kxn.doc

(72 KB) Pobierz

Gdy w roku 1644 cesarz Shunzhi , pierwszy chiński władca z mandżurskiej dynastii Qing , obejmował władzę w Państwie Środka , chrześcijaństwo nie było w tym ogromnym kraju niczym nowym. Ba , mogło się tu poszczycić tysiącletnią historią : jej elementem była i kilkuwiekowa epoka żywej ekspansji nestorianizmu , i tradycja wpływów jezuickich na pekińskim dworze. Shunzhi , podobnie jak jego poprzednicy (i wrogowie) z dynastii Ming , szanował „ojców z Pekinu” i chętnie słuchał ich rad. Nie przewidywał natomiast na pewno , że jego potomkowie będą musieli ich bronić przeciw… rzymskiej kurii.

 

                                          NESTORIANIE I JEZUICI

 

Około roku 635 – krótko przed klęską perskich protektorów nestorianizmu – związany z tym odłamem chrześcijaństwa mnich Alopen (Abraham?) dotarł do Chin , gdzie religia „Zachodniego Imperium” , jak ją nazywano , szybko zdobyła niemałe poparcie. Nie wiadomo , ilu miała tam wyznawców , w każdym razie dość , by ich niedobitki przetrwały do XV wieku , choć już w wieku IX państwo wszczęło systematyczne prześladowania chrześcijan (szerzej pisze o tym Katarzyna Janic , Nestorianie w Chinach , MW 10/2002). Europa o tym wszystkim nie wiedziała nic , chyba że za taką wiedzę uznać pogłoski o mitycznym państwie księdza Jana. Uderza fakt , że chińskich nestorian wyraźnie nie zauważyli franciszkanie , którzy zjawili się w Pekinie (wówczas zwanym Dadu) pod koniec wieku XIII. Zaprosili ich tam cesarze z mongolskiej dynastii Yuan. Władców tych obchodziła jednak głównie – jak się zdaje – przydatność zakonników w wymianie misji dyplomatycznych z Europą. Mimo wysiłków kierującego pierwszą misją Giovanniego da Montecorvino , który działał w Chinach ponad 40 lat (zmarł w roku 1328) niewielu pozyskano konwertytów. Niemniej jednak „narodowa” chińska dynastia Ming , która w 1368 r. zmiotła Yuanów , i tak kojarzyła religię Chrystusową z mongolskim okupantem. Jej założyciel Hongwu zaraz po objęciu władzy nakazał usunąć z Chin wszystkich chrześcijan , wyrzucając franciszkanów i zadając ostateczny cios resztkom nestorian. Po tych ostatnich zostały w Państwie Środka tylko nieliczne zabytki materialne , w rodzaju słynnej „steli nestoriańskiej” w prowincji Jiangxi (opisującej pierwsze 150 lat dziejów chińskich chrześcijan) , kościoła-pagody w Daqin i zwojów ze świętymi tekstami. Europejczykom z chrześcijaństwem kojarzyły się raczej Indie , gdyż pierwsi odkrywcy , którzy tam dotarli , za jego egzotyczną odmianę uznali… hinduizm.

Kolejną próbę dotarcia do Państwa Środka podjęli w połowie XVI w. jezuici. Wobec ich późniejszej „czarnej legendy” zapominamy czasem , że to oni najgłośniej sprzeciwiali się powszechnemu w epoce ich powstania rasizmowi , nieskłonnemu akceptować chrześcijan spoza rasy białej. Było to przyczyną znacznej niepopularności tego zakonu w Hiszpanii , skąd się wywodził , ale też niejako predestynowało go do misji na innych kontynentach (przez kilkadziesiąt lat miał on zresztą wyłączność na działania w Chinach). Dodajmy , że pod koniec XVI i na początku XVII w. również jezuici bodaj pierwszy raz w dziejach stworzyli coś , co można by nazwać naukowymi kursami orientalistyki : przyszli misjonarze poznawali na szkoleniach azjatyckie bądź afrykańskie języki , kulturę i realia. Wszystko to procentowało.

Aby jednak młodzi adepci mogli się uczyć od swych poprzedników , ci musieli najpierw dotrzeć do danego kraju. Szesnastowieczne Chiny zdążyły już wprawdzie zapomnieć katolikom mongolskie afiliacje , ale wobec obcokrajowców były tradycyjnie nieufne – misjonarze musieli więc działać z portugalskiej kolonii w Makau. Dopiero młodzi jezuici Michele Ruggieri i Matteo Ricci , wysłani tam w latach 80-tych XVI wieku , zdołali przełamać nieufność Chińczyków ; pierwszy pisał po chińsku traktaty wyjaśniające istotę nauk biblijnych , drugi zaskarbił sobie przychylność władz dzieląc się wiedzą z zakresu trygonometrii i astronomii. Pomógł też mechaniczny zegar i klawesyn , ofiarowane władcy jako ciekawostki. Pod koniec wieku jezuitom pozwolono na założenie misji na kontynencie , a w momencie śmierci Ricciego (1610 r.) mogli się już poszczycić około dwutysięczną grupą konwertytów , w tym sławnym uczonym Xu Guangqim (Pawłem Xu). Ricci został zresztą pochowany według zwyczajów chińskich i złożono mu ofiary jak zmarłemu przodkowi , co okazało się gestem bezbłędnym. Jezuici szybko stali się cenioną grupą specjalistów na cesarskim dworze , używaną do misji dyplomatycznych , obsługi zegarów , prowadzenia cesarskiego obserwatorium , poprawiania kalendarza chińskiego oraz , oczywiście , prowadzącą ewangelizację. To ostatnie ułatwiła im bardzo Stolica Apostolska , zezwalając w 1615 r. na wydawanie Ewangelii i odprawianie mszy w języku chińskim zamiast łaciny (wówczas ewenement w skali światowej). Pomogło wreszcie odnalezienie w 1625 r. wspomnianej już „steli nestoriańskiej” , co pozwalało używać argumentu , że chrześcijaństwo w Państwie Środka nie jest żadnym novum , przeciwnie , ma tysiąc lat! To istotnie liczyło się w oczach chińskich fanatyków tradycji. A , że na rysowanych przez pekińskich jezuitów mapach Chiny , zgodnie z miejscowymi przekonaniami , były największym krajem świata i leżały w jego środku? Czego się nie robi dla wyższych celów.

 

                                          SPÓR O KONFUCJUSZA

 

Ricci spędził wiele lat na studiowaniu klasycznej literatury chińskiej , dochodząc do wniosku , że o ile buddyzmu i taoizmu nie da się pogodzić z Ewangelią , konfucjanizm nie jest z nią wcale sprzeczny. Czyż idea „wielkiej harmonii” , państwa zorganizowanego na wzór rodziny , kłóci się z naukami Chrystusa? A czymże innym jest – pytał Ricci – konfucjańska wiara w Tian (Niebo) , uważane za stwórcę świata i często identyfikowane ze Shangdi (dosł. „panem znad”) , bezosobowym i wszechwładnym niebiańskim władcą , niż chińską intuicyjną drogą do chrześcijańskiej wizji Boga? Jezuita podkreślał (i słusznie) że Konfucjusz nie jest w mniemaniu Chińczyków bóstwem , które należy czcić , lecz wielkim nauczycielem , którego mądrości oddaje się hołd. Podobnie z ofiarami dla przodków (sam Konfucjusz zresztą ich nie pochwalał , ale następne pokolenia uznały je za nieodłączną część jego nauki) i budowaniem im kapliczek. Nie żaden kult idoli , lecz trzecie przykazanie , tyle że realizowane w sposób właściwy chińskiej tradycji.

Interpretację tę Ricci rozpropagował w Europie , pisząc liczne traktaty o Chinach i wydając przekłady klasycznych ksiąg konfucjańskich (tłumaczył także na chiński , np. słynne Elementy Euklidesa – których , notabene , dotąd nie przełożono na polski).

Nie była to oczywiście analiza nazbyt obiektywna. Ofiary dla Konfucjusza i przodków w świadomości wielu Chińczyków nie różniły się od tych składanych w świątyniach buddyjskich (ale nie było to większe uproszczenie niż praktyka modlenia się „do” świętych zamiast o wstawiennictwo , powszechna do dziś wśród katolików Europy i Ameryki). Raziło też arbitralne podejście do buddystów i taoistów , których zakonnik oskarżał o „skażenie” konfucjanizmu zabobonem , portretując ich na Zachodzie jako ciemnych prostaków i pomniejszając ich znaczenie w Chinach. Wywody Ricciego przyjęto jednak entuzjastycznie , zwłaszcza wśród części intelektualistów , widzących w cesarzach chińskich – „filozofach na tronie” – prototyp monarchów idealnych (dość zajrzeć do Leibniza). Ale kryło się w tym również zarzewie przyszłych konfliktów.

Zaczęły się one już w 1616 r. gdy „ojców z Pekinu” odwiedził ich japoński kolega João Rodrigues i przeraził się tym , co tam zastał : jego zdaniem misjonarze wspierali pogaństwo , godząc się na kult przodków i inne bezeceństwa , zamiast – jak on w Japonii – nakłaniać konwertytów do całkowitego odrzucenia dawnych zwyczajów. Nim jednak zdążył coś zdziałać , japońskie władze zakazały wyznawania chrześcijaństwa i wszczęły prześladowania , co nie zachęciło nikogo do prób odseparowania chińskich wyznawców Chrystusa od reszty społeczeństwa. Do myślenia dawał też przykład misji jezuickiej w Etiopii , w teorii o wiele łatwiejszej , bo prowadzonej w kraju od tysiąclecia chrześcijańskim. Istotnie , póki jezuici działali z poszanowaniem kultury gospodarzy i starali się wygrać poprzez dysputy teologiczne , cieszyli się pewnym szacunkiem. Gdy jednak nowi misjonarze zaczęli odnosić się do etiopskiej wiary z arogancją , a do tego (być może z powodzeniem) namawiali cesarza Zedyngyla do przyjęcia katolicyzmu , w roku 1604 spontaniczne powstanie ludowe zlinczowało większość zakonników , przy okazji zaś cesarza , jego świtę i gwardię.

Podobne efekty miał szanse osiągnąć następca Ricciego , Nicolò Longobardo , który zażądał od podległych sobie jezuitów , by zakazali konwertytom uczestniczyć w kulcie przodków i Konfucjusza. Uczyniłoby to z nich pariasów społecznych , a także buntowników (ofiary dla Konfucjusza , obowiązkowe dla warstw wyższych , były w dużej mierze kultem lojalności wobec władzy). Na szczęście dla misji większość jezuitów popierała poglądy Ricciego , a do tego , dobrze znając chińskich klasyków , mogła podeprzeć swoje tezy źródłowo. Namówiony na debatę Longobardo nie potrafił odeprzeć ich argumentów i w myśl uprzedniej umowy musiał zezwolić na stosowanie „chińskiego rytu”. Upust goryczy dawał w pisanych do szuflady traktatach , w których stwierdzał , że chińska filozofia to „czysty materializm” a głębszej duchowości Azjaci nie znają w ogóle. Popierał jego poglądy franciszkanin Antonio Caballero á Santa Maria , który przed odwiedzeniem Chin działał w Ameryce i na Filipinach , przyswajając sobie tam pogardliwy stosunek do „barbarzyńskich pogan”. Jego dzieło poświęcone Chinom jest pełne niechęci do „jezuickich błędów” i pyta „Czy jesteśmy tu po to , by głosić Słowo Boże , czy chwałę Konfucjusza?”. Najbardziej zaciętym wrogiem „chińskiego rytu” , przyzwalającego na kult przodków i ceremonie na cześć Konfucjusza , był jednak hiszpański dominikanin Juan Baptista Morales , który podobnie jak wielu jego współbraci uznawał całą rzecz za kult idoli. W roku 1645 z pomocą Kongregacji Propagandy Wiary (odpowiadającej za misje) udało mu się uzyskać potępienie owych praktyk przez papieża.

 

                                          „BO NIE KRZYWDZĄ NIKOGO…”

 

Rzecz cała nie mogła wypaść w okresie trudniejszym dla jezuitów , gdyż w Chinach szalała wówczas wojna domowa między Mingami a mandżurskimi koczownikami , którzy stworzyć mieli późniejszą dynastię Qing. „Ojcowie z Pekinu” nie stosowali się do zaleceń papieża , stojąc na stanowisku , że potępienie dotyczy „kultu” w wyobrażeniu Moralesa , który ma się nijak do rzeczywistych chińskich zwyczajów. Nie byli jednak w stanie zmontować skutecznego lobby w Rzymie , także dlatego , że konflikt w Państwie Środka podzielił ich na płaszczyźnie politycznej. W imieniu mingowskiego pretendenta do tronu , cesarza Yongli – ochrzczonego przez jezuitów wraz z całą rodziną – bezskutecznie posłował do papieża z prośbą o pomoc dla władcy przeciw Mandżurom słynny Michał Boym , zmarły w drodze powrotnej. Z kolei Johann Adam Schall , wybitny matematyk , wspierał cesarza Shunzhi na tyle wiernie , że uzyskał tytuł mandaryna oraz pozwolenie na zakładanie kościołów w całych Chinach. To dodatkowo wzmocniło pozycję jezuitów na dworze , dzięki czemu można było wysłać do Rzymu misję dyplomatyczną z włoskim zakonnikiem Martino Martinim na czele. Szerokie dossier teologiczne „chińskiego rytu” , które tam zaprezentowała , przekonało papieża i w roku 1656 Rzym zezwolił na jego stosowanie. Jak głosiła ówczesna instrukcja Kongregacji : „Nie postępujcie z fanatyzmem , nie wywołujcie kłótni mających przekonać tych ludzi do porzucenia swych rytów , tradycji i zwyczajów , chyba że są one ewidentnie sprzeczne z [naszą] wiarą lub moralnością. Nie macie im przynosić Francji , Hiszpanii czy Włoch , lecz wiarę”. Tymczasem dominikanie zażądali wyjaśnień , która wykładnia jest obowiązująca – ta z roku 1645 czy z 1656? W roku 1669 papież Klemens IX wytłumaczył , że… obie. Po prostu to misjonarze powinni oceniać , czy dane praktyki są wyrazem godnej pochwały czci , czy pogańskim kultem , i stosownie do tego je traktować.

W tymże roku małoletni dotąd cesarz Kangxi objął pełnię władzy w Chinach (panował do 1722 r.) i natychmiast zakazał ewangelizacji swych poddanych . Wiązać to należy nie tyle z uprzedzeniami władcy , co z powiązaniami części jezuitów z konkurencyjną frakcją dworską. Okazało się jednak , że bez zakonników obejść się trudno. Kangxi rychło zaczął cenić ich usługi tak w dziedzinie nauki , jak i ludwisarstwa (odlane z ich pomocą działa pomogły mu podbić Tajwan , ostatni bastion mingowskich lojalistów) oraz dyplomacji – brali udział min. w negocjowaniu traktatu nerczyńskiego z Rosją (1689 r.) przyznającego Qingom sporne ziemie nad Amurem. Rok 1692 przyniósł im nagrodę : Kangxi wydał „edykt tolerancyjny” który przyznawał chrześcijanom prawo do budowania dowolnej liczby kościołów i prowadzenia ewangelizacji w całym kraju. Warto przytoczyć uzasadnienie : „Europejczycy są cisi i spokojni. Nie powodują żadnych niepokojów w prowincjach , nie krzywdzą nikogo , nie popełniają przestępstw , ich nauka nie ma nic wspólnego z fałszywymi doktrynami związków [parareligijnych tajnych stowarzyszeń – T. F.] ani też w żaden sposób nie podżega do buntu…”.

Również kadry misjonarskie w Chinach zostały znacznie zasilone , gdyż Ludwik XIV postanowił umieścić swoich ludzi na tej coraz ważniejszej placówce i wysłał tam licznych zakonników z Francji (dotąd większość była Portugalczykami). W 1693 roku jeden z nich – wikariusz apostolski Fujienu , Charles Maigrot – nie tylko zakazał stosowania „chińskiego rytu” na podległym sobie terytorium , ale napisał przeciw niemu opasły traktat. Żądał zwłaszcza , by w języku chińskim zamiast podejrzanych terminów Tian i Shangdi określać Boga neologizmem Tianzhi („Pan Niebios”). Pisma Maigrota odbiły się w Europie głośnym echem , a papiestwo w roku 1697 postanowiło znów zbadać poprawność teologiczną ricciańskich tez. Problem tkwił nie tylko w dylematach chińskiego chrześcijaństwa , lecz i w przenoszeniu na azjatycki grunt kłótni Zachodu.

 

                                          Z JEZUSEM LUB Z JEZUITAMI

 

Szło o rozpalający wówczas najtęższe głowy spór jezuitów z jansenistami. Przypomnieć należy , że obok dyskusji o charakterze Bożej łaski jego główną osią było pytanie , na co kłaść nacisk ucząc religii zwykłych ludzi. Czy (pogląd jansenistów) stawiać wysoko poprzeczkę i dopuszczać do komunii tylko tych głęboko zaangażowanych w wiarę , czy (pogląd jezuitów) dbać , by jak największe rzesze uczestniczyły w rytuale , licząc , że przy okazji będą sobie powoli przyswajać prawdy wiary? Akurat wówczas na rynek europejski trafiły prace Longobardy i Antonia Caballero , które wzburzyły wspomnianego już Leibniza , zwolennika cesarza Kangxi i dobrego znajomego wielu „ojców z Pekinu”. Napisał on sążnisty traktat broniący Ricciego i jego następców , czytany ze zgrozą na projansenistowskiej Sorbonie. Pochwały pod adresem Konfucjusza jako myśliciela bliskiego chrześcijaństwu zrozumiano tam (dość opacznie) tak , że zdaniem Leibniza Chińczycy stworzyli naukę przypominającą chrześcijaństwo na lata przed Chrystusem. Zatem są lepsi od mieszkańców Zachodu , ci bowiem nie znali Prawdy , póki Chrystus nie objawił im jej zstąpiwszy na ziemię. W takim razie po co Chrystus miałby w ogóle zjawiać się na ziemi , skoro człowiek sam mógł bez wysiłku i bez męczeńskiej śmierci Syna Bożego pojąć jego naukę? Czy to wszystko nie jest oczywistą herezją? Na Leibniza oraz jezuitów chińskich , wychowujących (zdaniem ich krytyków) rzesze pseudochrześcijan , posypały się gromy. Okazało się też , że idealizowani Chińczycy są – obok Barucha Spinozy – wykorzystywani przez agnostyków do udowodnienia , że można być cnotliwym nie będąc chrześcijaninem. To również jątrzyło. Sprawę badał papież Klemens XI : co prawda jansenizm już dwukrotnie potępiono (a że z uwagi na wieloznaczność różnych sformułowań nie było to całkiem skuteczne , trzeba go było potępić trzeci raz w roku 1713) ale dawanie amunicji wrogom Kościoła nie było w Rzymie dobrze widziane. Poza tym spory ambicjonalne między zakonami i powszechna nienawiść do jezuitów we Francji (nawet wśród niejansenistów) również tu ważyły. Skądinąd jednak pierwszy (i na długo ostatni) biskup pochodzenia chińskiego , dominikanin Gregorio Lopez (Luo Wenzao , zm. 1691) wbrew stanowisku swego zakonu popierał w pełni poglądy Ricciego.

Wobec niesprzyjającej koniunktury „ojcowie z Pekinu” w 1700 r. zwrócili się do cesarza Kangxi o wydanie edyktu , który potwierdzałby , że kult przodków i Konfucjusza jest wyrazem czci , a nie ceremonią religijną. Kangxi , akurat planujący stworzenie atlasu Chin przy współpracy jezuickich geografów , natychmiast edykt ogłosił. To nie przekonało papieża : pod wpływem Kongregacji Propagandy Wiary i teologów z Sorbony w roku 1704 potępił „chiński ryt” i nazywanie Boga po chińsku inaczej niż Tianzhi. Aby nie wywoływać kontrowersji , decyzję utajniono , chcąc najpierw uzyskać dla niej poparcie cesarza Kangxi. W tym celu wysłano do Chin legata papieskiego Charlesa Maillarda de Tournon , a za pomocnika przydano mu… Maigrota. Cesarz oczywiście ani myślał poprzeć papieskiej decyzji : przede wszystkim uważał ją za bzdurną , po wtóre zaś uznał ją za mieszanie się w wewnętrzne sprawy Chin. Zażądał też od Maigrota dokładnych wyjaśnień teologicznych , a usłyszawszy jego wywody na temat konfucjanizmu urządził mu osobiście egzamin ze znajomości chińskiego. Francuz był w nim bez szans i nie umiał odeprzeć zarzutu , że skoro nie zna języka , w którym pisał Konfucjusz , nie powinien się wypowiadać o jego filozofii. Nowy edykt cesarski zobowiązał wszystkich misjonarzy w Chinach do posiadania cesarskiego zezwolenia ; wydawano je tylko tym , którzy deklarowali wierność „chińskiemu rytowi”. Tournon w odpowiedzi oficjalnie ogłosił w 1707 r. treść decyzji papieża ; od tej chwili każdy zakonnik , który stosowałby ów ryt , miał podlegać automatycznej (latae sententiae) ekskomunice. Za tę akcję cesarz natychmiast wypędził go z Chin wraz z Maigrotem. Kangxi wysłał też dwie jezuickie misje dyplomatyczne do Rzymu , by uzyskać tam zmianę stanowiska. Na nieszczęście dwaj pierwsi posłowie zginęli w sztormie , dwaj następni zaś , nie przekonawszy papieża do ustępstw , zmarli w drodze powrotnej i aż do roku 1720 w Chinach nic nie wiedziano o ich losie. Tej ostatniej próby obrony „chińskiego rytu” dokonywano – jak zwykle – pod hasłem , że to , co potępiono , nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. To skłoniło Klemensa XI do wydania w 1715 r. bulli Ex illa die , powtarzającej w systematyczny sposób dotychczasowe regulacje. Kolejny legat papieski , Carlo Mezzabarba , choć kompetentny i taktowny , nie miał więc szans przekonać cesarza Kangxiego.

Ta proklamacja” – ogłosił cesarz przeczytawszy bullę – “jest tylko świadectwem zachodniej ignorancji. Żaden z Europejczyków nie rozumie tak naprawdę chińskich dzieł klasycznych , a ich argumentacja bywa wręcz nonsensowna. (…) Nigdy nie czytałem czegoś tak głupiego i absurdalnego. Przy takim obrocie spraw jest rzeczą zbędną , by przybysze z Zachodu głosili swoje nauki w Chinach. Zakazując tego unikniemy kłopotów”. Zakazu nie wydano , ale gdy jezuici ogłosili postanowienie papieża , od chrześcijaństwa wręcz z dnia na dzień odwróciła się większość wyższych warstw. Z 200 000 wiernych w roku 1701 zostało w Państwie Środka po czterdziestu latach 120 000 – w czasach niebywałego boomu demograficznego. Nowi konwertyci byli bardzo nieliczni i pochodzili głównie spośród najuboższych , liczących na pomoc materialną ze strony zakonów.

Cokolwiek by nie powiedzieć o pekińskich jezuitach , byli na pewno apolityczni – ich działania nie służyły (świadomie czy nie) wspieraniu państw , z których się wywodzili , inaczej niż wielu ich następców. Jest zatem ponurym paradoksem , że do odwołania potępienia „rytu chińskiego” doszło ze stricte politycznych przyczyn. W 1939 roku uczynił to Pius XII , by katolikom z Mandżukuo umożliwić (nakazane prawem) ofiary w świątyniach i uczestnictwo w ceremoniach… shintoistycznych.

 

                                          BRZEMIĘ BIAŁEGO MISJONARZA

 

Jezuitów nikt nie zamierzał wyrzucać z Chin – zbyt cennymi byli specjalistami. Natomiast za panowania Qianlonga (1735-1795) zakazano misjonarzom przebywania na prowincji : do wyboru mieli Pekin albo portugalskie Makau. Choć nadgorliwe miejscowe władze czasem paliły kościoły , większych represji nie było. Niemniej jednak np. w roku 1748 urzędnicy lokalni kazali ściąć (wbrew instrukcjom) pięciu franciszkanów oraz dwóch jezuitów – w tym ostatnim wypadku za pomaganie wiernym w sporach majątkowych. Wypadki te odbiły się szerokim echem w Europie , gdzie przedstawiono je – z dużą przesadą – jako wielkie prześladowania chrześcijan. Chiny straciły na zawsze nimb „idealnej monarchii” , stały się dla Europy raczej wzorcem „orientalnego despotyzmu” , jak nazwał to Monteskiusz.

Kasata zakonu jezuitów w 1773 r. nie była jednak – jak się czasem sugeruje – końcem ich dzieła w Chinach , choć położyła kres ich żywej pracy orientalistycznej. Organizacja kościelna – choć szczątkowa – przetrwała , a po rewolucji francuskiej papieże zaczęli się nią interesować znacznie żywiej niż dotąd ; rychło napłynęli do Państwa Środka nowi misjonarze , w tym protestanccy. Po traktacie chińsko-francuskim z 1846 r. wymuszonym klęską Chin w I wojnie opiumowej , katolicy uzyskali nie tylko ułatwienia prawne , ale wręcz wyłączenie z systemu podatkowego i z jurysdykcji prawnej państwa chińskiego. Misjonarstwo zaczęło w Chinach kwitnąć.

Wszelako różniło się ono już znacząco od działań „ojców z Pekinu”. Nową religię skojarzono z upokorzeniem państwa przez obce mocarstwa. Połączenie prawa do jej głoszenia z prawem do wolnej sprzedaży opium sugerowało , że jedno i drugie ma ten sam cel – zniszczyć naród chiński duchowo i fizycznie. Przywileje dla chrześcijan przywiodły do nowej wiary , obok autentycznie zaangażowanych ludzi , najróżniejsze męty społeczne , chcące uniknąć stryczka lub zaoszczędzić na podatkach. Na wieś chińską wprowadzano zwyczaje kompletnie jej obce , np. śluby czystości dla kobiet , dające im możliwość ucieczki od domowego kieratu (jak w średniowiecznej Europie) ale właśnie dlatego znienawidzone. Dawał też do myślenia przykład Wietnamu , gdzie Francuzi , tłumacząc to koniecznością obrony konwertytów , przekształcili cały kraj w swój protektorat. Nakręcona w ten sposób spirala nienawiści , rasizmu i ksenofobii , mimo osobistych dobrych intencji wielu misjonarzy , doprowadziła do wrzenia , które znalazło swój wyraz w tzw. „powstaniu bokserów”. Zginęły w nim tysiące chrześcijan , ale też zapoczątkowało ono długotrwałą reakcję łańcuchową , która zmiotła ...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin