Love & Story - Lindsey Johanna - Jesteś całym światem.pdf

(1109 KB) Pobierz
Lindsey Johanna
Lindsey Johanna
Jesteś całym
światem
Tytuł oryginału ALL I NEED IS YOU
Z angielskiego przełożyła Bożena Krzyżanowska
Dla A. J..
dumy ojca. radości matki
i ogromnego szczęścia dziadków.
Witaj w rodzinie, brzdącu.
Rozdział 1
Teksas 1892
- Gówno mnie obchodzi, że jesteś współwłaścicielką tego rancza. I tak nie będziesz go
prowadzić!
- To nie w porządku i dobrze o tym wiesz. Gdyby Tyler był w domu, pozwoliłbyś mu się
zająć ranczem.
Tyler jest już dorosłym mężczyzną. Ty masz zaledwie siedemnaście lal, Casey.
- Nie wierzę własnym uszom. Uważasz go za dorosłego, choć jest starszy ode mnie zaledwie
o rok. Zapominasz, że dziewczęta w moim wieku bywają mężatkami i mają po troje dzieci.
Ale to dla ciebie za mało, prawda? A może po prostu chodzi ci o to, że jestem kobietą? Lecz
jeśli powiesz „tak", słowo daję, że nigdy więcej się do ciebie nie odezwę.
- Z niecierpliwością czekam na tę chwilę.
W rzeczywistości żadne z nich tak nie myślało, ale ktoś obcy by na to nie wpadł. Courtney
Straton obserwowała, jak mąż i ich jedyna córka patrzą na siebie wilkiem. W pewnym
momencie głośno westchnęła, mając nadzieję, że dzięki temu zwrócą na nią uwagę. Bez
skutku. Sprzeczka, która zaczęła się od wymiany ostrych słów, stawała się coraz głośniejsza,
a kiedy Chandos i Casey się kłócili, zawodziły wszelkie subtelne próby uciszenia ich.
Courtney szczerze wątpiła, czy którekolwiek z nich pamięta o jej obecności.To była
właściwie stara sprawa, jednakże nigdy wcześniej nie doszło do tak ostrej wymiany zdań. W
ubiegłym roku zmarł Fletcher Straton. Od tego czasu los rancza Bar M był wielką
niewiadomą. Całe gospodarstwo
powinno przypaść w udziale Chandosowi. Jednak Fletcher dobrze znał swojego syna,
zastrzegł więc w testamencie, że jeśli Chandos odmówi przyjęcia spadku, ranczo przejdzie na
trójkę jego dzieci. Tak też się stało.
Chandos nie potrzebował tego gospodarstwa. Sam nieźle sobie radził. Od początku chciał
udowodnić ojcu, że potrafi mu dorównać, i to mu się udało. Może miał nieco mniej ziemi,
jednak nie ustępował Fletcherowi pod względem liczby bydła, a jego dom był niemal dwa
razy większy od domu ojca i bardziej przypominał rezydencję.
Gdyby połączyło się rancza Bar M i K.C.. powstałaby jedna z największych posiadłości w
Teksasie. Ponieważ stanowiły własność ojca i syna, większość ludzi od dawna uważała je za
całość. Jedynie ojciec i syn myśleli, że jest inaczej, a od niedawna tylko Chandos traktował je
jak dwie oddzielne części.
Choć nie zgadzał się na połączenie obu gospodarstw, nie miał zamiaru pozwolić córce na
prowadzenie drugiego z nich. Był człowiekiem łatwo wpadającym w złość, a Ca-sey uparcie
broniła swojego stanowiska, poważnie podchodząc do sprawy.
Ojciec i córka mieli bardzo podobne charaktery. W przeciwieństwie do swoich dwóch
jasnowłosych braci, osiemnastoletniego Tylera i zaledwie czternastoletniego Dillona, Casey
odziedziczyła po Chandosie usposobienie i wygląd. To ojcu zawdzięczała czarne jak smoła
włosy, a także słuszny jak na swą płeć wzrost - dzięki swoim stu siedemdziesięciu trzem
centymetrom była chyba najwyższą dziewczyną w okolicy.
Po matce Casey miała jedynie niezwykłe oczy, które przypominały lekko lśniące bursztyny.
Podkreślała, że jest kobietą, i naprawdę nią była. W tej części kraju dziewczęta bardzo
wcześnie wychodziły za mąż, Casey jednak wcale nie spieszyło się do małżeństwa. Była
wysoka, gibka i szczupła jak ojciec, nie mogła tylko poszczycić się jego umięśnieniem.
Gdyby chociaż na chwilą przestała się wiercić, można by dojść do wniosku, że jest bardzo
ładna. Rzecz w tym, że Casey obcy był spokój. Zawsze była w ruchu - chodziła tam i z
powrotem, gestykulowała lub spacerowała wydłużonym, męskim krokiem.
Jeśli jednak komuś udało się uchwycić ją w chwili bezruchu, musiał zauważyć jej ogromne
oczy. gładką, delikatną, lekko opaloną skórę i nieco zadarty nosek. Miała trochę za gęste brwi
i identyczny jak u ojca, zbyt wydatny podbródek, ale dzięki pięknie zarysowanym kościom
policzkowym właściwie w ogóle nie dostrzegało się tych drobnych usterek. Casey
odziedziczyła jednak po Chandosie pewną niepokojącą cechę - jeśli tylko chciała, potrafiła
ukryć swoje emocje tak, że nikt by nie odgadł, o czym dziewczyna myśli lub co czuje.
Tym razem było jednak zupełnie inaczej. Casey posiadła jeszcze inną umiejętność Chandosa -
opracowywanie strategii. Gdy jedna taktyka zawodziła, dziewczyna zazwyczaj stosowała
następną.
Nic nie wskórała krzykiem, przemówiła więc nieco łagodniejszym tonem.
- Ktoś musi zatroszczyć się o Bar M
- Przypiłowany Ząb dobrze sobie radzi.
- Przypiłowany Ząb ma sześćdziesiąt siedem lat. Jakiś czas temu przestał pracować i żył
sobie spokojnie na swoim maleńkim skrawku ziemi. Po śmierci dziadka zgodził się prowadzić
ranczo, póki nie znajdziesz kogoś innego. Ale wszyscy, którzy wyrazili chęć przejęcia tych
obowiązków, żądali w zamian połowy zysków, więc się nie zgodziłeś, a sam nie chcesz zająć
się tym ranczem.
- Mam wystarczająco dużo problemów tutaj. Brakuje mi czasu, poza tym nie mogę być w
dwóch miejscach naraz...
- Mogłabym zająć się tym ranczem. Wiesz, że sobie poradzę. Bar M w jednej trzeciej należy
do mnie. Mam prawo...
- Nie skończyłaś jeszcze osiemnastu lat, Casey...
- Ciekawe Jakie to ma znaczenie? Zresztą za kilka miesięcy skończą...
- A wtedy powinnaś zacząć myśleć o małżeństwie i założeniu własnej rodziny. Nie zrobisz
tego, jeśli bez przerwy będziesz troszczyła się o Bar M.
- Małżeństwo! - prychnęła dziewczyna. - Chodzi przecież zaledwie o kilka lat, tatusiu, do
ukończenia przez Tyle-ra studiów. Wiem wszystko na temat prowadzenia rancza. Osobiście
tego dopilnowałeś. To ty przekazałeś mi całą potrzebną wiedzę, to ty pokazałeś mi, jak
przetrwać na szlaku...
To był największy błąd w moim życiu - wymamrotał Chandos.
- Nieprawda - wtrąciła w końcu Courtney. - Chciałeś, żeby Casey umiała sobie poradzić w
każdej sytuacji, gdyby nie było cię w pobliżu i nie mógłbyś jej pomóc.
- Właśnie - przyznał Chandos. - Gdyby nie było mnie w pobliżu.
- Chcę się tym zająć, a ty nie podałeś mi żadnego przekonującego powodu twojej odmowy.
- W takim razie mnie nie słuchałaś, córeczko - orzekł Chandos, marszcząc czoło. - Jesteś za
młoda, jesteś kobietą, dlatego czterdziestu paru kowbojów z Bar M nie będzie chciało
wykonywać twoich poleceń, a na domiar złego jesteś w wieku, kiedy powinnaś raczej zająć
się szukaniem męża. Nie znajdziesz go, jeśli nie wystawisz nosa poza ran-czo, po którym
będziesz chodzić brudna i spocona.
Casey zrobiła się czerwona, najprawdopodobniej ze złości, chociaż właściwie trudno było to
powiedzieć.
- Znowu małżeństwo! - zadrwiła. - Od dwóch lat w najbliższej okolicy nie pojawił się
mężczyzna, którego uznałabym za godnego uwagi. Chyba że chcesz, abym wyszła za mąż za
kogokolwiek? Jeśli tak, to znam przynajmniej tuzin kawalerów. Jutro pojadę złapać na lasso
jednego z nich. Może to wystarczy...
- Dość tych impertynencji.
- Mówię całkiem poważnie - obstawała przy swoim Casey. - Mojemu mężowi na pewno
pozwoliłbyś zająć się Bar M. prawda? Na taki układ zgodziłbyś się bez zastrzeżeń. No cóż, w
takim razie już wkrótce przedstawię ci kandydata. Przyprowadzę go nie później niż...
- Nie zrobisz tego! Nie wyjdziesz za mąż tylko po to, by dostać w swoje ręce księgi
rachunkowe...
- Tatusiu, te księgi rachunkowe już od kilku miesięcy są w moich rękach. Chyba nie
zauważyłeś, że Przypiłowany Ząb prawie nie widzi. Próby prowadzenia owych ksiąg
przyprawiają go jedynie o potworny ból głowy, a to bardzo niekorzystnie odbija się na jego
zdrowiu.
Teraz z kolei Chandos się zaczerwienił, chociaż w jego przypadku nie było wątpliwości, że
powodem rumieńców jest złość.
- Dlaczego nic o tym nie wiem?
- Może dlatego, że ilekroć Przypiłowany Ząb przyjeżdża, by się z tobą zobaczyć, jesteś
nieuchwytny. Trudno również wykluczyć fakt, że nie chcesz wybrać się do Bar M, bo
mógłbyś poznać powód jego wizyt. Prawdopodobnie to ranczo nic cię nie obchodzi- Dziadek
nie żyje, a ty próbujesz zrobić mu na złość, zaniedbując to, co do niego niegdyś należało.
- Casey! - zawołała zbulwersowana Courtney.
Dziewczyna zbladła. Wiedziała, że posunęła się za daleko. Dlatego, nie czekając, aż ojciec ją
za to złaja, wybiegła z pokoju.
Courtney zaczęła zapewniać Chandosa, że Casey po prostu dała się ponieść emocjom, że
naprawdę wcale tak nie myślała, on jednak zacisnął mocno usta i tak samo jak Casey wyszedł
z salonu. Niestety, wcale nie miał zamiaru jej szukać. Skierował się na tyły domu, obierając
najkrótszą drogę do stajni, podczas gdy jego córka wybiegła przodem.
To był poważny błąd. Chandos nic powinien dopuścić do
takiego zakończenia kłótni. Nic należało zostawiać Casey na pastwę potwornych wyrzutów
sumienia, a mimo to wciąż zdecydowanej zmienić decyzję ojca. Powinien wyraźnie
powiedzieć, o co mu chodzi. Wytłumaczyć, że nie chce. by Casey się załamała, gdy poniesie
niechybną porażkę.
Kowboje z Bar M mogli przez jakiś czas słuchać dziewczyny, ponieważ wiedzieli, że jest
wnuczką Fletchera, lecz przecież z czasem nieuchronnie pojawią się nowi ludzie, którzy nie
będą jej znali, obca im również będzie historia ciągnącego się od wielu lat sporu. Inaczej by
było, gdyby mieli do czynienia z nieco starszą kobietą, wdową lub kimś w tym rodzaju.
Większość mężczyzn po prostu nie lubi wykonywać poleceń kobiety, a tym bardziej
dziewczyny.
Niestety, Chandos w ogóle o tym nic wspomniał, a przynajmniej nie wprost. To zadanie
będzie musiała wziąć na siebie Courtney, chociaż wcześniej trzeba dać Casey dzień lub dwa
na ochłonięcie. Gdy poniosą ją emocje, potrafi być nieprzewidywalna.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin