Mail.doc

(177 KB) Pobierz

MAIL
cocoon



WSTĘP
  To był normalny poranek: po pobudce rytualne drapanie się po budzącym się razem ze mną jedynym moim kumplu, przyjacielu i kochanku w jednej osobie, który jako jedyny na całym świecie nigdy mnie nie zawiódł. Później jedyna krótka chwila pośród całego zjebanego dnia, w którym mogę pomyśleć nad moim marnym życiem i jakie zajebiste mogłoby być – czyli wizyta w kibelku. Mogę wtedy rozładować wszystkie drzemiące we mnie żądze: pomyśleć o tych niewyruchanych kurwach, które same się pchały do mojego wyrka, a którym – przez to moje pseudochrześcijańskie pierdolone wychowanie, z bokserkami, które pękały w szwach od samej myśli o tym, co mogłoby się wydarzyć – musiałem odmówić; potem wprowadzić się w melancholijny stan, myśląc o wszystkich gazetkach zbieranych od czasu, gdy odkryłem, że balony mogą służyć nie tylko do picia z nich mleczka, choć odruch ssący pozostał mi do dziś; oraz o mojej zajebistej wideotece (nawiasem mówiąc niejedna branżowa wypożyczalnia by się jej nie powstydziła), z ciężkim sercem oddana do innego świata (nie napiszę, że lepszego, bo nikt nie będzie ich tak kochał, opiekował się nimi jak ja), bo to bydło chodzące po domu spłacanym za moje ciężko zarobione pieniądze dało mi ultimatum: „W naszym wspólnym (kurwa, jakim wspólnym!) domu mogę być ja albo te twoje zboczeństwa!” Zboczeństwa – ja pierdolę, skąd ona bierze te swoje słówka? Z książeczki do nabożeństwa czy od Ewy Drzyzgi? Kurwa, czemu za młodu jest się takim głupim! Już po pierwszym miesiącu straciłem jakąkolwiek nadzieję, że ona choć w połowie dorówna Cindy – dla wyjaśnienia: to moja pierwsza miłość, która prawie dwadzieścia dwa lata temu (kurwa, jak ten czas popierdala!) zaznała moich soków; była już bardzo wygnieciona, z kartkami mocno klejącymi się; ech, mój pierwszy magazyn porno...
  Dobra, kończymy te przyjemności... Teraz, kurwa, następuje najsmutniejsza chwila podczas i tak chujowego dnia: jest to moment, gdy drzwi od klopka się zamykają i – pierdolony powrót do tej mojej smutnej rzeczywistości. Szybki prysznic, podczas którego nawet nie mam najmniejszej ochoty bawić się ze swoim snake. Pewnie teraz zadajecie sobie dwa pytania. Po pierwsze: kto to jest ten pierdolony snake i czy ten facet to kolejna ciota, która wkłada sobie węża od prysznica w dupę; i drugie: czy sobie facet nie wali pod prysznicem, bo już w kiblu się spuścił. Odpowiedź jest bardzo prosta. Na pierwsze: wierzę w waszą inteligencję niezniszczoną przez brazylijski syf. To jest tylko taka wkurwiająca podpucha, a nie  przesłodzona kolejna historyjka, którą można po szybkiej konsumpcji jeszcze szybciej wyrzygać. A co do drugiego, to jeszcze prostsze: po tylu latach, gdy pierwsze, co widzisz po przebudzeniu się, to ten sam parszywy ryj, to przez kilka godzin odechciewa się żyć, a co dopiero walić...
  Po około godzinie przychodzi czas na tak zwane śniadanie: breja, która jak wygląda tak i smakuje, potem sprawdzenie maili, pięć od przyjaciół, których tak naprawdę nie znam, trochę spamu... Ale co to: jest mail na skrzynkę tej larwy (będzie pewnie zadzierała pałę przez miesiąc, że ktoś do niej napisał!), która w kuchni pichci „zjadliwe”, a nawet może według jej zjechanej psychiki „pyszne danie”! Co tam, przecież mamy dzielić się wszystkim, nie mieć przed sobą tajemnic i inne takie brednie... więc – otwieram. W nagłówku: „Piotr i Adam – wideo”. Kto to jest, do cholery, ten Piotr i Adam(...)?
  Wszystko zjedzone i sprawdzone – to już prosta droga do opuszczenia tego syfu, który niektórzy nazywają domem. Potem półtoragodzinna jazda w korkach do pracy. Jeszcze tylko na pożegnanie najbardziej aseksualny niby-pocałunek udający niby-normalne życie i można wychodzić.
  Pomimo tego, że ten poranek zasadniczo niczym się nie różnił od pozostałych, to jedno się nie zgadzało: jest coś, co może zmienić całe moje życie...
  Tak na marginesie: mam na imię Michał, mam trzydzieści sześć lat, jestem wiceprezesem małej firmy, którą zakładałem wspólnie z przyjaciółmi ze studiów, mam dom, dwa nawalające samochody, żonę Jadwigę, zero dzieci, zero zwierząt i zero powodów, by żyć.

ROZDZIAŁ 1
  Pomimo, że ten dzień będzie inny, praca nie wskazywała na to – mnóstwo papierkowej roboty, którą i tak olewam i przez większość czasu gapię się na sekretarkę, która znowu przyszła w przykrótkim mini i w swoich koronkowych majteczkach (przynajmniej te półprzezroczyste paski mają je przypominać), i ze swoimi balonami, które aż proszą o wolność. Wyobrażam sobie, jakbym ją rzucił na moje prawie prezesowskie biurko, jednym męskim ruchem zerwałbym jej koronki, rozpiął bluzkę, wsadził swojego ogiera w jej idealnie ogoloną (co można dostrzec, gdy się schyla) wilgotną cipkę, i ujeżdżał, aż biurko by tak mocno trzeszczało, że można by myśleć, że błaga o litość. Później by mi go wzięła w swoje wyszminkowane usta, a ja, jako pan i władca, ręką dyktowałbym warunki. Chuj by mnie obchodziło, że się dławi. Pan każe, kurwa musi być posłuszna. Na koniec spuściłbym się jej do gęby i kazał wypolerować snaka swoim językiem. Po wszystkim bym ją wyrzucił jak zużytego kurwiszona. Chuj by mnie obchodziło, czy ktoś patrzy, czy nie. Niech się malutcy uczą!... Tak, pomarzyć można...            
  Jeszcze kwadrans i koniec pracy. Na dzisiaj pozostała mi jeszcze jedna rzecz: oddać szefowi jakieś dokumenty, które miałem przejrzeć, a do których, oczywiście, wcale nie zajrzałem. Georg (prezes) to prawie dwumetrowy Murzyn, którego poznałem na studiach i z którym miałem pokój w akademiku, całkiem spoko, ale z którym teraz jestem na pan. Że „służbowo” i wobec innych to podnosi nasz wzajemny autorytet. Więc – niech mu będzie! W tamtych czasach byliśmy najlepszymi kumplami. Nasz układ opierał się głównie na tym, że on wyrywał wszystkie dupy, na jakie tylko miał ochotę, a przy nim coś i dla mnie zawsze „skapnęło”. Również byłem jednym z nielicznych, który wie, że Georg od czasu do czasu nie pogardził chłopakiem.
  Jestem pod gabinetem, wchodzę. Georg siedział, jak zwykle, w swojej władczej pozie.    
  – Przyniosłem te papiery, o które pan prosił.
  – Hmm. I co pan o tym sądzi?
  – Yyy... No wie pan, yyy... – zacząłem się mieszać. – Według mnie...
  – Kurwa! Znowu to samo! Czy nic nie możesz zrobić dobrze, chociaż raz?  
  – Mogę!
  Nagle coś we mnie pękło. Nie myśląc długo, energicznym krokiem podszedłem do niego i zacząłem go namiętnie całować, tak, jak jeszcze żadną kobietę! Georg był zdziwiony, ale się nie opierał. Po chwili zdążył tylko powiedzieć:
  – Co ci, kurwa, odbiło...
  – Hej, sorry, nie wiem... Po prostu... ty...
  – Przecież masz żonę. Przecież ty nie jesteś...
  W tym momencie przerwałem mu ostro.
  – Wiem. Ale w tobie jest coś takiego... że... już dawno...
  – Ej, czy ty, czy ty chcesz...
  – Chcę... Nie, nie, nie mogę...!
  W powietrzu było czuć testosteron... W głowie miałem tysiące nieokreślonych myśli, ale pośród nich jedna była najsilniejsza: „Czy ty, czy ty chcesz...” – czy to miało znaczyć... że on byłby... że on jest chętny...?
  – Ej... nic nie powiem twojej żonie o tym, co się wydarzyło, to znaczy, bo nic się nie wydarzyło. Ale nie myśl... Całujesz bardzo dobrze, to znaczy, nie to miałem na myśli... Ja...
  Nie wytrzymałem. Tym razem pocałunek był bardziej zwierzęcy, a Georg władował mi jeżyk prawie do migdałków. Instynktownie zdjąłem z niego marynarkę i zacząłem rozpinać mu koszulę. Kurwa mać! Co za klata! Ja przynajmniej raz w tygodniu chodzę na siłkę, ale on wyglądał, jakby z niej nie wychodził! Na studiach nie wyglądał nawet w połowie tak dobrze jak teraz! Byłem nieźle narajany, ale był jeden problem: nie wiedziałem, jak takim mięchem się zająć! Dobrze wiem, jaką on ma pałę, nieraz ją widziałem, ale o mężczyznach zawsze myślałem w sposób aseksualny! A Georg był w stu, dwustu! procentach męski. Jego klata wyglądała jak dywan turecki (przecież nienawidzę, jak kobieta się nie ogoli, dlatego mojej żonie nie robiłem minety od prawie piętnastu lat, a co dopiero toooo!).
  Szef zauważył moją niepewność:
  – Kurwa, przestraszyłeś się? Jesteś mała cipka, czy co? Instrukcyjka obsługi dziewczynce potrzebna?  
  Ej, to było niżej pasa! Wszedł mi na przysłowiową pierdoloną ambicję! No to zaraz zobaczymy, jak będzie kwiczał z rozkoszy.
  Zacząłem od sutków. Zacząłem je ssać, gryźć, lizać jak tylko najlepiej potrafiłem (tak, jak tylko raz w życiu, gdy przed laty byłem zagrożony z tej cholernej matmy i do tego, a raczej od zadowolenia wykładowczyni zależało, czy zdam – zdałem na 4,5)... Po chwili big boss był oparty o ścianę, a ja lizałem go po całej klacie (nie taki wilk straszny... – jednym słowem było zajebiście!), przesunął ręce w górę... ja pierdole! co za widok! – napięte wszystkie mięśnie, ten moher! (po tej chwili stałem się wielbicielem dywanu), i pachy! Kurwa mać, po trzykroć: ach te pachy! Nie czekając długo, zacząłem je namiętnie lizać, najpierw w górę i w dół, przygryzałem je, ssałem coraz szybciej i szybciej! Widziałem rozkosz na jego twarzy, czułem dreszcze przechodzące po jego ciele. Po dłuższej chwili zabawy z pachami pomyślałem, że czas już nie męczyć tego jego drąga (a dobrze wiedziałem, jaki to kawał mięcha, przecież mieszkałem z nim cztery lata na studiach!). Schodziłem coraz niżej, zatrzymując się na chwilę na idealnym pępku i drylując w nim językiem jak w najdoskonalszej kobiecej brzoskwince. Widać, że mu się to podobało, bo w spodniach zaczęły puszczać szwy... I w końcu guzik, zamek – i stał przede mną tylko w obcisłych białych bokserkach, choć wyglądał w nich jak z młodszego brata! Można było w nich wszystko zobaczyć, całą maczugę! (końcówka wystawała mu z nogawki!). Nie wytrzymałem, gwałtownym ruchem ściągnąłem mu je i... Co za pała! Co ja z nią zrobię? Przecież nawet pół tego mięcha do gardła mi się nie zmieści! Ale – trzeba spróbować. Dotknąłem wargami końcówkę olbrzyma, i... nagły ból. Georg chwycił mnie za włosy i nie pozwolił mi wessać tej pały. Rzucił mnie na biurko i zaczął zdejmować mi spodnie. Kurwa, właśnie! Przecież ja jestem jeszcze ubrany! Energicznie zdarł ze mnie spodnie razem ze slipami, do kolan. Splunął na swoją niedźwiedzią łapę i zaczął nacierać mi tyłek i rozluźniać moją dziurkę.
  – Kurwa! Co ty chcesz zrobić? Popierdoliło cię?
  – Zamknij się! To jest polecenie szefa!
  Nie wiedziałem, co powiedzieć. Byłem strasznie przerażony! Ale przy tym podjarany, jak nigdy dotąd! Poczułem palec w moim tyłku, potem drugi i trzeci. Myślałem, że już od tego dupa mi pęka, a co będzie potem! Ale byłem jakoś dziwnie rozluźniony, a posuwiste ruchy jego palców w odbycie sprawiały mi przyjemność... Lecz poczekajmy na właściwego gościa. Czy będzie mnie tylko dupa paliła, czy może nie wytrzymam z bólu? Nagle wyjął palce... Domyślałem się, co mnie teraz czeka.
  – Ej, a masz gumkę? – wyjąkałem przerażony.
  – Co ty do mnie pierdolisz...?
  – No bo chyba tak wypada... – protestowałem bez przekonania.
  – Nie ufasz mi? Myślisz, że jestem brudny?
  Znowu nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Chyba najlepiej będzie poddać się jego woli...
  Poprawił mnie, przyłożył swoją lufę – i jak popchnął! Pojawił się zajebisty ból. Moje mięśnie naprężyły się do granic, zęby miałem tak mocno zaciśnięte, że mało mi szczęka nie pękła. I poczułem wchodzącego we mnie nieziemskiego murzyńskiego ogiera, którego Georg wpychał, na nic nie patrząc, coraz głębiej. Nie wiem, ile go we mnie wsadził, ale jedno jego zdanie sprawiło, że nie czułem się jak ostatni prawiczek:
  – Widzę, kurwa, że mnie okłamałeś. Przecież masz tak rozjebaną dupę, jak mało która kurwa.
  Nie wiem dlaczego, ale poczułem się dużo lepiej, jakby mnie te słowa dowartościowały. A Georg tuż potem – wjebał się we mnie do końca, pchał do oporu, nie bacząc, że jęczałem i postękiwałem. Myślałem, że zaraz popękam, jak baba przy porodzie! Wsadził. Całego!... Jego chujowe, twarde, pokręcone jak pierścienie łonowe włosy podrażniły mi jaja. Myślałem, że od razu się zleję. Wtedy, kurwa, zrozumiałem, co mógł czuć ten pierdolony Azja Tuhajbejowicz, jak go nabijali na pal! Ale on czuł sam ból, a do mnie poprzez ten ból przebijały początki rozkoszy...
  Pierwsze trzy pchnięcia były powolne, sam czułem własny opór mojej ciasnej dupy. Georg wcale się tym nie przejął. Po chwili pruł coraz szybciej. Jego wielkie, twarde jaja waliły mnie jak granaty. Pomyślałem, że na pewno będę miał fioletową dupę. Ale chuj z tym! Już mi zaczynało być dobrze, już mi się dupa dopasowała – i... doznałem szoku. Ile to trwało, niecałą minutę, i jak nim szarpnęło, jak się wbił we mnie, aż mi cała treść żołądka podeszła do gardła i... I w dupie poczułem ciepło. Czy to już wszystko?! Georg sapał jak lokomotywa, kilka kropel potu spłynęło mu z czoła, po czym szybko wyszedł ze mnie, ogarnął się, ubrał, zapiął... A ja stałem ze spuszczonymi spodniami, ze stojących chujem, ze spermą w dupie, która chyba mi zaczynała wypływać, bo cały rów zaczął mi się kleić, i nie wiedziałem co robić.
  Wtedy boss się odezwał:
  – Co się, kurwa, gapisz. Do łazienki, dupę sobie umyj! Jak chcesz, to możesz sobie tam zwalić przed lustrem. No już cię, kurwa, nie widzę! Słyszysz? Nie ma cię tu!
  Nie znałem go z tej strony, ale teraz wiem, czemu w akademiku wszystkie kurewki tak szybko od niego wychodziły. Ze spodniami w garści opuściłem jego biuro. Dobrze, że już nikt nie pracuje, oprócz nas oczywiście.
  – I pamiętaj, kurwa, że jutro masz delegację! – jeszcze doleciał mnie jego głos.
  Kurwa; pamiętam...
  W łazience nie zwaliłem sobie. W ogóle jakoś dziwnie się czułem. Fiut mi opadł, w jajach – jakby tam był jakiś żrący robal, miałem mdłości, czułem, jakbym miał poprzewracane wszystkie flaki, a żołądek pod samym gardłem. Szybko umyłem zbolały tyłek. Kurwa, ale bolało przy myciu! Nie mogłem się dotknąć! Potem – że z trudem stawiam nogi! Kurwa! Co jest! Muszę się zebrać do kupy! I – zebrałem się. Czym prędzej opuściłem biuro, z godnością, wyprostowany jak struna. Co boli, to boli, ale boli tylko dupa!
  To chyba jednak prawda, że pierwszy raz jest nieudany, ale pamięta się go do końca życia. Byłem szczęśliwy, że wreszcie to przeżyłem i nie cofnąłbym tego rżnięcia za żadne tysiąc dziewic! Ale nie czułem się spełniony. Chciałem więcej. I to dzisiaj, zaraz!  

  ...Tak na marginesie: jak czasami fantazje o seksie z sekretarką mogą się spełnić. Tylko problemem jest, kto tu jest tą przysłowiową sekretarką.

ROZDZIAŁ 2

  Jestem na ulicy. Mogę iść w lewo, w prawo, do przodu lub do samochodu i nie mam pierdolonego pojęcia, co robić. Samochód odpada – nie wysiedziałbym nawet pół godziny przed kierownicą i jakoś nie spieszyło mi się do domu. Postanowiłem poddać się instynktowi. Poszedłem w lewo, potem znowu w lewo, kurwa, czy ja gdzieś dojdę...
  Gdy byłem przy kolejnym rozwidleniu, zobaczyłem małe wejście do piwnicy. Była to gejowska spelunka na tyłach budynku, w którym pracuję. Czy poszedłem tu specjalnie, czy moja psycha sprawiła mi takiego figla? Wkurwiało mnie, że w tej chwili jedyną rzeczą na tym pierdolonym świecie było znaleźć się w tym klubie! Ale jednak coś mnie powstrzymało. Zrobiłem dwa kółka dookoła bloku i gdy już miałem zrezygnować, zobaczyłem, jak mój big boss wychodzi z tą pizdą sekretarką! – co, do kurwy nędzy, się dzieje? Dlaczego ona wsiada do jego samochodu? Chciałem podejść do nich, ale przecież nie jestem jakąś zazdrosną szmatą i od początku wiedziałem, że to, co miałem przed chwilą z szefem to jednorazowe dymanko bez zobowiązań. Ja pierdolę!... No, skoro on może, to ja też! Postanowiłem, że w tym klubie pokażę, na co mnie stać. Tylko komu... Wchodzę!
  Kurwa, ale syf! W tym momencie doceniłem to, że ten kurwiszon boss robi to w domu. Ale powiedziało się A, trzeba powiedzieć... nie, nie B, tylko ostre rżnięcie! Dobra, rozejrzyjmy się: przy stolikach kilka par, które myślą, że do końca życia zaliczać będą tylko siebie nawzajem, a przynajmniej tak mi się wydaje po ich mdłych spojrzeniach – w końcu jako heteryk (chyba) mam tylko porównanie ze spojrzeniami par mieszanych. Dalej kilka ciot, które bym nie dotknął, gdyby to się miało skończyć ruchaniem tego pasztetu. Jakieś standardy muszą przecież być. Przy barze dwa młodziaki wyglądający tak, jakby odpowiedniejsze dla nich było czytanie bajeczek na dobranoc przez mamusię, niż ten bar. Był barman, niezłe ciacho, ale widać, że bardziej niż mierzenie wzrokiem towarów interesuje go napełnianie kufli piwem. Był jeszcze... E, szkoda gadać. Cholera, czy to już wszystko? Chyba dziś z dymanka nici, a przynajmniej w tym miejscu. Więc wypiję tylko piwko i już mnie nie ma.
  Gdy został mi jeden łyk, nagle ktoś się do mnie odezwał:  
  – Cześć.
  – Cześć... Kurwa, mówisz do mnie? – spojrzałem w bok. To był jeden z tych dwóch dzieciaków, wizualnie ten młodszy.
  – A widzisz jakiś inny interesujący obiekt w tej spelunie?
  – Interesujący? O mnie mówisz? – zmieszałem się trochę, choć mi to pochlebiło. – Więc wyjaśnijmy sobie od razu: jeśli jesteście do zerżnięcia, to... ja nie chcę mieć prokuratora na karku.
  W tym momencie barman, pochylony nad moim uchem, cicho wtrącił.
  – Nie martw się. Nieletnich nie wpuszczamy. Są w porzo. Sam sprawdziłem, od przodu i od tyłu, i polecam – uśmiechnął się. – Jak chcesz, to się częstuj.
  Odebrało mi mowę. Jeszcze raz popatrzyłem na nich. Ja wpadłem w oko takim dwóm młodziakom?
  – Skoro sprawy urzędowe mamy za sobą – odezwał się ten wyglądający poważniej – to może pójdziemy na dół, do natrysków, świętować zwycięstwo?
  – Skoro zwyciężyliśmy... – w końcu wydusiłem z siebie to jedno zdanie.
  Droga po schodach w dół nie była długa i mało z niej pamiętam. Pomimo że korytarz i natryski były w gorszym stanie niż lokal, miałem to wszystko w dupie. Czułem tylko rosnące podniecenie. Młodziaki jak ciacha! Naprawdę!
  Zaczęliśmy się rozbierać. Milczenie przerwał jeden z nich, ten młodszy:
  – Jestem Szymon, a to jest Mirek.
  – Aha... Michał...
  Pomimo podniecenia, nie czułem, że zaraz czeka mnie rżnięcie. Myślałem, że będziemy się nawzajem pieścić, całować, podniecać. Od samego początku wyglądało to tak samo, jak po siłce, gdy idzie się z kilkoma gostkami pod prysznic. Czy o to im chodzi, czy to ma być zwykły natrysk, mycie? Nie wiedziałem, co robić, czy przejąć inicjatywę i zająć się nimi już teraz, czy jeszcze nie. Postanowiłem poczekać na samoistny rozwój wypadków. Ale pooglądać takie ciacha też można. Na początku Szymon zdjął koszulkę. O kurwa, wyglądał naprawdę bardzo młodo, zero owłosienia, tylko drobny meszek pod pachami. U Mirka było lepiej. Chociaż klata też gładka jak dupcia niemowlęcia, to poniżej pępka szła ścieżka włosków, które już mnie pobudziły. Przyszedł czas na danie główne. Pierwszy swoją męskość pokazał Mirek. Penis na oko piętnaście centymetrów, ale okaz dość gruby. Pierwsze, co pomyślałem, to to, że po maczudze George'a, takiego pewnie bym nawet w dupie nie poczuł. Ale też, choć nie wiem czemu, bardziej mnie on jarał niż kutas szefa i miałbym na niego ochotę! Przyszedł też czas na pałę numer dwa. Szymon był bardziej obdarzony, miał dłuższą fujarę, ale jakąś taką chudą, i ta mnie zdecydowanie mniej jarała. Zawsze myślałem (nie wiem czemu), że im dłuższy, tym mocniejsze podniecenie i większa przyjemność (temu jednak jakoś wyraźnie brakowało proporcji). Zapatrzyłem się na nich, a szczególnie na Mirka, gdy usłyszałem:
  – A ty się nie dołączysz?
  Jakbym się obudził. Dopiero spostrzegłem, że Szymon i Mirek już są pod prysznicem, a ja ciągle jeszcze siedzę na ławce. Nie czekając długo, ściągnąłem swoje gacie i przyłączyłem się do młodziaków. Jak łapczywie skoczyli wzrokiem na mojego gada! – co wcale mnie, kurwa, nie zdziwiło. Ja przy nich i mój to jak oni obaj razem. Ok.! Stanąłem przy nich i myjąc się czekałem na to, co nieuniknione. Czekałem i czekałem, byłem już cały mokry, a tu nic! Co, nagle im, kurwa, brakło odwagi? Stchórzyli przed moim snake'm? Ale jeszcze poczekam. Nigdzie mi się nie spieszy. Wziąłem mydło i zacząłem się namydlać. Jak zwykle, znowu byłem o kilka czynności w tyle za nimi (jeszcze nie byłem w mydlinach). Instynktownie odwróciłem się i zacząłem sobie polerować moje klejnoty rodzinne. Wtedy poczułem czyjeś ręce na moim karku. Któryś z chłopaków zaczął mnie masować, a robił to bosko! Pomału odpływałem, a gdy poczułem słodkie całuski na karku i ramionach, odwróciłem się. To był Szymon. Mirek bawił się swoim małym, naciągał go i prostował (kurwa, ładnego ma tego kutasa!), patrzył na nas i uśmiechał się. Szymon zaczął mnie namiętnie całować. Nie byłem mu dłużny. Strugi wody spływały po nas i sprawiały, że atmosfera stawała się coraz duszniejsza i bardziej gorąca. Całując się z Szymonem, co chwilę spoglądałem na mojego Adonisa, stojącego nieopodal. Kurwa, ależ mnie podniecał, razem ze swoim ślicznym kutaskiem, prostym jak strzała, który był wymierzony dokładnie we mnie! Chciałem go mieć jak najszybciej, ale Szymona tak po prostu od siebie nie odwalę! Bo nawet nie spostrzegłem się, kiedy Szymon zaczął ciągnąć mi druta. Widać było, że wie co robi i że żadna wielkość nie jest dla niego problemem. Moje biodra zaczęły się poruszać jak podczas samby. Ja pierdolę! Nie wytrzymam tak długo! Szymon spostrzegł, co się szykuje. Wyjął go z ust i powiedział:
  – Nie tak szybko. Jeszcze się tu przyda. A teraz złaź do parteru, pora się odwdzięczyć – i ugiął mi ramiona, a ja zrobiłem tak, jak powiedział. Nie byłem w tym wprawiony (zasadniczo to była pierwsza moja laska), ale widać, że nie było źle.
  – Tak, weź go całego... Jesteś zajebisty... Tak, chce cię rżnąć w gardło. Tak, dobrze. Mocniej. Mocniej! - słyszałem nad sobą, a  jego ramiona popychały mi głowę bardzo rytmicznie. To nawet było dobre. Kurwa, ta jego chuda dziewiętnacha rzeczywiście pędzluje mi gardło! I było mi zajebiście! Nie wiedziałem, że robienie loda może sprawiać taką frajdę. Jedyne, co mnie wkurwiało, to to, że on sobą zasłaniał mi Mirka! Więc zassałem go mocniej i szybciej obracałem językiem i już po chwili tej przyjemności usłyszałem:
  – Wyjmuj, dochodzę. Chcę ci się spuścić na klatę.
  Ok! Zrobiłem tak, jak powiedział. Jeszcze tylko kilka ruchów ręką i jego gęsta sperma strzeliła na mnie, sklejając moje średnio bujne owłosienie. Wycisnąłem z niego wszystko do końca! Jeszcze tylko długi pocałunek, w trakcie którego moja ospermiona klata była potraktowana jak ciasto do wyrobienia. Zajebiste uczucie. Męsko masując, zmył całe swoje soki ze mnie.
  Teraz została mi ta wisienka na torcie – Mirek.
  – Widzę, że czekasz na swoją kolej – powiedziałem i od razu zaczęliśmy się namiętnie lizać. Mirek zaczął schodzić coraz niżej i niżej, dopieszczając każdy kawałek mojego mokrego ciała. Gdy już doszedł do strefy zero, nagle coś mnie podkusiło:
  – Nie... – sam się zdziwiłem, że to powiedziałem. – Chcę, żebyś ty mnie tym złotym ptakiem wyruchał. Od razu. Bez gadania i bez tego całego migdalenia – i mocno ścisnąłem mu fiuta.
  – Kurwa... Jestem za...! No to łapy na ścianę, dupa do mnie... Kurwa, jesteś facet marzenie! – i przejechał swoim ptakiem po moim rowie, aż mi się podwójnie gorąco zrobiło. Ja pierdolę! Ja też jestem za! Niech wsadza, już! Jestem gotowy!... No co jest? Czekam i czekam, a tu nic! Co, on mnie będzie palcem rozluźniał? Na chuj mu to!... No na co on czeka! Jeszcze nim jeździ, jeszcze nim mojej dziury dotyka i nie wsadza? Kurwa, co to ma być? Co on odpierdala, na czułości mu się zbiera? Odwróciłem głowę i – zobaczyłem, jak Szymon właśnie wraca z tego korytarza. Coś trzyma w garści. Co się tu, do kurwy nędzy, dzieje? Aha! Wszystko jasne. Tam w rogu stoi automat do gumek. Kurwa, dlaczego wcześniej go nie zauważyłem? Pomimo że wyobrażałem to sobie inaczej, że się po prostu wpierdoli we mnie na żywca, poczułem dziwną ulgę. Kurwa, nareszcie! Pewnie nie dowierzał, że w całym moim życiu moja dupa miała tylko jednego kutasa, i to przed chwilą, i to na krótko. Mądry chłopak! Chwilę później jego kutas był już ogumiony. No to... Przyłożył się, ustawił i – jak się we mnie wpierdolił! Od razu po samego wora! Myślałem, że mi jaja odpadną, tak mnie wewnątrz rozdarło. A wydawało mi się, że co to tam taki ptaszek. Kurwa, poczułem go! A chłopak od razu zaczął mnie ruchać tak, jakby był wyposzczony od kilku miesięcy. Kurwa, nie wiedziałem, że takie zwykłe piętnaście czy szesnaście centymetrów może dać więcej niż monster cook mojego czarnego szefa! Chyba jestem w niebie! Ja pierdolę! Jak on to robi, że z każdą chwilą włącza szybszy bieg... Miało być bez gadania, ale słowa same cisnęły się mi na usta. Kurwa mać, co chwilę powtarzałem jakąś pierdoloną mantrę typu: dobry jesteś, kurwa, jeszcze mocniej, szybciej! Tak...!
  Widać, że jemu też się to podobało, bo tempo jazdy cały czas rosło, a z jego ust w odpowiedzi padały urywane słowa:
  – Szybciej? To masz! Taki, co dopiero wyskoczył spod prokuratora, pokaże ci, jak powinno się jebać. Jeszcze mocniej? Masz!
  Ja pierdolę! Jakbym był w transie! Kręciłem dupą jak kurwa na zarobku, a on jebał równo, z poklaskiem brzucha o moją dupę! Pierdolony długodystansowiec, wytrzymuje dłużej niż myślałem. Ile to już, kurwa, trwa? Dobre pięć minut! No i niech trwa! Jest bosko! To nic, że już mnie dupa bolała, że już mnie w jajach swędziało, że już mi pyta drętwiała, a nie mam trzeciej ręki, żeby ją walić! Ale już po jego ruchach i oddechu czułem, że nadciąga koniec. I jak się we mnie wjebał, jak we mnie dobił! Nie wyjął. Tylko podbijał biodrami, a ja czułem prężące się zrywy jego wspaniałego ptaka i pomimo gumy drugi raz dziś dupę wypełniło to błogosławione ciepło. Ale trudno... Wyszedł ze mnie. Kurwa, guma wypełniona po brzegi! Co za spermiarz! Posłałem mu gestem wyrazy uznania. Zasłużył sobie.
  Zmyliśmy resztki podniecenia z naszych dopieszczonych ciał. Szymon i Mirek po chwili już byli ubrani i stali przy wyjściu. Znów byli szybsi. Szymon podniósł piątkę:
  – Zajebiście, że tu byłeś. Chyba sam się przekonałeś, kurwa, że prokurator już dawno na nas łapy nie trzyma.
  Z tym oczywiście natychmiast się zgodziłem.
 – Jak będziesz chciał więcej, to my jesteśmy tu często, i są tu jeszcze inne pokoje. Wpadnij kiedyś – dołożył Mirek i już ich nie było.
  Zostałem sam. Pora się zbierać. Teraz tu sam nie będę grzał gruchy. Wytarłem się dokładnie, zacząłem zakładać majtki, ale usłyszałem, że ktoś idzie. Czy wracają...? Nie zdążyłem wciągnąć bokserów, a w drzwiach pojawił się barman. Trochę się speszyłem.
  – Nie spinaj się, spoko. Przecież obaj jesteśmy dorośli – powiedział. – O tej porze nie ma ruchu, więc zamknąłem na chwilę i przyszedłem się przepłukać.
  – Tylko się ubiorę i już mnie nie ma.
  – Pali się? Dzieci ci w domu płaczą? Roman jestem – powiedział i wyciągnął do mnie swoją wielką łapę. Jego uścisk prawie zmiażdżył moją też niemałą rękę.
  – Michał – odpowiedziałem. Czy to znaczy że znowu mi się poszczęści...? Ale Roman szybko rozwiał moje domysły.
  – Tylko nie myśl, że będzie jakieś dymarko. To znaczy, jesteś w moim typie, masz zajebiste ciało, ale przysiągłem sobie, że już nie będę się pieprzył z nowo poznanymi. No wiesz, klientów przychodzi dużo i jest dużo okazji... To znaczy, nie tak to miało zabrzmieć. Ja po prostu chcę kogoś najpierw trochę poznać, zanim, rozmumiesz... Może następnym razem, jak przyjdziesz...
  – Dobra. Rozumiem. Już wychodzę. Co się, kurwa, tłumaczysz...
  – Kurwa, nie o to mi chodzi. Możesz zostać! Możesz przy mnie powalić... Kurwa, no co ja, sory, wychodzę na pierdolonego zarozumialca. Nie o to chodzi...
  – Rozumiem. Spoko, każdy by chciał przy tobie zwalić, takie ciało... – dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że on już jest nagi. Jaki napakowany! Przypominał mi białą wersję George'a. Mięśnie twarde jak skała, mocne owłosienie, pała jak Pałac Kultury... Mój drąg aż sam się podniósł.
  – Widzę, że zostajesz – uśmiechnął się, ruchem głowy wskazując mojego snake'a.
  – To już nie zależy ode mnie – nagiąłem pytę i puściłem, a ona zakołysała się sprężyście.
  Roman zagwizdał pod nosem.
  – Wiesz, dlaczego tu jestem? – powiedział podchodząc bliżej. – Młodziaki, wychodząc, podnieśli kciuki i pokazali na dół, że jesteś cool. Chciałem to sam potwierdzić. I potwierdzam.
  – No, kurwa... Ty też, co do nich, miałeś rację. Ale twoja pała a moja...
  – Moja jest za duża. Wybryk natury. Dwadzieścia osiem... Po co?
  – O kurwa... – popatrzyłem z uznaniem i podczas gdy on zaczął namydlać swoje męskie ciało, ja zacząłem trzepać gruchę. On patrzył na mnie, ja na niego. Jaki opanowany! Żeby mu pała nie stanęła, jak przy nim ktoś wali? Ale dowiedziałem się, dlaczego. Opowiedział mi, że kilka lat temu grał w filmach porno, w dobrych wytwórniach w Berlinie i w Wiedniu (to mnie akurat zbytnio nie zdziwiło). Pała ma stać wtedy, kiedy jest potrzebna. Tego się tam musiał nauczyć. I nauczył się. Stawiać pałę bez potrzeby to strata energii i sił witalnych, a te w takich filmach są bardzo potrzebne (o tym nie wiedziałem, ale przyznałem mu rację). Tam na planie poznał faceta, z którym świetnie się dogadywali. Coś między nimi zaiskrzyło i seks przed kamerami był najprawdziwszym seksem, jaki sobie można wyobrazić. Potem obaj już nowej umowy nie podpisali i zostali razem. Ale po roku się rozstali... Wrócił do kraju, teraz robi za barmana, żeby po prostu być między ludźmi, bo kasy trochę odłożył, nie rozpierdolił wszystkiego i dobrze mu się żyje.
  – Takie popierdolone jest życie – podsumowałem te jego rewelacje.
  – A ty jak?
  – Ja...? – i opowiedziałem mu bez żadnych ceregieli, że jestem żonaty, ale mi to już zbrzydło i szukam nowych wrażeń. Odpowiedział, że słyszał wiele podobnych historii, a ja, naiwnie myślałem, że żonaty facet, który pieprzy się z innymi facetami nie jest tak powszechnym zjawiskiem. Zdziwiony był tylko, gdy opowiedziałem mu o mailu, który odkryłem w skrzynce mojej żony. Po wysłuchaniu tych rewelacji na 90% stwierdził, że chyba zna tego Piotra i Adama – gości z maila. Ale więcej nic nie chciał powiedzieć. Kurwa, czy to znaczy, ze tylko ja ich nie znam? A może właśnie powinienem! – i przyspieszyłem grzanie gruchy. Już czułem, że długo nie wytrzymam. Wtedy mokry barman podszedł do mnie, odstawił moją łapę, złapał mojego chuja w swoją namydloną grabę i zaczął mi jechać, aż miło. Nie musiałem mu nic mówić, wyczuł mój finał, skierował snake’a w moją stronę, na mój brzuch – i znowu byłem obryzgany spermą.
  – Teraz to musisz się umyć. Wracaj pod prysznic – powiedział.
  Skorzystałem z wielką ochotą. Myliśmy swoje nagie ciała nawzajem, bez żadnych pieszczot, bez całowania, bez seksu. Mył mojego drąga jak swojego. Zdziwiło mnie, że jak na takiego wielkiego faceta obchodził się z nim bardzo delikatnie. Po dzisiejszej ostrej jeździe właśnie tego mi było potrzeba. Ja odwdzięczyłem mu się tym samym. Kurwa, co wrażenie, trzymać takie mięcho, odwijać mu skórkę, namydlać, spłukiwać... Drażniłem go pod napletkiem i po jajach, ale, kurwa, odporny! Nie zareagował! Potem wytarliśmy się nawzajem i ubrali.
  – Muszę wracać do góry – powiedział. – Jak następnym razem przyjdziesz, to może dojdziemy do kolejnej bazy. Chciałbym, kurwa, co będę krył, interesujesz mnie.
  – Kurwa... Chyba z wzajemnością – odpowiedziałem, gdy już wychodził.
  Chciałem, żeby ten następny raz nastąpił jak najszybciej. A tymczasem przede mną perspektywa powrotu na to pierdolone rodzinne łono. Nawet nie wiem, kiedy zrobiło się tak późno.
  Znowu dom. Koniec dzisiejszej sielanki. Pora na potwora.
  – Kochanie, wróciłem. Jesteś?
  – Gdzie ty się szwendasz! Co się stało? Piłeś?
 ...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin