Z pamiętnika Agaty R.
Był to kolejny, zwyczajny piątkowy wieczór. Usypiałam na stojąco ze zmęczenia. Umówiłam się ze swoim chłopakiem (Kubą J.) w Manufakturze. Oczywiście nie zdziwił mnie fakt, że się spóźniał, więc w myśl zasady „nie można mieć wszystkiego” czekałam cierpliwie. Zahipnotyzowana urokiem obecnych tam fontann, nie zauważyłam zbliżającej się do mnie postaci…(Brzmi już trochę jak brazylijski serial ;-)) Zaskoczeniem dla mnie było to, że była to Justyna S. pseudonim „Stuczka”. Wręczyła mi list bez słowa i zaczęła się oddalać. Nadawcą listu był wyżej wspomniany delikwent, który informował mnie, że będzie na mnie czekał, ale o 20! Głos rozsądku krzyknął: Halo! Przecież jest 18! Jakże mój bystry umysł mnie na moment zawiódł… Nie wiem czy nie skojarzyłam faktów dlatego, że pojawienie się Stuczki w takim momencie nie miało dla mnie sensu i wzięła mnie z zaskoczenia, czy dlatego, że była mgła?!
I co do diaska ma z tym wspólnego Kuba?! Zagadka miała się niebawem wyjaśnić…
Stuczka, jakże tajemnicza, rzuciła na odchodne „Tylko nie dzwoń do niego”! Rozum zaczął się przebijać przez ciężką fale zaskoczenia, wiec ruszyłam za nią. Już zza rogu wyłoniła się znajoma mi sylwetka Marcina M., Karpówki , Pauli Sz. i Marty P. Wręczyli mi mundur (a skąd ten?) i kazali stawić się pod sklepem „Heavy duty”. Ruszałam się jak w smole, nadal nie docierało do mnie to, co się dzieję, ale wiedziałam, że zabawa ma się dopiero zacząć. Powędrowałam, zatem do WC i przebrałam się w mundur. Kiedy wyłoniłam się z publicznej toalety wzbudziłam niemałe zainteresowanie w tym zaludnionym miejscu, do czego jednak się przyzwyczaiłam już bardzo dawno (z taką urodą nie ma wyjścia :D). Oczywiście, jak każdy normalny człowiek przejęłabym się zaczepkami, ale ja to ja i byłam za bardzo zajęta myślą, jak bardzo moje buty nie pasują do munduru! Zabawne, że z upływem lat i rozluźnieniem obyczajów nadal bardzo rażą mnie „nie domundurowe” buty, harcerki wymalowane jak dzieci na ostatki i z włosami rozwianymi jak Anna Przybylska w reklamie Princessy kokosowe (obrzydliwy smak swoja drogą). Tak, jakby to, że będą w makijażu nie widocznym na kilometr i związanymi włosami miało z nich uczynić brzydulę Betty! A wiec takie górnolotne rozmyślania zaprzątały moją głowę w drodze do miejsca spotkania. I wreszcie bach! Jak grom z jasnego nieba! Skojarzyłam! Toporny umysł zestawił fakty! Toż to skład reakcji (nikt nigdy mi nie powiedział, że następuje oficjalne przyjęcie na jej łono!) Zastanawiałam się po drodze, co wymyślili, jakie zadanie mnie czeka! Oczywiście Marcin M. z zamiarem zachowania nieskazitelnej powagi wytłumaczył mi, że musze uzyskać odpowiedź na pytanie, kim jest dziennikarz lub mnie więcej, czym się zajmuje. Zaczepiłam kulturalnie 10 przypadkowych osób, młodych, starszych, mężczyzn, kobiety czy dzieci. Nigdy nie miałam trudności z wykonywaniem takich zadań, nigdy nie towarzyszyło mi zażenowanie czy coś takiego. Jedyną obawą było to czy dobrze nagrają się odpowiedzi, bo głupio tak ludziom wtykać telefon pod sam nos :D I oczywiście było mi bardzo gorąco jak to w Manufakturze! Nie zaskoczyło mnie to, że ludzie wypowiadali się bardzo negatywnie („Jest kłamcą”, „Nikim, a raczej niczym”, „Hieną”, czy standardowe „osobą pozyskującą informacje i przekazującą ja opinii publicznej”), ale to, że ludzie bardzo chętnie mi odpowiadali. Nikt nie odmówił i zawsze z uśmiechem mówił, że dobrze, iż mogą pomóc. Czyżby mój urok osobisty ? :D
No dobra, tajemnicą jest kwestia dobrego sformułowania swojej prośby, ludzie lubią czuć, że się z nimi liczysz (dobra rada dla przyszłych dziennikarzy). Nawet nie zauważyłam, jak szybko się z tym uporałam i nawet poczułam się rozbudzona. Oddałam „sprzęt” i podążyłam za nimi. Wszyscy w mundurach stanęliśmy przy fontannach - ja z jednej strony, oni na przeciwko. Odczytano mi tekst przysięgi, co mi się bardzo podobało, bo przez szum fontanny słyszałam trochę przeinaczone słowa, które układały się w prześmieszną całość. Złożyłam swój podpis. Co się działo potem to już treść tylko dla oczu i uszu pełnoprawnych członków redakcji. Później po przemyśleniach i już całkiem rozjaśnionym umyślę zastanawiałam się, jakie uczucia wzbudziły we mnie te wydarzenia i co miały na celu. Od pojawienia się tajemniczej Stuczki aż po podpis przy fontannie. Wiem jedno, że dawno nie czułam się tak jak wtedy, z tą całą tajemniczą otoczką, zaskoczeniem, listami, wykonywaniem zadań, paradowaniu beztrosko w mundurze, aż po myślenie o umalowanych harcerkach. Tak, jak w trakcie harcerskiej przygody :] Dziękuje redakcji…
PS. Nazwiska, pseudonimy i miejsca są jak najbardziej prawdziwe.
sam. Agata Rygielska
druzynowy