Granite Lake Wolves 03 - Vivian Arend - Wolf Games 1.pdf

(67 KB) Pobierz
686689150 UNPDF
Wolf Games
by
Vivian Arend
Rozdział 1
Maggie zawahała się gdy deptak pod nogami zamazał się.
- Wszystko w porządku?
Przytaknęła, ale ponownie chwyciła kilka tabletek z plecaka i przełknęła je
kilkoma łykami wody. Jej zawroty głowy stawały się częstsze. Czy
naprawdę nic jej nie było? Jeszcze nie, Ale lekarstwo może być bliżej niż
wcześniej.
- Poważnie mnie przerażasz. Gdybym lepiej nie wiedziała,
podejrzewałabym, że łykasz coś więcej niż ziołowe lekarstwo. - Pam
zablokowała jej drogę i przyjrzała jej się srogo. W końcu wydając się
usatysfakcjonowana, jej przyjaciółka chwyciła torbę gimnastyczną Maggie
z jej ramienia. - Skoro nalegasz, że musisz się wymoczyć zamiast uderzyć
w śpiwory, zamierzam być twoim Szerpą. Ty skoncentruj się na chodzeniu.
Nie chcę zastanawiać się jak znowu przenieść twoją żałosną dupę.
Maggie zachichotała słabo.
- Hej, to zdarzyło się tylko raz.
- Tak i raz wystarczy. Możesz wyglądać jak gałązka, ale jesteś cholernie
ciężka. - Pam puściła oko, następnie zaoferowała łokieć. - Potrzebujesz
dodatkowej ręki? Jestem tu dla ciebie.
- Nic mi nie jest. Potrzebuję tylko kilku godzin moczenia się. Gorące
Źródła Liard to trochę jak niebo na ziemi.
Szły w kojącej ciszy po drewnianej, szerokiej na cztery stopy, ścieżce
prowadzącej w dzicz północnej Kolumbii Brytyjskiej, letnie gorąco
wznosiło się nad nimi. Piękna pogoda podążała za nimi całą drogę z
Vancouver.
Jasne zielone kolory nowo wyrośniętej trawy po obu stronach deptaku
tworzyły odświeżającą duszę przerwę od betonu, który wypełniał świat
Maggie przez zbyt długo. Strzeliste świerki, wspaniały błękit
czerwcowego słońca, czyste, rześkie powietrze - wszystko to sączyło się w
jej krew jak tonik. Ciasno związany węzeł w jej sednie poluzował się i po
raz pierwszy od prawie dekady, nie sprzeciwiła się.
Jej wilk rozbudził się.
Oh, Boże, to wspaniałe uczucie. Maggie zatrzymała się w półkroku i
zamknęła oczy by pozwolić temu uczuciu przelać się przez nią. Otoczyć
ją. Jakby lodowa bariera roztrzaskała się, dreszcze rozeszły się po jej
kończynach. Elektryczne. Zachwycające.
- Cholera, masz jakiś atak czy coś? - Pam chwyciła jej ramię i lekko
potrząsnęła. Maggie walczyła żeby nie obnażyć zębów. Ponieważ to nie
tylko wystraszy człowieka, ale dowie się, że miała tajemnice, którymi nie
dzieliła się nawet z najlepszą przyjaciółką.
Były blisko przebieralni, wiejskich, kwadratowych budowli z ciętego
drewna. Hałasy plusku połaskotały uszy Maggie gdy tłumiła tęsknotę jej
kończyn, na którą nie chciała odpowiedzieć.
- Jestem tylko zmęczona. Niech dostanę się tylko do wody.
- Pieprzyć to. Ty miałaś... utopić. Po prostu... ostrożnie... diabla. - głos
Pam wznosił się i cichł z zasięgu słuchu Maggie. To było prawie
dezorientujące. Maggie patrzyła jak usta przyjaciółki ciągle się ruszają, ale
słowa znikały. Pozostał tylko głośny brzęczący hałas, jak rój much.
Maggie próbowała się nie roześmiać z śmiesznego wyrazu twarzy Pam
gdy machnęła ramionami szaleńczo i pacnęła kogoś wybiegającego zza
rogu pokładu otaczającego gorące źródła.
Kogoś? Maggie spojrzała mocniej przez mgłę unoszącą się przed jej
oczami. To nie była osoba, to chodząca ściana. Cholera, ten facet był
ogromny. Ociekał wodą od głowy do palców u stóp, wspaniałe tatuaże
wydawały się wić na jego tułowiu gdy sięgnął po nią.
Hmm... pachniał wyśmienicie.
Siła.
Bezpieczeństwo.
Uczucia szczęścia i zadowolenia przedarły się przez jej chaotyczne myśli.
Jej stopy wydawały się nie dotykać już ziemi, a świat lekko podskakiwał.
Otwarła lekko jedno oko i rozejrzała się. Nad nią, drzewa obracały się, a
mała chmurka ganiła po niebieskim niebie w niewyraźnej plamie. Ciepło
otaczało ją do szyi i westchnęła z zadowolenia. Stałe walenie
rozbrzmiewało echem w jej uszach, w jakiś sposób uspokajające.
A ten zapach? Oh tak. Wciągnęła głęboki wdech, wypełniając nozdrza i
ciesząc się sposobem w jaki jej usta wypełniły się śliną. To było jak
zasiadanie do dobrze wypieczonego steku, z wszystkimi ulubionymi
dodatkami. Najsłodszy deser, a za nim tuzin strzelców. Maggie ponownie
nieśpiesznie nabrała powietrza zanim przytulia się do najbliższego
dudniącego hałasu.
****
Erik spostrzegł kobiety, gdy przechadzały się w dół deptaka, jedna z nich
chwiała się z boku na bok. Roześmiał się cicho. Miał mały zestaw
podchmielonych kobiet, na które musiał uważać gdy się kąpały. Młodzi z
jego sfory, który z nim podróżowali, bawili się po lewej w zimnym basenie
naturalnych gorących źródeł. Pluskanie i gwizdanie roznosiło się w
powietrzu.
Wilki - to takie dzieci.
Brnął przez wodę w kierunku pokładu. Kobieta po prawej wyglądała
znajomo. Drobna, blondynka, młodzieńcze rysy. Gdyby była w
zaawansowanej ciąży mógłby przysiąc, że to Missy, Omega jego sfory,
chociaż ona nie była typem pijaka do upadłego. Wygląda na to, że pozna
powód swojego przyjazdu na północ wcześniej niż oczekiwał. To musiała
być Maggie, zmierzająca w jego kierunku.
Patrzył z rosnącym zaniepokojeniem jak kobiece ruch do przodu
powolnieją. To już nie był tylko podchmielony spacer, coś wydawało się
nie tak. Erik chwycił krawędź ogrodzenia, zastanawiając się czy powinien
zaoferować pomoc.
- Oh cholera, Pomocy, ktokolwiek. A niech to. Pomocy. - brunetka
machała rękoma, szalone ruchy przyciągnęły jego uwagę do drugiej
kobiety gay chwiała się na niepewnych nogach. Wyskoczył z wody, krople
rozpryskiwały się z jego ciała i wnikały w drewno pod stopami. Długie
kroki przywiodły go przez deptak w samą porę by pochwycić blondynkę
zanim upadła.
Jego świat przesunął się o trzy stopy.
Wstrząsy - jak małe elektryczne wiązki - pojawiły się tam gdzie ich ciała
się dotykały. Strużki przebiegły przez jego kończyny w górę kręgosłupa.
Mrowiąc. Drgając. Oh witaj, to było uczucie było całkowicie i wspaniale
właściwe.
- Dzięki - dostawała zawrotów głowy i nie chciałam żeby przewróciła się i
zrobiła sobie krzywdę. - ciemnowłosa kobieta ciągle mówiła bez sensu, ale
cała uwaga Erika skupiła się na pięknej kobiecie, którą trzymał w
ramionach. Odwrócił się i skierował z powrotem do wody, podejmował
kroki nadal trzymając ją w ramionach.
- Co ty do diabła robisz? Straciła przytomność. Musi oprzytomnieć i... -
przyjaciółka podążyła za nim do basenu, pociągając go za łokieć.
- Pozostać w cieple. Nie martw się, trzymam ją. - Erik nie zamierzał jej
puszczać. Nigdy. Ale prawdopodobnie to nie to chciała usłyszeć ta druga
kobieta. Usadowił się na jednej z zatopionych ławek rozsianych po
naturalnym basenie i ułożył swoją partnerkę w ramionach, jej głowę oparł
na jego piersi. Uczucie jej policzka na jego nagiej skórze sprawiło, że całe
ciało zareagowało.
Jego partnerka.
Niewiarygodne. Po tych wszystkich latach czekania i tęsknot, wpadła w
jego ramiona prosto z nieba. Na razie, wiedząc, że ona naprawdę istnieje
wystarczyło żeby zapragnął krzyczeć z radości. Poza tym, że on nie
krzyczał.
Raczej piszczący głos przedarł się przez jego wielką koncentrację i
przypomniał sobie o koleżance, teraz piorunującej go wzrokiem z
podejrzliwością. Wyciągną wolną rękę.
- Erik Costanov, z Alaski.
Brunetka zignorowała jego rękę.
- Pam. Myślę, że powinieneś mi teraz pozwolić zaopiekować się moją
przyjaciółką.
- Ja ją trzymam.
- Zauważyłam. Wolałabym żebyś jej nie trzymał. Po prostu zanieś ją do
schodów, a ja pomogę...
- Odpręż się. Nie skrzywdzę jej. - zamierzam zadbać o nią do końca
mojego życia. Ta myśl wysłała wystrzały przyjemności przez jego system.
W końcu. Jego partnerka.
- Naprawdę, nie jest mi wygodnie...
- Jej jest wygodnie. - to była prawda. Niewielkie naręcze blondynki
przytuliło się bardziej i serce Erika spuchło. To będzie wspaniale. Poza tą
częścią z mdleniem. Muszą dowiedzieć się co to spowodowało i...
Plusk wody trafił go w twarz.
- Hej, kolego. Dzięki że powstrzymałeś Maggie od uderzenia w ziemię, ale
teraz ja się nią zajmę. Rozumiesz? - Pam szarpnęła za jego ramię,
powodując wszędzie małe pluski.
Erik wziął głęboki wdech. Maggie. Miał rację. Roześmiał się na tą ironię.
Cały ten czas czekał, a jego partnerką była siostra Omegi. Dlaczego nie
wiedział?
- Słuchaj, panie, nie wiem co do diabła jest takiego zabawnego...
Cichy jęz wydobył się z Maggie.
- Pam, możesz przez sekundę przestać krzyczeć? Zabijasz mnie tutaj. - Oh
Zgłoś jeśli naruszono regulamin