rec_ModWright.pdf
(
643 KB
)
Pobierz
Udana amplifikacja
Modyfikować czy budować – oto jest pytanie
N
azwa firmy Modwright to zbitek
czas, aby zabrać się za tworzenie własnych
konstrukcji. Niewątpliwie zachęcił go do tego
ogromny sukces, jaki odniósł jako „moder”.
W Stanach Zjednoczonych jest wiele osób
parających się modyfikowaniem sprzętu
audio, a na forach internetowych toczą się
zażarte dyskusje na temat tego, który z nich
jest najlepszy. Jeden z forumowiczów stwier-
dził w czasie takiej dyskusji: „zobaczmy, kto
z tych ludzi ma dużą, sprawnie działającą
firmę, a kto nadal jest tylko ‘garażowym’
moderem?” Na to pytanie odpowiedź jest
jedna – tylko Dan Wright rozwinął swoją
PRODUKT
Modwright LS 36.5 i KWA150
RODZAJ
Lampowy przedwzmacniacz i tranzystorowa
końcówka mocy
CENA
dwóch słów: Wright to nazwisko
właściciela firmy, a „mod” to angiel-
skie słowo oznaczające modyfikacje tudzież
zajmującego się nimi człowieka; to właśnie
przez wiele lat robił Dan Wright. Modyfiko-
wał głównie źródła – odtwarzacze CD, DVD,
DAC-e, a w końcu również odtwarzacze
SACD oraz odtwarzacze plików, np. Transpor-
ter Logitecha. Lata poprawiania i usprawnia-
nia cudzych konstrukcji sprawiły, że Wright
zyskał olbrzymie doświadczenie i poczucie
własnej wartości. Uznał więc, że nadszedł
19.500 zł (KWA150); 18.000 zł (LS 36.5)
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
LS 36.5 Wymiary (SxWxG):
43x32x12cm
>
Waga: 11kg
>
Zastosowane lampy: (2)
6H30, (1) 5AR4
>
Zasilacz lampowy
>
Wzmocnienie:
~
12dB
>
Impedancja wejściowa: 50kΩ
>
Impedancja
wyjściowa: 110Ω
>
Pasmo przenoszenia: 20Hz–100kHz
(+/-1dB)
>
Wymiary (SxWxG): 43x43x23cm
>
Waga 34kg
>
Moc wyjściowa: 150W/8Ω; 250W/4Ω;
450W/8Ω mono; 650W/4Ω mono
>
Wszystkie podane
wartości dla 0,05% THD!
>
Pasmo przenoszenia: 10Hz–
100kHz (+0, -1dB)
KONTAKT
www.soundclub.pl
KWA150
WYBÓR REDAKCJI
magazyn
HI-FI CHOICE
|
HOME CINEMA
46
Przedwzmacniacz LS 36.5 i końcówka mocy KWA150 Modwright
[ Recenzja ]
działalność i przeskoczył na wyższy poziom.
Stworzył nową markę i całkiem spore przed-
siębiorstwo sprzedające własne produkty na
całym świecie. Udało się to dzięki znakomitej
jakości i wartości produktów oraz bardzo
przyjaznemu podejściu do klientów. Na rynek
mógł wejść jako ktoś, kto potrafił z dobrych
urządzeń zrobić świetne, więc można było
zakładać, że urządzenia, które sam stworzył,
muszą prezentować bardzo wysoką klasę.
Mieliśmy już wcześniej okazję recenzować
lampowy przedwzmacniacz gramofonowy
Modwright SWP 9.0 SE (zob. nr 9/2009
„HFC&HC”), który okazał się urządzeniem
wybitnym. Tym razem w nasze ręce trafił
zestaw składający się z lampowego przed-
wzmacniacza LS 36.5 oraz (co niezwykłe
dla Dana) tranzystorowej końcówki mocy
KWA150. Dlaczego niezwykłe? Otóż dla-
tego, że większość jego modów polegała
m.in. na wstawieniu do urządzeń lamp,
a kiedy zaczął budować własne urządze-
nia, wszystkie, do czasu recenzowanej
końcówki mocy, były konstrukcjami lampo-
wymi. Fakt, że do tej pory były to przed-
wzmacniacze i phonostage, ale je również
można zbudować bez użycia lamp, a mimo
to wszystkie miały w torze próżniowe
bańki. Konstruktor szczerze przyznaje, że
jego „idealna” amplifikacja powinna łączyć
zalety lampy i tranzystora, i to najlepiej
w zestawieniu pre lampowego z końcówką
na półprzewodnikach.
Rozszyfrujmy więc najpierw nazwę
wzmacniacza – KWA to Kimmel/Wri-
ght Amplifier, czyli wyraz uznania Dana
Wrighta dla Alana Kimmela, który stworzył
stopień wejściowy tego urządzenia, a 150
to moc wyjściowa (dla 8Ω). Końcówkę
oparto na pojedynczym stopniu wzmacnia-
jącym. Urządzenie oferuje zarówno wejścia
RCA, jak i zbalansowane. Istnieje możliwość
zmostkowania, która sprawi, że KWA stanie
się monoblokiem. Na tylnej ściance urządze-
nia znajdziemy również przełącznik między
„low bias” i „high bias”. De facto powinni-
śmy używać tego drugiego ustawienia do
słuchania, a pierwszego, jeśli zostawiamy
urządzenie na dłuższą chwilę, ale nie chce-
my go wyłączać – będzie pobierać mniej
prądu, mniej się grzać, ale pozostanie goto-
we do grania bez konieczności ponownego
„rozgrzewania”. W środku znajdziemy m.in.
dwa duże transformatory, całą baterię kon-
densatorów z logo Modwrighta oraz dwa
ogromne radiatory, które mają odprowadzić
dużą ilość wydzielanego ciepła.
LS 36.5 (Line Stage) oparto na słynnej
podwójnej triodzie 6H30 stosowanej choćby
w urządzeniach BAT-a czy Ayona. W lampo-
wym zasilaczu pracuje lampa prostownicza
5AR4. W urządzeniu zastosowano pojedyn-
czy stopień wzmacniający, tzw. „mu stage”
autorstwa Alana Kimmela dający wzmoc-
nienie 12dB. Zastosowane kondensatory to,
podobnie jak we wzmacniaczu, elementy
z logiem Modwrighta – Dan stwierdza po
prostu, że żadne z dostępnych na rynku nie
spełniały jego oczekiwań. Do dyspozycji
klienta są zarówno wejścia i wyjścia zbalan-
sowane (po jednym), jak i RCA (4 wejścia i 3
wyjścia). Urządzenie wyposażono również
w zdalne sterowanie. Dzięki pilotowi możemy
nie tylko regulować głośność, czy wybrać
jedno z wejść, ale także odwracać fazę.
Dan zdobył już wcześniej tak duże zaufanie
klientów, że jeszcze zanim ukazały się
premierowe recenzje nowej końcówki mocy,
pierwsze partie sprzedały się błyskawicznie.
Najczęściej powtarzaną opinią klientów
i recenzentów o tym wzmacniaczu jest krót-
kie zdanie: „gra jak lampa”. Powstaje więc
pytanie – po co kupować tranzystor grający
jak lampa? Na to pytanie jedynie odsłuch
mógł udzielić odpowiedzi. Dzięki uprzejmości
polskiego dystrybutora, firmy Soundclub,
dostaliśmy do dyspozycji wzmacniacz wraz
z topowym przedwzmacniaczem lampowym.
Jeszcze gwoli uściślenia – LS 36.5 to najwyż-
szy model, ale nie najwyższa wersja tegoż
– w najwyższej występuje jeszcze zewnętrzny
lampowy zasilacz.
Na pierwszy ogień poszła płyta znanego
w USA, a obecnie – dzięki ścieżce dźwięko-
wej do obrazu z Johnym Deepem „Wrogowie
publiczni” – również na całym świecie Otisa
Taylora „Respect the Dead”. Otwierający
płytę kawałek (użyty w wymienionym filmie)
to „Ten Million Slaves”, a instrument wiodący
to banjo. Zestaw Modwrighta w wyjątkowo
naturalny, niewymuszony sposób oddał
„metaliczny” dźwięk tego instrumentu
– zasługę przypiszemy rasowemu, tran-
zystorowemu brzmieniu końcówki mocy.
„Słynna” podwójna trioda 6H30 w preampie
„dopilnowała” natomiast, żeby banjo nie
zabrzmiało przesadnie ostro, co zdarza się
niejednemu tranzystorowi. Połączenie zalet
dwóch technologii sprawia, że banjo brzmi
naturalniej niż na jakimkolwiek tranzystorze
czy też lampie, jakich do tej pory słuchali-
śmy. Chropowaty głos Otisa zabrzmiał wręcz
organicznie, dość ciemno, ponuro, ale tak
właśnie powinien zabrzmieć. Barwę i nama-
calność wokalu możemy porównać z klasą
naprawdę dobrego wzmacniacza lampowe-
go. Uwagę zwróciło też potężnie zaznaczone
wejście gitary basowej, a rytm podawany
przez nią w trakcie całego utworu miał wła-
ściwą wagę i sprawiał, że nogi same rwały
się do tupania. Amplifikacja Modwrighta
połączyła bezbłędnie dokładność i szcze-
gółowość z bardzo delikatnym „lampowym”
zaokrągleniem, dzięki czemu słuchanie tej
niezbyt łatwej w odbiorze muzyki stało się
absolutnie wciągające i niemęczące.
Postanowiliśmy pozostać w klimatach blu-
esowych – tym razem zagrał dla nas Buddy
Guy z płyty należącej do kanonu gatunku,
która wygrała nagrodę Grammy w 2003 r.
– „Blues Singer”. To akustyczny blues
z gitarą w roli głównej i charakterystycznym
„czarnym” głosem Budda. Jako gorący fani
gitary akustycznej oddaliśmy się kontempla-
cji brzmienia tegoż instrumentu, a właściwie
dwóch, resztę traktując jako bardzo istotne,
ale jednak tylko tło. KWA150 odczytał nasze
pragnienia i pokazał gitary faktycznie jako
JAKOŚĆ BRZMIENIA
Zaczniemy od tego, że brzmienie dzielonego
wzmacniacza zależy oczywiście nie tylko
od samego wzmacniacza, ale również od
przedwzmacniacza – w przypadku Modw-
righta lampowego. Rozwiązanie z lampo-
wym przedwzmacniaczem i tranzystorową
końcówką stosuje się dość często, próbując
w ten sposób połączyć zalety brzmienia
lampy i tranzystora. Efekty bywają oczywi-
ście różne, ale Danowi wyszło to naprawdę
świetnie. Sam przedwzmacniacz funkcjonuje
na rynku już od pewnego czasu i jest bardzo
dobrze oceniany przez wielu audiofilów.
|
HI-FI CHOICE 47
HOME CINEMA
[ Recenzja ]
Przedwzmacniacz LS 36.5 i końcówka mocy KWA150 Modwright
instrumenty prowadzące – grające nieco
z przodu. Pokazuje to jego zdolność do
lampowej gradacji sceny – wiele wzmacnia-
czy ją spłyca, w przeciwieństwie do KWA150
nie są w stanie pokazać wszystkich planów,
a wówczas można zapomnieć o dwóch
panach siedzących obok siebie, którzy zale-
dwie dwa metry od nas oddają się zabawie
z wykorzystaniem gitar. Reszta zespołu
została pokazana wyraźnie na kolejnych,
bardziej odległych planach, a każdy można
było wskazać i niemal określić jego odległość
od innych. Taka holograficzna scena to
w zasadzie zalety zarezerwowane do tej
pory dla wzmacniaczy lampowych i to tych
wysokiej klasy.
Trudno nam było się oderwać od klimatów
bluesowych, ale w końcu brzmienie gitary nie
jest jedynym, które musieliśmy przetestować.
Wybraliśmy więc płytę znanego ansamblu
Cafe Zimmermann wykonującego „Concertos
in Seven Parts done from Lessons of Domeni-
co Scarlatti” Charlesa Avisona, a nagranego
przez jedną z najlepszych audiofilskich
wytwórni – Alpha Music. Klawesyn i instru-
menty smyczkowe – świetnie uzupełniające
się połączenie. Modwright znowu czarował
budowaniem przestrzeni – bez problemu mo-
gliśmy wskazać, gdzie znajduje się klawesyn,
gdzie pierwsze skrzypce, gdzie viola. Barwa
w zasadzie wszystkich instrumentów smycz-
kowych to kolejny element zwracający od
samego początku uwagę. Zważywszy jak róż-
nie brzmią wykonane przez różnych lutników
instrumenty, trudno porównywać brzmienie
danego do jakiegoś wzorca, ale na pewno
przy odtwarzaniu przez sprzęt audio można
stwierdzić, czy mają odpowiedni „kształt”
i wielkość, czy skrzypce brzmią jak skrzypce,
a nie jak altówka. Zestaw Dana Wrighta
sprawił, że po zamknięciu oczu poczuliśmy
się jak na kameralnym koncercie Cafe
Zimmermann, a piękna lampowa prezentacja
barw instrumentów, prawidłowo pokazana
ich wielkość i mnóstwo powietrza wokół –
wszystko to podane z nieczęsto spotykaną
Końcówka mocy KWA150
Stopień
wejściowy
Allana Kimmela
w układzie
dual-mono
Stopień
wzmacniający
oparty
o tranzystory
ThermalTrak
schowany za
radiatorami
Ogromne,
niebieskie
radiatory
odprowadza-
jące ciepło
Toroidy
zasilające
dynamiką – po prostu nas zachwyciły.
Następnie postanowiliśmy sięgnąć po
nieco bardziej współczesne nagranie. Nieco…
jako że płyta legendarnej wytwórni Bethle-
hem Records „Take the ‘A’ Train” Betty Roche
została nagrana ponad pół wieku temu.
Oceniając nasz tytułowy zestaw, skupiliśmy
się tym razem na dwóch elementach – głosie
wokalistki oraz pojawiającym się w niemal
każdym utworze ksylofonie. Ten pierwszy jest
nasycony, bogaty, brzmi ciepło z charakte-
rystycznymi, acz jak najbardziej naturalnymi
sybilantami pojawiającymi się dokładnie
wtedy, gdy faktycznie zostały zaśpiewa-
ne. Realizm prezentacji damskiego głosu
sprawia, że mamy wrażenie, iż siedzimy sobie
w niewielkim klubie, a raczej na jego tarasie
w sobotni, letni, parny wieczór. Sączymy
chłodnego Zinfandela, księżyc świeci nad
naszymi głowami, a przed nami na wysokim
stołku siedzi Betty Roche i niespiesznie,
z wakacyjną beztroską śpiewa nam kolejne
piosenki, epatując seksapilem. W podob-
nym, leniwym tempie schowani nieco za nią
panowie pukają w klawisze, szarpią struny
i jedynie człowiek stukający pałeczkami
w ksylofon wydaje się mieć nieco więcej
energii niż reszta. Emocje, przestrzeń, wibra-
cje ksylofonu – wszystko to zostało oddane
w wyjątkowy sposób – tak naprawdę znowu
samo nasuwa się skojarzenie z brzmieniem
wysokiej klasy wzmacniacza lampowego.
Po takiej, wtłoczonej nam przez uszy,
porcji rozleniwienia trudno było podnieść
się z kanapy, by zmienić płytę, zresztą kto
chciałby zmieniać TAKI klimat, gdy za oknem
śnieg i 10 stopni poniżej zera? Ale odsłuch
musiał przebiegać dalej. By nieco ochłonąć,
postanowiliśmy posłuchać nagrania zrealizo-
wanego w kościele w Sztokholmie – Skandy-
nawia na pewno nie kojarzy się z gorącym
wieczorem na plaży i powinna pozwolić nam
nieco ochłonąć. To konkretne nagranie, zre-
masterowane i wydane przez Winstona Ma
w fenomenalnym formacie K2HD, to „Can-
tate Domino” w wykonaniu Oscar’s Motet
Choir. Chórowi towarzyszy Alf Linder grający
na organach. Mieliśmy więc tym razem oka-
zję ocenić kilka trudnych dla odtwarzającego
sprzętu elementów. Po pierwsze organy –
Modwrighty, zwłaszcza z głośnikami Hansen
Audio Prince V2, potrafiły bezbłędnie oddać
zarówno potęgę i dynamikę brzmienia tego
instrumentu, jak i ogromną skalę dźwięków.
To, w połączeniu z drugim ważkim elemen-
tem – umiejętnością oddania otoczenia
akustycznego, w którym grana jest muzyka
– sprawiło, że znowu mieliśmy wrażenie
niemal uczestnictwa w koncercie. Drugi ele-
ment to chór – zbiór wielu ludzkich głosów,
SYSTEM ODSŁUCHOWY
>
Modwright KWA150 + LS 36.5
>
CEC 51 XR, Bryston CD1
>
Michell Gyro SE z Technoarm i wkładką
AT 33PTG
>
EseLabs Nibiru
>
Emerald Physics CS 3, Hansen Audio
Prince V2
>
Głośnikowe: Gabriel Gold Revelation mk I
>
IC: Antipodes Cables Komako, Gabriel
Gold Extreme mk2, Neotech NA-12165; Zu
Varial, Zu Crux
>
Sieciowe: Zu Bok, Neel, Acrolink
HI-FI CHOICE
|
HOME CINEMA
48
[ Recenzja ]
Przedwzmacniacz LS 36.5 i końcówka mocy KWA150 Modwright
którego właściwe oddanie jest po prostu
trudne z uwagi na złożoność oraz na bliskość
względem siebie źródeł dźwięku. Osoby
w chórze stoją bardzo blisko jedna drugiej,
więc słabsze komponenty audio wprowadza-
ją swego rodzaju homogenizację, sprawiając,
że słyszymy raczej jeden wielogłos, a nie
wiele głosów śpiewających razem. Zestaw
Modwrighta pokazał, że znakomicie potrafi
różnicować brzmienia, nie zaburzając jed-
nocześnie harmonii, jaka jest nieodłącznym
elementem śpiewania chóralnego. Całość
nagrania, doskonale zrealizowanego przez
dźwiękowców wytwórni Priopius, a w tym
wydaniu genialnie zremasterowana przez
fachowców z LIM-u, brzmi tak, że nie można
mieć wątpliwości, iż zostało zrealizowane
w wielkim kościele.
Nie mogło zabraknąć w naszych odsłu-
chach polskich akcentów. Zaczęliśmy więc od
najnowszej płyty Tomasza Stańki „Dark Eyes”
wydanej już tradycyjnie przez ECM. Pan
Tomasz już od lat trzyma się nostalgicznego
klimatu, przekazywanego nam za pomocą
trąbki. Owa trąbka odtworzona przez zestaw
Modwrighta jest dość mocno dociążona
i jakby nieco mniej ostra niż zwykle – to
efekt delikatnego zaokrąglania zwłaszcza
góry pasma. Z jednej strony być może jest to
delikatne przekłamanie prawdziwego brzmie-
nia, ale z drugiej dzięki temu słucha się tego
chyba przyjemniej, taka prezentacja lepiej
wpasowuje się w nostalgiczny nastrój nagra-
nia. Modwrighty udowadniają po raz kolejny,
że potrafią pokazać przestrzeń jak bardzo do-
bra lampa – każdy instrument jest pokazany
dokładnie w konkretnym miejscu, można bez
problemu wskazać, który muzyk jest bliżej,
który dalej i nawet o ile dalej. Dźwięk jest
niezwykle otwarty, wokół instrumentów
jest mnóstwo powietrza, a wybrzmienia są
jeszcze jednym znakomitym dodatkiem do
całości – trwają dokładnie tyle, ile powinny,
żaden dźwięk nie gaśnie przedwcześnie ani
nie jest sztucznie wydłużany.
Na sam koniec zostawiliśmy sobie jeszcze
jedną polską płytę – nie mogliśmy sobie od-
mówić powrotu w klimaty okołobluesowe.
Akustycznie zagrała dla nas kapela Dżem,
jeszcze w oryginalnym składzie z niezapo-
mnianym Rysiem Riedlem, dla którego była
to ostatnia sesja nagraniowa... Muzyka
akustyczna to najprawdziwsze brzmienie
instrumentów, jakie można usłyszeć, a tu
dodatkowo nagrana i zremasterowana
przez własną firmę Dżemu i udowadniają-
ca, że w Polsce da się naprawdę świetnie
nagrywać. Każdy instrument elektryczny
gra przez jakiś wzmacniacz/przetwornik,
a przecież wiemy doskonale, że takie
urządzenie wnosi coś swojego do brzmienia.
Przedwzmacniacz LS 36.5
Stopień wyjściowy z baterią
własnych kondensatorów
Modwrighta
Sekcja
zasilania
z lampą
prostowniczą
5AR4
Bufor
lampowy
z podwójna
rosyjska
trioda 6H30
Stopień wejściowy
Allana Kimmela
Granie akustyczne to zupełnie inna bajka,
choć oczywiście ten dźwięk również trafia
na konsolę do „masteringowca”, który
dodaje coś od siebie. Ale efekt końcowy to
najbliższe graniu na żywo brzmienie, jakie
możemy otrzymać z płyty. Naszym zdaniem,
niezależnie od rodzaju muzyki, właśnie
granie akustyczne jest ostatecznym testem
każdego zestawu do odtwarzania muzyki.
Test najprościej można przedstawić tak:
zamykamy oczy i jeśli widzimy oczami duszy
muzyków, wokalistów, którzy pojawiają się
w naszym pokoju i jeśli muzyka brzmi tak,
jakby ją te parę metrów od nas grali, to zna-
czy, że sprzęt jest dobry. Proste prawda? Tak
się przynajmniej wydaje w teorii. W prak-
tyce, jeśli bywamy wystarczająco często
na koncertach na żywo, to w brzmieniu
uzyskiwanym w domu z naszego systemu
zawsze nam czegoś brakuje. I brakować
musi, bo żaden sprzęt nie zagra tak dobrze,
jak ulubiony zespół na koncercie. Jest to
więc kwestia, na ile można się zbliżyć do
brzmienia „live”. Wzmacniaczom lampowym
jest łatwiej – mają zdolność prezentacji
holograficznej przestrzeni, pokazywania
bardzo naturalnych barw instrumentów, od-
dawania charakterystycznych cech głosów
ludzkich, przekazywania emocji – niektórzy
mówią, że to dzięki wprowadzanym przez
lampy zniekształceniom – może, ale jeśli
to jest droga do celu, to dla nas jest ona
akceptowalna. KWA150 lampą jednakże nie
jest... Ale faktycznie w zestawie z LS 36.3
brzmi jak lampa w najlepszym tego słowa
znaczeniu. Słuchając Rysia i reszty zespołu,
uruchomiliśmy tylko minimalnie naszą
wyobraźnię i już byliśmy z nimi w studiu
i przyglądaliśmy się, jak powstawała ta
płyta. „O! popatrz, co ten Jurek wyprawia
na gitarze”, „łał – Beno dał czadu na basie”,
„ależ Paweł pojechał na tych klawiszach”,
„co za saksofon!” – wyrywało nam się
raz za razem, a płyta błyskawicznie się
skończyła, uświadamiając nam, że „w życiu
piękne są tylko chwile”.
Nasze chwile z KWA150 i LS36.5 szybko się
skończyły, ale pozostały wspaniałe wspo-
mnienia. Zupełnie nie dziwi nas popularność
tych urządzeń wśród audiofilów na całym
świecie. Za stosunkowo niewysoką cenę – jak
na sprzęt, który zaliczylibyśmy już do klasy
przyzwoitego high-endu – dostajemy zestaw,
który poradzi sobie właściwie z każdą muzyką
i napędzi w miarę łatwe i stosunkowo niedro-
gie kolumny, jak Emeraldy CS 3, ale również
będzie świetnym partnerem dla głośników
najwyższej klasy, takich jak Prince V2 firmy
Hansen Audio.
HFC
WERDYKT
DŹWIĘK
ZA
Otwarty, naturalny, detaliczny dźwięk.
Doskonałe zrównoważenie zalet lampy (holo-
grafia, barwa) i tranzystora (dynamika, szyb-
kość i transparentność). Moc wystarczająca
do napędzenia nawet dość trudnych kolumn,
co uzasadnia użycie tranzystora, ale dodat-
kowo możliwość użycia dwóch wzmacniaczy
jako monobloków, gdyby zabrakło mocy.
PRZECIW
Jedynie drobiazgi – odrobinę zacinający się
przycisk włączający wzmacniacz; jaskrawa,
mrugająca w czasie włączania i świecąca
światłem ciągłym w trakcie operacji dioda.
MOŻLIWOŚCI
BUDOWA
JAKOŚĆ/CEN
PODSUMOWANIE
Precyzyjnie wykonane, świetnie grające urządzenia mogące pogodzić wielu zwolenni-
ków lampy z miłośnikami tranzystora. Połączenie kapitalnych barw zarówno instru-
mentów, jak i głosów, holografii, trójwymiarowości sceny z potężną dynamiką, szyb-
kością i transparentnością tworzą w większości nagrań niepowtarzalny spektakl.
HI-FI CHOICE
|
HOME CINEMA
50
Plik z chomika:
kamiluk84
Inne pliki z tego folderu:
rec_CA.pdf
(452 KB)
rec_Accuphase.pdf
(994 KB)
rec_AMR.pdf
(414 KB)
rec_AudioPhisic.pdf
(369 KB)
rec_AudioResearch-DS450.pdf
(677 KB)
Inne foldery tego chomika:
AUDIO ARTYKUŁY
AUDIO TESTY
AudioTESTY
AudioVideo2007
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin