982.txt

(611 KB) Pobierz
          Danielle Steel
          Pier�cionki
Wydawnictwo "Ksi��nica" 
          Katowice , 1966


   
          Prze�o�y�a z angielskiego
          Maria Karolina Andrzejewska

          Na dysku pisa� Franciszek Kwiatkowski



         

Rozdzia� I 


Kassandra von Gotthard siedzia�a w swobodnej pozie na brzegu 
jeziora w parku Charlottenburger, spogl�daj�c, jak po wodzie 
rozbiegaj� si� falki spowodowane przez kamyk, kt�ry przed chwil� 
cisn�a. D�ugie smuk�e palce uj�y nast�pny g�adki kamyczek, 
zastyg�y na sekund�, a potem mimochodem pos�a�y w stron� tafli 
jeziora kolejny miniaturowy pocisk. 
By� upalny dzie� p�nego lata i s�o�ce migota�o na z�ocistych 
w�osach Kassandry, sp�ywaj�cych g�adk� fal� na ramiona i 
przytrzymywanych z jednej strony twarzy grzebykiem z ko�ci 
s�oniowej. �w drobny akcent by� r�wnie doskona�y i pe�en wdzi�ku 
jak ca�a sylwetka i rysy m�odej kobiety. Jej ogromne oczy o 
kszta�cie migda��w mia�y ten sam g��boki b��kit co zdobi�ce park 
klomby kwiat�w; by�y to oczy sk�onne do �miechu, a zarazem 
szepcz�ce co� czu�ego, oczy w jednej chwili przepe�nione 
pieszczot� lub kpin�, a ju� w nast�pnej - zadumane, jakby ogl�da�y 
jaki� fantastyczny pejza� r�wnie odleg�y od rzeczywisto�ci, jak 
zgie�kliwe miasto od wypi�trzonego na drugim brzegu jeziora zamku 
Charlottenburger. Majestatyczny gmach zdawa� si� wpatrywa� w 
Kassandr�, jakby nale�a�a raczej do jego czas�w ni�li do swoich. 
Kassandra sprawia�a wra�enie postaci z osiemnastowiecznego p��tna, 
kiedy leniwie wyci�gni�ta na brzegu, przeczesywa�a smuk�ymi 
palcami traw� w poszukiwaniu jeszcze jednego kamyka. W pobli�u 
stadko kaczek wmaszerowywa�o do wody, co dw�jka dzieci kwitowa�a 
radosnym klaskaniem w �apki. Po chwili odbieg�y, odprowadzane 
przez Kassandr� zadumanym spojrzeniem. 
- O czym pani teraz my�la�a? - wyrwa� j� z mrzonek m�ski g�os. Z 
u�miechem zwr�ci�a si� w stron� towarzysza. 
- O niczym - odpar�a wyci�gaj�c w jego stron� d�o�, przy czym 
zamigota�y w s�o�cu brylanciki zdobi�ce misterny sygnet, kt�ry 
mia�a na palcu. M�czyzna jednak nie zwr�ci� najmniejszej uwagi na 
przepi�kny pier�cie�, klejnoty nie mia�y dla� �adnego znaczenia. 
Intrygowa�a go wy��cznie Kassandra, b�d�ca w jego oczach 
uciele�nieniem odwiecznej tajemnicy �ycia i pi�kna. By�a pytaniem, 
na kt�re nigdy do ko�ca nie znajdzie odpowiedzi, darem, kt�ry 
nigdy w ca�o�ci nie b�dzie do niego nale�e�. 
Poznali si� minionej zimy na przyj�ciu z okazji ukazania si� 
drugiej jego powie�ci, zatytu�owanej "Der Kuss", utworu 
szokuj�cego zuchwa�ym erotyzmem, a zarazem przepe�nionego g��bok� 
wra�liwo�ci�. Ta ksi��ka odnios�a r�wnie wielki sukces jak 
pierwsza i definitywnie zapewni�a autorowi miejsce na Parnasie 
wsp�czesnej literatury niemieckiej. 
By� kontrowersyjny, awangardowy, czasem skandalizuj�cy, ale przede 
wszystkim bardzo, bardzo utalentowany. W wieku trzydziestu lat 
Dolff Sterne znalaz� si� u szczyt�w s�awy. I wtedy spotka� swoje 
marzenie. 
W wiecz�r pierwszego spotkania jej uroda zapar�a mu dech w 
piersiach. S�ysza� o niej ju� wcze�niej; zna�a j� ca�a berli�ska 
socjeta. Sprawia�a wra�enie nieziemskiej i nieosi�galnej, a 
zarazem a� przera�aj�co kruchej. 
Kiedy j� ujrza� ubran� w obcis��, przetykan� z�ot� nitk� jedwabn� 
sukni�, w miniaturowej czapeczce, spod kt�rej sp�ywa�a burza 
l�ni�cych w�os�w, z przerzuconym przez rami� sobolowym futrem, 
do�wiadczy� czego� na kszta�t uk�ucia dojmuj�cego b�lu. Nie 
oszo�omi�o go jednak z�oto ani sobole, lecz ona sama - jej 
odmienno��, jej milczenie w�r�d zgie�ku sali, a wreszcie jej oczy. 
Kiedy na� popatrzy�a z u�miechem, poczu� si� jak cz�owiek 
umieraj�cy. 
- Gratuluj� panu. 
- Czego? - zapyta� kompletnie zdezorientowany. Wpatrywa� si� w ni� 
przez d�u�sz� chwil�, czuj�c, jak ubywa mu lat, i to w takim 
tempie, �e z trzydziestu trzech rych�o zosta�o zaledwie 
dziesi��... a� wreszcie poj��, �e i ona jest mocno zdenerwowana. 
Stanowi�a ca�kowite zaprzeczenie jego wyobra�e�: by�a 
dystyngowana, lecz pozbawiona wszelkiej wynios�o�ci; �ywi� 
podejrzenia, i� ha�a�liwy t�um i w�cibskie oczy napawaj� j� 
l�kiem. Jak Kopciuszek umkn�a bardzo wcze�nie, kiedy wci�� by� 
zaj�ty witaniem nowych go�ci. Korci�o go, by za ni� pobiec, 
odnale�� j� i raz jeszcze, cho�by na kr�tk� chwil�, spojrze� w te 
fio�kowe oczy... 
Dwa tygodnie p�niej spotkali si� ponownie, w�a�nie tu, w parku. 
Przypatrywa� si�, jak z u�miechem spogl�da na zamek i p�ywaj�ce po 
jeziorze kaczki. 
- Cz�sto tu pani przychodzi? - Stali rami� przy ramieniu, a wysoka 
ciemna sylwetka Dolffa uderzaj�co kontrastowa�a z porcelanow� 
urod� Kassandry. Mia� w�osy koloru jej soboli i oczy, kt�re 
przywodzi�y na my�l dwa onyksy. 
Skin�a g�ow� i przyoblek�a twarz w ten sw�j zagadkowy, na po�y 
dziecinny u�miech. 
- W dzieci�stwie bywa�am tu znacznie cz�ciej. 
- Pochodzi pani z Berlina? - G�upie pytanie, ale nie przysz�o mu 
do g�owy nic lepszego. 
Roze�mia�a si� bez z�o�liwo�ci. 
- Tak, a pan? 
- Z Monachium - odpar�. Potem stali w milczeniu, a Dolff 
zastanawia� si�, ile lat mo�e liczy� Kassandra. Dwadzie�cia dwa? 
Dwadzie�cia cztery? Trudno by�o powiedzie�. 
Niespodziewanie parskn�a krystalicznym �miechem na widok trojga 
dzieci, kt�re podczas zabawy z psem wymkn�y si� spod opieki 
nia�ki i w �lad za swoim ulubie�cem zap�dzi�y po kolana do wody. 
- Kiedy� i ja zrobi�am co� podobnego - powiedzia�a. - Potem przez 
miesi�c niania nie zabra�a mnie do parku. 
Potrafi� sobie wyobrazi� t� scen�: opiekunka w nakrochmalonym 
mundurku gromi z brzegu niepos�uszn� rozdokazywan� dziewczynk�. 
Kiedy mog�o si� to wydarzy�? W 1920? 1915 roku? Ca�e wieki 
temu. Jak�e odmiennie wygl�da�o w tamtych czasach jego �ycie! 
Musia� godzi� prac� z nauk�, dni zatem sp�dza� w szkole, poranki 
za�, ca�e popo�udnia i wieczory - w piekarni rodzic�w. Jego �wiat 
stanowi� ca�kowite zaprzeczenie �wiata tej z�ocistej istoty. 
Od poznania jej bywa� w parku regularnie, wmawiaj�c sobie, �e po 
wielogodzinnym pisaniu potrzebuje �wie�ego powietrza i ruchu. 
Doskonale jednak pojmowa�, jakie s� jego prawdziwe motywy - szuka� 
tej twarzyczki, oczu, z�otych w�os�w... i na koniec je znalaz�. 
Kassandra te� sprawia�a wra�enie radej z ponownego spotkania. I 
wkr�tce zapanowa� mi�dzy nimi rodzaj nie wypowiedzianego 
porozumienia - Dolff po pracy wyrusza� na spacer, a je�li 
w�a�ciwie wyliczy� moment, Kassandra ju� czeka�a. 
Stali si� duchowymi stra�nikami zamku i zast�pczymi rodzicami 
dzieci bawi�cych si� na brzegu jeziora, chciwie czerpali szcz�cie 
ze wszystkiego, co ich otacza�o, dzielili si� wspomnieniami z 
dzieci�stwa i odkrywali przed sob� marzenia. Kassandra, co zapewne 
przepe�ni�oby jej ojca zgroz�, pragn�a zwi�za� �ycie z teatrem. 
�wiadoma, �e ten sen nigdy si� nie spe�ni, fantazjowa�a jednak 
czasem, i� pewnego dnia napisze przynajmniej sztuk�. Fascynowa�y 
j� monologi Dolffa o tworzeniu, o uczuciu, jakie staje si� 
udzia�em autora, kiedy jego dzie�o odnosi sukces. S�awa zreszt� 
wci�� wydawa�a si� Dolffowi - i mo�e zawsze b�dzie si� wydawa� - 
czym� niezupe�nie rzeczywistym. Min�o siedem lat, odk�d przeni�s� 
si� z Monachium do Berlina, pi��, odk�d tak udanie zadebiutowa�, 
trzy od chwili, gdy sprawi� sobie bugatti, dwa za� od kupna 
pi�knego starego domu w Charlottenburgu. Mimo to nadal postrzega� 
to wszystko jako co� na kszta�t snu. Mo�e w�a�nie dzi�ki temu 
zachowywa� m�odzie�czo�� i ten wiecznie dostrzegalny w jego oczach 
wyraz zachwytu i zdumienia. Tak, Dolff Sterne nie by� jeszcze 
cz�owiekiem zblazowanym - ani w stosunku do �ycia, ani swojego 
pisarstwa, a przede wszystkim w stosunku do Kassandry. 
Jego opowie�ci o ksi��ce zawsze s�ucha�a oczarowana, maj�c 
wra�enie, �e fabu�y nabieraj� �ycia, bohaterowie za� staj� si� 
lud�mi z krwi i ko�ci; ba, towarzystwo Dolffa sprawia�o, �e jej 
samej krew szybciej kr��y�a w �y�ach. On natomiast dostrzega�, jak 
z ka�dym spotkaniem s�abnie l�k przyczajony w jej oczach. Od 
chwili kiedy si� poznali, w Kassandrze zago�ci�o co� zupe�nie 
nowego, co� beztroskiego - m�odzie�czego i apetycznego. 
- Czy zdaje sobie pani spraw�, jak bardzo pani� lubi�, Kassandro? 
- zapyta� �artobliwie pewnego dnia, kiedy muskani aromatycznym 
wiosennym wietrzykiem okr��ali spacerkiem jezioro. 
- Czy�by w zwi�zku z tym zamierza� pan napisa� o mnie ksi��k�? 
- A powinienem? 
Na moment opu�ci�a fio�kowe oczy, potem pokr�ci�a g�ow�. 
- Chyba nie. Bo o czym mia�by pan pisa�? Nie odnosi�am w �yciu 
triumf�w, nie mia�am sukces�w ani osi�gni��. �adnych, ale to 
�adnych. 
Przez kilka sekund oczy fio�kowe i czarne m�wi�y sobie co�, czego 
jeszcze nie �mia�y sformu�owa� usta. 
- Tak pani s�dzi?. 
- Taka jest prawda. Urodzi�am si� do swojego �ycia i umieraj�c 
rozstan� si� ze swoim �yciem. �yciem, kt�rego tre�� stanowi� i 
b�d� stanowi� dziesi�tki eleganckich sukien, tysi�ce oficjalnych 
kolacji i nienagannie wykonanych oper... nic wi�cej, drogi 
przyjacielu. 
Mia�a dopiero dwadzie�cia dziewi�� lat, a mog�o si� zdawa�, i� 
straci�a wszelk� nadziej�, �e w jej losach nast�pi jakakolwiek 
odmiana. 
- Pozostaje ta sztuka, kt�r� zamierza pani napisa�. 
Wzruszy�a ramionami. Oboje znali odpowied�. By�a wi�niem 
zamkni�tym w diamentowej klatce. Po chwili jednak roze�mia�a si� 
serdecznie. 
- No c�, w panu jedyna nadzieja, �e zdob�d� s�aw�. Pod warunkiem, 
rzecz jasna, �e uczyni mnie pan bohaterk� kt�rej� ze swoich 
ksi��ek, przemieni w swej wyobra�ni w jak�� egzotyczn� posta�. 
Ju� to zrobi�, chocia� nie mia� �mia�o�ci jej o tym powiedzie�. 
Zamiast tego podj�� rozmow� w �artobliwej tonacji. 
- Zgoda, ale w takim razie musz� uzyska� pani aprobat�. Kim 
chcia�aby pani zosta�? Jaka posta� wydaje si� pani odpowiednio 
egzotyczna? Szpiega? Lekarki? Kochanki wybitnej osobisto�ci? 
Z udanym niesmakiem skrzywi�a usta. 
- Ale�, Dolffie, to okropne, c� za brak wyobra�ni! Nie, 
pomy�lmy... - Usiad�a na trawie...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin