Palmer Diana - Najlepszy prezent.pdf

(512 KB) Pobierz
443389352 UNPDF
Palmer Diana
Zimową nocą 01
Najlepszy prezent
Czego Millie Evans pragnie najbardziej na świecie? Poczucia, że wreszcie jest
bezpieczna. Mimo że jej wieloletni prześladowca popełnił samobójstwo, nadal
jest w niebezpieczeństwie – ktoś usiłuje ją zabić. Ochrony Millie podejmuje się
agent rządowy Tony Danzetta. Od tej chwili będą razem przez dwadzieścia
cztery godziny na dobę. Reagują na wzajemną bliskość coraz bardziej
emocjonalnie, a przecież za każdą chwilę nieuwagi mogą zapłacić najwyższą
cenę…
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Przyjaciel zmarłego był bardzo dobrze ubranym i potężnie zbudowanym mężczyzną. Wyglądał jak
zawodowy zapaśnik. Miał na sobie drogi garnitur i kaszmirowy płaszcz. Pofalowane ciemne włosy
nosił spięte w kucyk, z oliwkowej twarzy patrzyły uważne czarne oczy. W milczeniu stał nad trumną.
Wyglądał obco i budził lekki niepokój; nie odezwał się do nikogo jednym słowem, odkąd przekroczył
próg domu pogrzebowego.
Tony Danzetta wpatrywał się w trumnę Johna Hamiltona z kamiennym wyrazem twarzy, mimo że
targała nim wściekłość. Z ciężkim sercem patrzył na ciało człowieka, którego dobrze znał i przyjaźnił
się z nim od dzieciństwa. Zmarł jego najlepszy przyjaciel. Stało się to za sprawą kobiety.
Przyjaciel Tony'ego, Frank Mariott, zadzwonił do niego w sprawie Johna. Tony był wtedy w
Jacobsville w Teksasie, gdzie wykonywał dodatkowe zlecenie. Miał nawet zamiar zostać parę dni
dłużej zanim wróci do pracy, ale wiadomość o Johnie szybko sprowadziła go do rodzinnego San An-
tonio.
Z trójki przyjaciół John był najsłabszy. Pozostali musieli
2
go bronić przed nim samym. Fantazjował na temat ludzi i miejsc, które uznawał za część swojego
życia. Często zupełnie obcy ludzie byli zszokowani, że chwalił się bliską zażyłością z nimi.
Frank z Tonym sądzili, że to nieszkodliwe. John po prostu chciał być kimś. Jego rodzice byli
skromnymi ludźmi, pracowali w fabryce odzieży, a gdy firma przeniosła się ze Stanów gdzieś do Azji,
zostali sprzedawcami. Żadne z nich nie ukończyło liceum, ale John chętnie opowiadał w szkole o
majętnych rodzicach, jachcie i własnym samolocie.
Przyjaciele znali prawdę, mimo to pozwalali mu snuć takie opowieści. Rozumieli go. Teraz John nie
żył, a odpowiedzialna za jego śmierć była... ta kobieta. Wciąż pamiętał z przeszłości jej twarz -
czerwoną z zażenowania, kiedy prosiła go o notatki z prawa karnego, i z dodatkowych zajęć, na które
oboje uczęszczali na studiach. Od tamtego czasu minęło sześć lat. Millie nie potrafiła nawet roz-
mawiać z mężczyzną, żeby się nie jąkać. Włosy koloru mysiego i okulary na nosie nie dodawały jej
uroku, chociaż miała duże zielone oczy. Poza tym była przeciętna.
Przybrana matka Tony'ego pracowała w lokalnej bibliotece, gdzie Millie właśnie rozpoczęła pracę;
dorabiała sobie do stypendium. Bardzo ją lubiła, często opowiadała o niej Tony'emu i robiła wszystko,
żeby zwrócił na nią uwagę. Trwało to aż do jej śmierci.
Tony nie mógł powiedzieć tego matce, ale wiedział o Millie zbyt dużo, by mogła się ona znaleźć w
kręgu jego zainteresowań.
Parę lat temu John oszalał na punkcie tej dziewczyny. Podczas którejś z krótkich wizyt u przyjaciela
Tony dowiedział się w zaufaniu o drugiej naturze Millie. Otóż w sytuacji sam na sam stawała się ona
nadzwyczaj zabawowa
3
i seksowna. Po kilku piwach robiła wszystko, czego tylko mógł chcieć mężczyzna. Pruderia i
nerwowość okazywana w obcowaniu z płcią przeciwną była tylko pozą. Naprawdę była rozwiązła i
lubiła się dobrze zabawić. John opowiedział również o trójkącie z Millie, w którym brał kiedyś udział
również Frank, i do tej pory czuł się tym faktem zażenowany. Te wiadomości jeszcze bardziej
zniechęciły Tony'ego do dziewczyny, która i tak nie wydawała mu się atrakcyjna. Była jeszcze jedną
nudną i bezbarwną starą panną, która zrobiłaby wszystko, żeby tylko złapać faceta. Biedny John. Miał
obsesję na punkcie Millie, dla niego była królową Saby, kwintesencją kobiecości. Czasem go kochała,
narzekał John, a czasem traktowała jak obcego. Skarżyła się, że ją nękał. A przecież to niedorzeczne -
opowiadał przyjacielowi - bo czy nachodziłby ją, gdyby to ona sama nie czekała na niego w jego
mieszkaniu aż wróci z pracy? Często nawet całkiem rozebrana.
Tony nie rozumiał przyjaciela. On sam miał zawsze wokół siebie piękne, inteligentne kobiety. Nigdy
nie musiał się za żadną uganiać. Millicent Evans nie miała fascynującej osobowości, nie wydawała się
zbyt bystra i wyglądała przeciętnie. Nie rozumiał, co John w niej widział.
Teraz jego przyjaciel nie żył i właśnie ta kobieta była odpowiedzialna za jego śmierć, przez nią
popełnił samobójstwo.
Tony patrzył na bladą, pozbawioną życia twarz i czuł narastający gniew. Jakaż to kobieta traktuje
mężczyznę w ten sposób? Urąga miłości drugiego człowieka do tego stopnia, że doprowadza go do
odebrania sobie życia.
Dyrektor domu pogrzebowego odłożył słuchawkę telefonu i podszedł do Tony'ego.
- Pan Danzetta? - zapytał z szacunkiem. Człowiek, który dzwonił, opisał Tony'ego jako osobę o
niekonwencjonal-
4
nym wyglądzie. Tony Danzetta był postawnym mężczyzną, a jego czarne oczy przypominały
diamenty.
- Tak, to ja - odpowiedział głębokim, niskim głosem.
- Pana przyjaciel, pan Mariott, właśnie do mnie telefonował, żeby uprzedzić o pana przyjeździe.
Mówił też o specjalnym życzeniu w sprawie pochówku.
- Tak - odpowiedział Tony. - Mam dwie działki na otoczonym stałą opieką cmentarzu w San Antonio.
Pochowana jest tam również moja przybrana matka. Chciałbym, by ciało Johna również zostało tam
złożone.
Przypomniał sobie wzgórza w Cherokee w Północnej Karolinie, gdzie spoczywała jego biologiczna
matka
i cmentarz w Atlancie, gdzie pochowany był ojciec i młodsza siostra. W San Antonio mieszkał z
przybraną matką od czasów liceum.
Opisał dyrektorowi miejsce przeznaczone dla Johna.
- Dokumentację dotyczącą tych działek oraz plany mam w skrytce bankowej. Mógłbym je podrzucić
jutro rano.
- Lepiej byłoby dzisiaj, jeśli to nie kłopot - odpowiedział przepraszającym tonem - musimy
przygotować miejsce na pochówek, żeby zdążyć na pojutrze z uroczystością. Mam nadzieję że pan to
rozumie?
Tony miał poumawiane spotkania, między innymi w banku. Przy okazji mógł wyjąć plany ze skrytki.
- Nie ma problemu. Podrzucę dokumenty wieczorem, wracając do hotelu.
- Dziękuję. To nam obu ułatwi sprawę. Tony spojrzał na zegarek.
- Muszę już iść. Wrócę, kiedy pozałatwiam sprawy w mieście. Jeśli pojawi się Frank, proszę mu
przekazać, że chcę się z nim spotkać. Mam w planie zabrać go na kolację dziś wieczorem.
5
Zgłoś jeśli naruszono regulamin