Psy.pdf

(37 KB) Pobierz
654922272 UNPDF
Ja też kiedyś miałam zamiar hodować psy. Nawet były u nas w domu szczeniaczki, ale niestety nie
nadaję się do tego typu działalności. Taka skaza charakteru. Pocieszam się myślą, że można mieć
psy i je kochać, wiedzieć dużo na temat ich zdrowia, psychiki i nie hodować. To sobie robię
zaocznie weterynarię, etologię. Oprócz książek sporo informacji dostarcza nieoceniona sieć. Mam
starego psa i tak sobie wieczorkiem poszalałam przy komputerze. Otwierałam strony hodowli ,
sprawdzałam wiek psów i czytałam o seniorach. Trzynastoletnie, czternastoletnie w super kondycji,
biegają, bawią się jak szczeniaczki. Szesnastoletnie też niczym po liftingu. Popadłam w lekki dół
psychiczny. Coś ten mój zbyt daleko odbiega od normy, a weterynarz opowiadał o zmianach
starczych u psów i według niego nie jest źle z tym moim ukochaniem. Potem poczytałam
wynurzenia tych co mają psy w domu, a więc całodobowo. Zgryźliwy staruszek był taki jak tamte,
a czasem jeszcze z większym błyskiem w oku. To teraz powiedzcie mi czy fizjologia jest inna dla
różnej grupy psów. I skąd natura wie, że ten z hodowli, a ten domowy pupil. Ja już nieraz nie dwa
brzydkie słowa pod adresem ukochanej matki natury mamrotałam pod nosem właśnie z powodu
takich reklamowych bredni hodowców. Zgadzam się, że mogą być psy bardzo zdrowe, starzejące
się wolniej niż te moje, ale statystycznie nieprawdopodobne jest, aby taka prawidłowość dotyczyła
wszystkich kojcowych. To mamrotanie dotyczyło ludzi, że nie otrzymali w darze przy narodzinach
kapeczki krytycyzmu. Hodowcy uważają, że nikt nie myśli, że nikt się nie dokształca w kynologii.
Przecież jak jest pięć lub sześć championów z jego hodowli to jest to osiągnięcie spore i o czym z
taką Halinką gadać. Momentami zachowanie działaczy związkowych, sędziów i hodowców
przypomina reakcje tych co tkwią w oblężonej twierdzy. Każda rzeczowa krytyka wywołuje
oburzenie i obrazę. Zawsze wtedy mówi się o poświęceniu czasu, energii, życia osobistego dla
dobra rasy, psów umiłowanych, a tam jakiś mąciciel nie zgadza się z nami. A przepraszam jak psy
się wypożycza jak przedmiot, jak książkę, wysyła w inne miejsce to on był ten jeden wyśniony i
wymarzony. Auteczko nie jest do pożyczenia, ale pies tak. Rzeczowo powiedzieć- To jest
egzemplarz hodowlany, więc nie jest pupilkiem pańci i pańcia. W takim wypadku zwracam honor.
Mam do czynienia z osoba kompetentną wiedzącą co robi. Inaczej jeśli słyszę pieśń o ukochaniu
czworonogów , a jednak ich wysyłaniu w świat. Hipokryzja spora, albo paranoja. Nie wie prawica
co robi lewica. Czemu wystawcy nie weryfikują oceniających na ringu. Czemu robi to w sposób
tajemniczy wąskie gremium kolegów po fachu. Pamiętam pewną wystawę klubową, gdzie sędzina
po minutowym spojrzeniu na ring, odrzuciła kilka suk z uwagą, że są bardzo dobre. Jedna tak się
chyba przejęła odrzuceniem , że zaczęła się załatwiać na ringu. Właścicielka trochę ją szarpała i
zauważyła to oceniająca. Zbeształa wystawiającą i kazała wrócić do stawki. Tak to potrzeba
fizjologiczna podniosła urodę suni. Opisałam ten sposób sędziowania i usłyszałam, że przecież nic
z tego nie wynika. Medal jest kawałkiem blachy. To jak z jednej strony blacha, a w razie czego
ważny element dopuszczenia do hodowli. Przyznam się, że kiedyś nie odebrałam opisu. Grzecznie
przeprosiłam, ale powiedziałam, że nie będę brała do ręki nieprawidłowej oceny. Szetlandeczka
moja była dla znawcy bez konkurencji. Jej rywalki to pieski zbyt duże z nieprawidłowymi oczami i
wyrazem. Ponoć to był efekt dbania o pieski przez właścicieli. Jadły za dobrze i wyrosły jak na
drożdżach. A ja cóż głodziłam niebogę to i nie urosła. O niekompetencji sędziów to można tomy
pisać, ale pojawia się następny problem. Sędziujący hodowcy. Dobra, dobra ponoć nie będą oceniać
psów w swoich rękach. Hm.. a po swoim psie. Zupełnie zrozumiałe jest, że bliższa koszula ciału.
Powiedzmy, raz będzie oceniać pani A psy między innymi pani S. Jak jedna da wygrać drugiej to
druga się odwdzięczy. Posiadających szetlandy informuję, że zbieżność inicjałów jest zupełnie
przypadkowa. Dlatego uważam za słuszne uznanie, że ten kto płaci ma prawo do informacji od
sędziego i do jego oceny. Kilka skarg skierowane pod jedno nazwisko powinno spowodować
reakcję działaczy związkowych. Zaraz pojawi się argument, że przegrywający ruszą z lawiną pism.
Bzdura. Nawet jeśli jakaś nieuzasadniona krytyka się pojawi to będzie lepiej niż takie pogadywanie
obok ringu. Zaręczam też, że wiedza, o istnieniu instytucji skarg wzbudzi w sędziach ochotę do
dokształcania się.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin