Matti & Karolina PART 3
6.IX.2007
Było jeszcze wcześnie, ale JiWoon nie mógł spać długo. Lata pobudek wraz ze wschodem słońca zrobiły swoje, więc po zwyczajowym porannym zestawie ćwiczeń, zabrał się za przygotowywanie obiadu. Dziś znów zaprosili gości, duży dom niemal nakazywał im urządzać przyjacielskie spotkania tak często, jak to było możliwe, dlatego za dania trzeba było wziąć się szybciej. Wyjął z kosza dużą, dorodną czerwoną paprykę i podrzucił ją zadowolony zerkając do książki kucharskiej.
- Dzień dobry… - usłyszał przeciągły ziew JaeJoonga, który zszedł właśnie ze schodów i zmierzał przez salon w jego kierunku, odziany wyłącznie w krótkie obcisłe bokserki, które wyglądały niczym kostium kąpielowy.
- Dzień dobry śpiochu. – uśmiechnął się do niego Lio i pozwolił, by Hero przytulił się do jego pleców całując na powitanie fragment skóry za jego uchem.
- To ty za wcześnie wstajesz. – zaspany JaeJoong przycisnął się do niego mocniej wsuwając dłonie na klatkę piersiową JiWoona. Ten ze spokojem kroił warzywa i drżał lekko łaskotany po karku przez pasemka włosów Hero. – Ale wiesz co… - mruknął Tsetsua - … strasznie cię lubię w tym stanie.
- W kuchni? – zdziwił się Lio.
- No… kiedyś się ze mnie śmiałeś, kiedy gotowałem, a teraz albo sam to robisz albo mi pomagasz. Ten dom ma na ciebie dobry wpływ.
- Nie śmiałem się z ciebie tylko z twojego fartucha! – zaprotestował wesoło.
- Bo był różowy? Tak, jak twoja koszulka. – Hero wetknął palec wskazujący między jego łopatki skryte pod przylegającą do ciała bluzką.
- Ona nie jest różowa, tylko intensywnie malinowa. – Lio podparł się rękami o blat odkładając nóż na bok i odwrócił głowę do chłopaka. – To różnica. Poza tym… bardziej mi do twarzy w tym kolorze niż tobie. – uniósł brwi ledwo hamując wybuch śmiechu.
- Głupek. – JaeJoong zszedł dłońmi na jego brzuch, a po chwili wsunął je w kieszenie spodni JiWoona, nie odrywając się od jego pleców.
- Co ty robisz? – zaczął trząść się ze śmiechu chłopak.
- Wspominam dzisiejszą noc… - Hero uśmiechnął się niewinnie.
- Jeszcze ci mało? – Lio złapał jego ręce niebezpiecznie wsuwające się głębiej. – Tsetsua… nie w kuchni… - śmiał się, kiedy JaeJoong zaczął całować jego szyję.
- Czemu nie…? Tu jeszcze tego nie robiliśmy… - mruknął cicho.
- Ale tak wśród jedzenia…? – puścił jego dłonie, a swoje położył na udach Hero.
- Bardzo ekologicznie. – odparł i zacisnął mocniej palce na jego ciele.
- HALO?! – w domu rozległo się wołanie dochodzące z salonu.
JaeJoong niechętnie odsunął się od Lio przewracając oczami i wzdychając głośno z rezygnacją, a Lio zaśmiał się i wrócił do siekania papryki.
- Jakie zapachy! – do kuchni wpadł Taehwa wciąż krzycząc. – Mniam!
- Czego tu z samego rana? – zapytał JiWoon nie odrywając oczu od Hero, który usadowił się wygodnie po drugiej stronie stołu i podkradał listki sałaty z miski.
- Cukru, bo się skończył.
- Taehwa! Kiedy ty wyrośniesz z tej piżamy? – krzyknął nagle JaeJoong, a Lio dopiero teraz spostrzegł, że przyjaciel stoi obok niego w gigantycznym przebraniu biało-pomarańczowego chomika, w którym lubił sypiać jeszcze za czasów Battle. Wybuchnął śmiechem niemal kładąc się na desce do krojenia.
- Bardzo zabawne. – oczka Jina zwęziły się zawistnie w dwa paseczki i spojrzały z niesmakiem w stronę Hero. – A ty, kiedy się nauczysz sypiać w piżamie? – odgryzł się. – W ogóle w czymkolwiek?
- Ja wiem, że mi zazdrościsz, że nie muszę się chować w przerośniętych śpioszkach własnej córki…
- Zazdroszczę?! – oburzył się i tupnął bosą stopą.
JiWoon zaczął kręcić głową z powątpiewaniem, parskając śmiechem co chwilę, kiedy chłopcy kłócili się nad wyższością swoich umięśnionych brzuchów.
- Taehwaaaa !!! – Changmin zjawił się w drzwiach ogrodowych. – Gdzie ten cukier?Dziewczynki nie wypiją herbaty bez cukru…
Cała trójka spojrzała na niego i zaniosła się głośnym śmiechem, a zdziwiony Channie tylko przechylił głowę i patrzył pytająco.
- Ale wy pochłaniacie te słodkości. – Lio schylił się do szafki i wyciągnął cały kilogram.
- Odsyp mi tylko szklankę… - poprosił Max, ale JiWoon wcisnął mu paczkę.
- U nas i tak tylko wy słodzicie.
- A potem rosną im fałdki. – Hero szczypnął Taehwę w policzek, a ten wściekły zamaszyście zaczął się bronić, uderzając w niego rękami jak wściekły kotek.
- Przynajmniej nie mamy 40 cm w pasie! – Changmin pokazał JaeJoongowi język i pociągnął Jina za kaptur. – Chodź, tatuśku, bo dzieci same.
- Ty chyba masz niewiele więcej… - zauważył Lio zgaszając tym Maxa.
- Bo ja jestem najwyższy, waga musiała mi się rozłożyć prawidłowo na wzrost!
- Inaczej wyglądałbyś, jak…
- Nie kończ, Tsetsua! – Channie przerwał mu ruchem ręki, a Hero strzelił donośnym śmiechem, kryjąc twarz w rękach i ledwo utrzymując równowagę na stołku.
- Z wami się nie da. – jęknął Jin chwytając cukier z rąk Changmina i przeskakując dużymi krokami przez pomieszczenie, zniknął w ogrodzie.
- Jacy wy jesteście kochani razem… - JaeJoong wychylił jedno oko spod grzywki w dalszym ciągu trzęsąc ramionami.
- Ja cię proszę…
- Tsetsua ma rację. – wtrącił się Lio, po raz kolejny wracając do przerwanego zajęcia. – Lepszej pary nie mogliście stworzyć.
- Nie jesteśmy żadną parą! – jęknął Max.
- Macie tylko dzieci razem. – ciągnął Hero.
- I wspólną sypialnię. – dodał JiWoon.
- I łazienkę…
- I nawet szafę…
- I tym dziwniejsze jest to, że Jin sypia w tym ochronnym kaftanie. – JaeJoong nie wytrzymywał już z radości, jaką sprawiało mu dokuczanie przyjacielowi.
- Tsetsuaaaa ! – Changmin spojrzał na niego płaczliwie. – Jesteś okropny! Dręczyciel! Nie lubię cię!
- To nie przychodź dziś na obiad. – Hero wstał ocierając oczy z łezek.
- A co jest? – Max zerknął na kuchenkę, na której bulgotały garnki.
- Kuchnia włoska. – wyjaśnił gospodarujący dziś Lio.
- A ciasto będzie?
- Max, wynocha! – Tsetsua przegonił go znad naczynia, do którego Lio wrzucał warzywa. – Czy we własnym domu nie możemy pobyć chwilę sami?
- A po co? – zdziwił się Changmin zapierając rękami w progu, przez który próbował przepchnąć go Hero. – Co robiliście…? Niegrzeczni chłopcy… - zerknął na niego zawadiacko po czym z hukiem wylądował na trawie w ogródku. JaeJoong trzasnął drzwiami i pomachał mu na do widzenia przez szybę.JiWoon załamany skończył wyżywać się na papryce i odwrócił się do niego podpierając się pod boki.
- Dom wariatów. – podsumował.
- Nie będę ci przypominać, kto wpadł na taki genialny pomysł. – pogroził mu palcem Hero.
- No przecież nie ja!
Tsetsua roześmiał się i podszedł bliżej wyciskając na ustach Lio namiętny pocałunek.
- To rekompensata? – zapytał patrząc w sufit, a kąciki ust zadrżały walcząc z uśmiechem zadowolenia. Hero ujął jego dłonie i wsunął je na swoje pośladki, które JiWoon ochoczo ścisnął.
- To co…? Kuchnia czy sypialnia? – drażnił go swoją bliskością kołysząc się lekko w przód i w tył.
- Tylko wyłączę gaz… - zacisnął usta i zmrużył oczy przebiegle.
- To ja się pójdę ubrać. – Hero odsunął się nagle.
- Co? – prawie zakrztusił się na te słowa.
- Żebyś mógł mnie rozebrać….
Lio roześmiał się głośno i zmniejszając płomień na palniku spojrzał za chłopakiem, który ponętnie przemykał po schodach na górę wypatrując go z półpiętra z rozbrajającym uśmiechem.
©
07.IX.2007Wycierał włosy ręcznikiem przemierzając pokój w te i we wte, ostatnie kropelki zimnej wody spływały po jego torsie wsiąkając w biały ręcznik oplatający jego biodra. Uśmiechnął się do siebie na wspomnienie gorących chwil z JiWoonem jeszcze kwadrans temu – uwielbiał to beztroskie życie, które teraz prowadzili. Odetchnął głęboko wdychając przyjemny, ostry zapach rozchodzący się po całym domu. Dzisiejszy obiad na pewno będzie wyjątkowy, ale ich przyjaciele wpadną już za niedługo. Czas się ubrać i pomóc Lio, żeby wszystko było gotowe na czas, stwierdził zarzucając mokry ręcznik na kark. Otworzył szafę przyglądając się stercie ubrań, gdy telefon rozdzwonił się na nocnym stoliku.- Cześć! – rzucił wesoło do słuchawki widząc wyświetlający się numer i imię Junho. – Mam nadzieję, że już jedziesz, JiWoon przeszedł dziś sam siebie. Co?! – zdumiał się nagle. – Dlaczego? – spytał usłyszawszy, że przyjaciel nie zjawi się dziś na obiedzie. – Hm, rozumiem. Nie wypada ich zostawiać, ale następnym razem obecność obowiązkowa, bo jeszcze zapomnisz jak wyglądamy. – zaśmiał się do słuchawki. – Na razie. – powiedział i wyłączył telefon wpatrując się w niego przez chwilę przygryzając wargę. Już chciał wrócić do przerwanego zajęcia, gdy poczuł, że oplatają go w pasie czyjeś ramiona, a po chwili głowa Maxa pojawiła się z boku.- Changmin! – przeraził się, bo zaczynał podejrzewać, że jeszcze trochę, a otworzy lodówkę, a chłopak tam będzie.- Co się dzieje?- Czy Taehwa nie daje ci już satysfakcji? – spytał z przebiegłym uśmiechem Hero.- Tsetsua! – wrzasnął Max odrywając się gwałtownie od przyjaciela.- Potrzebujesz odmiany, że się tak do mnie kleisz? – spytał uśmiechając się coraz szerzej i podpierając pod boki.- Ta, kobiety. – Max pokazał mu język, a Hero roześmiał się wesoło.- Jin będzie zazdrosny. – zachichotał siadając na łóżku.- Co ty znów insynuujesz? – zdenerwował się Channie rumieniąc się mimowolnie.- Ja?! Nic! – JaeJoong niezwykle radosny zaczął pokładać się na łóżku.- A tu co się stało? Tajfun przeszedł? – Changmin spojrzał wymownie na łóżko, po którym walała się skotłowana pościel.- A ty zawsze ścielisz zaraz po wstaniu? – spojrzał na przyjaciela rozbawiony.- Zaraz nie. – Max łypnął na niego czarnym okiem kryjąc w kącikach ust zawadiacki uśmieszek. – Ale już południe, a ty co? Goły i wesoły. – powiedział trzęsąc się ze śmiechu, a po chwili obaj zataczali się z radości i Hero nawet nie zdołał zapytać, czy Max przyszedł po coś konkretnego, czy już nie może doczekać się obiadu i zwabiły go zapachy.- Ładnie. – usłyszeli nagle głos JiWoona, który stanął w drzwiach z rękoma skrzyżowanymi na piersiach i przyglądał im się próbując zachować groźną minę. – Zamiast przyjść mi pomóc, urządzacie kabarety.- Chcesz dołączyć? – uśmiechnął się do niego Max. Lio uśmiechnięty pokręcił głową.- Już idziemy... – Hero wytarł mokrą od łez twarz ręcznikiem i wstał zamierzając udać się do kuchni. – Ktoś musi zrobić to ciasto. – westchnął.- Jeszcze nie zrobione? – oburzył się Changmin. – Co z was za gospodarze?! - Hero zamachnął się na niego ręcznikiem.- Ty nie dostaniesz ani kawałka. – oświadczył.- Sknera!- Leń!- Tsetsua. – skroplowany Lio włączył się do przekrzykiwań. - ... na pewno chcesz gotować w takim stroju? – spojrzał wymownie na ręcznik zakrywający w dalszym ciągu biodra JaeJoonga. – Może gdybyśmy byli sami... – zaśmiał się.- Wy jesteście, jak króliki! – zbulwersował się Changmin.- Dlaczego ja cię jeszcze nie udusiłem?! – zawołał Hero rzucając się w stronę chłopaka.- Przez mój powalający urok. – oświadczył Max broniąc się przed przyjacielem.- Urok to ty straciłeś z mlecznymi zębami. – szamotali się po podłodze, a JiWoon wpatrywał się w nich przeczesując włosy.- Jesteś paskudny Tsetsua!- Ty też!- Ale mnie kochasz? – wypalił nagle Choikang. Hero zanosząc się śmiechem położył się na ziemi.- Channie, zmiataj do kuchni. – klepnął go w ramię, a chłopak zanosząc się śmiechem wyminął JiWoona i pobiegł na dół.- Czasem się czuję jedynym dorosłym w tym domu. – przyznał Lio kręcąc z niedowierzaniem głową i starając się nie roześmiać.- Doceń to. – poradził JaeJoong wstając z klęczek. Wyciągnął z szafy bluzkę i spodnie. – Junho nie przyjdzie. – dodał wciągając na kark zieloną koszulkę.- Czemu? Stało się coś? – zatroszczył się Lio.- Teściowie.© - On ma dwa lata, nic się nie stanie. – KiHyun po raz kolejny uspokoił Taehwę, który zaniepokojony zerkał na usadowione na kocyku w cieniu bliźniaczki i małego synka przyjaciela.- Właśnie! On już chodzi, a one ledwie raczkują, wpadnie na nie i co? – pytał nie spuszczając z oczu córek.- Jin, jesteś nadopiekuńczym tatą. – skrzywił się HwiChan i dołożył sobie sałatki.- Troskliwym. – obruszył się chłopak i uśmiechnął czule słysząc radosny śmiech Hikari. – Nadopiekuńczy to jest Channie.- Ty mnie przestań mieszać do swoich ciemnych spraw! – oburzył się Max pochłaniając kolejny kawałek ciasta z brzoskwiniami. Dzień był wyjątkowo ładny, więc zarówno obiad, jak i podwieczorek, zjedli siedząc pod rozłożystą wiśnią.- A nie? Tak się boisz, żeby nie wypadły z łóżeczek. – rzucił dolewając soku do szklanki.- A ty biegasz do nich co pięć minut. – odgryzł się Max.- Uwielbiam, jak się tak zachowujecie. – zaśmiał się Junsu nabijając na widelec kawałki papryki. – JiWoon, to jest pyszne. – oświadczył.- Jak?! – Max i Jin nagle połączyli siły.- Teraz Lio już mnie prawie nie wpuszcza do kuchni. – oznajmił JaeJoong. – Tylko każe mi jeść.- Dlatego tak dobrze wyglądasz. – Lio objął go ramieniem.- Czy ja wiem... Ciągle tylko chudniesz i chudniesz. – Taehwa przyjrzał mu się krytycznie.- Sugerujesz, że nie umiem gotować? – oburzył się JiWoon.- Ehh... – westchnął głośno Micky. – Myśleliście o wynajęciu pokoju? – spytał. – Wynajmowałbym po powrocie ze Stanów. – oznajmił z uśmiechem.- Micky właśnie... Kiedy skończysz te podróże? – kolejna porcja ciasta powędrowała na talerz Maxa.- Channie, tutaj są także inni. – przypomniał mu Hero.- Wiem, zabawiam ich rozmową. – odparł chłopak z niewinnym uśmiechem i mlasnął ze smakiem zjadając brzoskwinię.- Nie wiem. – odparł Micky.- Ale co ty tam robisz? – zainteresował się Chris.- To i owo. – wzruszył ramionami Yoochun, wyjątkowo niechętny do rozmawiania o swojej pracy.- Aleś tajemniczy. – mruknął KiHyun.- Jesteś w mafii? – zapytał niespodziewanie Taehwa doprowadzając wszystkich do histerycznego śmiechu.- Jak cię nudzi ta praca, to może Lio weźmie cię na modela. – zasugerował Changmin. – Będziesz nosił jego ciuchy.- Co ty na to Micky? Wspólne sesje, jak za dawnych lat! – zaśmiał się JaeJoong.- Jestem na to za stary. – roześmiał się Micky. – Kiedy twoje ubrania będą w sprzedaży? – spytał, żeby wreszcie jego przestali przesłuchiwać. Lio machnął ręką.- Jeszcze długa droga do tego.- Na razie chłopcy pomagają mi w studio. – powiedział Taehwa i zerknął na dzieci. Yulim spała z główką między kolorowymi klockami, Hikari wkładała miśka do ust, a mały Chan biegał po trawniku co chwilę przewracając się, wstając i biegnąc dalej z uśmiechem na twarzy.- Mamy oferty do połowy przyszłego roku. – wyjaśnił JiWoon.- Tak, a przecież nie można zostawiać dzieci samych. – oznajmił Jin.- Zapominasz o mnie. – Max przewrócił oczami.- Ciebie też ktoś musi pilnować.- Was obu. – Lio uśmiechnął się niewinnie, a Jin i Channie spojrzeli na niego nie znajdując słów.
- Micky! – Junsu klepnął nagle chłopaka w ramię, aż ten zakrztusił się kawałkiem ciasta, który zamierzał połknąć. – Zostań moim wspólnikiem! – zaproponował.- Że co?
- No! Sklep się dobrze rozwija, chcę utworzyć filię w innym mieście, przydałaby mi się pomoc.- Serio? – Micky patrzył niepewnie na przyjaciela.- Pewnie! Nie musiałbyś latać z kontynentu na kontynent, byłbyś z nami, no i ... – Junsu zarumienił się nieznacznie. - ... miałbym więcej czasu dla pewnej dziewczyny, gdybyś mi pomógł.- Ha, wiedziałem, że jest jakiś haczyk! – zaśmiał się Yoochun, ale widać było, że pomysł mu się podoba.- O tobie też myślę, przecież! – roześmiał się głośno Xiah.- Kim jest ta dziewczyna? – spytał JaeJoong.- Skąd ją znasz?- Jaka jest?- Kiedy ją poznamy? – pytali jeden przez drugiego.- Nigdy, jeśli ją też będziecie tak przesłuchiwać. – stwierdził Junsu.- Dla niej będziemy mili. – przekonywał go Hero.- Może... kiedyś. – stropił się Xiah nerwowo przeczesując włosy. – Jeśli to będzie coś poważnego.- Chyba jest, skoro dla niej chcesz zrezygnować z przesiadywania cały dzień w sklepie. – Hero podparł się na ręce i posłał zarumienionemu przyjacielowi uroczy uśmiech.- Jak już tak... – mruknął nagle HwiChan grzebiąc widelcem w talerzu. Hikari zaczęła raczkować w stronę ojca.- Co masz na sumieniu, HwiChan? – JiWoon pieszczotliwie zburzył jego fryzurę.- Ja... chcę się żenić. – oświadczył odważnie patrząc na kolegów, którzy zamarli w bezruchu w najróżniejszych pozycjach.- Mamy ci wybrać dziewczynę? – parsknął śmiechem Max.- Ha ha. – oburzył się chłopak. – Mówię o Aloe, tą z wesela Junho... – przypomniał.- Tak, ale myśleliśmy, że to była przygoda. – przyznał KiHyun.- Też tak myślałem, ale... okazało się, że nie. – podrapał się zakłopotany po głowie. – Chcę ją dziś poprosić o rękę. – dodał cicho.- Też weźmiecie ślub u nas? – spytał Lio uśmiechając się szeroko.- Nawet nie wiem, czy się zgodzi. – westchnął HwiChan patrząc smętnie w sałatkę.- Tobie miałaby odmówić? – Lio uściskał przyjaciela, którego twarz zaczęła nagle wyrażać ogromne skupienie.- Wszystko przez was! – wymierzył oskarżycielski palec w Hero i JiWoona, którzy chwycili się za ręce.- Co znów zrobiliśmy? – westchnął JaeJoong opierając brodę na ramieniu Lio.- Przychodzę do was, patrzę, jacy jesteście szczęśliwi i też tak chcę. – fuknął.- Zwalaj na nas, jasne. – roześmiał się Hero. – Zakochałeś się i już.HwiChan uśmiechnął się mocno zarumieniony.- Mam nadzieję, że po tylu latach też będę, jak wy... – zmierzył ich uważnym spojrzeniem, a Lio i Hero popatrzyli na siebie nic nie rozumiejąc. – Ciągle wyglądacie, jakbyście się dopiero poznali. – parka roześmiała się zadowolona.- Czuję się, jak dziadek. – stwierdził JiWoon.- Ale ja jestem tego świadkiem! – zakrzyknął Max.- Ty nie jesteś niczego świadkiem! – zaooponował Hero wiedząc, że po Changminie można spodziewać się wszystkiego.- Za to ja chętnie będę twoim świadkiem, HwiChan. – odezwał się Taehwa biorąc na ręce Hikari.- Ja też! – dodał Lio obejmując JaeJoonga w pasie.- To będzie problem. – stwierdził chłopak.- Dlaczego? Wszyscy byliśmy świadkami Junho. – przypomniał Micky.- A właśnie... - KiHyun wziął na ręce synka, który z radosnym gulgotem podbiegł w jego stronę. – ... gdzie Junho? Nie lubi kuchni włoskiej?- Teściowie przyjechali. – wyjaśnił JaeJoong wyrywając kilka winogron z leżącej na stole kiści.- Zastanów się HwiChan. – szturchnął go Max. – Będzie żona, będą i teściowie.- Ja tam na moich nie narzekam. – oznajmił JiWoon.- Kto by narzekał na mamę Tsetsui!? – zawołał Junsu wzbudzając ogólną radość.©- Oglądasz to? – spytał JiWoon przechylając głowę w bok, żeby zerknąć na leżącego na kanapie Hero.- Mhm. – mruknął chłopak zerkając na ekran telewizora i nie przestając bawić się włosami Lio, drugą rękę podtrzymując śpiącą na jego piersi Yulim. Ciepłe powietrze wraz z bzykaniem świerszczy wpadało do pokoju; jednym okiem zerkał na telewizor, ale częściej jego wzrok zatrzymywał się na szkicowniku Lio, w którym chłopak projektował ubrania do przyszłej kolekcji.- Zrób dłuższe. – poradził sennym głosem przyglądając się koszulce.- Żeby ci się wygodnie nosiło? – uśmiechnął się Lio.- Dla mnie zaprojektujesz bieliznę. – zaczął się śmiać uważając, żeby Yulim się nie sturlała.- Jeśli potem urządzimy prywatny pokaz... – mruknął Lio, za co Tsetsua klepnął go w głowę i ułożył się wygodniej na poduszkach, obejmując delikatnie dziewczynkę. Spojrzał na program o jakimś, podobno świetnym, filmie, a oczy zaczęły mu się same z siebie zamykać.- Tsetsua, ty już śpisz! – głos Lio przywrócił go do rzeczywistości.- Wcale nie. – spojrzał na chłopaka przytomniej.- Wcale tak.- Miałem ciężką noc. – zerknął na Lio rozbawiony.- I ciężkie przedpołudnie. – JiWoon nachylił się do niego i cmoknął w usta.- Na co wy każecie patrzyć mojej córce?! – zbulwersowany Taehwa wkroczył nagle do salonu.- Niech się uczy. – Hero podniósł się na łokciu przytrzymując Yulim.- Jezus Maria! Czego?! – przeraził się Taehwa.- To ty się ucz. – zaproponował Lio. – Jakby Channie chciał buzi na dobranoc.- Wy razem jesteście niebezpieczni! – oburzył się Jin. – Mogę odzyskać córkę?- Czekaj. – JaeJoong podniósł ostrożnie Yulim i wstał z kanapy. – Pozwól mi ją położyć.- Nie powinienem... – mruknął Jin, ale już z twarzą rozjaśnioną uśmiechem.- Nie bądź taki, w końcu jestem ich wujkiem! – pocałował ziewającą dziewczynkę.- Śpiącym wujkiem. – stwierdził Lio układając porozrzucane kartki w szkicowniku.- JiWoon, ona zaśnie wcześniej ode mnie. – powiedział wpatrując się w dziecko. Córki Taehwy wydawały mu się wyjątkowo ślicznymi dziećmi, a zajmowanie się nimi było czystą przyjemnością.- Ty zaraz potem. – dodał Lio.- Tsetsua, tylko nie rozkładaj ty się na podłodze u nas. – przestraszył się Jin.- Spoko, nie naruszę waszej prywatności. – uśmiechnął się niewinnie i nie dając dojść do słowa chłopakowi popchnął go na taras.- Dobranoc, Lio! – krzyknął jeszcze w akcie rozpaczy Taehwa.©- Pieluchy, mleko w proszku, herbata owocowa, puder, oliwka... – wyliczał Max siedząc na tylnym siedzeniu dużego samochodu i z wyrazem ogromnego skupienia na twarzy, starał się spisać wszystko, co się skończyło, a było niezbędne.- Hikari potrzebuje nowych śpioszków. Te w pajace są już do niczego. – przypomniał Hero podając przyjacielowi butelkę z wodą. Było wyjątkowo ciepło i gdyby wybierali się na rajd po Seulu, pewnie odechciałoby im się zaraz po porannej prognozie pogody, ale zamierzali poszaleć tylko po dużej, klimatyzowanej galerii.- Spodoba ci się tam mała. – uśmiechnął się do dziewczynki, która pełna zdumienia przyglądała się samochodowym akcesoriom. – Jeszcze trochę, a nie będziesz chciała z nami tam jeździć...- Chyba, że z tobą... – Max przerwał wymienianie kolejnych, niezbędnych produktów. – Pomożesz im dobierać ciuchy, w końcu po coś masz kurs stylisty, prawda? – przypomniał chłopak celując w niego gumką od ołówka. – Zrobisz z tym coś? - W najbliższym czasie... nie. – przekręcił się do tyłu, żeby lepiej widzieć Changmina. – Za bardzo się rozleniwiłem. – wyznał. – Dopisz jeszcze truskawki! – przypomniał sobie nagle. – Zrobimy koktajl.- To mi się podoba. – ucieszył się Max.- Po piętnastu latach pracy, dwa lata urlopu to za mało. – wrócił do przerwanej myśli.- Prawda. – Channie schował kartkę do kieszeni. – Choć wiesz, czasem chciałbym...- Możemy ruszać! – JiWoon otworzył drzwi i wskoczył do samochodu, a za nim Taehwa z Yulim, która w ostatniej chwili zadecydowała, że musi mieć zmienioną pieluchę.- Gotowi? – Hero zerknął jeszcze do tyłu, czy bliźniaczki są zapięte w fotelikach, a Jin i Changmin ochoczo pokiwali głowami.Przekręcił kluczyki w stacyjce i ruszyli w stronę gigantycznych wieżowców i hałaśliwego centrum stolicy, która, gdy siedzieli we własnym ogródku, wydawała im się wyjątkowo odległa, niemal nierealna.- Pretty woman... la la la la la, pretty woman... – nucił Jin wyglądając przez okno.- Czy macie zniżkę też w części spożywczej? – zainteresował się Changmin opierając o fotel kierowcy.- Nie, tylko na ubrania. – pokręcił głową JiWoon.- Szkoda. – westchnął ciężko chłopak. – Teraz jest nowa seria jogurtów, można złożyć grę w pirata, pamiętasz Tsetsua? – wychylił się bardziej do przodu.- Pewnie, opanowaliśmy ją do perfekcji. – przyznał i delikatnie popchnął Maxa do tyłu, żeby nie zasłaniał mu lusterka.- A w zabawkowym? – spytał znów, nadal opierając się o fotel.- Tam możemy podyskutować. – oświadczył JiWoon śmiejąc się wesoło. - Może dadzą ci zniżkę na maskotkę.- Sobie też możesz kupić. – odparł Changmin ze złośliwym uśmieszkiem.Zjechali na szeroką trasę prowadzącą w głąb miasta i JaeJoong musiał teraz wyjątkowo skupiać uwagę, żeby nie wpaść na nic i nikogo i tylko jednym uchem słuchał Lio i Maxa, którzy debatowali o zabawkach z dzieciństwa.- Jesteśmy. – oznajmił parkując w podziemiach „Lotte youngplaza”.
- Chodźmy poszaleć. – Changmin raźno wyskoczył z auta, po czym zaczął rozpinać Hikari z różnych pasków i paseczków, chcąc ją przełożyć do nosidełka. Z drugiej strony Taehwa zrobił to samo. Hero zatrzasnął drzwi i zsunął z oczu przeciwsłoneczne okulary.- Masz. – Jin wcisnął Lio torbę w baloniki.- Prawdziwa wycieczka. – stwierdził Hero robiąc miny do Hikari, która nie mogła nadziwić się nowemu miejscu.- Przestraszysz ją! – stwierdził Changmin.- No wiesz!- Dalej, dalej! – zakomenderował Jin, gdy Yulim już wygodnie przylegała do jego piersi i ruszył przodem. JaeJoong włączył alarm i ruszył wraz z Lio za młodymi tatusiami.- Ale wyglądamy. – parsknął nagle JiWoon obejmując Hero ramieniem; chłopak uśmiechnął się wesoło wyobrażając sobie, jak z boku musi wyglądać czterech facetów z mnóstwem akcesoriów dla dzieci.©- Co tu tyle ludzi? – dziwił się Taehwa rozglądając po pierwszym piętrze domu towarowego. – Przecież to czwartek!- Dowiedzieli się, że my tu będziemy. – stwierdził Changmin rzucając oczami po kolorowych wystawach.- Tęsknisz za rozdawaniem autografów? – zaśmiał się Hero klepiąc go po plecach i ruszył do przodu.- Czasem jeszcze rozdaję. – oświadczył Max oburzony, że ktoś mógłby pomyśleć inaczej.- Na rachunku w banku. – zachichotał Taehwa. – Chodźmy szybciej, mamy tyle rzeczy do kupienia. – dopingował, zrównując krok z Hero.- Mamy cały dzień!- To nie wyścigi. – przypomniał mu Lio.- Gdzie pójdziemy na obiad? – spytał Max wyglądając przez metalowe barierki na parter, gdzie, prócz ogromnej fontanny, mieściły się też sklepy z drobiazgami i pizzerie.- Niedawno było śniadanie. – zdziwił się JaeJoong.- Właśnie, niedawno. – odwrócił się do nich. – Patrzcie, jakie fajne! – zawołał nagle i prawie tratując innych klientów dopadł do szyby wystawowej. – JiWoon, to nowa gra, chodź tu szybko! – machnął ręką na chłopaka i po chwili obaj wpatrywali się w rząd kolorowych pudełek, a Hero i Taehwa spoglądali to na nich, to na siebie.- Może się rozdzielimy? – zasugerował podchodząc bliżej. – Każdy załatwi, co chce...- Nie! Nie możemy! – Jin zamachał rękami tak gwałtownie, że Yulim zapiszczała niezadowolona. – Wybacz, skarbie. – pogładził ją po pleckach. – Musimy chodzić razem, mamy tyle rzeczy do kupienia, że kto to będzie nosił? – pytał, patrząc na nich uważnie.- Oczywiście. – pozostała trójka pokręciła głowami i ruszyła powoli wzdłuż sklepowych wystaw, przy których czasem się zatrzymywali.- Tsetsua, szukasz czegoś konkretnego? – spytał Lio chwytając go za rękę, gdy Hero, przy którejś z kolei wystawie kręcił niezadowolony głową.- Spodni. – powiedział ciągnąc chłopaka do kolejnego sklepu.- Po co? JiWoon ci zaprojektuje. – oświadczył Max przytrzymując rozmachane rączki Hikari.- Ale do tego czasu musiałbym chodzić goły. – zaśmiał się cicho.- Może to przemyślisz. – mruknął mu do ucha JiWoon, niby nachylając się do wystawowej szyby. JaeJoong uśmiechnął się do niego tak słodko, jak tylko potrafił.- Idziemy, bo jak Tsetsua zacznie przymierzać... – westchnął Changmin.- Gdzie ty znajdziesz spodnie na siebie? – zastanawiał się Jin wpatrując w biodra Hero.- W sklepie dla dzieci. – podpowiedział troskliwy, jak zawsze, Max.- Proszę cię! Przytyłem przecież! – oburzył się Hero, jak zawsze, tego nikt nie dostrzega!- Gdzie?! – Taehwa i Changmin zaczęli go oglądać ze wszystkich stron.- Bardzo śmieszne. – skrzywił się Hero.- Pewnie, będziesz się ubierał razem z Hikari i Yulim. – śmia...
alexkrycek