R13.txt

(31 KB) Pobierz
ROZDZIA� TRZYNASTY
TAJEMNICA ORLEGO GNIAZDA � DWUZNACZNA ROZMOWA Z MARCHANTEM � RYZYKOWNY POMYS� YVONNE � KIM OKAZA� SI� MURARZ � K�OPOT ZE STAR� DAM� � W LOCHACH STAREJ BASZTY � POGRӯKI FANTOMASA � DEMASKUJ� TAJNEGO KORESPONDENTA � KATASTROFA KOLEJOWA
Za bram� Orlego Gniazda kry� si� uroczy, niemal rajski zak�tek. Oto w du�ym czworoboku wysokich �redniowiecznych mur�w, w s�siedztwie ponurego don�onu, sta�a nowoczesna willa w stylu maureta�skim, tak bia�a, �e na tle brunatnych mur�w razi�a oczy.
U st�p willi rozci�ga� si� szmaragdowy, starannie utrzymany trawnik i po�yskiwa� basen wy�o�ony b��kitnymi kafelkami. Za basenem znajdowa� si� miniaturowy ogr�dek, pe�en rozkwit�ych r�anych krzew�w, wydzielaj�cych upajaj�cy zapach. Wsz�dzie � od bramy do willi, od willi do basenu i poprzez male�ki ogr�d � prowadzi�y betonowe �cie�ki. Nieco szersza dr�ka wiod�a do budynku gospodarczego z gara�ami i kominem centralnego ogrzewania.
Na �rodku dziedzi�ca cichutko szemra�a du�a fontanna.
� Tak, tam prosz� pojecha� � rozkaza� nam nosacz, wskazuj�c niewielki parking w s�siedztwie budynku gospodarczego.
A gdy wysiedli�my z wehiku�u, nosacz zaprowadzi� nas do ogrodu, do ma�ej altany ze szklanym dachem, do �cian kt�rej tuli�y si� r�e o barwie czerwonej, ��tej, kremowej, a nawet czarnej.
Usiedli�my wygodnie w bujanych fotelach, a nosacz po�pieszy� do willi, aby panu Marchantowi zaanonsowa� nasze przybycie.
� Caramba, porca miseria � mrukn�a madame Eveline. � Pi�knie sobie mieszka ten handlarz win. Gdy podje�d�a si� do Orlego Gniazda, wydaje si�, �e to kupa gruz�w i tchn�cych wilgoci� starych mur�w. A tymczasem tutaj jest wprost cudownie. On musi mie� kup� forsy.
� Pani zna go od dawna? � zapyta�em.
� Pozna�am go na wy�cigach samochodowych. Ju� to chyba m�wi�am. Mia�am wtedy po raz pierwszy przepi�kny naszyjnik z diament�w...
� I po raz ostatni, prawda?
� Tak, a sk�d pan o tym wie? � zdziwi�a si� madame Eveline. � W�a�nie tej nocy w hotelu, w kt�rym si� zatrzyma�am, skradziono mi naszyjnik. Oczywi�cie, by� dobrze ubezpieczony i nic na tym nie straci�am. Ale naszyjnik przepad�. Czy�by pan s�dzi�?... � domy�li�a si�, jakie mia�em podejrzenia.
� Tak � kiwn��em g�ow�. � S�dz�, �e w�a�ciciel tego zamku, nie tyle z potrzeby, ile dla samej przyjemno�ci, lubi od czasu do czasu zakra�� si� do hotelu po jaki� pi�kny przedmiot.
� O Bo�e! � ciotka Eveline dotkn�a kolii z pere�. � Uciekajmy st�d. Ja mam na sobie drogocenne per�y.
� W tym zamku nic pani nie grozi � u�miechn��em si�.
� Ma pan racj� � mrukn�a madame Eveline. � On sprawia wra�enie d�entelmena. Ale ten jego s�ugus to gangster. Czy pan zauwa�y�, jak on chciwie wpatrywa� si� w moj� koli�? Mo�e lepiej zrobimy uciekaj�c st�d? A w�a�ciwie po co tu przyjechali�my? Pana naprawd� interesuje architektura tego zamku?
� Ach, nie, madame. Chcia�em bli�ej pozna� Pierre Marchanta. Pani nazywa go handlarzem win. A sk�d pani wie, �e on si� tym zajmowa�?
� Sam mi to powiedzia� � odrzek�a. � Przedstawi� mi si� jako handlarz win, kt�ry wycofa� si� z interes�w. Czy�by pan s�dzi�, �e to nieprawda? A sk�d mia�by pieni�dze na utrzymanie tak wspania�ego zak�tka?
� Nie wiem, madame � znowu u�miechn��em si� pod nosem. Naiwno�� ciotki Eveline by�a rozbrajaj�ca. Je�li Pierre Marchant mia� co� wsp�lnego z Johnem Blackiem, to raczej by�o w�tpliwe, aby kiedykolwiek zajmowa� si� handlem win. Prawd� by�o tylko, �e mia� du�y maj�tek, zdobyty dzi�ki w�amaniom do bank�w i napadom na kasy z pieni�dzmi. �Napad stulecia� przyni�s� mu ogromn� fortun�. Ale, jak mo�na by�o przypuszcza�, M�zg chyba nie lubi� wypoczywa�. By� mo�e bezczynne korzystanie z owoc�w przest�pstwa wydawa�o mu si� czym� nad wyraz nudnym. Pewnego dnia zapragn�� sw� will� w stylu maureta�skim ozdobi� wspania�ymi obrazami. A �e kupowanie rzeczy drogocennych by�o mu obce, a mo�e nawet wstr�tne, wymy�li� sobie �metod� Fantomasa�, jak nazwa�em spos�b kradzie�y obraz�w z galerii w zamkach nad Loar�.
�Te obrazy gdzie� tutaj musz� by� � rozmy�la�em gor�czkowo.
Czy jednak nie ponosi�a mnie fantazja? Czy Pierre Marchant by� naprawd� Johnem Blackiem, poszukiwanym przez policje angielsk� s�ynnym M�zgiem?
�Pigeon wpad� na jaki� trop. I wpad� na niego w�wczas, gdy zaj�� si� osob� Marchanta. Przecie� niedwuznacznie wynika�o to z naszej wczorajszej rozmowy� � medytowa�em.
Tymczasem na betonowej �cie�ce ukaza� si� inwalidzki fotel, popychany przez nosacza. Na fotelu, z nogami okrytymi szkockim pledem, siedzia� Pierre Marchant. Mia� na sobie ciep�� bon�urk�, a pod szyj� czerwony jedwabny fular.
Gdy zbli�a� si� do nas i patrzy�em na jego g�adko wygolon� twarz, jasne, starannie przyczesane w�osy, nie mog�em nie pomy�le�, �e by� mo�e jest to tylko jedno z licznych wciele� M�zgu. Te w�osy by�y mo�e peruk�, a regularne rysy w ka�dej chwili mog�y ulec zniekszta�ceniu. Istnia�y przecie� sposoby, aby wypchn�� policzki i twarz uczyni� puco�owat�. Ozdobiona g�stym zarostem, w niczym nie przypomina�aby tej, kt�r� teraz ogl�dali�my.
Jak naprawd� wygl�da� John Black? Ile by�o rysopis�w tego cz�owieka?
Policji nie uda�o si� nigdy uzyska� odcisk�w jego palc�w. A twarz? Nikt nie widzia� nigdy prawdziwego oblicza tego cz�owieka.
Oto teraz podje�d�a� do nas na swoim inwalidzkim fotelu. Na kolanach trzyma� gazet�.
� Witam pa�stwa � sk�oni� si� lekko i co� w rodzaju ironicznego u�mieszku przemkn�o po jego ustach. Ciesz� si�, �e madame dotrzyma�a obietnicy i raczy�a okaza� zainteresowanie dla mojego zamku.
Ciotka Eveline, jak zwykle, zacz�a od przekle�stw:
� Caramba, porca miseria! � zawo�a�a. � Pi�knie si� pan tu urz�dzi�, szkoda gada�. Nigdy bym nie przypuszcza�a, �e za tymi ponurymi murami jest tak cudnie.
Pierre Marchant z zadowoleniem s�ucha� jej zachwyt�w.
� Owszem, madame, zrobi�em wiele dla tego zak�tka. Ale pogoda w tych stronach nie bywa tak wspania�a, jak na po�udniu. Nie tak dawno naby�em ma�� posiad�o�� w jednym z kraj�w arabskich, gdzie niebo niemal zawsze jest bezchmurne. Urz�dzi�em tam du�y ogr�d i wybudowa�em obszern� will�, obszerniejsz� ni� ta. W jednym z naszych port�w oczekuje mnie w ka�dej chwili m�j jacht motorowy. Je�li w dalszym ci�gu b�dzie tu si�pi� deszcz, wyjad� st�d.
� Ach, szcz�liwa Arabia... � westchn�a ciotka Eveline. � Ja mam will� na Riwierze. Pogoda bywa tam do�� zno�na.
� Ale za du�o ludzi � odpar� pan Marchant. � A ja nie lubi� obnosi� si� ze swoim inwalidztwem i raczej szukam samotno�ci.
Dopiero teraz Marchant skierowa� przenikliwy wzrok na moj� osob�.
� Mi�o mi pana powita� � rzek�, bior�c do r�ki gazet�. � To pan jest, je�li si� nie myl�, owym s�ynnym Panem Samochodzikiem?
� Tak mnie nazywaj�.
� Dzisiejsza prasa wiele pisze o panu. Podobno uda�o si� panu przechytrzy� Fantomasa i uniemo�liwi� kradzie� obrazu Van Gogha. Pisz�, �e wykry� pan �metod� Fantomasa� i od tej chwili nie ma on ju� �adnych mo�liwo�ci dzia�ania.
� Tak, to prawda. Wykry�em �metod� Fantomasa� i nie ukradnie on ju� �adnego obrazu z zamk�w nad Loar�.
� Czy jest pan mo�e te� na tropie samego Fantomasa?
� Mam nadziej�, �e uda mi si� go schwyta� � kiwn��em g�ow�.
Marchant popatrzy� na mnie uwa�nie, jakby chcia� tym spojrzeniem wedrze� mi si� pod czaszk� i pozna� moje my�li. U�miechn�� si� jednak i stwierdzi�:
� Z ogromnym zainteresowaniem �ledzi�em wiadomo�ci w prasie o pa�skiej walce z Fantomasem. Wydaje mi si�, �e Fantomasa zgubi�a nadmierna pewno�� siebie. Nie doceni� pana, panie...
� Mam na imi� Tomasz � wtr�ci�em szybko � nie lubi� bowiem, gdy nazywaj� mnie Panem Samochodzikiem. Brzmi to przecie� do�� �miesznie.
� A wi�c on chyba pana nie doceni� � rzek� Marchant. � Ale zapewne zgodzi si� pan ze mn�, �e i Fantomas nie jest cz�owiekiem przeci�tnym.
� Tak � przytakn��em. � To umys� niezwyk�y. Wymy�lenie tak prostej, a jednocze�nie skutecznej metody kradzie�y obraz�w uwa�am za prawdziwy majstersztyk. Ale to cz�owiek niezwykle niebezpieczny. Dlatego tym wi�ksz� mam ochot� spowodowa�, by go aresztowano. 
� Och, to chyba nie b�dzie takie proste � ironiczny u�mieszek pojawi� si� znowu na jego ustach. � O ile dobrze zrozumia�em wiadomo�ci zamieszczone w prasie, dot�d nie schwytano nikogo z jego ludzi. A wi�c trop urwa� si�. W jaki spos�b chce pan trafi� do Fantomasa?
� Musz� odzyska� skradzione przez niego obrazy � powiedzia�em stanowczo. � I nie spoczn�, dop�ki tego nie dokonam.
Marchant zastanowi� si� chwil�, a potem rzek� z oboj�tn� min�, jakby rozwa�a� jak�� teoretyczn� kwesti�:
� A gdyby Fantomas zaproponowa� panu zwrot skradzionych obraz�w w zamian za pozostawienie go w spokoju?
Tym razem ja spojrza�em na niego bardzo uwa�nie i powiedzia�em z naciskiem:
� Odda�by mi tak� propozycj� niezwyk�� przys�ug�. Mia�bym pewno��, �e posiada te obrazy, to znaczy, nie sprzeda� ich i nie pow�drowa�y one w �wiat. A tym samym zach�ci�by mnie do walki. Nie spoczn�, dop�ki ten cz�owiek nie znajdzie si� za kratkami.
Jakby chmura przelecia�a mu przez twarz i zmiot�a u�mieszek.
� Tym razem wydaje mi si�, �e pan nie docenia Fantomasa. W�tpi�, aby uda�o si� panu zaprowadzi� go za kratki, jak to pan okre�la. Pan nie zna Fantomasa. On bardzo kocha niebezpiecze�stwo. Gdy znajduje si� w trudnej sytuacji, dopiero wtedy jest w swoim �ywiole.
� Pan za to bardzo dobrze go zna � stwierdzi�em z przek�sem.
� Wyrobi�em sobie o nim zdanie na podstawie jego wyczyn�w � odrzek�. I znowu si� u�miechn��.
To by�o oczywiste, �e on domy�la� si�, �e ja wiem, kim jest Fantomas. I dlatego nasza rozmowa by�a taka zabawna.
� Ale nie przyjecha� pan chyba do Orlego Gniazda, aby szuka� tutaj Fantomasa � z tym samym u�mieszkiem powiedzia� Marchant. � Jest pan cudzoziemcem, kt�rego interesuje stara architektura zamk�w nad Loar�. Bardzo ch�tnie oprowadz� pana po swoim zamku. Drogi Arturze � zwr�ci� si� do nosacza, kt�ry wci�� sta� za jego plecami � pozostaw nas samych. Ja sam popchn� fotel.
Nosacz sk�oni� si� Marchantowi i odszed� w stron� bramy zamkowej. A Marchant chwyci� d�o�mi za szprychy k� swego fotela i pojecha� w g��b ogrodu.
� Caramba, porca miseria � bu...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin