Forerunner 5 - Triumf Simsy.pdf
(
757 KB
)
Pobierz
Norton Andre - Forerunner 5 - Triumf Simsy
Andre Norton
Triumf Simsy
Tłumaczył: Piotr Kuś
Tytuł oryginału Forerunner: the second venture
SCAN-dal
Rozdział pierwszy
Była to ziemia jak ze wszystkiego oskrobana, tworzyły ją jedynie skąpane w
gorącu nagie skały. Nawet listek, unoszony wiatrem, nawet łodyŜka trawy nie mąciła
bezkresnej przestrzeni szaroniebieskiego kamienia, urozmaiconej jedynie
ciemniejszymi załomami. W jednej z takich szczelin, ciągnącej się od horyzontu po
horyzont w tym pustynnym świecie, przycupnęła jakaś sylwetka, okryta szerokim
płaszczem. Tylko w tej szczelinie moŜna było zauwaŜyć namiastkę ruchu: powoli
płynął w niej, gęstym potokiem, nie płyn, Ŝaden, lecz raczej cięŜki piasek, uparcie
poszukujący swej drogi do przodu.
Nie było słońca, które rozjaśniałoby to pustkowie, nie było nic, tylko otwarte
niebo, otwarte tak znacznie, Ŝe wzrokiem moŜna było dosięgnąć wysoko aŜ ku
ekranowi mgiełki, okrywającej ten skąpany w gorączce kawałek planety.
Płaszcz jakby odrobinę uniósł się. W namiocie, który tworzyły jego fałdy, dało
się zauwaŜyć poruszenie. Nagle wyrosła z niego, niczym antena, czyjaś dłoń, a na tej
dłoni siedział czarny ptak.
— UwaŜasz, Ŝe jestem idiotką, moja Zass? — Głos nie był ani szeptem, ani
pomrukiem, a raczej skrzekiem, dobiegającym spomiędzy zaschniętych warg,
wydobywającym się z krtani tak suchej, jak ziemia dookoła. — Ach, Zass, istnieje
szaleństwo i istnieje moŜliwość wyboru, dzięki której moŜna odrzucić to, co
najgorsze.
Fałdy płaszcza znów zafalowały, gdy jego właścicielka poruszyła się, by
wyjrzeć na zewnątrz. Przez długą chwile przypatrywała się temu, co powinno być
wodą, a było jedynie piaskiem, sunącym wysoką falą pomiędzy stromymi brzegami z
nagiego kamienia.
— Szaleństwo… — W słowie tym zabrzmiała gorycz. Ale nawet, gdy
przyznała to wobec siebie, pojawiło się w niej nowe uczucie, oczywiste jak ta ziemia,
czyste jak skały, pozbawione śladów Ŝycia. Poruszył nią strach, taki, jaki mógł
pojawić się jedynie na tej ziemi śmierci, strach większy niŜ jakikolwiek poznany
przez nią do tej pory.
I znów płaszcz poruszył się. Palce Simsy mocno zacisnęły się na przedmiocie,
którego za swego Ŝycia nie zamierzała nigdy utracić. Nie była to laska, przedmiot był
zbyt krótki, by określić go tym słowem. Przypominał raczej berło, jakie przywódcy
nadrzecznych miast dzierŜyli przy wyjątkowo waŜnych okazjach. Świecił nawet
poprzez fałdy płaszcza. Miał okrągły uchwyt z dwoma zakrzywionymi rogami po
bokach, jakby na jego straŜy. Słońce i dwa księŜyce, jak kiedyś powiedziano Simsy.
— Thom! — Ton jej głosu brzmiał prawie tak, jakby przeklinała. Po chwili
powtórzyła je i zabrzmiało to jeszcze bardziej nieprzyjemnie. — Thom! — Nie
krzyczała jednak. Czy jakikolwiek głos jest w stanie przedrzeć się od jednego świata
do drugiego, pognać ku niebu i poprzez pustkę przestrzeni, by dotrzeć do właściwych
uszu?
To Thom przedstawił ją Im — tym ludziom o zimnych głosach, o oczach,
ukrytych za woalkami; on darzył ich szacunkiem, ona natomiast od pierwszej chwili
nabrała nieufności. Ona, która…
Znów poruszyła rękami. Łapki Zass lekko pogłaskały jej silne przedramię,
mały, ostry dziób, skierował się ku jej twarzy. Inne myśli, niby obce, a przecieŜ
radujące ją, uspokajające, zaczęły kształtować się w jej umyśle.
— Jestem Simsa… — Wypowiedziała te słowa powoli, wypuszczając i
wpuszczając do płuc powietrze w przerwie pomiędzy nimi. Simsa… i kto jeszcze?
Dawniej była dziewczynką na posyłki u starej i przebiegłej kobiety, która
wiele wiedziała, jednak mówiła bardzo mało. Razem z Ferwar chroniła się, od tak
dawna, jak tylko sięgała pamięcią, w Ziemiankach, u stóp miasta Kuxortal.
Przyswoiła sobie od starej wszystko, czego tylko mogła się od niej uczyć. Była jej
posłuszna, a przecieŜ nawet wtedy, gdy Fervar wydawała jej tyle rozkazów, Ŝe
zdawały się nie mieć końca. Simsa i tak czuła się wolną…
A jednak teraz to się skończyło! Istniały pewne stopnie wolności; wreszcie
Simsa się tego dowiedziała.
Uwolniła się z Ziemianek tylko dlatego, Ŝe fortuna wysłała ją w przestrzeń, z
przybyszem z innego świata, który poszukiwał swego zaginionego brata i sekretu, za
którym on kiedyś podąŜał. Choć w duchu buntowała się przeciwko temu,
niezaprzeczalnym faktem pozostawało, iŜ to właśnie ta sama fortuna wprowadziła ją
w pułapkę staroŜytnej śmierci i nowej katastrofy.
Zatem… Wzniosła ku niebu swe berło słońca i dwóch księŜyców, trzymając je
w dłoni, która do tego nie przywykła, przez co końce zakrzywionych księŜyców
dotknęły jej małych, niemal dziewczęcych piersiątek. Podniosła wysoko głowę. Nagły
przypływ energii, który ujawnił się zupełnie niespodziewanie, powracał do niej nie w
postaci mocy niszczenia, którą kiedyś przywoływała, lecz raczej w formie studni z
oŜywczą wodą, z której czerpać moŜna do woli ku pokrzepieniu ciała.
Dziewczyna przymknęła oczy i jeszcze raz ujrzała tę drugą Simsę, oczekującą,
lustrzaną kopię siebie samej. A moŜe to właśnie ona jest tylko lustrzanym odbiciem?
Jeden dotyk wystarczał, by stawała się osobą podwójną, czujną i zazdrosną o swój
drugi kształt — Simsa, której czarna skóra okrywała teraz dwie osoby.
Tak było jednak tylko w przestrzeni. Tutaj Simsa była jedna, ale za to zupełnie
nowa. Wiedza, o jakiej dziecko Ziemianek nie mogło nawet marzyć, znalazła dla
siebie przestrzeń w jej głowie i zaczynała kiełkować. W takich chwila Simsa była
triumfująca, dumna, wielka. Nawet Thom to widział. Tak, lecz widząc to stawał się
podniecony…
Zass wydała ze swego cienkiego gardła jakby głęboki charkot, a jej skrzydła,
pokryte prąŜkowaną skórą, odrobinę się uniosły. Zass zawsze wyczuwała złość Simsy
— lub jej strach. To zorsal w porę nakazał jej udać się w drogę, która przywiodła je aŜ
tutaj.
„Prekursorka”, tak nazywał ją Thom, który wiele opowiadał o dawnych
wędrowcach, poruszających się między gwiazdami, nieznanych juŜ jemu
współczesnym. Wędrowcach, którzy pozostawili swe znamię na wielu światach.
Znamię to wciąŜ jest zagadką dla tych, którzy próbują przeniknąć dawno zapomniane
tajemnice. Prekursorka — łup. Taki sam skarb dla niego i jego kumpli, jak wszystko
zagrabione z ziemi, wypukane z wiekowego kurzu. Simsa miała wrócić do tych,
którzy poszukiwali podobnych łupów. Nikt nie zapytał jej o zdanie, nikt nawet nie
powiedział jej jasno co ma się stać.
Thom zniknął, kiedy eskortowano ją do tego wymizerowanego męŜczyzny o
oczach, które patrzyły na nią, ale jakby niczego nie widziały. Zdawał się wciąŜ
wypatrywać czegoś cennego, co moŜe osiągnąć jak największą cenę. Pod wpływem
tego spojrzenia Simsa z Ziemianek jakby znów obudziła się, ale nawet ta dawna
Simsa była czujna, uwaŜna, rozwaŜna, planująca coś skrycie…
Ale i tak nie spędzały wiele czasu razem, ta pierwsza Simsa i ta z przeszłości.
Dziewczyna urodzona w Ziemiankach wysuwała pazury i przyjmowała postawę
obronną. Wiedziała, Ŝe nie ośmieli się przywołać niszczących mocy,
skoncentrowanych w berle, które teraz ściskała. Zaatakowane zwierzę będzie
walczyło, albo po prostu ucieknie. śadna Simsa, nie ucieknie nigdy i przed nikim.
Walka… To takŜe było teraz złym rozwiązaniem i właśnie zdała sobie z tego sprawę.
Przemoc nie była właściwą odpowiedzią na ludzi z przestrzeni. Istniały rozwiązania
bardziej stosowne. Czekaj, ucz się — tak nauczała ją Starsza. Ucz się, dowiedz się, co
mogą ci zaoferować, czy przyniesie ci to poŜytek, czy teŜ nie. RozwaŜaj starannie
wszystkie aspekty kaŜdego zagadnienia i w skrytości snuj swoje własne plany.
Dlatego bez słowa protestu weszła na pokład statku. Spośród trzech zorsali,
dwoje młodych wypuściła na wolność; wzbiły się ku niebu w swoim własnym świecie
—jej świecie. Zass przylgnęła natomiast do niej i za nic nie chciała jej opuścić, tuląc
się do niej ze wszystkich sił. W gruncie rzeczy i ona tuliła się do Zass, która
przypominała jej wszystko, co spotkało ją w dotychczasowym Ŝyciu.
Simsa nigdy dotąd nie znalazła się na pokładzie statku kosmicznego.
Wszystko w nim było dziwne, a stawało się jeszcze dziwniejsze, gdy kontrastowało z
budzącymi się skrawkami wspomnień Starszej. Poddała się niemal całkowicie tej
drugiej Simsie, zachowała jednak tyle silnej woli, by nie zadawać pytań obcym, by nie
pytać o innych ze swojego gatunku. Być moŜe wraz z nią w stalowej czaszy statku,
który uniósł ją w przestworza, znalazł się i Thom; jednak nie widziała go, ani nic o
nim nie słyszała.
W małej kabinie wydzielono jej trochę miejsca. Rozzłościła się, gdy
zrozumiała, Ŝe nieustannie jest obserwowana, Ŝe nie ma chwili, by ci kosmiczni
wędrowcy nie podglądali jej za pomocą swoich skomplikowanych przyrządów.
Urządzenia te zdolne były docierać nawet do najdalszych zakamarków jej umysłu.
Simsa z Ziemianek pobiłaby obcych, porwałaby ich na strzępy. Starsza uznała
natomiast, Ŝe lepiej będzie, jeśli zareaguje zupełnie inaczej. Wobec wszystkich
szpiegujących ją urządzeń zastosowała swoje berło. Wkrótce stały się bezuŜyteczne, a
ona mogła w spokoju snuć swoje plany ucieczki.
Zrozumiała, Ŝe obcy pragną dowiedzieć się o niej jak najwięcej, jednak nie
zamierzała pomagać im w uzyskiwaniu tej wiedzy. Sama natomiast, leŜąc w ciszy w
swoim kąciku na statku, mogła podsłuchiwać ich myśli. Siła woli Starszej w
zupełności do tego wystarczała.
Myśli obcych wirowały po statku niczym najpotęŜniejsza wichura. Wdarcie się
pomiędzy nie przypominało skok z wysokiej skały do niespokojnego oceanu. Simsa z
Ziemianek byłaby wśród nich zupełnie bezradna, natomiast ta druga starannie
wyławiała z chaosu to, co najbardziej ją interesowało.
Dwoje spośród wędrowców interesowało się nią szczególnie i na nich właśnie
skupiła się Simsa, odtrącając wszystko inne. Jedną z nich była swego rodzaju
uzdrowicielka, kobieta, której Ŝałośnie niewielka wiedza kontrastowała z podziwem i
Plik z chomika:
conan51
Inne pliki z tego folderu:
1 Gwiezdny zwiad.pdf
(792 KB)
1 Księżyc trzech pierścieni.pdf
(863 KB)
2 Gwiezdni wygnancy.pdf
(1091 KB)
3 Lot ku planecie Yiktor.pdf
(900 KB)
4 Na łów nie pójdziemy.pdf
(881 KB)
Inne foldery tego chomika:
Allan Cole & Chris Bunch
Audioboki
audioboki(1)
Jerry Ahern
Juliusz Verne - 20 000 mil podmorskiej żeglugi
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin