ZA$WIATY.DOC

(48 KB) Pobierz
Zaświaty

ZAŚWIATY

 

-          Co to kurwa ma być? – wybełkotał Wilk otwierając oczy.

-          To są Zaświaty – odpowiedział mu Głos.

-          W chuja walisz? Jakie zaświaty? I kto właściwie mówi?

-          Powtarzam, to są Zaświaty. A ja jestem Głos.

-          Ta, a ja jestem Elvis...

-          Nie, to ja jestem Elvis – odpowiedział Wilkowi Elvis Presley.

Wilka lekko zatkało, ponieważ przed nim stał naprawdę Elvis Presley.

-          Kurwa, ale film...

-          To nie żaden film, to są Zaświaty – powiedział spokojnie Głos.

-          Dobra, panie Głos, jeśli to są zaświaty, to czemu ja się tu znajduję, co?

-          Nie pamiętasz? O ja pierdol... przepraszam, jako Głos nie powinienem kląć... ale chuj z tym. Więc jesteś tu, bo najzwyczajniej nie żyjesz.

-          ??? – wilka jeszcze bardziej wgięło.

-          Tak, nie pamiętasz, dżemiku? Zabili cię w opowiadaniu o Kapturku.

-          No jasne... Pamiętam...

-          No, więc po śmierci trafiłeś tu – powiedział Głos.

-          Ale dlaczego? – spytał się Wilk nadal niedowierzając.

-          Dlatego! Czy to kurwa ważne? Tak ma być! Do Zaświatów trafiają wszyscy, którzy zginęli.

-          Pięknie, kurwa, pięknie! To co ja tu mam robić ?

-          Możesz mi zrobić gałę – odpowiedział Głos.

-          Pierdol się! Nawet jeśli, to niby jak, skoro cię nie widzę, panie Głosie, a jeśli cię nie widzę, to twojego fiuta tym bardziej.

Wtedy coś zaszemrało i przed twarzą Wilka pojawił się wielki, dorodny kutas.

-          Już go widzisz, więc rób! – powiedział Głos podnieconym głosem.

-          Sam go sobie zwal, waflu! – odparł wkurwiony Wilk.

-          Nie chcesz, to nie! Ale wiedz, że JA tutaj rządzę i dobre stosunki ze mną bardzo polepszą twoją sytuację w Zaświatach.

-          Nie skorzystam. Teraz pytam się poważnie, co ja mam tutaj robić?

Kutas znikł.

-          W zasadzie co chcesz. Nie ma ograniczeń, no chyba, że mnie się to nie spodoba. Mamy sieć burdeli i pubów, możesz skorzystać, wszystko za darmo...

-          Zajebiście! – ucieszył michę Wilk.

-          No, zajebiście – odparł Głos.

-          To ja się tu rozejrzę. Na razie!

-          Pa.

Wilk, ochłonąwszy już troszkę, zaczął powoli przemierzać Zaświaty. Ciekawie to może one nie wyglądały, troszkę ciemno było. Ale wilk, w miarę, jak dalej szedł, czuł się bardziej swojsko. Często spotykał ludzi, którzy byli delikatnie mówiąc martwi, nawet z kilkoma pogadał. Sprawdziło się powiedzenie „Koniec języka za przewodnika”, ponieważ wilk, który w profesjonalny sposób chlapnął minetę jakiejś starej cizi dowiedział się, że za rogiem jest fajna knajpa.

 

Knajpa rzeczywiście była fajna, tylko klienci jacyś tacy troszkę dziwni. W sumie nie każdy lubi np. takiego Adolfa Hitlera, a Wilk już szczególnie.  Podszedł do baru i zamówił piwo. Po chwili jego uszu doszedł dziwny szept...

-          Przejebane, kurwa, przedupcone... Tak mnie wychujać, no, nie do pomyślenia...

Wilk popatrzył w stronę, skąd dochodził głos i ujrzał Królika Bugsa, który obalał kolejnego jabola. Postanowił się dosiąść.

-          Cześć Królik, jak leci?

-          Aaa, Wilk, strzała – wybełkotał najebany Bugs. – A jak ma kurwa lecieć? Nie żyję i tyle...

-          Ta, czytałem to opowiadanie z twoim udziałem... Pierdolony Elmer...

-          Tak, zabił mnie, kloc jeden. A tak dobrze mi było – sława, wywiady, dziób Duffy’ego... I nagle chuj – koniec ze wszystkim!

-          Wiem co czujesz, mnie kumple Kapturka zajebali...

-          A, coś słyszałem – odpowiedział Bugs. – Pijesz?

-          Piję, dawaj to jabłko...

Po dwóch godzinach Bugs i Wilk byli już mocno nawaleni i postanowili gdzieś iść. Przed samym wyjściem Wilk skopał ryja Hitlerowi i troszkę mu ulżyło. Szli sobie spokojnie we dwójkę zygzakiem, aż nagle usłyszeli jakieś dziwne głosy...

-          Koko, Prosiaczku, opowiedz nam coś o rewolucji w Rosji.

-          Oczywiście, pani Profesor, z największą przyjemnością!

-          Ja mogę opowiedzieć o dokładnie o tym, co się wydarzyło o godzinie 17:49 dnia 12 lipca 1234 roku.

-          Koko, dobrze, Krzysiu, jak Prosiaczek skończy.

Tak, to była pani Kurka, która odpytywała Puchatka, Krzysia, Prosiaczka i Kłapołuchego.

-          Te, Wilku, czy my tyle wypiliśmy, czy tutaj naprawdę ktoś się uczy? – spytał Bugs.

-          Królik, oni się uczą. Czujesz? Czytałeś opowiadanie z nimi?

-          Ta, ładnie ich banda Tygryska załatwiła.

-          Będziemy gorsi?

-          Nie...

Wilk i Bugs rzucili się na czterech kujonów i zaczęli ich butować. Pani Kurwa, przepraszam, Kurka, która oniemiała z przerażenia, nie wiedziała, co robić widząc, jak jej ukochani uczniowie są okrutnie klepani przez „jakichś pijaków”. Po odpowiednim masażu mord glanami, Wilk i Bugs podeszli do nauczycielki historii.

-          I co teraz, cipeczko? – zagadał do niej Bugs.

-          Koko, ja...

-          Ta, teraz ty – powiedział Wilk i sprzedał Kurce grzywę. Historyczka upadła na ziemię z zakrwawionym czołem.

-          To co, rżniemy kurwę?

-          Królik, pojebało cię? Chuja ci nie żal? A wiesz, ile ona może mieć grzybów?

-          Racja, chodź, spierdalamy...

Zostawili pobitych i poszli dalej. Szli opowiadając sobie co lepsze kawały, co chwile płacząc ze śmiechu. Po jakichś 3 lub 4 godzinach doszli do burdelu.

-          Tutaj coś zawalimy – ucieszył się Wilk.

-          Wchodzimy!

Weszli.

-          O kurwa – powiedział Bugs widząc starą, grubą, przeraźliwie brzydką burdel-mamę.

-          Tak, kurwa, a czego się spodziewałeś, przedszkolanki? – powiedziała burdel-mama.

-          No w sumie tak, to znaczy nie, nieważne... Są tu jakieś fajne dupy?

-          Są, w chuj i w pizdu.

-          Fajowo – powiedział Wilk. – Duże mają cycki?

-          Na pewno większe, niż wy dwaj razem wzięci.

-          Dobra, gdzie mamy iść?

-          Do obojętnie którego pokoju, w każdym ktoś czeka.

Poszli na pięterko. Zaglądnęli do pierwszego pokoju, ale tam już jakiś cieć posuwał panienkę, to poszli dalej. W drugim pokoju zobaczyli dwóch gości ciągnących ślinę.

-          Kurwa, ale geje – powiedział zdegustowany Bugs.

-          Te, Królik, ja tego chuja już gdzieś widziałem... Wiem, to było w kinie... O kurwa, przecież to Leonardo DiCaprio!!!

[Tu  pragnę zauważyć, że uśmierciłem tego buca, bo go zwyczajnie nie dzierżę! Podejrzewam, że jego ukochane nastoletnie fanki będą BARDZO smutne z powodu śmierci swojego „pięknego chłoptasia”, ale naprawdę mam to w dupie...]

 

-          Wilku, to rzeczywiście on! Nie wiedziałem, że już nie żyje!

-          Ja też, ale domyślałem się, że szybko go ktoś zajebie, bo ile można chodzić z takim durnym ryjem po ziemi?

-          I tak za często udawało mu się uchodzić z życiem! Heh, widziałem kiedyś w TV, kiedy jeszcze żyłem, jak jakiś gość chciał go wykastrować, ale uciekł kutas... Czekaj, a drugiego pedała kojarzysz?

-          Ta, tą małpę zawsze poznam – Michael Jackson!

-          A ten jak znowu zginął?

-          Ten jego goryl czy szympans, chuj wie, podobno zajechał go kiedyś tak w dupę, że zmarł... z podniecenia.

-          Jebany zoofil.

W tym momencie geje przestali się lizać, bo zauważyli, że ktoś ich obserwuje. Leonardo wyjął rękę ze spodni Jacksona, wytarł spermę o prześcieradło i powiedział:

-          Cześć, chłopaki, chcecie się przyłączyć?

-          Pokurwiło cię, pedale? – spokojnie odpowiedział Bugs.

-          Jak śmiesz tak do mnie mówić? – obruszył się piękny Leo.

-          A co? Nienawidzę ciebie i tej twojej pedalskiej małpy – wyskoczył z ryjem Wilk.

-          Małpy, ja mam być małpa? – zdumiał się Jackson i podrapał się po głowie i pod pachą.

-          Tak, chcesz bananka?

-          Masz? – powiedział Jackson. – Dawaj!

-          Mam – powiedział Wilk, wyciągnął z kieszeni banana i wcisnął mu do mordy. Jackson się lekko zdumiał, ale banana zjadł ze smakiem. Tymczasem Leo nie bardzo rozumiał, co się tu dzieje, przynajmniej nie rozumiał dopóki Wilk i Bugs nie zaczęli mu skakać po jego pięknym ryju. Skakali i skakali drąc przy okazji ryja:

-          Śmierć chujowi! Zabić pedała! Cioty do domu!

Nagle przestali, zeszli z obitego ryja Leo, usiedli na łóżku i zapalili papierosy.

-          Wilku, coś mi tu nie gra – powiedział Bugs.

-          Znaczy?

-          No wiesz, stary, to zaczyna być nudne..

-          Niby co?

-          Ciągłe bicie i przeklinanie.

-          Co, chcesz to zmienić?

-          Taa, a ty?

-          No ja też!

Skończyli palić, wyszli z burdelu, skombinowali jeszcze czterech gości i założyli boysband Just 6 i zrobili karierę na naiwności dwunastolatek (no, może trzynastolatek), a potem żyli długo i szczęśliwie i to by było na tyle.

 

 

 

 

KONIEC

 

 

 

 

Nie no, tak się to nie może skończyć. Naprawdę to było tak....

 

Skończyli palić i wyszli od tych gejów. Poszli do następnego pokoju. Tam na łóżku leżała super dupa i miłym, ciepłym głosem powiedziała do naszych bohaterów:

-          Chcecie mnie wziąć na dwa baty?

Wilkowi i królikowi od razu stanął i z podnieceniem rzucili się na kurwę. Dupcyli w co popadnie: odbyt, wary, usta, uszy, nos, po hiszpańsku między cyckami etc. Po dwóch godzinach i 6,4 litra spermy, jaką wspólnie utoczyli nie mieli już sił na nic. Leżeli rozdupceni, a panienka widać była do tego przyzwyczajona, bo prawie w ogóle nie okazywała zmęczenia. Tylko tym swoim miłym głosem powiedziała:

-          Płacić, panowie.

-          Za co? – spytał się wyjebany Bugs.

-          Za kapsko.

-          Takie szerokie to kapsko nie było, żeby za nie płacić – odparł Królik.

-          Pierdolnięta – podsumował Wilk.

-          Ja pierdolnięta? – zdziwiła się panna. – To co, płacicie czy nie?

-          A jak myślisz? – zbulwersował się Wilk. – Przecież Głos mi mówił, że tu wszystko jest za darmo.

-          Ta, ale nie zrobiłeś mu wtedy laski, to on chciał się jakoś odegrać na tobie. Musicie ponieść karę..

-          Jaką?

-          Taką – odpowiedziała kurwa i nacisnęła przycisk przy łóżku. Otworzyły się drzwi w ścianie i wyszło z nich dwóch, obskurnie wielkich i umięśnionych murzynów, z chujami nie krótszymi niż pół metra i nie węższymi niż średnica sporej gaśnicy i zaczęli iść w stronę Bugsa i Wilka.

-          SPIERDALAMY!!! – krzyknął Wilk i już ich w burdelu nie było. Przebiegli jeszcze dla bezpieczeństwa ze 3 kilosy i stanęli ciężko oddychając.

-          Ja pierdole, Wilk, trzeba mu było wtedy tą laskę zrobić – zasugerował Królik.

-          Ocipiałeś? Ja miałbym laskę zrobić? Gdzie cię boli?

Nie dokończyli tej nad wyraz kreatywnej rozmowy, po usłyszeli, że ktoś zbliża się drogą. Z obawy przed murzynami wskoczyli w pobliskie krzaki i nasłuchiwali. Nagle usłyszeli głos idącego:

-          Przecież ja jestem taki mądry i wspaniały, to dlaczego nikt nie może się poznać na moim geniuszu? No bez jaj, ale ja naprawdę jestem najmądrzejszy i najwspanialszy. Nikt nie chce czytać moich książek, a dużo by się ludzie z tego nauczyli....

Wilku z Królikiem delikatnie podnieśli się i na drodze ujrzeli idącego Ważniaka.

-          Kurwa, Królik, to ten chuj z tych opowiadań o Smurfach! – powiedział cicho Wilk.

-          Wilku, racja. To co, klepiemy klienta? Smurfy na pewno byłyby nam wdzięczne.

-          Ta, choć go ubijemy.

Wyskoczyli i rzucili się z butami na Ważniaka. Ten nawet nie zdążył zobaczyć, kto go kopie, bo mu oczy krwią zaszły. Po chwili nie można było mówić już nawet o oczach. Tak z 47 minut Wilk z Bugsem kopali, bili, cięli i skakali po Ważniaku i pewnie by go zabili, gdyby nagle nie usłyszeli Głosu:

-          Stójcie, do chuja wafla!

-          Co jest, kurwa? – obruszył się Królik, że mu tak fajne zajęcie ktoś przerywa.

-          Przestańcie go klepać, bo nic nie zostanie na później...

-          ???

-          Nie rozumiecie. Jako Głos strasznie mi się nudzi i muszę mieć jakąś rozrywkę. Ostatnio moim ulubionym zajęciem jest wysyłanie jakichś kiziorów, aby klepali Ważniaka, bo sprawia mi to straszną przyjemność... Cała ta historia, w której uczestniczycie tak była przeze mnie poprowadzona, abyście na jej końcu sklepali tego chuja...

-          Wilku, pozwól na chwilkę – powiedział Bugs i zaczął coś na ucho Wilkowi tłumaczyć, po czym powiedział:

-          Głosie, jesteś naprawdę wspaniałomyślny, ukaż nam się i pozwól, byśmy uścisnęli ci dłoń w pełni uznania dla tak genialnej osoby.

-          Nie trzeba – powiedział zmieszany Głos – ale dobrze.

Coś straszliwie pierdolnęło i przed Wilkiem i Królikiem stanął... Kojot.

-          To ty, kurwa? – zdziwili się Królik z Wilkiem.

-          ...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin