Feather Jane - Nieproszona miłość.pdf
(
2143 KB
)
Pobierz
(Microsoft Word - Feather Jane - Nieproszona mi\263o\234\346)
Jane FEATHER
NIEPROSZONA MIŁO
ĺĘ
Prolog
Sussex, Anglia, 1762
Trzej chłopcy wdrapywali si
ħ
po stromym, poro
Ļ
ni
ħ
tym traw
Ģ
zboczu na kraw
ħ
d
Ņ
urwiska nad
Beachy Head. Poryw wiatru chwycił latawiec unosz
Ģ
cy si
ħ
na jaskrawobł
ħ
kitnym niebie. Philip
Wyndham, p
ħ
dz
Ģ
c coraz szybciej, okr
ħ
cił sobie jeszcze raz link
ħ
wokół dłoni.
Gervase, najstarszy, przystan
Ģ
ł i zgi
Ģ
ł si
ħ
wpół, łapi
Ģ
c oddech z bolesnym
Ļ
wistem astmatyka. Cullum
wyci
Ģ
gn
Ģ
ł r
ħ
k
ħ
, by pomóc bratu wspi
Ģę
si
ħ
na szczyt, jego silne mi
ħĻ
nie bez trudu radziły sobie z
ciałem Gervase'
Ģ
mimo
Ň
e dzieliły ich tylko dwa lata. Obaj ze
Ļ
miechem dogonili Philipa.
Wszyscy trzej stali przez chwil
ħ
, wpatruj
Ģ
c si
ħ
w dół urwiska opadaj
Ģ
cego ku stercz
Ģ
cym ostrym
skałom, o które rozbijały si
ħ
fale.
Gervase przygarbił si
ħ
i wzdrygn
Ģ
ł, opuszczaj
Ģ
c w
Ģ
tłe ramiona. Urwisko miało dla niego
zawsze jak
ĢĻ
hipnotyczn
Ģ
moc. Zdawało si
ħ
zaprasza
ę
do skoku, do pod
ĢŇ
ania nieubłaganie
zw
ħŇ
aj
Ģ
cym si
ħ
tunelem w gwałtownym wirze wichru, ku pokrytym pian
Ģ
, wyszczerzonym kłom
w dole.
Cofn
Ģ
ł si
ħ
.
-
Moja kolej na puszczanie latawca.
Miałe
Ļ
go przez pół godziny - odezwał si
ħ
Cullum jak zwykle tonem nieznosz
Ģ
cym
sprzeciwu, równie
Ň
próbuj
Ģ
c uchwyci
ę
link
ħ
latawca.
Mewa sfrun
ħ
ła z urwiska, jej
Ň
ałobny krzyk podchwyciła druga, potem trzecia. Trzej chłopcy
chwiali si
ħ
, ka
Ň
dy ci
Ģ
gn
Ģ
c link
ħ
do siebie, a mewy kr
ĢŇ
yły nad nimi jak cienie na tle białych,
kł
ħ
biastych obłoków.
Cullum potkn
Ģ
ł si
ħ
i opadł na kolano. Kiedy wstał, Gervase wła
Ļ
nie rzucał si
ħ
, by chwyci
ę
link
ħ
,
któr
Ģ
nadal trzymał Philip zanosz
Ģ
cy si
ħ
ur
Ģ
gliwym
Ļ
miechem; Młodszy chłopiec przymru
Ň
ył
nagle ciemnoszare oczy. Kiedy Gervase skoczył do przodu,
Ň
eby złapa
ę
brata za nadgarstek, Philip
si
ħ
uchylił. Jego obuta stopa trafiła brata w łydk
ħ
.
Krzyk Gervase'a zmieszał si
ħ
z piskliwym wrzaskiem mew, po czym ucichł na zawsze.
Dwaj chłopcy spogl
Ģ
dali z kraw
ħ
dzi urwiska na nieruchomy kształt le
ŇĢ
cy daleko w dole, na
płaskiej skale. Fale lizały nankinowe spodnie Gervase'a.
- Ty to zrobiłe
Ļ
- powiedział Philip. - Podstawiłe
Ļ
mu nog
ħ
.
Cullum spojrzał na brata z przera
Ň
eniem. Byli bli
Ņ
niakami, ale podobne mieli tylko oczy - te
szczególne szare oczy Wyndhamów. Philip wygl
Ģ
dał jak aniołek z mas
Ģ
złotych loków
otaczaj
Ģ
cych kr
Ģ
gł
Ģ
twarzyczk
ħ
. Był szczupły, lecz nie tak chorobliwie w
Ģ
tły jak Gervase. Cullum
miał bezładn
Ģ
strzech
ħ
ciemnobr
Ģ
zowych włosów i wyraziste rysy. Był postawny i silny, a teraz stał
mocno wparty nogami w dar
ı
.
-
Widziałem ci
ħ
- powiedział Philip cicho, wci
ĢŇ
mru
ŇĢ
c oczy. - Podstawiłe
Ļ
mu nog
ħ
.
Widziałem.
-
Co ty mówisz? - wyszeptał ze zgroz
Ģ
.
Nie - szepn
Ģ
ł Cullum. - Nie, ja tego nie zrobiłem. Próbowałem wsta
ę
... a ty...
-
To ty! - przerwał mu brat. - Powiem im, co widziałem, i uwierz
Ģ
mi. Wiesz,
Ň
e tak b
ħ
dzie.
Patrzył na brata, a Cullum poczuł przypływ dobrze znanej bezradno
Ļ
ci, widz
Ģ
c zło
Ļ
liwy
u
Ļ
miech triumfu maluj
Ģ
cy si
ħ
na twarzy cherubina. Uwierz
Ģ
Philipowi. Jak zawsze. Wszyscy
zawsze wierz
Ģ
Philipowi.
Odwrócił si
ħ
i pobiegł skrajem urwiska, szukaj
Ģ
c zej
Ļ
cia, by dotrze
ę
do martwego ciała brata.
Philip stał, patrz
Ģ
c za Cullumem, dopóki ten nie znikn
Ģ
ł za kraw
ħ
dzi
Ģ
kilka metrów dalej. Przez
moment widział jeszcze palce czepiaj
Ģ
ce si
ħ
darni. Kiedy Cullum rozpocz
Ģ
ł karkołomne zej
Ļ
cie
ku skałom, Philip pobiegł po zboczu w stron
ħ
w
Ģ
skiej alejki prowadz
Ģ
cej do Wyndham Manor,
siedziby hrabiego Wyndhama. Ze łzami, które na zawołanie napłyn
ħ
ły mu do oczu, zamierzał
opowiedzie
ę
o strasznym wypadku pierworodnego syna hrabiego.
Latawiec, którego link
ħ
wci
ĢŇ
trzymał, zataczał koło wysoko w powietrzu.
Nieprawda. Miałem go trzyma
ę
przez pół godziny. - Philip wyszarpn
Ģ
ł r
ħ
k
ħ
, kiedy Gervase
si
ħ
gn
Ģ
ł po latawiec.
-
-
-
1
Londyn, luty 1780
Tłum zacz
Ģ
ł wypełnia
ę
ulice ju
Ň
przed
Ļ
witem. Ka
Ň
dy chciał zaj
Ģę
jak najlepsze miejsce przy drodze
do Tyburn, szcz
ħĻ
liwcy zdołali stan
Ģę
przy samej szubienicy. Pomimo sypi
Ģ
cego
Ļ
niegu i
porywistego wiatru panowała od
Ļ
wi
ħ
tna atmosfera: wie
Ļ
niacy przybyli na widowisko z
Ň
onami
dzielili si
ħ
zawarto
Ļ
ci
Ģ
swoich koszy z s
Ģ
siadami; dzieci p
ħ
tały si
ħ
w tłumie, goniły si
ħ
z
wrzaskiem; obrotni mieszczanie - szcz
ħĻ
liwi wła
Ļ
ciciele domów wzdłu
Ň
trasy przejazdu wozu z
Newgate - wykrzykiwali ceny za udost
ħ
pnienie miejsca w oknie lub na dachu.
Zapowiadał si
ħ
spektakl wart, by za niego zapłaci
ę
- egzekucja Geralda Abercorna i Dereka
Greenthorne'a, dwóch najsłynniejszych d
Ň
entelmenów z go
Ļ
ci
ı
ca, którzy przez całe lata
terroryzowali podró
Ň
uj
Ģ
cych przez wrzosowiska Putney.
- Mo
Ň
na by pomy
Ļ
le
ę
,
Ň
e skoro złapali tych dwóch, tamtego trzeciego te
Ň
nietrudno b
ħ
dzie im
schwyta
ę
- wymamrotała rumiana niewiasta z ustami pełnymi jedzenia.
Jej mał
Ň
onek wydobył z przepa
Ļ
cistej kieszeni paltotu flaszk
ħ
rumu.
- Nie
Lorda
Nicka,
kobieto,
zobaczysz.
Poci
Ģ
gn
Ģ
ł pot
ħŇ
ny łyk i otarł usta wierzchem dłoni.
- Wydajesz si
ħ
bardzo przekonany, panie - odezwał si
ħ
z tyłu głos z nut
Ģ
rozbawienia. - Czemu
Ň
to tak zwany Lord Nick ma by
ę
bardziej nieuchwytny od swoich nieszcz
ħ
snych kompanów?
M
ħŇ
czyzna popukał si
ħ
palcem w skrzydełko nosa i mrugn
Ģ
ł znacz
Ģ
co.
- Jest sprytny, rozumiesz pan. Sprytniejszy od stada małp. Za ka
Ň
dym razem wywija si
ħ
gwardzistom. Mówi
Ģ
Ň
e potrafi znikn
Ģę
w kł
ħ
bie dymu razem z tym swoim białym koniem. Zupełnie
jak Stary Nick, sam diabeł we własnej osobie.
Jego rozmówca u
Ļ
miechn
Ģ
ł si
ħ
kpi
Ģ
co, si
ħ
gaj
Ģ
c do kieszeni, by za
Ň
y
ę
tabaki, nic jednak nie
odrzekł. Stał blisko pierwszej linii gapiów, a poniewa
Ň
przewy
Ň
szał wzrostem wi
ħ
kszo
Ļę
widzów,
mógł nad ich głowami bez trudu dostrzec szubienic
ħ
. Wszelki
Ļ
lad u
Ļ
miechu znikn
Ģ
ł z jego twarzy,
gdy usłyszał pomruki podniecenia nadchodz
Ģ
ce od strony Tyburn Road - zbli
Ň
ał si
ħ
wóz ze
skaza
ı
cami. Robi
Ģ
c u
Ň
ytek z łokci, przepchn
Ģ
ł si
ħ
przez tłum do samego Tyburn Tree, za nic
maj
Ģ
c przekle
ı
stwa i utyskiwania.
John Dennis, kat, stał ju
Ň
na szerokiej platformie na kołach umieszczonej pod szubienic
Ģ
.
Otrzepawszy
Ļ
nieg z czarnego r
ħ
kawa, obserwował przez g
ħ
sto padaj
Ģ
ce płatki
Ļ
niegu przybycie
swoich klientów.
- Słówko, panie.
Dennis zaskoczony spojrzał w dół. M
ħŇ
czyzna w prostym, br
Ģ
zowym płaszczu i bryczesach utkwił
w nim przenikliwe spojrzenie szarych oczu.
- Ile za ciała? - spytał, wyci
Ģ
gaj
Ģ
c skórzan
Ģ
sakiewk
ħ
. Zabrz
ħ
czała przyjemnie, kiedy poło
Ň
ył j
Ģ
na dłoni, Dennis nadstawił wi
ħ
c uszy. Przyjrzał si
ħ
bli
Ň
ej m
ħŇ
czy
Ņ
nie i dostrzegł,
Ň
e jego ubranie
mimo prostoty było doskonale skrojone i uszyte z wy
Ļ
mienitego materiału. Koszula, cho
ę
bez
Ň
abotu, była nieskazitelna, a na przybranie kapelusza nie szcz
ħ
dzono srebrnej koronki. Ocenie
bystrego wzroku poddane zostały tak
Ň
e buty z mi
ħ
kkiej skóry ze srebrnymi klamrami. Rozbójnicy - a
przynajmniej pan Abercorn i pan Greenthorne - najwyra
Ņ
niej mieli maj
ħ
tnych przyjaciół.
- Pi
ħę
gwinei za sztuk
ħ
- odparł bez chwili wahania. - I trzy za ubrania.
Obcy wykrzywił wargi, przez jego twarz przemkn
Ģ
ł wyraz niekłamanego
niesmaku, ale bez słowa otworzył sakiewk
ħ
.
Dennis schylił si
ħ
z wyci
Ģ
gni
ħ
t
Ģ
r
ħ
k
Ģ
, a m
ħŇ
czyzna w br
Ģ
zowym odzieniu odliczył mu złote
monety. Nast
ħ
pnie odwrócił si
ħ
i przywołał czterech postawnych wozaków, którzy stali na
obrze
Ň
ach tłumu oparci o swe wozy.
-
Dostarczcie ciała do zajazdu Pod Królewskim D
ħ
bem w Putney - powiedział beznami
ħ
tnie,
wr
ħ
czaj
Ģ
c ka
Ň
demu po gwinei.
-
Jak nic b
ħ
dziemy musieli bi
ę
si
ħ
o nich z lud
Ņ
mi od chirurgów, panie -stwierdził jeden z
nich, mrugaj
Ģ
c oble
Ļ
nie.
-
Kiedy ju
Ň
b
ħ
d
Ģ
bezpieczni Pod Królewskim D
ħ
bem, dostaniecie jeszcze po gwinei -
powiedział chłodno m
ħŇ
czyzna w br
Ģ
zowym odzieniu. Odwrócił si
ħ
na pi
ħ
cie i zacz
Ģ
ł si
ħ
oddala
ę
,
przepychaj
Ģ
c si
ħ
przez tłum. Dostał to, po co tu przyszedł. Dopilnował, by ciała jego przyjaciół nie
dopadn
Ģ
sko
ı
czyły na stole sekcyjnym pod no
Ň
ami chirurgów, ale nie miał siły patrze
ę
na ich
Ļ
mier
ę
.
Udało mu si
ħ
dotrze
ę
w sam
Ļ
rodek tłumu, kiedy nasiliły si
ħ
głosy od strony Tyburn Road - zbli
Ň
ali
si
ħ
wi
ħŅ
niowie z Newgate. Wtedy okazało si
ħ
,
Ň
e nie mo
Ň
e zrobi
ę
ani kroku dalej. Otaczaj
Ģ
ca go
rozgor
Ģ
czkowana gawied
Ņ
napierała, byle znale
Ņę
si
ħ
jak najbli
Ň
ej szubienicy. Zrezygnowany,
próbował oprze
ę
si
ħ
poszturchiwaniom. Ludzie wspinali si
ħ
na palce, wpadali jedni na drugich,
złorzeczyli i wykrzykiwali, chc
Ģ
c jak najlepiej widzie
ę
.
- Zdejmij ten kapelusz, kobieto! - Ochrypłemu okrzykowi towarzyszyło dalekie od uprzejmo
Ļ
ci
szturchni
ħ
cie monstrualnej konstrukcji ze słomki i szkarłatnych piór.
Zion
Ģ
ca d
Ň
inem, rozw
Ļ
cieczona wła
Ļ
cicielka, purpurowa na twarzy
Ň
ona wo
Ņ
nicy obróciła si
ħ
i
pu
Ļ
ciła wi
Ģ
zank
ħ
soczystych wyzwisk rodem z Billingsgate, na co otrzymała podobn
Ģ
odpowied
Ņ
.
M
ħŇ
czyzna w br
Ģ
zach westchn
Ģ
ł, próbuj
Ģ
c osłoni
ę
nos przed odorem alkoholu i niemytych ciał
unosz
Ģ
cym si
ħ
w rozgrzanym powietrzu, pomimo ci
Ģ
gle padaj
Ģ
cego
Ļ
niegu i szalej
Ģ
cego
wichru. Co
Ļ
otarło si
ħ
o niego, przez kamizelk
ħ
poczuł lekkie mu
Ļ
ni
ħ
cie, które go zaalarmowało.
Poklepał si
ħ
dłoni
Ģ
po kamizelce, wiedz
Ģ
c ju
Ň
, czego nie znajdzie. Nie było zegarka.
W
Ļ
ciekły rozejrzał si
ħ
wokół, po morzu podnieconych, dysz
Ģ
cych twarzy o rozpalonych oczach
i rozdziawionych ustach. Jego bystry wzrok padł na zwrócon
Ģ
ku górze twarz tu
Ň
obok. Stała tak
blisko,
Ň
e kosmyk włosów o barwie cynamonu dotykał jego ramienia. Miała twarz madonny -
blad
Ģ
, o doskonałym zarysie, z szeroko rozstawionymi, piwnozłotymi oczami pod delikatnymi
łukami brwi. Wspaniałe, ciemnobr
Ģ
zowe rz
ħ
sy trzepotały, pi
ħ
kne usta dr
Ň
ały z przykro
Ļ
ci.
Nagle rozległ si
ħ
ryk:
- Uwa
Ň
a
ę
kieszenie!
Gdzie
Ļ
tu
jest
przekl
ħ
ty
złodziej!
Natychmiast podniósł si
ħ
chór oburzonych głosów, kiedy ludzie, macaj
Ģ
c si
ħ
po kieszeniach, zacz
ħ
li odkrywa
ę
,
Ň
e im równie
Ň
brakuje cennych drobiazgów.
Prawie w tym samym momencie dziewczyna stoj
Ģ
ca obok niego zachwiała si
ħ
, j
ħ
kn
ħ
ła i
upadłaby, gdyby odruchowo nie chwycił jej, zanim nie znikła w morzu nóg, pod ci
ħŇ
ko obutymi
stopami tupi
Ģ
cymi po bruku. Bezwładnie zawisła na nim, jeszcze bledsza ni
Ň
przedtem, z
kropelkami potu perl
Ģ
cymi si
ħ
na czole.
Zatrzepotała rz
ħ
sami i mrukn
Ģ
wszy: „Wybacz, panie", zacz
ħ
ła osuwa
ę
si
ħ
znowu mimo
podtrzymuj
Ģ
cej r
ħ
ki.
Podniósł j
Ģ
w gór
ħ
i trzymaj
Ģ
c w ramionach, ruszył przez tłum.
- Dajcie przej
Ļę
. Dama zemdlała - powtarzał co chwila, a jego ostry ton był na tyle skuteczny,
Ň
e udało mu si
ħ
wydosta
ę
z tłumu zaj
ħ
tego teraz spektaklem rozgrywaj
Ģ
cym si
ħ
na rusztowaniu.
Kiedy dotarł do miejsca, gdzie tłum zrzedniał, ryk widzów powiedział mu,
Ň
e oto platforma
została usuni
ħ
ta, a Gerald i Derek zawi
Ļ
li na szubienicy. Jego twarz spochmurniała, powieki na
sekund
ħ
przesłoniły oczy, szare i zimne jak arktyczny lód.
- Dzi
ħ
ki, panie. - Dziewczyna w jego ramionach poruszyła si
ħ
. - Zgubiłam przyjaciół w tym
Ļ
cisku i bałam si
ħ
,
Ň
e zostan
ħ
stratowana. Teraz jednak ju
Ň
sobie poradz
ħ
.
Jej głos był zaskakuj
Ģ
co gł
ħ
boki, o bogatej barwie. Spod aksamitnej peleryny, która rozsun
ħ
ła
si
ħ
, kiedy przeciskał si
ħ
przez tłum, ukazała si
ħ
skromna suknia z cienkiego mu
Ļ
linu z biał
Ģ
chusteczk
Ģ
dyskretnie osłaniaj
Ģ
c
Ģ
szyj
ħ
i dekolt, jak przystało młodej damie z dobrego domu.
Dłonie schowane miała w aksamitnej mufce. Spojrzała na niego i obdarzyła go dr
ŇĢ
cym u
Ļ
mie-
chem, kiedy zdawał si
ħ
nie mie
ę
zamiaru postawi
ę
jej na ziemi.
-
Jak zamierzasz odnale
Ņę
przyjaciół, pani? - spytał, rozgl
Ģ
daj
Ģ
c si
ħ
po napieraj
Ģ
cej znowu
ludzkiej ci
Ň
bie. - Mog
Ģ
by
ę
gdziekolwiek. To nie miejsce, by dziewczyna z dobrego domu
bł
Ģ
kała si
ħ
samotnie.
-
Prosz
ħ
, nie chciałabym ju
Ň
dłu
Ň
ej ci
ħ
kłopota
ę
, panie - powiedziała. -Jestem pewna,
Ň
e uda
mi si
ħ
ich odnale
Ņę
... b
ħ
d
Ģ
mnie szuka
ę
.
Poruszyła si
ħ
znowu, a on wyczuł,
Ň
e z wyra
Ņ
n
Ģ
determinacj
Ģ
próbuje si
ħ
uwolni
ę
.
Przez my
Ļ
l przemkn
ħ
ło mu pewne podejrzenie, kiedy przypomniał sobie przebieg wydarze
ı
.
Okoliczno
Ļ
ci były nad wyraz dogodne... ale nie, z pewno
Ļ
ci
Ģ
si
ħ
myli. To uosobienie niewinno
Ļ
ci,
o anielskiej twarzy i miodopłynnym głosie, nie mogłoby przecie
Ň
zr
ħ
cznymi palcami penetrowa
ę
kieszeni tłocz
Ģ
cych si
ħ
gapiów.
Pami
ħę
, nieproszona, podsun
ħ
ła mu obraz twarzy Philipa. Philipa, kiedy był dzieckiem.
Anielski, łagodny, przymilny, niewinny mały Philip.
ņ
adne z rodziców nie dałoby wiary
jakimkolwiek zarzutom wobec ich skarbu - ani rodzice, ani niania, ani guwerner, ani nikt ze słu
Ň
by
na
Postaw mnie, panie! -
ņĢ
danie dziewczyny, wyra
Ň
one tonem oburzenia, gwałtownie
przywołało go z powrotem do rzeczywisto
Ļ
ci.
-
Za chwil
ħ
- odparł z namysłem. - Ale najpierw skupmy si
ħ
na odnalezieniu twoich przyjaciół.
Gdzie dokładnie ich zgubiła
Ļ
?
- Gdybym to wiedziała dokładnie, panie, nietrudno byłoby mi ich odnale
Ņę
- zauwa
Ň
yła
rezolutnie. - Byłe
Ļ
niezmiernie uprzejmy i jestem pewna,
Ň
e mój wuj oka
Ň
e ci wdzi
ħ
czno
Ļę
za
uratowanie mnie. Je
Ļ
li podasz mi swoje nazwisko i adres, dopilnuj
ħ
, by dostarczono ci nagrod
ħ
.
Znów zacz
ħ
ła si
ħ
zaciekle wywija
ę
. On wzmocnił uchwyt, podnosz
Ģ
c j
Ģ
wy
Ň
ej i łagodnie
zaprotestował.
- Nie obra
Ň
aj mnie, szanowna pani. Tylko łajdak pozostawiłby niewinn
Ģ
dziewczyn
ħ
sam
Ģ
sobie w takich okoliczno
Ļ
ciach. -Rozejrzał si
ħ
wokół z niepokojem i ciekawo
Ļ
ci
Ģ
, - Nie, pani,
naprawd
ħ
musz
ħ
osobi
Ļ
cie dostarczy
ę
ci
ħ
rodzinie.
Znów na ni
Ģ
spojrzał. Kaptur peleryny zsun
Ģ
ł si
ħ
jej z głowy i
Ļ
nieg pokrywał błyszcz
Ģ
ce
br
Ģ
zowe loki. Na jej twarzy malował si
ħ
wyraz bezgranicznej irytacji, po bezradnej,
omdlewaj
Ģ
cej dziewicy w opałach nie pozostał nawet
Ļ
lad.
-
Mo
Ň
e gdyby
Ļ
powiedziała, jak si
ħ
nazywasz, mogliby
Ļ
my si
ħ
czego
Ļ
dowiedzie
ę
-
zasugerował delikatnie.
-
Octavia - powiedziała przez zaci
Ļ
ni
ħ
te z
ħ
by, błagaj
Ģ
c w duchu, by mu to wystarczyło i
Ň
eby
wreszcie postawił j
Ģ
na ziemi. Wtedy byłaby wolna i tyle by j
Ģ
widział. - Octavia Morgan. I
zapewniam ci
ħ
,
Ň
e nie ma najmniejszej potrzeby, aby
Ļ
mi dotrzymywał towarzystwa ani chwili
dłu
Ň
ej.
U
Ļ
miechn
Ģ
ł si
ħ
teraz ju
Ň
przekonany,
Ň
e miał racj
ħ
.
-
Mój ojciec jest badaczem historii antycznej - wyja
Ļ
niła odruchowo. Jej umysł pracował teraz
szybko, odk
Ģ
d zorientowała si
ħ
,
Ň
e ten m
ħŇ
czyzna si
ħ
z ni
Ģ
bawi. Tylko po co? Czy
Ň
by miał
zamiar wykorzysta
ę
jej bezbronno
Ļę
? W gruncie rzeczy nie sprawiał na niej wra
Ň
enia kogo
Ļ
, kto
byłby zdolny do zadania gwałtu młodej damie w trudnej sytuacji. Wygl
Ģ
dał i przemawiał jak
d
Ň
entelmen, cho
ę
jego prosty ubiór i niepudrowane włosy
Ļ
wiadczyły,
Ň
e nie jest bywalcem
modnego
Ļ
wiata.
Ale skoro tak, to dlaczego nie pozwala jej odej
Ļę
? Owoce jej porannej pracy spoczywały
ukryte w sakiewce przywi
Ģ
zanej w pasie i przylegaj
Ģ
cej do uda pod halk
Ģ
. Mogła si
ħ
gn
Ģę
do niej
przez rozci
ħ
cie w sukni umo
Ň
liwiaj
Ģ
ce jej takie przesuwanie rogówki, aby mogła si
ħ
zmie
Ļ
ci
ę
w
w
Ģ
skich drzwiach. Niemo
Ň
liwe, by wyczuł sakiewk
ħ
, nawet trzymaj
Ģ
c j
Ģ
tak, jak trzymał, ale czas
najwy
Ň
szy poło
Ň
y
ę
kres tej
Ň
enuj
Ģ
cej blisko
Ļ
ci.
Wyj
ħ
ła r
ħ
k
ħ
z mufki i grzbietem dłoni uderzyła go w brod
ħ
tak mocno,
Ň
e głowa mu
odskoczyła. Jednocze
Ļ
nie z całej siły ugryzła go w rami
ħ
.
Pu
Ļ
cił j
Ģ
jak rozpalon
Ģ
cegł
ħ
, a ona pop
ħ
dziła przed siebie, z rozpaczliw
Ģ
determinacj
Ģ
klucz
Ģ
c
w tłumie. Wiedziała,
Ň
e jest tu
Ň
za ni
Ģ
, czuła cichy,
Ļ
miertelnie niebezpieczny po
Ļ
cig.
Czmychn
ħ
ła w zaułek. Z trudem chwytała oddech, maj
Ģ
c nadziej
ħ
,
Ň
e zmyliła po
Ļ
cig, ale wtem
dostrzegła m
ħŇ
czyzn
ħ
z zaci
ħ
tym wyrazem twarzy u wylotu zaułka.
Zawróciła, aby schowa
ę
si
ħ
w
Ļ
ród ludzi, ale tłum zaczynał ju
Ň
rzedn
Ģę
. Widzowie egzekucji byli w awanturniczych
nastrojach, grzmiały podniesione, wyt
ħŇ
one głosy, co chwila dochodziło do utarczek w
Ļ
ród grup
osób staraj
Ģ
cych si
ħ
wydosta
ę
z placu. Tragarze lektyk oczekuj
Ģ
cy na klientów, zach
ħ
cali gło
Ļ
no
przechodz
Ģ
cych ludzi, by skorzystali z ich usług. Octavii prawie udało si
ħ
dotrze
ę
do pierwszej
lektyki. Ale gdy obejrzała si
ħ
przez rami
ħ
, modl
Ģ
c si
ħ
, aby jej prze
Ļ
ladowca został w zaułku, on
wci
ĢŇ
dotrzymywał jej kroku. Przepychał si
ħ
przez ci
Ň
b
ħ
bez po
Ļ
piechu, ale jakim
Ļ
cudem j
Ģ
doganiał. Było co
Ļ
nieubłaganego w tym zawzi
ħ
tym po
Ļ
cigu. Serce zacz
ħ
ło jej wali
ę
, ogarn
ħ
ła j
Ģ
fala paniki. Miała jego zegarek. Je
Ļ
li domy
Ļ
lił si
ħ
i teraz miał zamiar j
Ģ
schwyta
ę
i doprowadzi
ę
przed s
Ģ
d, niechybnie czekało j
Ģ
spotkanie z katem tak samo jak tych dwóch nieszcz
ħĻ
ników,
których egzekucja tego ranka dostarczyła ludziom tyle rozrywki.
Wsun
ħ
ła r
ħ
k
ħ
w rozci
ħ
cie spódnicy i namacała pełn
Ģ
sakiewk
ħ
. Tasiemki pod halk
Ģ
były
zawi
Ģ
zane z tyłu. Nie mogła si
ħ
gn
Ģę
do nich jedn
Ģ
r
ħ
k
Ģ
przez rozci
ħ
cie, nie mogła te
Ň
odwi
Ģ
za
ę
sakiewki i porzuci
ę
jej, nawet gdyby chciała. A ona nie chciała. Nie zniweczy jak tchórz efektów
porannej pracy. W sakiewce było do
Ļę
fantów, aby opłaci
ę
czynsz, wykupi
ę
z lombardu cenne
Och, jestem pewien,
Ň
e jest, panno Morgan. Octavia... có
Ň
za niezwykłe imi
ħ
.
w domu, w którym wszystko kr
ħ
ciło si
ħ
wokół Philipa.
-
-
Plik z chomika:
KA-KAA
Inne pliki z tego folderu:
Susan Connell - Niespokojny duch.pdf
(563 KB)
McReynolds Glenna - Ten przeklęty Carson.pdf
(729 KB)
Howard Linda - 01 - Barrie, zielonooka.pdf
(712 KB)
Feather Jane - Nieproszona miłość.pdf
(2143 KB)
Anderson Natalie - Mroczny sekret.pdf
(528 KB)
Inne foldery tego chomika:
- - - NAJNOWSZE FILMY 2018-2020 - PREMIERY
- FILMY 2021 PREMIERY CHOMIKUJ
- - - NAJNOWSZE FILMY 2021 - PREMIERY
- IGRZYSKA OLIMPIJSKIE
- FILMY CHOMIKUJ LEKTOR PL
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin