widocznie starała się być seksowna, bo zaprezentowała dancehall do piosenki Ciary i Justina Timberlake'a "Love, Sex & Magic".

Miało być pociągająco, a wyszło... żałośnie. Nie mogłam powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem.

Potem tańczyli chłopcy. Na końcu przyszedł czas na mnie. Z głośników popłynęły pierwsze nuty "I Got You Dancing" Lady Sovereign. Dałam z siebie wszystko. Wczułam się w rytm.

Gdy skończyłam tańczyć, uśmiechnęłam się do Jessici triumfalnie.

 

*

 

Następnego dnia Renee przyjechała po mnie w południe i zabrała do siebie. Poznałam jej męża i pomogłam im w przygotowaniu kolacji. Wieczorem mieli przyjść goście.

Nie chciałam się specjalnie stroić. Założyłam czarne, dżinsowe, dopasowane rurki, biały top i trampki w kratkę. Wyprostowałam swoje długie brązowe włosy. W uszy włożyłam dwa duże, czarne, plastikowe koła oraz w prawe, dwie malutkie kulki. We włosy wpięłam drobną spinkę-kokardkę. Moją prawą rękę zdobiły kolorowe bransoletki. Postawiłam na dziewczęce emo.

Miałam bladą cerę, więc umalowałam tylko rzęsy na czarno i pokryłam usta bezbarwnym, lekko połyskującym błyszczykiem. Paznokcie miałam pomalowane na czarno.

Usłyszałam dzwonek do drzwi.

- Bello - zawołała Renee - otwórz.

- Ok. - odkrzyknęłam.

Ruszyłam w kierunku drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam bardzo ładną kobietę w wieku Renee, przystojnego mężczyznę i trójkę

nastolatków.

- Dobry wieczór - przywitałam ich. - Renee już czeka. Zapraszam do środka.

- Ty musisz być Bella - mężczyzna uścisnął moją dłoń wchodząc do przedpokoju. - Jestem Carlisle. A to moja żona Esme - Esme uśmiechnęła się do mnie. - To Alice, Emmett i Edward.

Spojrzałam na dziewczynę. Była niewysoka, miała krótkie, nastroszone kruczoczarne włosy. Podeszła do mnie i uściskała mnie:

- Cześć.

Podałam rękę wysokiemu, dobrze umięśnionemu chłopakowi, który przedstawił się jako Emmett. Posłałam mu delikatny uśmiech.

Ostatni z gości miał miedziano-brązowe, rozczorchane włosy. Był bardzo przystojny. Patrzył na mnie dużymi, jadowicie zielonymi oczami. Jego kształtne usta wykrzywiły się w kpiarskim uśmiechu.

Alice podążyła za moim spojrzeniem.

- To Edward - szepnęła mi do ucha, gdy siadałyśmy do stołu. - Jest przystojny, ale muszę cię ostrzec, że traktuje dziewczyny jak zabawki.

- Alice, czemu mi to mówisz? - spytałam.

- Bo on nie przepuści żadnej ładnej dziewczynie. - zachichotała. - A ty taką jesteś.

- Dzięki - pokazałam jej język.

 

 

Rozdział 2.

 

Zakład.

 

E.

 

- Edwardzie, proszę cię, zachowuj się - powtórzyła Esme po raz setny tego wieczoru.

- Obiecuję, że będę grzeczny - przewróciłem oczami.

- Dzieci, Bella jest hm... z domu dziecka i chciałbym, abyście byli dla niej mili. - Carlisle był bardzo poważny. Pokiwaliśmy głowami.

Staliśmy pod drzwiami domu Renee, przyjaciółki mamy jeszcze z czasów liceum.

Po chwili drzwi otworzyły się i ukazała się w nich piękna dziewczyna. Miała na sobie czarne spodnie, podkreślające jej zgrabne nogi, biały dopasowany top z dość dużym dekoldem. Miała długie, proste, brązowe włosy. Jej szaro-niebiesko-zielone oczy błyszczały. Miała pełne, kształtne, pociągające usta.

Gdy Carlisle przedstawiał członków mojej rodziny, uśmiechnąłem się do niej kpiarsko. A ona zamiast zmieszać się i spuścić wzrok lub spojrzeć na mnie zalotnie, patrzyła na mnie złośliwie. Zaimponowała mi tym, ale jednocześnie delikatnie wkurzyła.

Jeszcze niegdy żadna dziewczyna nie potrafiła mi się oprzeć. Wszystkie przyprawiałem o mocniejsze bicie serca samym uśmiechem.

Podczas kolacji patrzyłem tylko na Bellę. Pare razy przyłapałem ją na zerkaniu w moją stronę. W pewnej chwili moja kochana siostrzyczka szepnęła coś do niej. Bella pokazała jej w odpowiedzi język, czym wywołała u mnie wybuch śmiechu.

- Renee, Charlie, czy mogłabym odejść od stału? - spytała dziewczyna kończąc jedzenie.

- Bello, może zaprosisz gości do swego pokoju? - Renee spojrzała na nas.

- Oczywiście - uśmiechnęła się sztucznie. - Zapraszam.

Wstałem, gdy ujrzałem na sobie jej wzrok, mówiący, że nie jestem mile widziany. Uśmiechnąłem się do niej słodko, szeptając do ucha:

- Witaj piękna. Jestem Edward.

Prychnęła w odpowiedzi. Coś z nią było nie tak, ale postanowiłem ją zdobyć. Wydawała mi się być jedną z tych lasek, które starały się być ostre, a okazywały się tchórzliwymi cnotkami.

W pokoju włączyła wieżę i popłynęły dźwięki "Love Story" Taylor Swift.

Podszedłem do niej i powiedziałem:

- A więc nasza ślicznotka jest romantyczką.

Emmett zachichotał.

- Bello, gdzie jest łazienka? spytała Alice

- Korytarzem do końca, a potem ostatnie drzwi po lewo. - odpowiedziała i zwróciła się do mnie. - Ślicznotka jest beznadziejną romantyczką i lubi romantycznych chłopców.

Uśmiechnęła się do mnie zalotnie. Chciała powiedzieć coś jeszcze, lecz zawibrowała jej komórka. Bella odczytała wiadomość i mruknęła coś do siebie. Gdy wróciła Alice, Bella porozmawiała z nią szeptem, zakładając bluzę i naciągając na głowę kaptur.

- Hm... Bella musi wyjść na chwilę - Alice zwróciła się do nas. - Idę z nią. Czekacie czy idziecie z nami?

- Idziemy - zawołał wesoło Emmett.

Założyliśmy kurtki i Bella poszła do jadalni powiedzieć, że idziemy się przewietrzyć.

Zastanawiałem się czemu Bella tak się spieszyła.

Gdy odeszliśmy już spory kawałek od domu Renee, zobaczyłem grupkę ludzi zmierzających w naszym kierunku. Wśród nich było czterech chłopców i trzy dziewczyny.

Jedna z nich podbiegła do Belli i zarzuciła jej ręce na szyję. Stały tak jakiś czas. W końcu odsunęły się od siebie i wybuchnęły śmiechem.

- Angela - powiedziała Bella - zachowujemy się jak idiotki.

Dziewczyna nazwana Angelą zachichotała.

- Masz rację.

- Hm... A co was do mnie sprowadza? - Bella rozejrzała się po przybyłych, obdarzając ich szerokim uśmiechem.

- Przyszliśmy złożyć ci życzenia - powiedziała niewysoka brunetka podchodząc do Belli i Angeli.

- A ty czego tu szukasz?! - wykrzykrzyczała ta pierwsza. - Spieprzaj!

Nie spodziewałem się po niej takiej reakcji.

 

B.

 

Przyszli wszyscy. Angela, Taylor, Bryan, Eric, Mick, Samanta i Jessica. Nie rozumiałam po co zjawiła się ta ostatnia. Pewnie chciała mnie wkurzyć.

- Bells, nie unoś się tak - Mick podszedł do mnie i pocałował w polika. - Jess chciała się z tobą pogodzić.

Jessica pokiwała głową ze skruszoną miną. Ani trochę jej nie wierzyłam.

- Taaa... A ja jestem królową Anglii. - mruknęłam, po czym zwróciłam się do dziewczyny - Co, znudziło ci się bycie poniżaną, Jess?

Uśmiechnęłam się do niej słodko. Spojrzała na mnie i powiedziała:

- Bello, chciałam się z tobą pożegnać.

- Pożegnać?

- Przecież Renee załatwiła wszystkie papiery i nie wracasz już do domu dziecka.

Ku*wa! Czemu ja o tym nie wiem?!

- Angela, to prawda? - zwróciłam się do przyjaciółki, a ona pokiwała głową:

- Hm... Bells, to głównie dlatego tutaj przyszliśmy - odezwał się Eric. - Wiesz, zbliża się turniej i nie wiemy czy nadal chcesz wziąć w nim udział.

- Oczywiście, że chcę! - zawołałam.

Przypomniałam sobie nagle, że nie przyszłam na spotkanie sama.

- Kurcze, ale wtopa! Wy się przecież nie znacie! To Alice, Emmett i Edward - przedstawiłam ich po kolei. - A to Eric, Mick, Taylor, Bryan, Samanta, Jessica i Angela.

Chłopcy podali sobie ręce.

- Ale z niego ciacho! - szepnęła mi na ucho Angela, wskazując na Edwarda.

- Weź go sobie, jeśli ci się tak podoba.

- Z chęcią - zachichotała. - Ale raczej on nie będzie mnie chciał.

- Ciekawe czemu.

- Nie zauważyłaś jak patrz na ciebie? - Angela uśmiechnęła się tym swoim podejrzanym uśmiechem.

- Nawet o tym nie myśl! - ostrzegłam ją.

- Czemu?

- Bo nie. Mnie też nie będzie chciał - posmutniałam.

- Zakład? - Angela wyciągnęła dłoń w moim kierunku.

- Ok.

- Masz zdobyć tego przystojniaka w dziesięć dni.

- Umowa stoi - uśmiechnęłam się do niej.

Zachichotałyśmy żegnając się.

- Do zobaczenia jutro na próbie. - Mick chciał pocałować mnie w usta, ale odwróciłam głowę i trafił w polika.

- Więcej tego nie próbuj! - syknęłam do niego.

Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku domu. Alice dogoniła mnie i zaczęła wypytywać:

- Czy ten Mick jest twoim chłopakiem?

- Nie, nie jest.

- Ale chciał cię pocałować!

- Bez mojej zgody. - zaczynała mnie wkurzać.

 

 

Rozdział 3.

 

E.

 

Gdy patrzyłem jak ten cały Mike podchodzi do Belli i całuje ją w polika poczułem się jakoś dziwnie. Chciałem chwycić ją w ramiona i już nigdy z nich nie wypuścić. Kurde! Ze mną jest coś nietak! Zdecydowanie nie tak! Przecież ja jej wcale nie znam. Kiedy Angela szeptała coś na ucho Belli, Emmett podszedł do mnie i powiedział:

- Co Edziu? Zabolało? - zachichotał.

- Emmett, daj "se" siana! - warknąłem.

Mój brat znowu się zaśmiał.

- Co? Uraziła twoje ego? - dodał.

- Nie. Będzie moja prędzej czy później.

- Naprawdę? Jakoś nie chce mi się wierzyć - uśmiechnął się.

- Chcesz to się założymy

- No dawaj, w ciągu 10 dni masz się z nią przespać

- Zgoda.

 

B.

 

Gdy wracaliśmy do domu, zobaczyłam parę całującą się pod jemiołą i wpadł mi do głowy pewien pomysł. W domu był pęczek jemioły, gdyby tak... Postanowiłam powiesić go w moim pokoju przy lampie.

Kiedy weszliśmy do mieszkania Emmett, Alice i Edward poszli do jadalni. Ja natomiast pobiegłam do kuchni i wzięłam jemiołę. Powiesiłam ją u siebie i poszłam do jadalni.

- Bello, coś się stało? - spytała Alice przechodząc ze mną do salonu.

- Hm... Alice, mam do ciebie prośbę - zaczęłam.

- Słucham.

- Wymyśl coś żeby Edward przyszedł do mojego pokoju. Sam. - popatrzyła na mnie zaskoczona. - Chcę mu pokazać, że są dziewczyny, które potrafią mu się oprzeć.

- Co ci chodzi po głowie? - spytała.

- Nic takiego. Pomożesz mi, Alice?

Pokiwała głową chichocząc.

- Masz moją komórkę - podała mi telefon. - Poproszę Edwarda, żeby mi ją przyniósł.

- Dzięki - Alice wyszła z pokoju i udała się do jadalni.

 

E.

 

Zapukałem do drzwi pokoju Belli i usłyszałem jak woła: Proszę! Wszedłem do środka.

- Alice, przysłała mnie po telefon.

- Już ci go daję - Bella podeszła do szafki i podniosła z niego komórkę. Odwróciła się twarzą do mnie i uśmiechnęła, gestem prosząc mnie, żebym się zbliżył. Podszedłem do niej blisko. Wpatrywała się w moje oczy. Odwzajemniałem jej sporzenie. Staliśmy tak dopóki Bella nie uniosła głowy do góry i nie zaśmiała się dźwięcznie.

- Co cię tak bawi? - spytałem.

- Spójrz w górę.

O cholera! Staliśmy pod jemiołą.

- Wiesz, jest taki przesąd - Bella spojrzała na mnie spod rzęs zbliżając swoją twarz do mojej. Byłem zaskoczony jej zachowaniem, ale tym lepiej dla mnie. Muszę wygrać ten zakład!

Wpatrywałem się w jej piękne oczy dopóki ich nie zamknęła, uchylając jednocześnie odrobinę usta. Ująłem jej twarz w dłonie. Bella westchnęła cicho i zarzuciła ręce na moją szyję. To zdecydowało za mnie. Musnąłem jej usta swoimi wargami. Gdy tylko to zrobiłem, drzwi otworzyły się gwałtownie.

- Ed, zbieramy się - Emmett zawołał z progu. W końcu nas zauważył i spojrzał na mnie pytająco. Odskoczyliśmy od siebie z Bellą jak oparzeni. Odwróciłem się i chciałem odejść, ale dziewczyna złapała mnie za ramię. Przez moją rękę przeszedł dreszcz. Nie powiem, był bardzo przyjemny.

- Edwardzie, telefon - powiedziała puszczając mnie.

- No, tak. Dzięki

Wyszliśmy we trójkę z pokoju. Podałem Alice komórkę i pożegnałem Renee i Charliego. Bella odprowadziła nas do drzwi rozmawiając cicho z moją siostrą. Em, Carlisle, Esme i Alice już wyszli, lecz ja nadal się ociągałem.

- Dobranoc, Edwardzie - powiedziała miękko Bella.

- Śpij dobrze, piękna - pożegnałem ją i wyszedłem.

Wiedziałem, że Emmett mi nie odpuści i będę musiał porozmawiać z nim o "pocałunku".

 

 

 

Rozdział 4.

 

 

Co jeśli bym powiedziala Ci

Że to wszytsko było podłe

Wierzyłeś we mnie

Zgadzasz się

To prawie jak uczucie

Przed poznaniem

Powiedz mi że nie myślisz że jestem szalona

Kiedy powiedzialam Ci o miłości która jest tu i teraz

Na chwilę jak ta

Niektórzy czekaja całe życie

Na chwilę jak ta

Niektórzy szukają zawsze

tego jednego specjalnego pocałunku

Oh, Nie moge uwierzyć w to co się ze mną dzieje

Niektórzy czekają całe życie

Na chwilę jak ta

Wszystko się zmienia

Ale piękno pozostaje

Coś jest tak czułe

Nie potrafie tego wyjaśnić

Cóż być może śnię

Ale wciąż leże i budze sie

Możemy śnić o tym ostani raz?

Zachowuje całą miłośc której jesteśmy częścią

Na chwilę jak ta

Niektórzy czekaja całe życie

Na chwilę jak ta

Niektórzy szukają zawsze

tego jednego specjalnego pocałunku

Oh, Nie moge uwierzyć w to co się ze mną dzieje

Niektórzy czekają całe życie

Na chwilę jak ta

Może to być najlepsza miłość ze wszystkich

Chcę wiedzieć czy złapiesz mnie gdy upadne

Pozwól mi powiedzieć Ci to

Niektórzy czekaja całe życie

Na chwilę jak ta

Niektórzy poświęcają dwa całe życia

Na chwilę jak ta

Niektórzy szukają zawsze

tego jednego specjalnego pocałunku

Oh, Nie moge uwierzyć w to co się ze mną dzieje

Niektórzy czekają całe życie

Na chwilę jak ta

jak ta

Oh, jak ta

Niektórzy szukają zawsze

Niektórzy czekają całe życie

Na chwilę jak ta

 

Kelly Clarkson "A Moment Like This"

 

 

B.

 

To była magiczna chwila. Całowałam się już z chłopakami tak "na poważnie", ale nigdy nie czułam czegoś nawet w najmniejszym stopniu podobnego, co w chwili, gdy Edward zaledwie musnął wargami moje usta. Chciałam zbliżyć się do niego jeszcze bardziej, wpleść dłonie w jego piękne włosy. Gdy rozwierałam usta nieco bardziej, do pokoju wpadł Emmett. Odskoczyłam od Edwarda natychmiast. Napięcie między nami prysło jak bańka mydlana. Edward odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi.

- Edwardzie, telefon.

- No, tak. Dzięki - wziął telefon nawet nie patrząc na mnie.

Poszłamn za nimi do przedpokoju rozmawiając cicho z Alice.

- I co? - spytała podekscytowana.

- Co, co? Nic. Twój brat chciał mnie pocałować, ale do pokoju wpadł Emmett i przerwaliśmy. A tak ciekawie się zapowiadało! - westchnęłam.

- Chyba cię wzięło! - Alice chichotała jak idiotka.

- Alice! - spojrzałam na nią wrogo. - To tylko...

- Mnie nie oszukasz - dziewczyna wyszła. - Spotkamy się jutro?

pokiwałam głową.

- Wszystko mi opowiesz! Ze szczegółami! - jej oczy błyszczały z ciekawości. Wiedziałam, że nie odpuści.

 

*

 

Następnego dnia popołudniu wybiegłam z domu lekko spóźniona. Spieszyłam się na próbę do mojego starego domu dziecka. Nasz zespół musiał ćwiczyć teraz dużo ciężej. Zbliżały się zawody i nie mogliśmy zawalić ich tak, jak rok temu.

Biegłam nie rozglądając się wokół. Nagle wpadłam na kogoś. Nie patrząc w górę wybąkałam przeprosiny i chciałam pędzić dalej, ale usłyszałam głos mojej ofiary:

- Nic nie szkodzi, piękna. Możesz wpadać na mnie tak często jak ci się podoba.

To był Edward Cullen! Cholera. Czy ja zawsze muszę mieć takiego pecha?!

- Dzięki za propozycję. Może z niej skorzystam. - Uśmiechnęłam się złośliwie. - A tak właściwie to co ty tu robisz?

- Wczoraj nam tak brutalnie przeszkodzono, że nawet nie zdążyłem spytać czy ci się podobało. - Uśmiechnął się zawadiacko.

- Bywało lepiej - spojrzałam na niego sceptycznie. - I tylko po to tu przyjechałeś?

- Niezupełnie. Chciałem cię gdzieś zabrać.

- Czy ty właśnie zaproponowałeś mi randkę?

- Nno... tak. - Przeczesał ręką swoje cudowne włosy. - To jak?

- Z przyjemnością. - Jego twarz pojaśniała. - Ale teraz nie mogę. Spieszę się.

- Ach tak. To może następnym razem.

- Napewno. - Uśmiechnęłam się zalotnie. - Chyba, że...

- Chyba, że co?

- Masz wolne popołudnie?

- Yyy... tak.

- To chodź - pociągnęłam go za rękę.

- Czekaj. Mam tu samochód - teraz to on mnie prowadził. Ruszyłam za nim w kierunku srebrnego volvo.

Otworzył mi drzwi od strony pasażera i wsiadłam do auta. Edward obszedł samochód, wsiadł do niego i włączył radio. Leciał właśnie jeden z moich ulubionych utworów. Matt Pokora "They Talk Shit About Me".

- Co teraz? - spytał Edward, patrząc na mnie.

- Teraz jedziemy do mojego studia tanecznego, a potem... potem będę do twojej dyspozycji - byłam ciekawa jego reakcji.

Nie zawiodłam się. Uśmiechnął się zawadiacko.

- Cała?

- Możliwe - spojrzałam na niego spod rzęs. Starałam się powstrzymać śmiech, który usilnie starał się wydostać na zewnątrz. Jak łatwo było manipulować biednym, niezdającym sobie sprawy z tego, o co naprawdę mi chodzi Edwardem. Faceci są naprawdę komiczni z tą swoją wiarą, ż żadna dziewczyna się im nie oprze. - Ale teraz już jedźmy, nie chcę się spóźnić.

Gdy Edward zaparkował pod budynkiem studia, spytałam go, wysiadając:

- Idziesz?

Pokiwał głową.

Gdy weszliśmy do sali, pierwsze co zobaczyłam, to była Jesica schylająca się w swojej zabójczej mini.

- Cześć drużyno - zawołałam.

- Bells! - Angela podbiegła do mnie i wymownie spojrzała na Edwarda.

- Nieważne - mruknęłam.

Podeszłam do odtwarzacza rzucając torbę w kąt. Gdy włączyłam muzykę, poczułam jak ktoś kładzie dłonie na mojej talii. Moje serce przyspieszyło. Odwróciłam się w jego stronę. Okazało się, że to tylko Mike.

- Cześć - rzucił całując mnie w polika. - Kino wieczorem?

- Nie dziś. Jestem już umówiona.

- Z tym lalusiem? - wskazał głową Edwarda. - On nie jest dla ciebie.

- Czemu tak sądzisz? - spytałam zaczepnie.

- Nie jest w twoim typie.

- A kto twoim zdaniem jest w moim typie?

...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin