R06.txt

(28 KB) Pobierz
ROZDZIA� SZ�STY
KTO PODEJMIE R�KAWIC� � DZIWNA ROZMOWA O KOLEJACH � BARON PO�YCZA SAMOCH�D � TAJEMNICZA WYPRAWA � AMBOISE, CZYLI O KR�LACH I KR�LOWYCH FRANCUSKICH � GDZIE ZMAR� LEONARDO DA VINCI � CZY FANTOMAS JEST DUCHEM � CZ�OWIEK Z TRZCINK� � ORLE GNIAZDO
Madame Eveline obieca�a zaraz po �niadaniu wyjecha� do Pary�a, aby zasi�gn�� wiadomo�ci o cz�owieku nazwiskiem Francois Burges, kt�ry interesowa� si� obrazami Cezanne'a i Renoira. Oczywi�cie postanowi�a wyruszy� w drog� swoim wspania�ym wozem alpine renault i obieca�a wr�ci� jeszcze tego samego dnia, co przy jej szybkiej je�dzie by�o zupe�nie wykonalne.
Przed �niadaniem, swoim rozklekotanym citroenem, wyjecha� do Pary�a kustosz zamku, pan Durant. Zabra� z sob� owini�ty w papier pakunkowy i owi�zany sznurkiem obraz Renoira. Gdy mu zwr�ci�em uwag�, �e mo�e obraz �w nale�y staranniej zabezpieczy�, lekcewa��co machn�� r�k�.
� Pan jeszcze wierzy, �e to orygina�? Bo ja ju� nie. Ten obraz jest tyle wart, ile kosztuje p��tno, na kt�rym po�o�ono farby.
A wi�c ju� nawet kustosz by� przekonany, �e Fantomas zdo�a� zamieni� obrazy w galerii i porwa� oryginalnego Renoira.
Tote� trudno si� dziwi�, �e �niadanie up�ywa�o w ponurym nastroju. Na stole le�a�y dwa identyczne listy od Fantomasa, wisia�a nad nami gro�ba trzeciej kradzie�y.
Jedli�my w milczeniu, patrz�c na siebie spod oka. By� mo�e ka�dy z nas chcia� innym powiedzie� co� pocieszaj�cego, ale zdawa� sobie spraw�, �e to, co powie, b�dzie nieprzekonywaj�ce i wola� milcze�.
Tylko pan Gaspard Pigeon nic sobie nie robi� z ponurego nastroju. Jad� z apetytem, g�o�no mlaskaj�c.
Wreszcie madame Eveline nie wytrzyma�a i hukn�a g�o�no:
� Caramba, porca miseria, niech mnie rower Yvonne przejedzie, je�li to nie jest rzucona panu r�kawica, panie Pigeon. �ebym tak nie mia�a jeszcze jednej, sto czterdziestej sz�stej kraksy, je�li ten Fantomas nie drwi sobie z pana.
Detektyw prze�kn�� k�s chleba z ��tym serem i rzek�:
� Mo�e pani by� pewna, madame, �e r�kawica ju� dawno zosta�a przeze mnie podj�ta.
� Wi�c jest nadzieja, �e nie ukradn� obrazu Van Gogha � ucieszy�a si�.
Pigeon sceptycznie pokr�ci� g�ow�.
� Tego nie obiecuj�, madame � stwierdzi� flegmatycznie.
� Co? � oburzy�a si� starsza pani. � Caramba, porca miseria, to na czym ma polega� pa�ska rola, panie Pigeon?
Detektyw wzruszy� ramionami.
� Nie jestem z policji, madame, lecz z Agencji Ubezpieczeniowej. Dbam jedynie o interesy swojej Agencji. Moim zadaniem jest ustali�, czy nale�y wyp�aci� odszkodowanie.
Madame Eveline a� dech zapar�o. Przez chwil� nie mog�a wydoby� z siebie g�osu. Potem wypi�a �yk czarnej kawy i zwr�ci�a si� do mnie:
� A co pan o tym wszystkim my�li?
� Na razie rozgl�dam si�, madame � odrzek�em uprzejmie. Zdaje mi si�, �e i moja odpowied� j� rozczarowa�a. Spodziewa�a si� B�g wie czego. �e oto wstan� i powiem: �Jutro schwytam Fantomasa!� Niestety, na razie nie by�o to w mojej mocy.
Dla barona ta rozmowa by�a snad� bardzo przykra, bo zmieni� temat. Zapyta� mnie ni st�d, ni zow�d:
� Czy nie s�dzi pan, �e kolejami je�dzi�o si� bezpieczniej?
� Hm, owszem � odpar�em troch� zaskoczony. � To znaczy, zdaje mi si�, �e r�wnie� bywa�y katastrofy.
� S�usznie � skin�� g�ow� baron. � Katastrofy kolejowe s� znacznie bardziej efektowne ni� samochodowe. Ale jednak zdarzaj� si� rzadziej. A tak w og�le, co mniema pan o kolejnictwie?
� Nie mam wyrobionego zdania � odpowiedzia�em uprzejmie. � Ostatnio do�� rzadko pos�uguj� si� tym �rodkiem lokomocji.
Na tym nasza dziwna rozmowa urwa�a si�. Prosz� jednak wyobrazi� sobie moje zaskoczenie, gdy po �niadaniu podszed� do mnie baron i odprowadziwszy mnie na bok, zagadn��:
� Czy nie m�g�by mi pan po�yczy� swego samochodu? Chcia�bym w pewnej sprawie pojecha� do Orleanu.
� W�a�nie szykuj� si� do drogi. Jad� do Amboise � odpar�em. � Ale zdaje mi si�, �e pana siostra...
� Och, nie � przerazi� si� baron, � Ja do jej samochodu nie wsi�d�. Alpine renault to nie dla mnie. Wol� starsze, powolniejsze samochody.
� Bardzo mi przykro. M�j w�z te� jest niezwykle szybki � powiedzia�em.
� Ach, tak? � zmartwi� si� baron. � W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak po�yczy� w�z od poczciwego Filipa. On ma starego mercedesa. Tylko �e ju� zbyt nadu�ywam jego uprzejmo�ci.
I sk�oniwszy mi si� grzecznie, opu�ci� jadalni�. Zabawny by� ten baron, w�a�ciciel wspania�ego parku i ogromnej galerii sztuki, zmuszony do po�yczania samochodu od swojego lokaja.
Yvonne przedstawi�a mi Roberta. Ten pi�tnastoletni ch�opak stanowi� zupe�ne przeciwie�stwo swej przyjaci�ki. By� niskim, kr�pym brunetem o du�ej g�owie, jakby wci�ni�tej w ramiona. Je�li Yvonne przypomina�a cieniutki patyczek, to on z grubsza ciosany klocek.
Powa�ny, milcz�cy � spodoba� mi si�. Wydawa�o mi si�, �e na takim m�odzie�cu mo�na polega�.
Na szcz�cie pan Gaspard Pigeon nie pojecha� z nami do Amboise. Bo gdy ju� wsiedli�my do wehiku�u i zamierza�em przekr�ci� kluczyk w stacyjce, raptem zobaczyli�my barona, opuszczaj�cego gara� starym, odrapanym mercedesem. Na ten widok pan Gaspard wyskoczy� z wehiku�u i zakomunikowa� nam, �e rezygnuje z wycieczki. Wsiad� do swojego humbera i pogna� w �lad za baronem.
� B�dzie �ledzi� stryja � stwierdzi�a Yvonne.
� Baron pojecha� do Orleanu. Nie wiesz, w jakim celu? � zapyta�em.
� Nie mam poj�cia. Stryj cz�sto robi takie wyprawy. Zawsze je�dzi sam � wyja�ni�a Yvonne.
� A nie wiesz czasem, co to za dziennikarz kr�ci si� ko�o Zamku Sze�ciu Dam?
� Dziennikarz? � zdumia�a si� Yvonne.
� Mam na my�li te notatki w prasie bulwarowej. Redakcje s� bardzo szybko informowane o tym, co si� tu dzieje. Prasa zna�a doskonale dat� mego przyjazdu, wiedzieli nawet, �e zatrzyma�em si� w Hotel du Nord w Pary�u. Wczoraj zdarzy�a si� u was kradzie�, a dzi� rano ju� o tym napisano.
� Tak, to bardzo ciekawe... � mrukn�a Yvonne.
Odezwa� si� milcz�cy dot�d Robert:
� Gdyby jaki� dziennikarz kr�ci� si� ko�o zamku, wiedzieliby�my o tym. Wydaje mi si�, �e po prostu oni maj� w naszym zamku jak�� swoj� �wtyczk�, kogo�, kto informuje redakcj� o wszystkim. Trzeba by go wykry� i pouczy�, aby nie �erowa� na naszych k�opotach.
� S�usznie. Ja si� tym zajm� � zdecydowanie powiedzia�a Yvonne.
Pojechali�my. Do Amboise nie by�o daleko, niespe�na 40 kilometr�w, co zaj�o nam nieca�� godzin�. Przed wyjazdem zajrza�em do przewodnika, aby przy zwiedzaniu zamku nie by� �zielonym�. Ale okaza�o si�, �e doskona�ym cicerone jest Robert.
� On ma pi�tk� z historii � o�wiadczy�a Yvonne. � A w Amboise byli�my kilkakrotnie. Na rowerach � doda�a. � Pan przecie� wie, �e nie lubi� samochod�w.
Amboise to dziesi�ciotysi�czne miasteczko, po�o�one g��wnie na lewym brzegu Loary. Tu te� wznosi si� pot�na budowla zamku.
W pradawnych czasach galijskich istnia� w tym miejscu warowny gr�d, kt�ry w IX wieku zdobyli Normanowie. Potem wzniesiono tu now� budowl�, a w�a�ciwie trzy odr�bne twierdze. Wreszcie ca�y ten obszar opanowali hrabiowie z Amboise i w�adali nim a� do chwili, gdy Karol VII, kt�rego na tron wynios�a Joanna d'Arc, skonfiskowa� zamek i przej�� go jako w�asno�� kr�lewsk�.
Zamek stoi na wzniesieniu, widoczny z daleka. Rzuca si� w oczy przede wszystkim ogromna, okr�g�a baszta i otaczaj�ce zamek wysokie mury, do kt�rych przylegaj� domy mieszkalne, zbudowane tu� nad brzegiem Loary. Ju� na pierwszy rzut oka wida�, �e wielka baszta i zamek r�ni� si� stylem. Bo te� Amboise to jakby zlepek dw�ch budowli � surowej rycerskiej twierdzy i bogatego renesansowego zamku.
� Dopiero Ludwik XI uczyni� Amboise rezydencj� kr�lewsk� � powiedzia� Robert. � Czy pan wie, co to by� za kr�l?
� Opowiedz mi � zaproponowa�em.
Lubi� bowiem s�ucha�, gdy m�odzi ludzie �swoimi s�owami� opowiadaj� histori� swego kraju. Niekiedy nie s� zbyt �ci�li, ale ich oceny i sformu�owania wydaj� si� trafne.
� Ludwik XI, prosz� pana, to kr�l francuski, kt�ry z wielk� niecierpliwo�ci� czeka� na �mier� swojego ojca, aby obj�� w�adz�. Mia� szesna�cie lat, gdy zamarzy�a mu si� korona, ale otrzyma� j� dopiero w wieku trzydziestu siedmiu lat, gdy zmar� Karol VII. Spiskowa� przeciw swemu ojcu, kt�ry zmuszony by� przygotowa� przeciw niemu wypraw� wojenn�. Ludwik jednak umkn�� przed ojcem do ksi�cia burgundzkiego, kt�ry udzieli� mu azylu w Brabancji. Tam czeka� niecierpliwie na �mier� ojca. Wreszcie zosta� kr�lem. Opowiadaj� o nim, �e wci�� niesyty by� w�adzy. To mo�e dlatego, prosz� pana, sta� si� w�adc� absolutnym, pierwszym z rz�du absolutnych kr�l�w, kt�rych mia�a p�niej Francja. Je�li pan czyta� ksi��k� Machiavellego Ksi���, to w�a�nie wzorem takiego w�adcy m�g� by� Ludwik XI. By� pozbawiony skrupu��w i je�li nie m�g� czego� zdoby� si��, to robi� to za pomoc� intryg i przekupstwa. Bardzo wysoko ceni� godno�� kr�lewsk�, a jednocze�nie dla zjednania sobie popularno�ci chcia� uchodzi� za kr�la �ludu francuskiego�, poufale rozmawia� z wie�niakami, zasiada� przy mieszcza�skich sto�ach. Tylko �e jednocze�nie ten lud �upi� podatkami, a� buntowano si� przeciw niemu. To w Amboise, prosz� pana, urodzi� si� jego syn, p�niejszy Karol VIII. Gdy umar� Ludwik XI, Karol mia� trzyna�cie lat, wi�c nie m�g� obj�� w�adzy w kraju. W jego imieniu rz�dzi�a ulubiona c�rka Ludwika, ksi�na Anna Francuska i jej m��, Piotr de Beaujeu. Ale przeciw temu ma��e�stwu rz�dz�cemu m�odziutkim kr�lem wci�� spiskowali pot�ni ksi���ta z Ludwikiem Orlea�skim na czele, p�niejszym kr�lem Francji. Wtedy to zmar� Franciszek II, pot�ny ksi��� breto�ski i pozostawi� tylko jedn� spadkobierczyni�, c�rk� Ann�. Mia�a, prosz� pana, trzyna�cie lat, ale, jak m�wi� historycy, by�a to panienka niezwykle samodzielna, kt�ra lubi�a zajmowa� si� polityk�. Na ma��onka wybra�a sobie Maksymiliana austriackiego, bo nie lubi�a francuskiego dworu. Wysz�a za niego za m�� listownie, obieca� jej bowiem pomoc przeciw Francuzom. Ale gdy Maksymilian nie przyszed� jej z pomoc� i zosta�a otoczona w Nantes przez francusk� armi� kr�lewsk�, musia�a po�lubi� Karola VIII. Aby zwi�za� trwale ksi�stwo breto�skie z Francj�, Francuzi zastrzegli sobie, �e je�li ma��e�stwo Anny z Karolem VI...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin