!John Grisham - Wielki gracz.txt

(578 KB) Pobierz
GRISHAM JOHN





Wielki Gracz





JOHN GRISHAM





Przeklad

Jan Krasko





Tytul oryginalu





THE BROKER

Redaktorzy serii



MALGORZATA CEBO-FONIOK



ZBIGNIEW FONIOK





Redakcja stylistyczna EDYTA DOMANSKARedakcja techniczna ANDRZEJ WITKOWSKI





Korekta





JOLANTA KUCHARSKA

MAGDALENA KWIATKOWSKA





Ilustracja na okladce STEFANOMONETTIProjekt graficzny okladki MALGORZATA CEBO-FONIOK

Opracowanie graficzne okladki





STUDIO GRAFICZNE WYDAWNICTWAAMBER





Copyright (C) 2005 by Belfry Holdings, Inc. Ali Rights Reserved.For the Polish edition Copyright (C) 2005 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 83-241-2236-2





Rozdzial 1





ostatnich godzinach dogorywajacej prezydentury, ktorej historycy mieli w przyszlosci poswiecic mniej uwagi niz wszystkim poprzednim, od czasow Williama Henry'ego Harrisona poczynajac (trzydziesci jeden dni od zaprzysiezenia do smierci), Arthur Morgan ukryl sie w Gabinecie Owalnym ze swoim jedynym juz przyjacielem, zeby rozwazyc kilka ostatnich decyzji. Czul - przynajmniej w tej chwili - ze wszystkie, ktore podjal w ciagu minionych czterech lat, byly zupelnie chybione, i nie bardzo wierzyl, ze moglby to w jakis sposob naprawic, zwlaszcza teraz, tuz przed koncem kadencji. Jego przyjaciel mial podobne odczucia, chociaz jak zawsze mowil niewiele i tylko to, co chcial uslyszec prezydent.Dyskutowali na temat ulaskawien, rozpaczliwych prosb zlodziei, malwersantow i klamcow, zarowno tych, ktorzy siedzieli w wiezieniu, jak i tych, ktorzy w wiezieniu nigdy nie byli i ktorzy mimo to chcieli oczyscic swoje imie oraz odzyskac ukochane prawa obywatelskie. Wszyscy zgodnie twierdzili, ze sa przyjaciolmi, przyjaciolmi przyjaciol lub ich zagorzalymi zwolennikami, chociaz bardzo niewielu mialo okazje zlozyc te deklaracje przed uplywem ostatnich godzin kadencji prezydenta Morgana. Jakie to smutne, ze po czterech burzliwych latach przewodzenia wolnemu swiatu pozostalo mu tylko to: nedzny plik prosb aferzystow i zlodziei. Ktoremu z nich pozwolic znowu krasc? Oto jak doniosla decyzje musial podjac w tych coraz szybciej uplywajacych godzinach.





5





Jego ostatnim przyjacielem byl niejaki Critz, stary kumpel ze studiow w Cornell, z czasow kiedy to Morgan przewodniczyl samorzadowi studenckiemu, a on napychal glosami urny wyborcze. W ciagu tych czterech lat Critz pelnil funkcja sekretarza prasowego, szefa sztabu Bialego Domu, doradcy do spraw bezpieczenstwa narodowego, a nawet sekretarza stanu, chociaz z tego ostatniego stanowiska zostal odwolany juz po trzech miesiacach, zaraz po tym, jak jego specyficzny styl uprawiania dyplomacji omal nie doprowadzil do wybuchu III wojny swiatowej. Swoje ostatnie zadanie probowal wypelnic w pazdzierniku, w goraczkowej koncowce wyborczego szturmu. Poniewaz sondaze wskazywaly, ze prezydent Morgan przegrywa w co najmniej czterdziestu stanach, przejal dowodzenie kampania i zdolal zrazic do siebie pozostala czesc kraju, z wyjatkiem -choc to zupelnie niezrozumiale - Alaski.Byly to prawdziwie historyczne wybory; nigdy dotad sprawujacy wladza prezydent nie otrzymal tak malej liczby glosow elektorskich. Morgan zdobyl dokladnie trzy, wszystkie z Alaski, jedynego stanu, ktorego, za namowa Critza, ani razu nie odwiedzil. Piecset trzydziesci piec glosow dla jego przeciwnika, trzy glosy dla niego. Oberwal straszliwie, jak zaden inny prezydent w historii Stanow Zjednoczonych. Okreslenie "miazdzaca klaska" w najmniejszym stopniu nie odzwierciedlalo ogromu tej sromotnej porazki.

Gdy podliczono glosy, jego przeciwnik, wbrew dobrym radom, postanowil podwazyc wyniki wyborow na Alasce. Bo dlaczego nie mialby zdobyc wszystkich pieciuset trzydziestu osmiu glosow? Przeciez zaden kandydat do prezydenckiego fotela juz nigdy nie bedzie mial okazji wygrac z kims do zera, rozgromic go, rozniesc i wdeptac w ziemie. Przez poltora miesiaca na Alasce szalal proces za procesem, a on, Morgan, cierpial jeszcze wieksze katusze. Gdy Sad Najwyzszy przyznal mu w koncu te nieszczesne trzy glosy, po cichu wypil z Critzem butelke szampana.

I wlasnie wtedy zakochal sie w Alasce, chociaz oficjalnie potwierdzony wynik wyborow zapewnil mu zwyciestwo jedynie siedemnastoma glosami.

Tak, nie powinien byl jezdzic do innych stanow.

Przegral nawet w Delaware, u siebie, we wlasnym domu, gdzie swiatly elektorat na osiem cudownych lat powierzyl mu niegdys stanowisko gubernatora. Tak samo jak on nigdy nie odwiedzil Alaski, tak jego przeciwnik ani razu nie byl w Delaware: nie wyslal tam specow od reklamy, nie dawal ogloszen w tamtejszej telewizji, ani razu nie przejezdzal tamtedy podczas kampanii. I mimo to zgarnal az piecdziesiat dwa procent glosow!





6





Critz siedzial w wielkim, skorzanym fotelu z lista stu spraw do zalatwienia. Siedzial i patrzyl, jak prezydent chodzi od okna do okna, spogladajac w ciemnosc i marzac o tym, co mogloby byc, a nie bylo. Szef byl przygnebiony i ponizony. Mial dopiero piecdziesiat osiem lat, a jego zycie dobieglo juz kresu. Zniszczona kariera, rozpadajace sie malzenstwo... Pani Morgan wrocila do Wilmington i otwarcie wysmiewala pomysl domku na Alasce. W skrytosci ducha Critz bardzo watpil, czy jego przyjaciel moglby do konca zycia polowac i lowic ryby, chociaz perspektywa zamieszkania ponad trzy tysiace kilometrow od zony byla dosc kuszaca. Mogliby wygrac i w Nebrasce, gdyby pierwsza dama, kobieta o arystokratycznych zapedach, niczego nie pokrecila i nie nazwala tamtejszej druzyny futbolowej Soonersami.Soonersi z Nebraski!

Z dnia na dzien ich notowania w Nebrasce i Oklahomie spadly na leb na szyje i juz sie nie podniosly.

A w Teksasie przelknela lyzke ich slynnego chili i od razu zwymiotowala. Gdy przenoszono ja do karetki, czuly mikrofon jednego z dziennikarzy wychwycil jej slowa: "Co za zacofani ludzie. Jak wy mozecie jesc te cuchnaca breje?"

Nebraska ma piec glosow elektorskich. Teksas az trzydziesci cztery. To, ze obrazili miejscowa druzyne futbolowa, jakos by jeszcze przezyli. Ale zaden kandydat na prezydenta nie przezylby konsekwencji tak ponizajacego opisu teksaskiego chili.

Ach, coz to byla za kampania! Critza kusilo, zeby napisac o niej ksiazke. Ostatecznie ktos powinien uwiecznic te katastrofe.

Ich niemal trzydziestoletnie partnerstwo dobiegalo konca. Critz zalatwil sobie prace u kontrahenta sprzetu wojskowego za dwiescie tysiecy rocznie, poza tym zamierzal wyglaszac wyklady po piecdziesiat tysiecy za odczyt, oczywiscie pod warunkiem, ze znajdzie desperata, ktory zechce tyle zaplacic. Poswiecil zycie sluzbie publicznej i teraz byl kompletnie splukany, a szybko sie starzal i chcial choc troche zarobic.

Prezydent mial piekny dom w Georgetown i sprzedal go z olbrzymim zyskiem. Kupil za to male ranczo na Alasce, gdzie ludzie najwyrazniej go podziwiali. Zamierzal spedzic tam reszte zycia, polujac, lowiac ryby, moze nawet piszac pamietniki. Wiedzial jedno: bez wzgledu na rodzaj zajecia na pewno nie bedzie mial nic wspolnego z polityka. Nie zamierzal chodzic na przyjecia i odgrywac roli senatora seniora, medrca z bogatym





7





doswiadczeniem czy dostojnego starca. Nie zamierzal tez budowac biblioteki swojego imienia. Lud przemowil glosem czystym i grzmiacym. Skoro go nie chcieli, mogl zyc bez nich.-Musimy podjac decyzje w sprawie Cuccinella - powiedzial Critz.

Prezydent stal przy oknie, wciaz patrzac w mroczna pustke i myslac

o Delaware.

-W czyjej?

-Figgy'ego Cuccinella, tego rezysera oskarzonego o seks z mloda aktorka.

-Mloda? Jak mloda?

-Miala chyba pietnascie lat.

-To z bardzo mloda.



-Tak. Cuccinello uciekl do Argentyny i siedzi tam od dziesieciu lat. Zatesknil za domem. Chce wrocic i krecic te swoje koszmarne filmy. Pisze, ze wzywa go sztuka.

-Raczej mlode dziewczyny.

-To tez.

-Siedemnastolatka nie zawracalbym sobie glowy. Ale pietnastolatka to juz przesada.



-Proponuje piec milionow. Prezydent odwrocil sie od okna.

-Piec milionow za ulaskawienie?



-Tak, i zostalo nam bardzo malo czasu. Musi przelac pieniadze z banku w Szwajcarii. Tam jest teraz trzecia nad ranem.

-I gdzie by je przelal?

-Mamy konta za granica, to proste.

-Co zrobiliby ci z prasy?

-Pewnie cos paskudnego.

-Czyli to, co zawsze.

-Tym razem byloby gorzej.

-Prase mam gdzies.

No to po co mnie pytasz? - pomyslal Critz.

-Te pieniadze... Wytropiliby je? - Morgan spojrzal w okno.

-Nie.

Prezydent podrapal sie w kark; robil to, ilekroc stawal przed trudna decyzja. Na dziesiec minut przed tym, jak omal nie spuscil bomby atomowej na Koree Polnocna, drapal sie tak mocno, ze poplamil krwia kolnierzyk koszuli.





8





-Nie, odpada - mruknal. - Za mloda. Pietnascie lat to pietnascie lat.Chociaz nikt nie zapukal, otworzyly sie drzwi i do gabinetu wparadowal Artie Morgan, jego syn. W jednym reku trzymal puszke heinekena, w drugim jakies papiery.

-Rozmawialem z CIA - powiedzial od niechcenia. Byl w wyplowialych dzinsach i bez skarpetek. - Maynard tu jedzie. - Rzucil papiery na

biurko i wyszedl, trzaskajac drzwiami.

Ten to wzialby piec baniek bez wahania, pomyslal Critz. I mialby gdzies wiek tej siksy. Pietnascie lat to dla niego w sam raz. Mogliby wygrac i w Kansas, gdyby nie przylapano go w motelu z trzema cheerleaderkami, z ktorych najstarsza miala siedemnascie lat. Prokuratura z Topeki wycofala zarzut dwa dni po wyborach, gdy wszystkie trzy podpisaly dobrowolne oswiadczenie pod przysiega, ze nie uprawialy z nim seksu. A doszloby do tego, ledwie sekundy dzielily ich od wyuzdanych harcow, gdy jedna z matek zapukala do drzwi, zapobiegajac orgii.

Prezydent usiadl w fotelu i zaczaj przegladac plik bezuzytecznych dokumentow.

-No wiec co z tym Backmanem? - spytal.

Przez osiemnascie lat ...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin