Tragedyja.rtf

(111 KB) Pobierz
LESZEK:

LESZEK:

Z mroku w ciemność – czyli tragedyja o beznadziei, bólu, cierpieniu i strachu.

Pomysł powstał na fali panoszących się na forum dzieł młodzieńców i mołodyć, traktujących o bezsensie istnienia i czarnej stronie ludzkiego i czarodziejskiego jestestwa. Impuls do pisania zawdzięczam Katali – za co wdzięczność moja jej się należy, a klątwy pozbawionych poczucia humoru Czytelników niechybnie na nią spadną. Swoje dołożył Arthur Weasley w jednej z trumien, kiedy napisał o nieobecności dramatu na forum.

Mamy więc i dramat. W założeniu jest tragedyja mroczna mnogiego autorstwa. Napisałem na razie scenę I aktu I. Zapraszam wszystkich do tworzenia dalszych.


Z MROKU W CIEMNOŚĆ
Akt I scena I

Scena przedstawia mroczne, zapuszczone zamczysko – na oko gotyk przełamany klasycyzmem. Przez niewielkie okienka przebija złowrogi zmierzch. Scenografię tworzą obrośnięte malowniczą pajęczyną meble w stylu Ludwika XV. Obrazu ogólnej beznadziei dopełniają plamy krwi (obfite zwłaszcza na ścianach, na podłodze byłyby mniej widoczne, co psuje efekt). Słychać szum skrzydeł nietoperzy, odległe krakanie kruków i tupot nóg setek szczurów, galopujących przez scenę w tę i z powrotem jak na Gryzoniowej Wielkiej Pardubickiej. W stronę widowni wieje odór zgnilizny ogólnej, mordu i wczesnej korupcji.

Na scenę wchodzi główna bohaterka o swojskim imieniu Blackie i mile brzmiącym nazwisku de Noir-Negrocziornaja. Jest to powabne dziewczę w wieku lat 14, imponujące bujną kobiecością, zduszoną jednak nieco panującą wokół beznadzieją, oraz rozterkami wewnętrznymi. Niezbyt wysoka – niespełna dwa metry wzrostu, chuda, blada i niepewna, malowniczo rozczochrana. Ubrana w zwiewne giezło, w ręku trzyma bicz, którym w chwilach wolnych od wysiłku mówienia i rozterek duchowych uderza w przelatujące nietoperze.

BLACKIE: O, jakżem nieszczęśliwa. Ale czy słowo szczęście na tym świecie w ogóle istnieje? Jam jest córka Lorda Voldemorta i Gryzbandy Potter, secundo voto Granger, poczęta z nieślubnego gwałtu w noc burzową. Nieprzebrane nieszczęścia są mym przeznaczeniem, z którym walczyć niepodobna.

(Osuwa się na fotel, rozdzierając giezło na piersi bujnej, acz dziewiczej. Fotel otrząsa się z obrzydzeniem, obsługa sceny musi więc przybić go mocno do podłogi)

Na scenę wchodzi Deatch Malfoy - dla niewtajemniczonych, ojciec Lucjusza, dziadek Dracona. Czarna szata z białym emblematem SS na pół pleców (białe litery składają się z trzech pasków każda), platynowoblond włosy do pasa, trzydniowy zarost. W ręku trzyma różdżkę – 30 cali, dąb i smoczy jęzor, grubości dyszla od wozu.

MALFOY: Się masz, młoda. Starszy ci mówił, że będziemy się chajtać?

BLACKIE: Tak, powiedział mi to. Posłuszna mu być muszę, choć serce me wyrywa się (przytrzymuje oburącz wyrywające się serce) do walki. Jednak przeczuwam nieuchronnie, że ciałem mym bujnym i atrakcyjnym służyć będę Złu, a umysłem – Dobru. Żałuje tylko, że umysł mój nieco słabowity...
MALFOY: No to zjazd, maleńka. Spadamy na imprezę, bo starsi czekają.

(Bierze ją za rękę. Blackie z widocznym wstrętem przyjmuje jego dłoń i tanecznym krokiem, w rytm Marsza Żałobnego opuszczają scenę).

 

IRYTEK:

AKT 1, Scena 2 i ¾

Scena utrzymana w charakterystycznej, TwójNetowo-zielonej tonacji. Z tyłu sceny dwa ponure trolle trzymają wielki transparent z napisem PROTEST. Na pierwszym planie stoi szezlong, na którym leży w pozie niedbałej Blackie de Noir-Negrocziornaja i łka rozdzierająco.

Blackie (łkając rozdzierająco): Ach, nieszczęśliwa ci ja, ach nieszczęśliwa! Ojojojoj, jaka nieszczęśliwa!!! Albo jeszcze bardziej!

Lord Voldemort (aportując się z trzaskiem): Nie rycz mała, nie rycz, nie ze mną takie numery! O co się rozchodzi tą razą?

Blackie (unosząc się do pozycji wpółleżącej i dalej łkając): Ty, ojciec, zawsze taki nieczuły...

Lord Voldemort (zdziwiony): A jaki mam być? Jestem w końcu Voldemort, czy nie jestem?

Blackie (po namyśle): No fakt, jesteś.

Voldemort wyciąga z kieszeni złotego znicza i zaczyna się bawić wypuszczaniem go z ręki i łapaniem w ostatniej chwili.

Wchodzi Severus Snape przebrany za Gargamela.

Snape: Jak ja nie cierpię Gryfonów. Dopadnę ich, jakem Gargamel! (zauważa zabawę Voldemorta i przygląda się z uwagą)

Snape: Kurczę, gdzieś to już chyba widziałem...

Voldemort zakłopotany chowa znicza.

Na scenie pojawiają się Tales z Miletu, Sedes z Ebonitu i Apokryf z Abwehry, przy akompaniamencie cichego łkania chóru.

Chór (łka cicho)

Blackie: To ja miałam łkać!!! (łka głośno)

Tales z Miletu, Sedes z Ebonitu i Apokryf z Abwehry (razem): Czemu łkasz, o piękna?

Blackie (łka jeszcze głośniej): Bo podzielono nasz wątek, i to, co miało być kontynuacją, już nią nie jest. I wszystko się rozjechało. Buuuuuuuuuu, jak mi źle!!!

Dwa ponure trolle wstają i trzymając transparent z napisem PROTEST zbliżają się do krawędzi sceny.

Trolle (śpiewają): Nie rzucim wątka, skąd nasz ród...

Trolle skaczą ze sceny i zabijają się na miejscu. Transparent z napisem PROTEST lewituje nad sceną.

Tales z Miletu, Sedes z Ebonitu i Apokryf z Abwehry (razem): Zaiste, słuszny jest gniew twój. A i my się z deczko wkurzyliśmy...

Z Talesa z Miletu, Sedesa z Ebonitu i Apokryfa z Abwehry lecą kłęby kurzu.

Tales z Miletu, Sedes z Ebonitu i Apokryf z Abwehry (razem): O, sama widzisz...

Blackie (łkając): Z żalu wielkiego, a takoż w słusznym proteście przeciwko dzieleniu wątków, życie sobie odbiorę tym oto sztyletem z wygrawerowanym herbem Slytherinu (wyciąga sztylet).

Lord Voldemort (odwracając z niesmakiem głowę): Nie mogę na to patrzeć. Mdli mnie na widok krwi...

Blackie zadaje sobie cios i krzyczy przeraźliwie

Blackie (łkając): Cholera, chybiłam!!!

Lord Voldemort (z politowaniem): Zawsze byłaś ciamajda.

Snape: Może to i lepiej? Gdyby wykitowała, to by nie było kontynuacji.

Tales z Miletu, Sedes z Ebonitu i Apokryf z Abwehry (razem): To i tak nie ten wątek. W tym może wykitować...

Blackie (kituje)

Kurtyna (opada)
 

 

 

LESZEK:

AKT 1 scena 2

Scena przedstawia ateński Akropol z wznoszącymi się malowniczo ruinami Partenonu. Na tle ruin siedzi trzech filozofów: Tales z Miletu, Sedes z Ebonitu i Apokryf z Abwehry.

Tales z Miletu: Wiem, że nic nie wiem...

Apokryf z Abwehry: To plagiat!

Tales z Miletu (zmieszany): Eee, ten tego... To jeszcze raz: być albo nie być...

Apokryf z Abwehry: To też!!!

Tales z Miletu (jeszcze bardzie zmieszany): To może opowiem dowcip?

Apokryf z Abwehry i Sedes z Ebonitu (chórem): Ależ wodzu, co wódz?!!

Tales z Miletu (zmieszany totalnie): To ja przepraszam!

Sedes z Ebonitu (wstrząsany, nie zmieszany): Przypominam, że to co mówimy musi być związane tematycznie z Harrym Potterem, bo inaczej nam skasują notkę!

(Wszyscy łapią się za głowy i zawodzą smętnie)

Na scenie pojawia się bogini Antena (nie mylić z Ateną).

Sedes z Ebonitu: Bądź pozdrowiona, o bogini!!! Cóż cię tu sprowadza?

Antena (natchnionym głosem, obracając się dookoła z rozpoztartymi rękoma): Szukam miejsca, gdzie będę miała najlepszy odbiór. Albowiem zamierzam wieszczyć...

Tales z Miletu (z niesmakiem): Anteno, nie przy ludziach! Zrób to gdzieś za jakimś krzakiem...

Apokryf z Abwehry (z politowaniem): Ona powiedziała “wieszczyć”, kretynie.

Tales z Miletu: To ja przepraszam!

Antena (natchnionym głosem): Widzę, widzę...

Sedes z Ebonitu: Cóż widzisz, o bogini?

Antena (rzeczowo): Na razie dziennik telewizyjny. Muszę się przestroić (przestraja się, filozofowie odwracają wstydliwie oczy).

Antena: Już się przestroiłam, możecie patrzeć.

Antena (natchnionym głosem): Widzę, widzę...

Sedes z Ebonitu: Cóż widzisz, Anteno?

Antena: Ciemność widzę, ciemność... tfu, do licha, pomyliło mi się! (natchnionym głosem) Widzę, widzę...

Sedes z Ebonitu (lekko zniecierpliwiony): No to cóż widzisz, o bogini, kurna olek?!

Antena: I przyjdzie ten, którego imienia nie wolno wymawiać, i da wam popalić. A imię jego Voldemort...

Tales z Miletu (zrywa się i pokazuje na Antenę palcem): Wymówiłaś je, wymówiłaś!!! Zygu, zygu, marcheweczka..!

Antena: Co wymówiłam?

Tales z Miletu: Wymówiłaś imię tego, którego imienia nie wolno wymawiać. Oj, będzie dym...

Antena (pobłażliwie): Co wolno bogini, to nie takiemu leszczowi jak ty. Siadł i wstydził się.

Tales z Miletu (siada i wstydzi się)

Sedes z Ebonitu (z nadzieją): Ale przynajmniej nie skasują nam notki...

Antena (rzeczowo): A dym będzie swoją drogą, bo jak już powiedziałam, da wam popalić.

Na scenę wjeżdza grecki rydwan, którym powozi mężczyzna w sile wieku, z długą brodą, trzymający w ręku błyskawicę.

Filozofowie (padając na twarz): Bądź pozdrowiony, o Zeusie Gromowładny!!!

mężczyzna nazwany Zeusem: Powstańcie, albowiem nie Zeus ci ja, tylko Albus Dumbledore.

Sedes z Ebonitu (podejrzliwie): A ta błyskawica?

Albus Dumbledore: To kamuflaż.

Antena: Widzę, widzę!!!

Albus Dubledore: Czy mogła byś się przestać wydurniać, Sybillo? Mieszasz tylko w głowach tym zacnym dżentelmenom.

Tales z Miletu (szeptem): Czy on nam aby nie ubliża?

Antena (zbolałym głosem): Przebóg, poznał mnie! Tak, jam ci Sybilla Trelawney.

Apokryf z Abwehry: Znaczy się, ten tego, nie jesteś boginią?

Sybilla Trelawney: No, kurna, nie. A szkoda...

Apokryf z Abwehry (oskarżycielsko): Od razu mi tu coś nie pasiło...

Sybilla Trelawney: To jak tak, to bardzo proszę wyciągnąć dzienniki snów, i zinterpretować wasze sny posługując się “Sennikiem”...

Tales z Miletu, Sedes z Ebonitu i Apokryf z Abwehry (ściągają w panice maski i okazuje się, że są to Harry Potter, Ron Weasley i Hermiona Granger)

Harry Potter, Ron Weasley, Hermiona Granger (chórem): Nie, tylko nie to!!! Idziemy na eliksiry! (wstają i idą na eliksiry).

Albus Dumbledore: Niech ktoś spuści zasłonę miłosierdzia na tę scenę...

Kurtyna (spada): Łup!!!

Koniec sceny 2


KATALA:

AKT 1 scena 3

Zamkowisko Hogwarcisko. Dolne partie murów blisko okienek pokoju wspólnego Slytherinu.
Środek nocy. Pełnia. Promienie księżyca odnajdują skuloną na murawie postać.
START

HERMIONA: [na kolanach skradająca się po murem]
O mów do mnie mój Ty srebrnoskóry wężu, tfu Aniele
Oświeć mi tę noc ogniem Twych oczu
Uczyń widzialną dla świata swą przebiegłość, żądzę władzy i ambicję
A ja Twoją w tę noc się stanę.

DRACO: [z głową wychyloną przez malutki lufcik wspólnego pokoju]
Hermiono! Czemuż wybrałaś Lwią Skórę
Wyrzecz się swego domu, wyrzuć paskudną nazwę.
Lub jeśli nie możesz tego uczynić,
To przysiąż wielbić mego Pana w skrytości serca
Tedy ja jako jego przedstawiciel w tym plugawym miejscu
Przyjmę Cię pod swe ramiona
i razem z siłą wodospadu zgnieciemy niewiernych ze stojącej nieopodal wieży.

HERMIONA: [padając plackiem w czerwoną kałużę i efektownie ochlapując niezmywalną farbą najbliższych widzów]
Mój ty czarnooki netoperku zamilknij na chwilę
Słyszę nadchodzących wrogów we włochatej skórze

DRACO: [usiłujący bezskutecznie wyciągnąć swoją wielką, napuchniętą od miłosnych uniesień głowę, ze stale zmniejszającego się okienka]
Luba ma ....... dziewico [hi, hi – śmiechy zza sceny]
Nadeszła chwila Twej próby
zrób użytek ze swoich wiadomości i ratuj mą głowę
zanim Ten Którego Imię Krzyczę w sennych koszmarach nadejdzie.

Z prawej strony sceny wydobywają się kłęby dymu. W głębi słychać astmatyczny kaszel niedożywionego aktora. Po scenie przebiegają dwa brodate, krępe karły z różowymi skrzydełkami zaczepionymi na plecach. Przy użyciu specjalnie przygotowanych sznurków wprawiają w ruch skrzydła. Te wzbijając dodatkowo tumany kurzu rozganiają kłęby dymu. W tle słychać rzucane co chwila zaklęcia transmutujące [dla ułatwienia zaklęcia przetłumaczone są na język widza] głowę Malfoya w coraz to dziwaczniejsze stwory.

HERMIONA: [z przerażeniem w głosie]
Czerwony muchomorek!

RON: [rozglądając się niepewnie dookoła]
Zimno jakoś cholera dzisiaj.

HERMIONA: Rączy jeleń [z odrobiną nieśmiałości w głosie]

HARRY: [rozpędzając dłońmi resztki dymu]:
W istocie i dym jakby skrzaty kolację przypaliły. [drapie się po i tak rozczochranej czuprynie] Która godzina luby przyjacielu?

RON: [z inteligentnym wyrazem twarzy rwie sobie włosy z głowy]
Godzina dobra, ale miejsca mi się chyba potentegowały.

HERMIONA: Zielonooka kałamarnica [z nadzieją]

Na sceną wbiega CZARNO ODZIANY DUCH z różdżką w ręku. Zaczyna wyć.

CZARNO ODZIANY DUCH: [waląc potarganego różdżką po głowie]
A Ty który Przeżyłeś jak se będziesz dobierał niepiśmienne towarzystwo to wykończę się grubo przed siódmym tomem.
Na taras wynocha bo tam James marźnie.
Zimno jakoś dzisiaj, cholera. [dodaje po chwili]

Podchodzi do skąpanej w kałuży krwi Hermiony. Przygląda się z zainteresowaniem zielonym oczom kałamarnicy. Zagniewany spogląda na dziewczynę.

CZARNO ODZIANY DUCH: [z nienawiścią]
A ty tu czego ... dziewico [hi, hi - śmiechy zza sceny]
Równowagę dzieła swą obecnością chcesz zakłócić.
Idź w Las i owoc jakiś na posiłek przynieś
Więcej pożytku z Ciebie będzie.

Hermiona z opuszczoną głową odchodzi w las.

CZARNO ODZIANY DUCH: [klękając przez Malfoyem skrytym w ciele zielonookiej kałamarnicy]
Draco! Czemuż wybrałeś Obślizgłe Ciało
Wyrzecz się swojej dziewicy ... [hi, hi - śmiechy zza sceny]

Kurtyna opada niespodziewanie ratując widzów przed kolejną dawką dzieła.
 

PROFESSOR VECTOR:

Scena: zaplecze chatki Hagrida, noc, plucha, zawierucha, temperatura bliska zeru absolutnemu (absolutnie odmawiam działania w takich warunkach...).
Osoby: Hagrid uzbrojony w kuszę, Kieł uzbrojony w kły i podszyty tchórzem, Ronald Weasley uzbrojony w samodzielnie zreperowaną różdżkę o zmiennych właściwościach odbywający aktualnie szlaban za próbę zaślimaczenia Malfoya juniora, Harry Potter wyposażony w różdżkę oraz wybu[/i]jałe wyobrażenie o tym co powinien robić młodzieniec w jego wieku. Hermiony brak, ona tylko trzymała Ronowi kociołek na ślimaki, co zostało uznane za odpracowanie kary, jako że pozwoliła znajdującym się w jej otoczeniu kolegom na chęć uszkodzenia ducha Dracona.

Hagrid: Podążamy w las. Ron nie pluj ślimakami, Harry nie duś Kła.

Ron: Nie mogę, do potrawki w białym winie potrzeba nam jeszcze pół kilo!

Hagrid: To pluj do kociołka, nie marnuj mięska.

Ron: Błeee (do kociołka)

Harry: Ale będziemy jeszcze potrzebować tego wina, no i odpowiednich przypraw.

Hagrid: Po przyprawy właśnie idziemy. Kieł prowadź na grządkę z dyniami.

Kieł: (prowadzi na grządkę przez legowisko Aragoga, jaskinię nietoperzy, wykluwalnię gumochłonów i wąwóz sklątek) Hau, hau...

Harry: Czy nie powinniśmy wziąć ze sobą jakiegoś skrzata? W końcu to one wiedzą jak je ugotować.

Hagrid: A nie wystarczy lewa noga pająka krzyżaka, prawy pazur nietoperza, śluz gumochłona (w końcu jest tańszy od białego wina) i moc sklątek (żeby zastąpić procenty w winie)?

Ron: Mnie już wszystko jedno. Kociołek pełen, a skrzaty i tak coś z tego upichcą.

Osoby dramatu wracają do zamku, łechcą gruszkę, która zamienia się w klamkę i oddają swoje zdobycze w kuchni. Tego wieczora na kolację podano Bouillabaisse.
 

TOROJ:

 

Osoby (in order apperance):

Draco Malfoy

Hermiona Granger

Harry Potter

Ron Weasley

Szeryf No-Ten-Cham

Zdumiona Cisza

Agent

Severus Snape

Gazeta (Wyborcza)

Oraz:

Chór “Spiritual Movens Hogwartensis”

Zespół taneczny “Blackcats”

Kurtyna

 

Akt 2 scena któraśtam (słabo mi idą rachunki)

 

Pracownia Eliksirów, w jednym kącie jakaś aparatura cicho bulgocze i kapie, w drugim coś robi “ping”. Po stronie ślizgońskiej większa ilość czarno odzianej młodzieży, służącej jako tło dla Dracona Malfoya, który podkręca sobie rzęsy maskarą. Po stronie gryfońskiej taka sama ilość czarno odzianej młodzieży służy za tło Potterowi, malującemu usta wiśniową szminką.

 

Draco Malfoy (w przestrzeń): Jestem debeściak.

 

Hermiona (do Pottera podejrzliwie): Czy to moja szminka?

 

Potter (ze świętym oburzeniem): To jest makijaż sceniczny! Jakby nie było, jestem tu głównym bohaterem i muszę być widoczny!

 

Hermiona: No dobra... Czy to jest MÓJ makijaż sceniczny??!

 

Draco (mamroce w plik papierów): Jestem debeściak... głupia szlama... Potter, już nie żyjesz...

 

Hermiona: Słucham!?

 

Draco: Cicho, powtarzam rolę.

 

Hermiona (odwraca się z powrotem do Pottera): Czy to...

 

Ron Weasley (podaje jej szminkę): Masz tu swoje smarowidło i nie zawracaj mu głowy, przecież to i tak nie jego kolor.

             

Na scenę wkracza osobnik z wąsami i bródką, w czarno-fioletowych aksamitach.

 

Osobnik: Witajcie, poddani!

 

(Odpowiada mu zdumiona cisza.)

 

Zdumiona Cisza: Dzień dobry, eee... panie...

 

Osobnik: Szeryf No-Ten-Cham. Poddani...KLĘK!

 

(Nikt się nie rusza.)

 

Szeryf: Aha! Bunt?!

 

Draco Malfoy: Jaki tam bunt... Mama nie pozwala mi klękać na podłodze, bo to niehigieniczne.

 

Szeryf (drapie się za uchem): Coś się nie zgadza.

 

(Wyciąga zza pazuchy plik papierów i wertuje je zapamiętale.)

 

Szeryf (wrzeszczy): Agent! AGENT!!! Gdzie mój agent?!

 

Pojawia się osobnik odziany w czarny garniturek, ciemne “matrixówki”. Żuje gumę, z nosa wystaje mu kabel telefoniczny.

 

Agent: No..?

 

Szeryf (wykonując szeroki gest dookólny): Co to jest? Dlaczego ja zawsze dostaję takie głupie role i gdzie jest scenarzysta? Wypruję mu flaki łyżką.

 

Draco Malfoy (z profesjonalnym zainteresowaniem): Dlaczego łyżką?

 

Szeryf: Bo tak jest w scenariuszu “Króla Złodziei”.

 

Hermiona: Księcia...

 

Szeryf (gorzko): Awansowali drania.

 

Agent wyciąga z kieszeni słuchawkę telefoniczna i podłącza ją sobie do kabla. Przez chwilę słychać efekty dźwiękowe.

Agent: Sorry, men... pokićkały się matryce. Zaraz zrobimy update.

 

Kurtyna chwilowo opada. Chór duchów “Spiritual Movens Hogwartensis” śpiewa pieśń okolicznościową pt. “God save the Headmaster”. Na pierwszym planie cztery czarne koty wykonują hiphopowy układ taneczny.

 

Akt 2 (scena kolejna)

Kurtyna podnosi się, ukazując to samo wnętrze, z tą różnicą, że na miejscu Szeryfa No-Ten-Cham stoi Severus Snape z mopem na głowie.

 

Severus Snape (zezując w górę): Co tym razem?

 

Agent: Cięcia budżetowe. To ja znikam. (znika)

 

Snape: Dzień dobry, dzieci!

 

Zdumiona Cisza: Dzień dobry, panie profesorze!

 

Snape: Dziś nie będzie eliksirów.

 

Strona gryfońska: Aaaaaaaaaaa!!!

 

Snape: W ramach mego zastępstwa na lekcji Obrony Przed Czarną Magią przerobimy dziś temat “Jak bronić się przed człowiekiem uzbrojonym w... gazetę”!

(Wyciąga zza pazuchy gazetę zwiniętą w rulon.)

Snape: Potter, chodź tu! Zrobimy demonstrację.

Potter (niechętnie): Dlaczego ja?

Snape: Bo jesteś pieprzonym głównym bohaterem, i do tego dobrze widocznym.

Potter (niechętnie podchodząc): A jeśli ten facet będzie miał ostry... ostrą różdżkę?

Snape: Dziś przerabiamy napad prasowy, Potter.

Potter: A jeśli on będzie miał “National Geographic”?

Snape wali go po głowie gazetą. Potter pada na scenę, wygłaszając w trakcie monolog.

Potter: O, niech to ciało, jakże nieugięte, stopi się, skropli i zamieni w rosę! Gdyby Przedwieczny przeciw samobójcom nie wydał prawa! O, Boże! O, Boże!
Jak nudne, puste, głupie i bezpłodne wydają mi się obyczaje świata! To dziki ogród, co strzela w nasienie! Tu tylko chwasty podłe i ohydne wkoło się plenią.
(ciszej) Zatłukę scenarzystę.

 

Draco Malfoy: Już nie żyjesz, Potter!

Potter: (nie żyje)

Snape (wyciągając z gazety gazrurkę): Tak, panie Potter, nieważna jest sama gazeta, lecz jej treść.

Nad scenę wjeżdża podwieszona na sznurku postać w białym gieźle, ze skrzydłami i aureolą. Dla rozjaśnienia sytuacji – na czole ma namalowaną błyskawicę i jest w okularach. Trochę osypuje się z niej mąka.

Duch: Nad głową kraśny mam kafel, znicz nad boiskiem lata, do niebiańskiego quidditcha odchodzę z tego świata...

(Odlatuje przy akompaniamencie skrzypienia maszynerii.)

Hermiona: Ta sztuka schodzi na dziady.

Draco: Potter nie żyje, konkurencja wykoszona. Jestem teraz najlepszym szukającym w szkole, jestem szalenie przystojny, bogaty i mam owłosioną klatę. Granger, umówisz się ze mną?

Hermiona: Jasne!

Ron (żałośnie): A ja?

Hermiona: Ty nie masz owłosionej klaty.

Ron Weasley w akcie rozpaczy wyrywa Snape’owi gazetę i wali się nią po głowie, po czym pada obok przyjaciela. Kurtyna miłosiernie opada, zanim zdążył wygłosić monolog.

Koniec aktu drugiego – kiedyś musiał się skończyć.

IRYTEK:

Osoby:
(w większości jak powyżej w scenie napisanej przez Toroj, oraz)
Ekipa Techniczna
Szalony Scenarzysta
Japoński Samuraj z Mieczem
Osik Jan
Dyrektor Teatru

Akt 2, scena poprzednia+1

Kurtyna unosi się, odsłaniając ogólne pojobowisko... tfu, pobojowisko. Na pierwszym planie leży Harry Potter z malowniczo rozłupaną czaszką. O pół planu dalej leży Ron Weasley. Czaszkę też ma rozłupaną, ale trochę mniej malowniczo, bo w końcu to nie on jest głównym bohaterem i zajmował się nim gorszy charakteryzator. W rogu sceny Hermiona Granger całuje się namiętnie z Draconem Malfoyem, który rozdarł sobie koszulę na piersiach i pokazuje owłosioną klatę. Nad sceną lata kraśny kafel. Severus Snape stoi w pozie niedbałej nad parującym kociołkiem i miesza w nim powoli gazetą owiniętą w gazrurkę. Panuje (zdumiona) cisza.

Zdumiona Cisza (panuje przez około 5 minut)

Zdumiona Cisza (kończy panowanie i opuszcza scenę - o dobry metr)

Ekipa Techniczna (unosi opuszczoną przez Zdumioną Ciszę scenę na poprzednią wysokość, przeklinając przy tym pod nosem)

Na scenie pojawia się Szalony Scenarzysta.

Szalony Scenarzysta (energicznie): Stop, stop!!! Zmieniamy koncepcję. Stop, mówię! Cięcie, cięcie...

Japoński Samuraj z Mieczem (tnie ze świstem)

Szalony Scenarzysta (upada przecięty na dwoje)

Japoński Samuraj z Mieczem (po japońsku): Chcieliśta, to mata!!!

Severus Snape (zadumany): Chyba już dosyć namieszałem. (przestaje mieszać, podchodzi do zwłok Szalonego Scenarzysty, podnosi scenopis i czyta)

Severus Snape: No dobra! Malfoy, przestań obściskiwać szlamę. Potter i Weasley, wstawać bo dostaniecie szlabany!

Potter i Weasley (leżą nieruchomo)

Severus Snape (wkurzony): Sami chcieliście. Macie szlabany!

Na scenie pojawia się Ekipa Techniczna niosąc dwa wielkie szlabany. Każdy przewiązany jest kokardką do której przyczepiona jest karteczka z serduszkiem. Na jednej karteczce napisane jest “Harry Potter”, na drugiej “Ron Weasley”. Ekipa Techniczna układa szlabany obok chłopców.

Harry Potter (złym głosem): Nie mogę wstać, bo mam rozłupany łeb!

Hermiona Granger (uwalnia się z objęć Malfoya i wyciąga różdżkę): Reparo!

Głowy Pottera i Weasleya sklejają się magicznie. Magii można pomóc klejem “Kropelka”.

Harry Potter i Ron Wealsey wstają.

Harry Potter i Ron Weasley (razem): Panie profesorze, gdzie mamy odpracować nasze szlabany?

Severus Snape: Potter, przejazd kolejowy nr 34 w Pcimiu...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin