Posłuchajmy, jaki dobry wpływ na innych miała pewna dziewczynka.
Pomysł wyszedł od Kasi, która zawsze potrafiła wymyślić coś ciekawego. Kilka dni przed Wszystkimi Świętymi Kasia powiedziała:
- Słuchajcie! Wybierzmy się jutro na cmentarz. Odszukajmy jakiś opuszczony, zaniedbany grób i uporządkujmy go. Zrobimy dobry uczynek i rozruszamy się trochę.
Wszystkim spodobała się ta propozycja. Nawet chłopcy, którzy zawsze mówili "nie", kiedy inni popierali Kasię, dziś postanowili, że wybiorą się ze wszystkimi na cmentarz. Jedynie Michał spytał, czy nie można by zorganizować tej wyprawy o północy, ale nikt go już nie słuchał.
- A więc jutro? - powiedziała Kasia ucieszona. Proponuję, aby każdy zabrał ze sobą to, co może się przydać. Chłopcy niech wezmą grabki, łopatkę, wiadro. My przyniesiemy świerk, świeczki i kwiatki.
- Tak jest! - krzyknęli zgodnie jak nigdy chłopcy.
Na drugi dzień poszli na cmentarz poszukać zapomnianego grobu. Nic było to łatwe. Większość grobów była już uporządkowana, na niektórych paliły się znicze, przy innych krzątali się jeszcze ludzie. Wreszcie znaleźli. Na skraju cmentarza był grób, którego dawno już nikt nie odwiedzał. Napis był zatarty, krzyż spróchniał, wszystko zarosło trawą. Chwilę postali nad grobem, zastanawiając się, kto może w nim leżeć... W pewnym momencie Michał przerwał milczenie.
- Bierzemy się do pracy - powiedział. - Już późno.
Zaczęli sprzątać. Zgrabili zwiędłe liście, wyrównali mogiłę, obłożyli ją świerkiem. Potem postawili słoik ze złotą chryzantemą i na końcu zapalili świeczki. Kasia poprosiła, aby się wspólnie pomodlili przy uporządkowanym grobie. Zajęci pracą, a potem modlitwą nie zauważyli, że przyglądała się im starsza skromnie ubrana kobieta. Usłyszeli dopiero jej słowa:
- To jest grób mojego syna. Był w waszym wieku, kiedy umarł. Kiedyś mieszkałam tutaj i często przychodziłam na jego grób. Teraz mieszkam na drugim końcu Polski. Rzadko przyjeżdżam, bo jestem już słaba i chora:
Dzieci zerwały się szybko, jakby zrobiły coś niewłaściwego, ale nie wiedziały co powiedzieć.
- Bóg wam zapłać! - mówiła dalej wzruszona starsza pani. - Mnie nie starczyłoby już sił, żeby zrobić to wszystko. Chciałam się tylko pomodlić i zapalić świeczkę. Dziękuję! Nieznajoma zapłakała ze wzruszenia.
- Proszę pani... - powiedziała nieśmiało Kasia - my możemy częściej... My zawsze na Wszystkich Świętych możemy posprzątać grób...
- Bóg wam zapłać - szepnęła starsza pani.
Do domu wracali w jakimś uroczystym nastroju. Po drodze nikt się nie odzywał, wszystkim zabrakło słów. / Na podstawie: „Mały Gość Niedzielny”, 1983, nr. 11, s. 17/
Dzieci były bezinteresowne.
Ks. Kaszowski M., Z Maryją... Katowice 1991, s. 42–43
Nikolas53