Z pewnością wiele radości sprawimy Jezusowi i Jego Matce, Maryi, jeśli będziemy postępować, jak bohaterka dzisiejszego opowiadania.
Marysia miała ochotę iść pobawić się z Ewą na podwórko. Zbiegła po schodach i zadzwoniła do drzwi koleżanki. Drzwi otworzyła starsza pani, której Marysia nie znała.
- Czego chciałaś, dziecinko? - spytała nieznajoma.
- Przyszłam po Ewę - wykrztusiła Marysia i zobaczyła, że za plecami starszej pani jest zupełnie nieznane mieszkanie.
- Tutaj nie mieszka żadna Ewa - odrzekła kobieta uśmiechając się do dziewczynki.
- Chyba pomyliłam piętra - powiedziała Marysia i spojrzała na numer mieszkania. To 39, a Ewa mieszkała pod numerem 29. - Bardzo panią przepraszam! - dodała zawstydzona.
- Nic nie szkodzi - powiedziała nieznajoma. - W nowych blokach wszystkie korytarze są tak do siebie podobne, że można nie trafić nawet do własnego mieszkania. Ale Bóg mi ciebie zesłał! Właśnie nie miałam kogo poprosić, żeby mi kupił bułkę i mleko - ciągnęła dalej, uśmiechając się do Marysi.
- Czy mogłabyś mi zrobić tę przysługę?
- Nie ma sprawy... to znaczy tak, bardzo chętnie! - powiedziała Marysia, której przypomniało się, że jej babcia nie lubi, kiedy mówi się "Nie ma sprawy”.
Marysia wzięła siatkę i pieniądze i pobiegła do najbliższego sklepu. Ewa bawiła się na podwórku. Marysia zawołała ją i za chwilę obie dziewczynki, zdyszane przybiegły ze sklepu i zadzwoniły do drzwi starszej pani. Dziękuję, moje kochane, dziękuję. Wejdźcie do środka - zapraszała staruszka. - Poczęstuję was cukierkami.
Dziewczynki weszły do mieszkania, a nieznajoma poczęstowała je czekoladą zjadły jej bardzo dużo, chociaż wiedziały, że to nie wypada. Jednak ta pani była dla nich taka miła. Opowiedziały jej o szkole. Starsza pani słuchała wszystkiego z wielkim zainteresowaniem. Potem dziewczynki pożegnały się i wyszły.
W domu Marysia opowiedziała mamie o całym zdarzeniu. Mama zapytała: Czy starsza pani jest chora?
Marysia nie umiała odpowiedzieć. Wiedziała tylko, że staruszka z jakiegoś powodu nie mogła iść do sklepu, ale potem siedziała z nimi i rozmawiała. Wstąpię tam wracając ze sklepu - powiedziała mama.
Po powrocie mamy okazało się, że starsza pani to pani Stanisława chorująca na reumatyzm, który w tym dniu bardzo jej dokuczał. Mieszka zupełnie sama ponieważ syn wyjechał z rodziną na trzy lata za granicę. Czasem przychodzi do niej kuzynka pomóc w gospodarstwie.
Marysia słuchała z zaciekawieniem wszystkiego, co opowiadała mama, i postanowiła jeszcze raz odwiedzić panią Stanisławę.
Nie musiała nawet prosić o pozwolenie, bo mama powiedziała jej: Jutro po lekcjach zajrzyj tam i spytaj, czy nie trzeba czegoś załatwić. Następnego dnia Marysia kupiła znowu bułkę i mleko, a nawet ziemniaki i jarzyny na obiad. Weszła też chętnie na pogawędkę. Opowiedziała pani Stanisławie o lekcjach, koleżankach, o szkole. /Na podstawie: „Mały Gość Niedzielny”, 1986, nr 9, s. 15/
Nie tylko moja mama, tatuś i rodzeństwo stanowią rodzinę. Do tej wielkiej rodziny, nazywanej Kościołem, należą także moi dalsi krewni, a także sąsiedzi oraz ludzie nieznajomi. Wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, dziećmi jednego Ojca, który nas bardzo kocha. Mamy jedną dobrą Matkę-Maryję.
Ks. Kaszowski M., Z Maryją... Katowice 1991, s. 56-58
Nikolas53