Desiderium Intimum 46.rtf

(66 KB) Pobierz

Odkąd pierwszy raz usłyszałyśmy tę piosenkę i obejrzałyśmy do niej klip, to dostałyśmy totalnego fioła na jej punkcie i tak nas natchnęła swoją snarrowatością, że postanowiłyśmy napisać do niej ten oto rozdział.

 

 

BetaL Gellert :* Dziękujemy ^_^

 

 

46. All because of tie

 

 

 

It's the rage that took over it controls you both

But your temper's just as bad as mine is

You're the same as me

But when it comes to love you're just as blinded

Maybe our relationship isn't as crazy as it seems

Maybe that's what happens

When a tornado meets a volcano

You're in each other's face spewing venom

And these words when you spit 'em

You push, pull each other's hair

Scratch, claw, bit 'em

Throw 'em down, pin 'em

So lost in the moments when you're in 'em

 

Just gonna stand there and watch me burn

But that's alright because I like the way it hurts*

 

 

 

 

Mijały kolejne tygodnie. Zalegający na otaczających Hogwart wzgórzach biały puch nie poddawał się i nie topniał. Wręcz przeciwnie. Styczeń przyniósł ze sobą trzaskające mrozy, pomimo iż pogoda była naprawdę piękna. Śnieg iskrzył się w promieniach wiszącego nisko nad horyzontem słońca, a błękit nieba odbijał się w tafli zamarzniętego jeziora. Czasami w skutym lodem akwenie pojawiły się przeręble, wybite przez Wielką Kałamarnicę, której macki na tle śnieżnobiałego krajobrazu były doskonale widoczne nawet z bardzo daleka.

 

Zdarzało się, że Harry widział je z okna swojego dormitorium. Widział również patrolującego skraj Zakazanego Lasu Hagrida ze swoim wiernym brytanem Kłem, biegnącym przy jego nodze. Zawsze wtedy zastanawiał się również, czy Hagrid natrafił w śniegu na jakiekolwiek ślady pozostawione przez dwie pary stóp. Ale podejrzewał, że Severus skrupulatnie je usuwał.

 

Kilka razy starał się powrócić do tamtego wydarzenia, ale Mistrz Eliksirów zawsze ucinał temat, co niezmiernie Harry'ego denerwowało i mieli już o to parę kłótni. Ale wrodzona ciekawość, nieustępliwość i pragnienie, aby wydobyć prawdę za wszelką cenę, choćby była najgłębiej zakopana, doprowadziły do tego, że udało mu się wyciągnąć od mężczyzny kilka informacji.

 

To prawda, że szkolił Notta na Śmierciożercę. To prawda, że robił to w Zakazanym Lesie, gdzie uczył go czarnomagicznych klątw. To prawda, że Dumbledore zdawał sobie z tego sprawę, bo przecież dla wiarygodności Severusa jako szpiega musiał na to zezwolić, ale wcale a wcale nie był tym zachwycony. Harry wiedział o tym wszystkim, ale wciąż odczuwał uścisk w żołądku za każdym razem, kiedy widział dwie kropki sunące nocą w kierunku Zakazanego Lasu. Nie był to już jednak uścisk zazdrości, jak na początku, tylko uścisk strachu. Co prawda Snape dotrzymał obietnicy i nosił ze sobą wyciąg z macierzanki, ale i tak nic nie mogło zapewnić Harry'ego, że pewnego dnia Severusowi nie przydarzy się coś złego. Dobrą wiadomością było jedynie to, że Mistrz Eliksirów ograniczał te wyjścia do minimum, tłumacząc się brakiem czasu. Najdziwniejsze było jednak to, że Severus wydawał się być poważnie zirytowany tym, że Harry uratował mu życie. A nawet stwierdził, że "całe to przedstawienie" było kompletnie niepotrzebne, ponieważ gdyby naprawdę było z nim źle, to udałby się do Dumbledore'a, ale Harry wiedział, że wcale by tego nie zrobił. Był na to zbyt dumny.

 

Przez pierwsze trzy dni po tym wydarzeniu Snape był dla niego wyjątkowo chłodny, jakby miał do Harry'ego pretensje, ale zdarzały się takie momenty, kiedy patrzył na Harry'ego... inaczej. Chłopak nie był głupi i nie oczekiwał żadnej wdzięczności, zresztą Snape mu już tyle razy uratował życie, że absolutnie nie miał wobec niego żadnego długu wdzięczności. To raczej Harry miał jeszcze kilka rat do spłacenia.

 

Często rozmawiali. Harry starał się unikać tematów związanych ze swoim ojcem, Syriuszem albo Lupinem, ale nie potrafił powstrzymać się od pytań o Voldemorta i o to, dlaczego właściwie Severus do niego dołączył, ale nigdy nie udało mu się uzyskać odpowiedzi, która by go usatysfakcjonowała, ponieważ Snape od razu zbaczał z tematu.

 

Harry był bardziej otwarty. Opowiedział Severusowi o dzieciństwie spędzonym u Dursleyów; o tym, jak dowiedział się, że jest czarodziejem; o tym, jak na pierwszym roku podejrzewał Severusa o to, że chce zdobyć kamień filozoficzny (co mężczyzna skwitował pogardliwym prychnięciem); o tym, jak dowiedział się o Komnacie Tajemnic. Rozważnie nie przyznał się do tego, że to Hermiona ukradła mu skórkę boomslanga i muchy siatkoskrzydłe na drugim roku, a na czwartym Zgredek podwędził z jego zapasów skrzeloziele, ale uznał, że powinien powiedzieć o tym, że to on i Hermiona uwolnili Syriusza na trzecim roku. Awantura, która po tym wybuchła, była nie do opisania, a na następnej lekcji Snape nie omieszkał odjąć Hermionie dwudziestu punktów za perfekcyjnie uwarzony eliksir, a Harry'emu trzydziestu za "oszukiwanie i podstępy", ponieważ jego eliksir "był zbyt dobry, aby mógł go uwarzyć sam!". W świetle tych wydarzeń Harry uznał za rozsądne nie wspominać o tym, że naprawdę ugrzązł na schodach wtedy, gdy Severus w piżamie błądził po stopniach, przekonując Moody'ego, że "tutaj gdzieś jest Potter! Potter w swojej pelerynie niewidce!" oraz, że na trzecim roku jego głowa naprawdę przebywała w Hogsmeade bez pozwolenia. Chociaż podejrzewał, że Severus i tak pewnie domyśla się prawdy. Ale to przecież nie była jego wina, że ciągle wpadał w kłopoty! To kłopoty ciągle wpadały na niego.

 

Oczywiście, poza rozmowami, Snape czasami pomagał Harry'emu w nauce i za każdym razem, kiedy to robił, chłopak czuł w środku coś ciepłego i niezwykle miłego. Zawsze marzył o kimś... starszym. Kimś doświadczonym, do kogo mógłby się zawsze zwrócić w razie jakichkolwiek problemów, nie czując się przy tym głupio. Przez krótki czas kimś takim był Syriusz. Ale teraz, kiedy go zabrakło...

 

To prawda, że Snape czasami nie mógł się powstrzymać od złośliwych komentarzy na temat jego wiedzy i umiejętności, ale Harry wiedział, że taki ma charakter i już dawno przestał się nimi przejmować.

 

Raz, po jakimś wyjątkowo intensywnym seksie, Harry zebrał się na odwagę i zapytał Snape'a o hasło do jego komnat, żeby "mógł mu robić niespodzianki". Ale mężczyzna stwierdził, że niespodzianki najczęściej traktuje wyjątkowo bolesnymi urokami i temat ugrzązł w martwym punkcie. Jednak Harry poprzysiągł sobie, że kiedyś wyciągnie to od niego. Przecież co było większym dowodem zaufania niż podarowanie komuś hasła do swoich komnat?

 

Szkoła rozkręciła się w pełni i Harry miał wrażenie, że z dnia na dzień ma coraz więcej nauki. Uczył się i uczył, ale nauki, zamiast ubywać, wciąż tylko przybywało, co wydawało się niemożliwe. Pewnie to wina całej tej magii wiszącej w powietrzu. Wypaczała rzeczywistość. Przynajmniej tę związaną z pracami domowymi.

 

Wydawało się, że skoro Ron i Hermiona oficjalnie zostali parą, to Hermiona powinna przychylniej traktować swojego chłopaka i pomagać mu w lekcjach, ale ona stała się jeszcze bardziej wymagająca, twierdząc że "nie będzie chodziła z półgłówkiem". Tak więc Ron i Harry czasami ślęczeli nad lekcjami do bardzo późna, podczas gdy ona świergotała sobie w najlepsze z Ginny. Ale Ron, z jakichś niezrozumiałych powodów, ograniczał się jedynie do złorzeczenia pod nosem, a kiedy Hermiona prosiła, aby powtórzył, tak głęboko zapadał się w fotelu, że Harry widział jedynie czubek jego rudej czupryny i zaczerwienione uszy.

 

Oczywiście ich związek nie przeszedł bez echa wśród pozostałych uczniów. Lavender Brown stała się nagle wyjątkowo chłodna i wyniosła w stosunku do Hermiony, Ernie McMillian przestał mówić Ronowi "cześć" na korytarzu, a Ślizgoni mieli nowy temat do żartów. Głównymi tematami ich głośnych rozmów prowadzonych na korytarzach i w Wielkiej Sali były: "Czy Granger cytuje w łóżku fragmenty z podręczników?", "Czy Weasley zaczął już odkładać forsę na kolejną gromadkę rozczochranych rudzielców?", "Czy ich dzieci będą się nazywały Panna-Wiem-To-Wszystko i Weasley-Jest-Naszym-Królem?", "Czy Potter czasami się do nich przyłącza?" i "Czy Weasley nie boi się, że jego dzieci będą bardziej podobne do Pottera, niż do niego?"

 

Ron zdawał się to znosić nawet całkiem nieźle, dopóki pewnego dnia nie podszedł do niego na korytarzu Zabini i nie zapytał, czy chce zarobić trochę forsy. Na zdziwione spojrzenie Rona oświadczył, że stawia wszystko, co ma, że Ron nie widział nawet skrawka majtek Granger.

 

Tym razem Ron nie wytrzymał i rzucił się na Ślizgona z pięściami, a Harry i Neville ledwie go od niego odciągnęli. Na szczęście w pobliżu nie było wtedy żadnego nauczyciela, ale Zabini, który skończył z podbitym okiem, odgrażał się Ronowi, że za to zapłaci.

 

Następnego dnia podczas obiadu, kiedy Hermiona udała się już do biblioteki, Ron odciągnął Harry'ego na bok i powiedział, że czuje coś dziwnego i że coraz bardziej swędzi go skóra. Wszędzie. Zanim skończył mówić, drapał się już tak zawzięcie po rękach, klatce piersiowej, szyi i wszystkim, czego był w stanie dosięgnąć, że zostawiał na skórze biało-czerwone smugi.

 

Harry natychmiast domyślił się, czyja to sprawka, i zaciągnął przyjaciela do pani Pomfrey. Niestety pielęgniarka oświadczyła, że maść na tego typu dolegliwości właśnie się skończyła i może mu dać jedynie coś, co przejściowo złagodzi objawy. I jeżeli chce, to może się udać do profesora Snape'a, który zazwyczaj ma zapasowy słoik.

 

Ron oczywiście pospiesznie oświadczył, że nie chce, pozwolił wlać w siebie jakiś eliksir i, drapiąc się jeszcze od czasu do czasu w niektórych miejscach, wyszedł ze skrzydła szpitalnego, wymyślając po drodze tortury, jakim podda Zabiniego, jeżeli tylko przestanie go wszystko tak cholernie swędzieć.

 

- Chodźmy do Snape'a - odezwał się Harry w połowie drogi.

 

- ...a potem złapię go i przywiążę do tego wielkiego słupa... CO?

 

- Do Snape'a. Po tę maść. Przecież słyszałeś, co powiedziała Pomfrey. Ten eliksir pomoże ci tylko na chwilę.

 

Ron spojrzał na Harry'ego tak, jakby nagle wyrósł mu ogon. Rozdwojony na końcu.

 

- Zwariowałeś? Myślisz, że ten nietoperz mi cokolwiek da? Prędzej mnie wyśmieje i wywali na zbity pysk. I odbierze punkty za zakłócanie mu spokoju.

 

Harry przewrócił oczami.

 

- On jest nauczycielem, Ron. Musi ci pomóc.

 

- Ha ha. To miał być dowcip, tak? Snape ma mi pomóc, tak? Ha ha. Bardzo śmieszne.

 

- Wolisz sobie zdrapać skórę? - Harry nie dawał za wygraną. - No chodź. Przecież cię nie zje. - Złapał go za rękaw i zaczął ciągnąć w stronę lochów.

 

- Nigdzie nie idę. Zostaw mnie. - Ron zatrzymał się nagle i wyszarpnął rękę.

 

Harry poczuł irytację. Dlaczego ten głupek niczego nie rozumie? Przecież Snape jest... Snape'em. No tak. Wrednym draniem, którego wszyscy nienawidzą. Czasami o tym zapominał.

 

- Wolisz pokazać się Hermionie w takim stanie?

 

To był cios poniżej pasa. Ale skuteczny.

 

- N-no dobra. Ale zapytamy tylko raz. Jak powie 'nie', to się zwijamy.

 

Harry uśmiechnął się i pociągnął przyjaciela po schodach w dół. Kiedy znalazł się przed drzwiami do gabinetu Mistrza Eliksirów, w ostatniej chwili powstrzymał się od dotknięcia ich dłonią, tak jak zawsze to robił. Wypchnął Rona do przodu i kazał mu zapukać. Rudzielec stuknął dwa razy w drewnianą powierzchnię i po dwóch sekundach oświadczył:

 

- Cóż, chyba go nie ma. Wracajmy.

 

Jednak widząc minę Harry'ego, cofnął się i z westchnieniem zapukał ponownie, tym razem głośniej. Po chwili usłyszeli kroki i drzwi uchyliły się.

 

- Weasley? - W głosie Snape'a zabrzmiało zaskoczenie i irytacja jednocześnie. Kiedy drzwi uchyliły się bardziej, Severus dostrzegł stojącego za plecami Rona Harry'ego. Jego czarne brwi zmarszczyły się. - Potter? Czego chcecie? - warknął swoim najbardziej odpychającym tonem.

 

- Ee, to pomyłka - mruknął cicho Ron i już miał odejść, kiedy Harry złapał go za szatę i ustawił z powrotem na miejscu.

 

- Panie profesorze - zaczął, widząc że Ron najwyraźniej prędzej połknie własny język, niż odważy się Snape'a o coś poprosić. - Uczniowie pańskiego domu wsypali coś Ronowi do soku dyniowego i teraz wszystko go swędzi. Pani Pomfrey powiedziała, że tylko pan ma na to maść.

 

Oczy Severusa zmrużyły się.

 

- Och, cóż za tragedia - powiedział z mściwym uśmiechem na cienkich wargach. - Niestety pan Weasley będzie musiał wytrzymać, ponieważ tak się składa, że właśnie zużyłem cały słoik.

 

- No to trudno - mruknął Ron i znowu spróbował ucieczki, ale Harry po raz kolejny mu ją udaremnił.

 

- Ale Ron naprawdę jej potrzebuje - powiedział z naciskiem Harry, widząc wbijające się w niego niczym skalpel źrenice. Spojrzał na mężczyznę z wypisanym w oczach błaganiem, bezgłośnie wypowiadając "proszę".

 

Snape skrzywił się i zerknął na wpatrującego się we własne stopy i drapiącego się po ramieniu Rona.

 

- Chociaż.... - zaczął takim tonem, jakby każde wypowiedziane słowo musiał z siebie wypluwać - ...może i zostało trochę. Zaczekajcie.

 

Po tych słowach odwrócił się i zamknął im drzwi przed nosem. Harry szybko musiał przybrać neutralny wyraz twarzy, kiedy Ron odwrócił się do niego z szeroko otwartymi oczami i taką miną, jakby właśnie dowiedział się, że został wybrany do narodowej reprezentacji Quidditcha.

 

Jednak zanim zdążył otworzyć usta i coś powiedzieć, w drzwiach ponownie pojawił się Snape, wyciągając w jego stronę zakorkowany, nietknięty słoik.

 

- Smaruj dwa razy dziennie - wypluł z siebie z takim trudem, jakby każde słowo raniło mu gardło. - A jeżeli coś zostanie, to zanieś do skrzydła szpitalnego. I więcej nie zawracajcie mi głowy.

 

Zanim zamknął drzwi, Harry obdarzył go jeszcze promiennym uśmiechem. Oczy Severusa rozszerzyły się na moment, by po chwili zniknąć za drewnianą powierzchnią drzwi.

 

Ron był w takim szoku, że odezwał się dopiero wtedy, kiedy dotarli pod klasę Zaklęć, stwierdzając że najwyraźniej Snape ma dzisiaj Dzień Dobroci Dla Skrzatów Domowych.

 

Harry nie odpowiedział, ale czuł wewnątrz siebie ogromną radość i podejrzewał, że gdyby pozwolił jej zamienić się w uśmiech, to odpadłby mu czubek głowy.

 

 

***

 

 

Seks.

 

Cóż, trudno ukryć, że był on najważniejszy. Harry już dawno przestał liczyć, ile razy w ciągu tygodnia go uprawiali. A czasami również w ciągu dnia. W każdym miejscu, które się do tego nadawało. I o każdej porze.

 

Obaj byli całkowicie uzależnieni od seksu. Ale Harry'emu wydawało się, że Snape jeszcze bardziej. Chociaż sam nie potrafił przestać myśleć o seksie nawet podczas posiłków albo lekcji. Dochodziło już do tego, że kiedy nie mógł się spotkać z Severusem, to musiał sobie obciągnąć, ponieważ miał wrażenie, że jeżeli tego nie zrobi, to eksploduje.

 

Zresztą niekiedy podejrzewał, że mężczyzna odczuwa jeszcze większą potrzebę. Wystarczyło, że Harry dostawał jedną krótką wiadomość Przyjdź! i od razu wiedział, w jakim Snape jest stanie. Wiedział, że kiedy tylko przekroczy próg jego komnat, natychmiast zostanie rzucony na podłogę albo przyciśnięty do drzwi i tak zerżnięty, że następnego dnia znowu będzie miał problemy z chodzeniem.

 

Kilka razy Snape czekał na niego już z opuszczonymi spodniami i sterczącym sprężyście w jego kierunku penisem, a Harry bez słowa opadał na kolana i połykał go niemal w całości, czując na sobie wzrok mężczyzny, przyglądającego mu się błyszczącymi chorobliwie w ciemności oczami, tak jakby nigdy nie miał dosyć i wciąż było mu mało...

 

Harry uwielbiał lizać i ssać miękkie, soczyste jądra Severusa, ponieważ mężczyzna wydawał wtedy z siebie tak donośne jęki, że Harry czasami niemal dochodził tylko od słuchania ich. Po jakimś czasie Snape sam już unosił swojego penisa, dając Harry'emu jak największy dostęp do tego wrażliwego miejsca, a chłopak tak sprawnie nauczył się posługiwać językiem, że czasami wystarczyło tylko kilka celnych liźnięć, by na jego włosach osiadła gęsta sperma, niczym jakiś ekskluzywny szampon.

 

Największym jego problemem było to, że niemal przez cały czas chodził podniecony. A już w szczególności, kiedy znajdował się na lekcji Eliksirów i nie potrafił spoglądać na swojego Mistrza Eliksirów, sunącego powoli przez klasę i obrzucającego wszystkich tym cudownie surowym spojrzeniem, bez odczuwania pewnego rodzaju napięcia w dolnych partiach ciała. Zawsze miał z tym trudności, ale ostatnio ten problem stał się jeszcze bardziej napięty. A raczej naprężony. I nie pomagało nawet myślenie o żabich mózgach, czy odchodach mantykor. Kiedy tylko jego umysł nawiedzała wizja, w której ten poważny mężczyzna, którego wszyscy się bali, jeszcze nie tak dawno temu spuszczał mu się na twarz albo dyszał mu do ucha, że "zerżnie go tak, że nie będzie mógł dzisiaj usiąść", zaczynał drżeć niekontrolowanie i miał ogromne kłopoty z tym, aby posiekać korzonki mandragor tak, żeby nie poucinać sobie palców.

 

Wiele razy Harry zastanawiał się, czy to normalne. To znaczy, czy wszystkie pary tak mają, że myślą tylko o tym, kiedy i w jakiej pozycji to tym razem zrobią. Raz czy dwa próbował nawet podpytać o to Rona, ale przyjaciel spoglądał tylko na niego z mieszaniną zażenowania i przygnębienia i przebąkiwał coś w stylu: "wiesz, jakie są dziewczyny..."

 

Harry nie wiedział. Mógł się tylko domyślać. Podejrzewał jedynie, że wcale nie mają ochoty na seks tak często jak chłopcy. Że jeżeli w parze pojawia się dziewczyna, to seks zostaje automatycznie zredukowany do niezbędnego minimum. A przecież nastoletni chłopcy myślą o nim przez cały czas. I jeżeli ilość testosteronu w jakiejś parze jest podwójna, to seks staje się numerem jeden. W parach damsko-męskich dziewczyny zazwyczaj hamują popędy swojej męskiej połówki, a gdy spotyka się mężczyzna z mężczyzną, nie ma kto hamować tych popędów i dochodzi do wiecznej, nieprzerwanej erupcji.

 

To właśnie dlatego, gdy czasami nie mogli wytrzymać, spotykali się nawet pomiędzy lekcjami w jednym, umówionym schowku na drugim piętrze. Nic nie mogło się równać z tym dreszczem podniecenia, kiedy Harry po wyjściu z klasy odczytywał wiadomość Schowek. Teraz! i, wykręcając się potrzebą pójścia do toalety, biegł w umówione miejsce, gdzie czekał już na niego Severus. Nie marnowali czasu na zbędne rozmowy, zdarzało się, że nie zamieniali ze sobą nawet słowa. Po prostu mężczyzna brał go przy ścianie, dysząc mu do ucha i niemal miażdżąc go w swoich dłoniach, jak gdyby pragnął go tak bardzo, że mógłby go zetrzeć na proch. Czasami Harry miał zadrapania na policzku od chropowatych, kamiennych ścian schowka albo pełnej drzazg powierzchni drzwi, ale Severus zawsze skrupulatnie usuwał wszystkie ślady, pozostawiając jedynie te niewidoczne dla oka.

 

Po jakimś czasie Harry również zaczął wysyłać mu takie "zaproszenia na spotkania". Jednak Mistrz Eliksirów nie zawsze się na nie stawiał, chociaż jeżeli już to robił, to zawsze z pewną dozą nonszalancji, jak gdyby próbował udawać, że zjawił się tam przypadkowo i po prostu przechodził obok. Lecz kiedy już dobrał się do Harry'ego, to robił to z takim zapałem, że za każdym razem Harry musiał się głęboko zastanawiać, zanim ponownie wysyłał zaproszenie.

 

Ale i tak to robił.

 

 

*

 

Cholera!

 

Nie powinien był na niego patrzeć. Czuł, że jest twardy, a przecież za dziesięć minut zaczynają się Eliksiry!

 

Westchnął i ponownie zerknął na siedzącego przy stole nauczycielskim Severusa.

 

Jeszcze nigdy nie robili tego przed Eliksirami... W zasadzie to sam nie wiedział dlaczego. Podejrzewał, że zapewne istnieje jakiś powód, ale w tej chwili jakoś nie miał ochoty się nad nim zastanawiać. Miał ochotę tylko na jedno.

 

A tam! Walić to wszystko!

 

- Zapomniałem czegoś - rzucił do Rona i Hermiony, wstając od stołu. - Idźcie beze mnie. Dołączę do was.

 

Nie czekając na odpowiedź, ruszył w kierunku wyjścia z Wielkiej Sali, bardzo wyraźnie czując na sobie odprowadzające go spojrzenie ciemnych oczu. Kiedy tylko minął drzwi, wsadził rękę do kieszeni, zacisnął ją na kamieniu i wysłał:

 

Schowek. Teraz!

 

Zarzucił torbę na ramię i pobiegł na drugie piętro. Wśliznął się do schowka i zapalił różdżką stojącą na półce świecę.

 

Rzucił torbę w kąt i oparł się o ścianę, zastanawiając się, czy Severus się zjawi. Wpatrywał się w drzwi niczym jastrząb, słysząc bicie własnego serca oraz krew przepływającą przez jego ciało i kumulującą się w podbrzuszu, kiedy tylko wyobrażał sobie, co będą robić.

 

Czuł, że z niecierpliwości drżą mu ręce. Musiał sobie ulżyć chociaż na chwilę. Ostrożnie zsunął spodnie na biodra i dotknął swojego ciepłego penisa, czując natychmiastowe szarpnięcie w okolicach lędźwi.

 

Och, lepiej tego nie robić! Nie, lepiej zaczekać na te długie, pajęcze palce, które już niedługo owiną się wokół niego i...

 

Klamka poruszyła się i Harry poczuł, że jego serce przemieściło się aż do gardła. Drzwi otworzyły się i do środka wśliznął się Severus.

 

- Potter. Zdajesz sobie sprawę, że za chwilę obaj powinniśmy być na lekcji? - zapytał szeptem, stojąc przy samych drzwiach i nie zbliżając do chłopaka, chociaż jego zmrużone oczy zachłannie przesunęły się wzdłuż całej sylwetki Harry'ego, najdłużej zatrzymując się na coraz bardziej ekspresyjnie domagającej się uwagi erekcji. - Być może po Eliksirach...

 

- Mamy jeszcze całe siedem minut - szepnął zadziornie Harry, zbliżając się do Severusa i spoglądając w górę na jego zaciśnięte w cienką linię usta. Mężczyzna wzdrygnął się lekko i oblizał wargi. Jego oczy zdawały się błyszczeć czymś znacznie gorętszym niż tylko odbitym w nich światłem świec. - Jeżeli się pospieszymy... - mówił dalej Harry z tym samym zuchwałym uśmiechem na ustach - ...to może będziemy nawet przed wszystkimi.

 

Nie czekając na odpowiedź najwidoczniej walczącego ze sobą Severusa, sięgnął do jego zamka i rozsunął go. Wsunął dłoń w spodnie, zacisnął palce wokół ciepłego penisa i wyciągnął go. Był taki gruby i ciężki. Idealny.

 

Powoli, niemalże leniwie przesunął dłoń wzdłuż trzonu, naciągając napletek i rozkoszując się widokiem głębokiej zmarszczki przyjemności, która pojawiła się na czole Severusa. Mężczyzna przymknął oczy i westchnął. Harry przesunął dłoń z powrotem, czując pod palcami twarde, pulsujące żyłki. Stanął na palcach, przysunął twarz do ucha Severusa i wyszeptał:

 

- Chcę, żebyś mi go wsadził...

 

To stało się niemal natychmiast. Mężczyzna wydał z siebie głośny, prawie zwierzęcy pomruk, odwrócił go szarpnięciem i rzucił na ścianę. Harry usłyszał odgłos rozrywanego materiału i dopiero po chwili zorientował się, że to jego koszula. W tym samym momencie poczuł gorące, opętańcze pocałunki na karku i plecach oraz śliską erekcję wbijającą się w niego tak gwałtownie, że na chwilę stracił dech w płucach. Zanim zdołał rozgraniczyć te dwa doznania, dołączyło jeszcze trzecie. Chłodna dłoń, oplatająca się wokół jego rozgrzanego penisa. Przesuwająca się po nim w rytmie pchnięć. Obciągająca mu. Ściskająca i maltretująca jądra. I wyciągająca z niego orgazm niemal siłą.

 

Doszli prawie w tym samym momencie. Harry pierwszy, drapiąc kamienne ściany i przyciskając do nich rozgrzane wargi. Snape chwilę później, dysząc ciężko i wbijając zęby w nagie ramię Harry'ego.

 

Przez chwilę jedynym dźwiękiem w niewielkim pomieszczeniu były dwa nierówne, płytkie oddechy. A po chwili także zachrypnięty szept Mistrza Eliksirów:

 

- Jesteśmy spóźnieni.

 

Harry oderwał policzek od ściany i poprawił przekrzywione okulary.

 

- Hę?

 

- Zbieraj się, Potter. - Głos mężczyzny był już niemal całkowicie opanowany. Jak on mógł tak szybko dojść do siebie? I to po czymś takim? Harry miał tylko nieprzyjemne wrażenie, że zaraz się przewróci. - Reparo - mruknął Severus i Harry poczuł, że jego koszula ponownie jest w jednym kawałku. - Idę pierwszy. A ty masz się zjawić za pięć minut.

 

I już go nie było.

 

Harry oderwał się od ściany i oparł o nią plecami, wciąż dysząc i próbując doprowadzić się do porządku. Drżały mu uda i był spocony. Wiedział, że jego twarz musi wyglądać jak dżem malinowy.

 

Podciągnął spodnie, wsadził w nie koszulę, mocniej zawiązał poluzowany krawat i spróbował przygładzić włosy. Czuł się tak niesamowicie rozluźniony i szczęśliwy, że w zasadzie było mu wszystko jedno, czy spóźni się piętnaście minut, czy pół godziny.

 

Przecież Snape nic mu za to nie zrobi...

 

Jego przewidywania zostały jednak zweryfikowane tuż po przekroczeniu progu klasy. Zdążył tylko zerknąć na wiszący na ścianie zegar i uświadomić sobie, że spóźnił się dwadzieścia minut, kiedy dotarł do niego kąśliwy głos Mistrza Eliksirów:

 

- Och, pan Potter. Cóż za niespodzianka... Jeżeli ma pan ważniejsze sprawy od punktualnego zjawienia się na mojej lekcji, to droga wolna, może pan do nich wracać.

 

Harry poczuł, że opada mu szczeka.

 

- Yy... - wydukał, czując na sobie spojrzenia wszystkich znajdujących się w klasie uczniów. Ślizgoni byli wyraźnie rozbawieni, zresztą część Gryfonów również. Tylko Ron, Hermiona i Neville patrzyli na Harry'ego ze zmarszczonymi brwiami.

 

- Może zaczniemy od odebrania Gryffindorowi - nauczyciel zerknął za zegar i odczekał chwilę - no, teraz już dwudziestu jeden punktów za spóźnienie. Dodajmy do tego okrągłe dziesięć punktów za niechlujny wygląd i fragment wystającej koszuli. - Harry błyskawicznie spojrzał w dół i poprawił koszulę, czując że w jego sercu zażenowanie walczy o pierwsze miejsce ze złością. - Może nauczy cię to, że na moje lekcje się nie spóźnia, Potter. Bylibyśmy także niezmiernie wdzięczni, gdybyś zechciał opowiedzieć nam, co też tak ważnego cię zatrzymało. - Twarz mężczyzny wyrażała jedynie mściwą satysfakcję i Harry czuł, że zaczyna się trząść z gniewu.

 

Jak on śmie? Ten wredny, chamski, paskudny...

 

Musiał coś wymyślić. I to szybko!

 

- Ee... No bo ja... yy... no więc...

 

Severus przekrzywił lekko głowę i zapytał, rozglądając się po klasie:

 

- Czy ktoś zna ten język? Chyba potrzebujemy tłumacza.

 

Ślizgoni wybuchnęli śmiechem. Seamus i Dean również. Nawet Parvati i Lavender zagryzły wargi.

 

Na policzki Harry'ego wypłynął rumieniec upokorzenia. Jeszcze przed chwilą ten sukinsyn pieprzył go bez opamiętania, pieszcząc jego penisa tak, jakby to była najcudowniejsza zabawka pod słońcem, a teraz szydził z niego przy całej klasie. Harry aż wibrował z wściekłości i z trudem powstrzymywał się, by nie rzucić ciętej riposty.

 

- Siadaj, Potter. I nie waż się więcej spóźniać.

 

- Niech się pan nie martwi, profesorze. Nie spóźnię się już na żadną lekcję - wypluł z siebie Harry głosem ociekającym goryczą zmieszaną z płonącym gniewem.

 

Severus zmarszczył brwi.

 

- I kolejne dziesięć punktów za ton, panie Potter - warknął. - A teraz spokój - syknął w stronę zaśmiewających się nadal Ślizgonów, którzy natychmiast się uciszyli.

 

Harry podszedł do ławki i usiadł obok Rona. Jego dłonie tak mocno zacisnęły się w pięści, że miał problem z rozprostowaniem ich.

 

Wiedział, że Snape nie mógł mu tego puścić płazem, nie przed całą klasą, ale wcale nie musiał być aż tak wredny! Wyglądał, jakby był wściekły na Harry'ego za to, że przez niego spóźnił się na własną lekcję.

 

Co za drań! Niech no tylko spróbuje przysłać mu wiadomość o spotkaniu! Niech tylko spróbuje...

 

 

*

 

Severus spróbował. Dwa dni później.

 

Kiedy Harry szedł do...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin