„BIDDLE MUSI ODEJŚĆ!” ANDREW JACKSON KONTRA BANK STANÓW ZJEDNOCZONYCH
Z wyjątkiem jednego artykułu Stefana Bratkowskiego sprzed lat trzynastu w języku polskim nigdy nie podjęto tematu „wojny bankowej generała Jacksona” i jej skutków. Tymczasem mechanizmy finansowe , polityczne i społeczne , które się podczas niej ujawniły , warto przypomnieć choćby dlatego , że niejedną analogię do nich da się znaleźć współcześnie. A przy tym konflikt ów może dostarczyć argumentacji zwolennikom poglądu o prymacie jednostek w historii : to naprawdę było starcie tytanów.
Po zakończeniu wojny z Wielką Brytanią w 1815 r. Stany Zjednoczone były pod względem ekonomicznym dalekie od stabilności. Zadłużenie i inflacja wywołane min. wojną udowodniły kongresmenom , że ich podjęta w 1811 r. decyzja o rezygnacji z posiadania banku centralnego nie przysłużyła się państwu. Mimo protestów w 1816 r. podjęto więc decyzję o powołaniu nowego Banku Stanów Zjednoczonych ; znaczny udział miała tu tzw. „Wielka Trójka” niezwykle wówczas wpływowych senatorów – Henry Clay , John Calhoun i Daniel Webster. Nie był to bank centralny w dzisiejszym rozumieniu ; stanowił instytucję prywatną , która otrzymała dwudziestoletnią koncesję na przechowywanie funduszy skarbu federalnego i obracanie nimi. Podstawowym zadaniem tej instytucji było zduszenie inflacji i okiełznanie lokalnych banków stanowych , które emitowały potężne ilości papierowych banknotów nie mających (teoretycznie obowiązkowego) pokrycia w złocie ani srebrze. Rzecz była trudna do przeprowadzenia z powodów politycznych : na pograniczu zachodnim i południowym tego rodzaju tani pieniądz wędrował w postaci kredytów do osadników z „dziewiczych” ziem odbieranych prawem pięści Indianom. Za te dolary kolonizatorzy kupowali potężne połacie gruntu , osiągając na ich późniejszej sprzedaży nawet trzykrotny zysk. Z perspektywy puszcz Ohio czy Tennessee liczyło się to bardziej niż takie drobiazgi jak stabilność cen i budżetu.
W końcu jednak nadszedł kres tej bonanzy. W roku 1818 nowy Bank USA zabrał się energicznie za ściąganie kredytów udzielonych „stanowym” bankom , przyjmując wyłącznie płatności w kruszcach. Nie miał zresztą innego wyjścia , gdyż zbliżał się nieuchronnie termin spłaty kredytu zaciągniętego ongiś za granicą na kupno Luizjany.
Efekt był do przewidzenia : w 1819 r. ceny gruntów spadły znacznie , małe banki zaczęły bankrutować setkami , a wielu „championów ekspansji” straciło dorobek całego życia. Jednym z poszkodowanych był słynny już generał Andrew Jackson , dobrze znany opinii publicznej z talentu dowódczego i brutalności wykazywanych w wojnach z Indianami , min. Seminolami na Florydzie. Zakupił on nieco wcześniej w celach spekulacyjnych olbrzymie połacie gruntu w stanie Tennessee , które USA przejęły od plemienia Czikasawów na mocy traktatu zawartego przez… samego Jacksona. Przez następne kilka lat zamiast z Indianami musiał on walczyć z przygniatającymi długami , których narobił biorąc na zakup ziemi potężne kredyty. Z sytuacji tej wyciągnął ostatecznie dwa wnioski : po pierwsze , papierowe dolary to zwykłe szalbierstwo , po drugie , winni kłopotów tysięcy Amerykanów są źli i nieludzcy bankowcy z Filadelfii. Tam bowiem , w zachowanym do dzisiaj pseudogreckim gmachu na Chestnut Street , miał siedzibę „drugi” bank USA.
Pytanie , co nadaje wartość papierowym pieniądzom – czy ich wymienialność na kruszce , czy wiarygodność państwa-emitenta – sięga średniowiecza , kiedy Europejczycy po raz pierwszy zetknęli się (u Mongołów) z pre-banknotami. W ówczesnych Stanach wiązały się z nim jednak dwie dodatkowe kwestie. Po pierwsze było ono również pytaniem o wizję państwa : czy kontrolę nad gospodarką winien sprawować rząd federalny , czy rządy stanowe i jak głęboka winna to być kontrola? Po drugie , z monetami kruszcowymi był w USA pewien problem : aż do 1840 r. Stany ich nie biły , gdyż nie bardzo miały z czego. W obiegu krążyły więc najróżniejsze monety , przeważały jednak stare hiszpańskie „dalero” z czasów kolonialnych (od których dolar wziął nazwę) , starte od wieloletniej cyrkulacji.
Zapaść gospodarcza minęła w okolicach roku 1822 , zbiegając się z objęciem prezesury banku przez Nicholasa Biddle’a (1786-1844) , prawnika i ekonomistę , ongiś znanego jako „cudowne dziecko” (ukończył studia uniwersyteckie w wieku lat 13). Okazał się on prezesem z wizją : banki stanowe wzięto na krótką smycz , ograniczając ich prawa do emisji banknotów , za to papierowe dolary Banku USA miały być , w zamyśle Biddle’a , „pieniądzem tak solidnym jak złoto”. Kredyty przyznawał oszczędnie , przy czym kierował się często preferencjami politycznymi – w radzie nadzorczej Banku zasiedli znani politycy wspierający Biddle’a , np. Webster (80% członków owej rady wybierali akcjonariusze , resztę wskazywał prezydent).
Aby rozwiązać problem braku kapitału na inwestycje , otworzył szeroko rynek USA dla zagranicznych inwestorów ; miało to zapewnić dopływ gotówki na poważne przedsięwzięcia , jednocześnie nie dając ani centa potencjalnym spekulantom. Zwłaszcza Brytyjczycy zainwestowali w Stanach ogromne pieniądze , za które wybudowano min. symbol ówczesnego rozkwitu gospodarczego – kanał Erie.
Biddle’a nienawidziło i Pogranicze – za brak tanich papierowych pieniędzy , i zwolennicy kruszców – za to , że w ogóle banknoty były , i giełdziarze z Wall Street – za trudności w dostępie do kredytów , i „prawdziwi patrioci” załamujący ręce , że Londyn , niedawny wróg , może wykupić wszystko w Stanach.
W 1824 r. Jackson , opromieniony sławą zdobywcy – choć również pogardzany w wielu kręgach (ze względu na brak wykształcenia i styl bycia wyższe sfery miały go dość powszechnie za „dzikusa z lasu”) , postanowił kandydować na prezydenta. Ostatecznie został nim jednak John Quincy Adams , syn jednego z „ojców założycieli” USA ; na jego wyborze zaważyło poparcie Henry’ego Claya , opłacone intratnym stanowiskiem. Zrobiło to fatalne wrażenie na Amerykanach , a propagandzie Jacksona pomogły upowszechnić wizerunek politycznego „układu” nieliczącego się z wyborem obywateli. Błędy Adamsa na urzędzie oraz poparcie udzielone Jacksonowi przez jego byłego wiceprezydenta Calhouna , a także agresywna kampania wyborcza „dzikusa” dały temu ostatniemu zwycięstwo w wyborach 1828 r. Clay (popierany min. przez Webstera) , stojący na czele niedawno powstałej Partii Narodowo-Republikańskiej – późniejszych Republikanów – stał się wówczas jednym z najzaciętszych krytyków nowego prezydenta i wspierającej go (powstałej w 1828 r.) Partii Demokratycznej.
Czy było za co krytykować? Prezydentura Jacksona budzi kontrowersje do dziś. Jego zwolennicy widzą w nim ojca tzw. jacksoniańskiego modelu demokracji , bliskiego zwykłym ludziom i stawiającego na decentralizację (lecz bez pobłażania secesjonistom). Przeciwnicy argumentują , że nie rozumiał kompletnie złożoności spraw państwa , a do poparcia „ludu” i haseł o decentralizacji odwoływał się , by móc obchodzić prawo. Co nie ulega wątpliwości , to lekceważenie przez Jacksona tzw. niepisanej kultury prawnej. Na przykład przez osiem lat swoich rządów zawetował dwanaście uchwał Kongresu , podczas gdy sześciu poprzednich prezydentów użyło prawa weta łącznie siedem razy ; stwierdził po prostu , że wetować będzie , gdy uzna to za „korzystne dla narodu” a nie tylko wobec podejrzeń , że jakiś przepis jest sprzeczny z Konstytucją. Działał z brutalnością i bez specjalnego poszanowania przepisów , kiedy szło o wyższe (jak mniemał) dobro kraju , łącznie z użyciem siły przeciw Karolinie Południowej , gdy ta kierując się własną interpretacją Konstytucji nie godziła się na nowe cła. Owe cła , mające chronić przemysł Północy , były główną kwestią gospodarczą , na jakiej skupił się podczas pierwszej kadencji. Kwestia Banku była drugorzędna aż do wyborów roku 1832 , w których Jackson zmierzył się z Clayem.
Ponieważ było jasne , że Jackson nie przedłuży w 1836 r. koncesji Banku , jeśli zostanie prezydentem (wygasała ona przed końcem jego kadencji) Clay i Biddle wpadli na pomysł makiawelicznego w zamyśle manewru. W apogeum kampanii wyborczej roku 1832 Senat z inicjatywy Biddle’a przyjął (z poparciem republikanów i 1/3 demokratów) projekt przedłużenia koncesji o kolejne 20 lat. Liczono , że walczący o głosy prezydent albo nie zechce „bujać łódką” i uchwałę podpisze , albo ją zawetuje i tym samym pogrąży się w walce o reelekcję. Martin van Buren , najbliższy współpracownik Jacksona i jego następca , opisał w autobiografii swoją pierwszą wizytę u szefa po przedstawieniu mu tej uchwały do podpisu. Scena sprawia wrażenie wyjętej z powieści obyczajowej : Jackson , według opisu , leżał w łóżku blady jak kreda i z trudem łapał oddech. „Bank próbuje mnie zniszczyć , panie van Buren” – wyszeptał , łapiąc wymienionego za rękę – „ale to ja zniszczę Bank”.
Czy taki obrót spraw był nieunikniony? W 1832 r. pewnie tak - nie było specjalną tajemnicą , że Biddle sympatyzuje z Clayem , na którego kampanię wyborczą wyłożył (z prywatnych funduszy) sporą kwotę , szacowaną przez skrupulatnych historyków na 94 tysiące 708 dolarów i 25 centów. Nie brak jednak dowodów , że Jackson początkowo nie tyle chciał zdruzgotać Bank , co obsadzić go swoimi ludźmi. Władze Banku nie podlegały jednak rządowi , a Biddle nie dał się spensjonować na rzecz któregoś z podwładnych Jacksona. W roku 1829 prezydent kazał Sądowi Najwyższemu zbadać , czy istnienie Banku w obecnym kształcie jest zgodne z konstytucją ; sąd zbadał i potwierdził. To nie przekonało Jacksona ; teraz martwił się publicznie , czy Bank „działa w interesie narodu”. Wydaje się , że na jego poglądy wpłynął van Buren , namawiając Jacksona , by nie zastępować obecnego prywatnego Banku prawdziwie państwowym , lecz spróbować się w ogóle obejść bez banku centralnego.
Wygłoszone 10 lipca 1832 r. weto Jacksona należy do najbardziej znanych mów prezydenckich wszechczasów. Można się było z niego dowiedzieć , że Bank jest organizacją działającą w interesie obcokrajowców i rodzimych bogaczy – grup w żaden sposób niezainteresowanych dobrem zwykłego Amerykanina. Koncesja dla Banku została uznana za „wypaczająca prawo naturalne” oraz „przyznająca tytuły , fawory i ekskluzywne przywileje , by bogacić bogatych i umacniać możnych” gdy tymczasem rząd winien „rozdawać swe łaski tak wielkim , jak i maluczkim , podobnie jak Niebo rozdziela opady deszczu”. Jak później wyszło na jaw , nawet w otoczeniu Jacksona odradzano mu tak radykalne wystąpienie – jedynym wyjątkiem był eks-generał Roger Taney.
„Tekst tego weta jest rozkoszny” – kpił Biddle w liście do Claya. „Jest w nim furia związanej pantery gryzącej pręty klatki. To manifest anarchii , którego nie powstydziłby się Marat czy Robespierre (…) i mam nadzieję , że efektem będzie uwolnienie kraju od rządów obecnej żałosnej kliki. Życzę panu najserdeczniej sukcesu , gdyż wierzę , że stawką są tu instytucje państwowe Unii”. Nie była to tylko retoryka. Biddle naprawdę wierzył , że jedność Stanów i ich gospodarcza pomyślność są nierozerwalnie związane z centralną regulacją finansów. Był tak głęboko przekonany , że żaden normalny człowiek nie zgodzi się z Jacksonem , iż kazał… sporządzić na koszt Banku 30 000 kopii jego wystąpienia i rozpowszechniać je w ramach kampanii wyborczej Claya. Nie wziął pod uwagę , że jeśli niechęć do establishmentu jest wystarczająco powszechna , hasła zniszczenia „układu” mogą znaleźć spore poparcie. Demokraci także rozpowszechniali kopie owego przemówienia. Na ich odwrocie drukowano Deklarację Niepodległości.
Bank stał się głównym tematem kampanii wyborczej. Zwolennicy Jacksona w piśmie Globe grzmieli : „Niech płacz [zniewolonych] rozlegnie się na całej ziemi. Precz z łapówkarstwem! Precz z korupcją! Precz z Bankiem! (…) Generał Jackson powiedział WETO! i nasze wolności , nasze instytucje państwowe są już bezpieczne”. Przeciwnicy z gazety Daily Advertiser zapewniali , że architekci rewolucji francuskiej byli „tylko odrobinę radykalniejsi” od Jacksona. Oskarżano go o dyktatorski styl władzy i dążenia do ustanowienia w USA monarchii oraz porównywano (także z ław sejmowych) do Jerzego III , Ludwika XIV , Sulli , Cezara i Oliviera Cromwella , głosząc , że reelekcja prezydenta oznaczać będzie „okowy i zniewolenie , kazamaty , żelazny but legionistów” tj. ubóstwiających Jacksona wojskowych.
Biorąc pod uwagę , jak bardzo (nie tylko werbalnie , także min. procesjami z pochodniami) Jackson próbował zjednać sobie w tej kampanii „lud” jest paradoksem , że nie zdobył zbyt dużej przewagi w głosowaniu powszechnym , rozgromił za to rywala w kolegium elektorów (219 głosów do 49). Bank stał się już wtedy wrogiem numer jeden prezydenta. W publicznych wypowiedziach Jacksona Bank był „złotym cielcem” godnym rozbicia oraz „potworem” któremu „musi przygnieść głowę własną stopą” (cóż za skromność w porównywaniu się do postaci biblijnych!). Retoryka prezydentowi nie wystarczała. Krótko po zaprzysiężeniu polecił sekretarzowi skarbu wycofać z Banku wszystkie fundusze państwowe i nie deponować nowych. Ten odmówił , wskazując (słusznie) że jest to bezprawne – i Jackson doprowadził do jego odwołania. Jego następca , William Duane , postąpił identycznie ; prezydent stracił cierpliwość i po prostu wyrzucił go z Białego Domu , wyznaczając jego następcą Taneya. Ten nie tylko usłuchał , ale doradził prezydentowi , gdzie zabrane z Banku miliony ulokować : w ukochanych przez siebie bankach stanowych – to znaczy albo centralnych bankach stanów , albo prywatnych bankach lokalnych – łaknących taniego pieniądza.
W Kongresie i poza nim ogłoszona pod koniec 1833 r. decyzja wywołała szok. Wielu działaczy demokratycznych odeszło z partii ; wizja dyktatury prezydenckiej przerażała ich bardziej niż Biddle. Nawet van Buren , najwierniejszy z wiernych , schował się na prowincji i podczas szalejącej w Izbie burzy politycznej udawał , że nie istnieje. „Wielka Trójka” , choć ostatnio politycznie podzielona , zgodnie ruszyła do natarcia. Taneya odwołano. Wysuwając zarzut bezprawnego wycofania pieniędzy z Banku i dymisji Duane’a Izba w marcu 1834 r. udzieliła prezydentowi „publicznej nagany” (motion of censure) – Jacksona spotkał wątpliwy zaszczyt bycia jedynym przywódcą USA , z którym tak postąpiono. Wygłosił ją Henry Clay , którego wściekły prezydent zamyślał z tego powodu wyzwać na pojedynek. Był to jednak łabędzi śpiew zwolenników Banku. Tydzień później Kongres odrzucił ponowny wniosek o przedłużenie jego koncesji.
Co się stało? Wściekły na prezydenta Biddle wykonał ruch desperacki. „Ten szacowny prezydent” – komentował decyzję Jacksona – „myśli , że poradzi sobie z Bankiem tak samo , jak ze skalpowanymi Indianami. Myli się”. Bank nagłośnił swój nowy kurs : skoro wycofano zeń depozyty rządowe , musi wprowadzić restrykcyjną politykę kredytową , by przetrwać. Nowe kredyty nie będą udzielane , chyba że na bardzo surowych zasadach. Natomiast stare kredyty muszą być spłacane jak najszybciej , i to w kruszcach.
Polityka ta prowadziła do rozpaczy więdnące i bankrutujące firmy : w ciągu roku Bank wydrenował je ze złota i srebra wartych pięć milionów dolarów. W wielkich miastach zaczęło szaleć bezrobocie. Biddle był niewzruszony : „Każdy inny bank i każdy kupiec może upaść , lecz Bank Stanów Zjednoczonych nie upadnie nigdy”. Wydawało się , że dopnie swego : na początku roku 1834 w Białym Domu zaczęły się pojawiać liczne delegacje błagające prezydenta o zmianę decyzji. Jackson okazał się jednak równie uparty. „Jesteście bankrutami?” – spytał kiedyś jedną z nich. „Więc czemu przychodzicie do mnie? My tu w Białym Domu nie mamy żadnych pieniędzy. Wszystkie ma pan Biddle”. Opinia publiczna powoli dochodziła do wniosku , że prezydent miał rację : oto dowód , jak Bank , ten „potwór” niszczy życie przeciętnym Amerykanom. Pod koniec roku Biddle musiał jak niepyszny skończyć swoją akcję protestacyjną. W 1836 r. koncesja Banku wygasła ; nie tyle przestał on istnieć , co zmienił się w bank stanu Pensylwania. Miał silną pozycję startową : z czasów świetności zostało mu kilkadziesiąt milionów dolarów kapitału.
Skarb państwa także nie cierpiał na niedobór środków. Ba , w 1835 r. pierwszy (i ostatni) raz w historii USA nie miały żadnych długów zagranicznych! Potężne dochody , które (po pokryciu wydatków bieżących) Jackson rozdawał poszczególnym stanom , brały się ze sprzedaży olbrzymich połaci gruntów „państwowych” tj. zagrabionych Indianom. Umacniało to prezydenta w przekonaniu , że jego polityka była słuszna – o tym , że owo źródło przychodów nie jest niewyczerpane , mieli się boleśnie przekonać jego następcy. Mimo to Jackson martwił się , że osiągnął nie do końca to , co chciał. Miał nadzieję odciąć zagraniczny kapitał od wpływu na losy Stanów – nic z tego nie wyszło (o czym za chwilę). Marzył o likwidacji złego papierowego pieniądza – a tymczasem stanowe banki emitowały go w takich ilościach , że ich szefowie nie nadążali podpisywać banknotów (druk faksymile nie był wówczas dozwolony). Poza tym połapał się nagle , że pieniądz ten napędza spekulację gruntami i państwo sprzedaje wielkie obszary ziemi „otrzymując w zamian niewymienialny na nic papier”. Jackson , ignorując fakt , że płacący owym papierem rzutcy osadnicy w zasadzie biorą z niego przykład , w roku 1836 przeforsował w Kongresie prawo , w myśl którego banki lokalne mogły się rozliczać z rządem federalnym wyłącznie w kruszcach.
Wejście w życie owego prawa na początku roku 1837 – krótko po inauguracji prezydenckiej van Burena , którego Jackson wypromował na swojego następcę – zrodziło panikę. Była ona nie tyle rezultatem cykli ekonomicznych czy koniunkcji Jowisza z Uranem (pojawiły się i takie wyjaśnienia) co efektem absurdalnej polityki władz. Amerykanie , przerażeni , że nawet ich rząd nie ufa banknotom , obawiali się zostać z bezwartościowymi świstkami papieru w kieszeniach i zaczęli szturmować banki żądając wymiany swoich dolarów na kruszec. Najboleśniej odczuły przesilenie Południe i zachodnie Pogranicze , niedawno wspierające prezydenta przeciw Biddle’owi. Po prostu w obiegu nie było dość kruszców , by można było regulować nimi całość obrotu pieniężnego. Firmy musiały zwalniać pracowników , bo nie miały im – fizycznie – czym płacić. Zwolniły obroty całej gospodarki. Zresztą , czym i jak przewożono by kruszce w odpowiedniej ilości na niezmierzonych przestrzeniach Pogranicza , gdyby nawet były?
W latach 60-tych XX w. zwolennicy Miltona Friedmana ze względów ideologicznych szukali alternatywnej przyczyny kryzysu : przecież nie mogło być tak , że zawiniły liberalizm i decentralizacja. Ustalili , że akurat w czasach Jacksona znacząco zmalała produkcja srebra w Meksyku , więc i jego import do USA. Do tego dodano ograniczenie inwestycji przez Wielką Brytanię i już można było zdjąć z demokratów wszelką winę.
Problem w tym , że kryzys 1837 r. był głównie kwestią utraty zaufania obywateli do własnych instytucji : żadne srebro z Meksyku by tu nie pomogło. Zbankrutowało ponad osiemdziesiąt banków , głównie na Południu i przemysłowym Wschodzie. Najboleśniej odczuł to przemysł bawełniany , gdyż w jego przypadku dołożyło się ograniczenie eksportu za ocean (wobec nieurodzaju w 1836 r. Anglia chwilowo ograniczyła import). Biddle próbował to wykorzystać do zmonopolizowania rynku bawełny , ale zderzywszy się z oporem Wall Street musiał się wycofać. Prezydent van Buren próbował uzyskać pożyczkę za granicą , tu jednak pojawił się inny problem.
Kapitały z Albionu płynęły do USA nieprzerwanie od kilkunastu lat i to w dużej mierze one nakręciły w Ameryce potężną koniunkturę. Gdy Jackson rozpoczął wojnę z Biddle’em i postawił na banki stanowe , te zaczęły brać kredyty za oceanem jeszcze chętniej.
Choć w maju 1837 r. panika minęła , wkrótce okazało się , że nie we wszystkich stanach koniunktura na roboty publiczne jest dość dobra , by uratować ich gospodarkę. Kilka banków mających za angielskie pieniądze budować infrastrukturę , w tym słynny Morris Bank , upadło. W rezultacie dziewięć stanów odmówiło terminowego spłacania swoich kredytów , a dwa (Floryda i Mississippi) w ogóle ogłosiły niewypłacalność. Efektem była już nie panika , a regularny kryzys. Bank Biddle’a musiał (w 1841 r.) ogłosić bankructwo ; po jego prezesie została tylko nazwa „Biddle’owie i ich przyjaciele” na śmietankę towarzyską Filadelfii. Brytyjscy finansiści , dla których było oczywiste , że uosabiający prestiż Korony Bank Anglii ani żaden z wielkich banków lokalnych na Wyspach paść nie może (gdyż za te ostatnie poręczyłby bank centralny) , oczekiwali od „anglosaskich kuzynów” podobnego podejścia. Tymczasem Banku USA już nie było , skarb państwa ani myślał płacić za długi władz lokalnych , a te wypierały się wszelkiej odpowiedzialności. Za wspomniane jedenaście stanów poręczył własnym majątkiem słynny amerykański milioner – filantrop George Peabody , dobry znajomy Rotszyldów , ale u tych ostatnich (czyli u świata finansów Europy) USA na parę lat trafiły na czarną listę. Nowe pożyczki trzeba było brać na bardzo niekorzystnych warunkach.
Czteroletnią prezydenturę van Burena wypełniła walka z kryzysem i niechętnym mu Kongresem. Ostatecznie dopiero w 1840 r. Izba zgodziła się przyjąć prawo ustanawiające niezależną od władzy wykonawczej federalną rezerwę finansową , odległy prototyp obecnego Fedu. Przy okazji zaczęto wreszcie bić własne dolary , uprzytamniając sobie , że bez tego grozi nowy kryzys. Jackson nigdy nie uznał jakiejkolwiek swojej odpowiedzialności za całą sytuację. Zapytany o ewentualne błędy popełnione podczas kadencji wymienił jeden – „należało powiesić Calhouna i rozstrzelać Claya”. Do końca życia uznawał też zniszczenie Banku za swe największe osiągnięcie.
Kongres obalił to dzieło Jacksona już w kilkanaście lat po jego śmierci. Pomysł odpolitycznionej rezerwy nie do końca się sprawdził. Podczas wojny secesyjnej okazało się , że w sytuacjach ekstremalnych wpływ polityków na ekonomię jednak musi być : aby móc wyemitować papierowe dolary , którymi rozkręcono wojenną koniunkturę , musiano powołać (w 1863 r.) „trzeci” Bank USA.
Andrew Jackson w tym sensie okazał się nowożytnym Sullą , że jego „decentralizacja” była ściśle limitowana przez władze w granicach nie tyle prawa (prawo inaczej interpretował on , inaczej Kongres , a jeszcze inaczej władze Południowej Karoliny) co własnego uznania szefa państwa. Choć nie jest sprawiedliwe określanie go mianem populisty – wiele jego działań i postulatów naprawdę służyło zbliżeniu kształtu władz do realnej woli wyborców , a przy tym szczerze wierzył w sens swoich propozycji – powołując się na „dobro narodu” lekceważył prawo bardziej niż którykolwiek prezydent po nim. Doszła do tego ignorancja gospodarcza : oddanie lekką ręką samorządom lokalnym całkowitej niemal kontroli nad ekonomią doprowadziło ostatecznie do zapaści. Warto o tym pamiętać , gdy słucha się współczesnych „liberalnych” polityków amerykańskich , jak Ron Paul , dla których wojna Jacksona z bankami jest wzorcem godnym naśladowania i dzisiaj.
Wirydarz