9834.txt

(2880 KB) Pobierz
    Cezary Chlebowski
   
   BEZ POKORY
       tom pierwszy
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       1998
       
WST�P
      O tym, jak w Grod�cu nad Brynic�, w cieniu Dorotki, obok "tr�jk�ta trzech cesarzy" dorastali mtodzi Szwajowie i Chlebowscy
       
       Kr�l Kazimierz, zwany p�niej Wielkim, zatrzyma� zdro�one konie na wzg�rzu i powiedzia� do otaczaj�cych go dworzan oraz rycerzy:
       "Tu b�dziem, tam grodziec wzniesiem, a po lewicy, nad rzek�, czelad� obozem stanie".
       Nie min�o wiele czasu, a na wzg�rzu, gdzie kr�l zatrzyma� konie, zbudowany zosta� silny zamek, kt�rego nazw� B�dzin wywiedziono od s��w "tu b�dziem". Trzy kilometry dalej na p�nocny zach�d, na szczycie najwy�szego w okolicy wzg�rza zwanego od niepami�tnych czas�w Dorotk� wzniesiono gr�d, a wok� niego rozwin�a si� osada Grodziec. Trzy kilometry na po�udnie od niej, nad Brynic� powsta�a Czelad�.
       Tak opowiada� mi wuj Tesiek i tak od zarania moich w�asnych dziej�w postrzega�em dzieje Grod�ca i okolic, czyli najwa�niejszej cz�ci �wiata. Wprawdzie na Dorotce nie zachowa� si� �aden widoczny fragment �redniowiecznego grodziszcza, ale prawd� pono� niezbit� jest, �e podczas prowadzonych tu trzy wieki temu prac ziemnych pod fundamenty ko�ci�ka �w.Doroty, dokopano si� mur�w i obwa�owa� zaiste cyklopich. Siady �wi�tyni poga�skiej, na kt�re tak�e natrafiono, dzieje tej okolicy przesun�y w g��b historii o tysi�c lat od czas�w kr�la Kazimierza.
       Grodziec powsta�, wi�c w miejscu mocno osadzonym w realiach historycznych. Z jednej strony, od wschodu Dorotka, z drugiej, od po�udniowego zachodu Brynic�, struga ledwo zaznaczana jedynie na dok�adniejszych mapach okolicy, ale znana w �wiecie, szczeg�lnie w XIX i pocz�tku XX wieku, o wiele zreszt� bardziej historykom ni� geografom. "Najwi�ksze w historii �wiata imperium, Rosja carska, si�ga�a od Japonii do naszej Brynicy" to cytat z opowie�ci snutych na bujanym fotelu przez wujka Te�ka. Istotnie tak by�o. Przez ca�y XIX wiek, a� do wybuchu I wojny �wiatowej, na tej rachitycznej rzeczce graniczy�y ze sob� dwa zabory, rosyjski i pruski, a kilka kilometr�w dalej na po�udnie by� s�awny "tr�jk�t trzech cesarzy", bo dochodzi� jeszcze klin zaboru austriackiego.
       Nic, wi�c dziwnego, �e urodzony w takim miejscu, uwa�a�em przez wiele lat, i� wszystko, co si� tu dzieje, ma historycznie rzecz ujmuj�c wymiar globalny. Co prawda rok 1918 pozbawi� Brynic� rangi rzeki intenmperialnej, ale znaczenie dla Zagl�biak�w mia�a ona nadal wielkie, gdy� oddziela�a �l�sk od wojew�dztwa kielec kiego, czyli "piero�skich Hanys�w" od "Antk�w z Kongres�wki". 	Przez kilka stuleci Grodziec by� ma��, biedn�, rolnicz� wiosk�, kt�rej miesz ka�cy gospodarowali na wapiennych, kamienistych gruntach najni�szej klasy. Dopiero na pocz�tku XIX wieku pojawi�a si� zapowied� wielkiego boomu dla ca�ego Zag��bia, a wi�c i dla Grod�ca. Sta�o si� to za spraw� nie tylko geolog�w i ich odkry�, ale tak�e, a mo�e przede wszystkim, dzi�ki umys�om �wiat�ych ludzi. Gdy w po�owie ubieg�ego stulecia wie� Grodziec przesz�a z d�br rodziny hrabi�w Bontanich w r�ce Ciechanowskich, mia�o to dla niej znaczenie epokowe. Jan Ciechanowski nale�a�, bowiem do szczup�ego grona najt�szych umys��w gospodarczych tego regionu. Z jego to inicjatywy i kiesy w 1857 roku wybudowano tu pierwsz� na ziemiach pol skich (i pi�t� w �wiecie) cementowni�. Cementownia za� wymaga�a w�gla, a wie dziano ju�, �e ca�y Grodziec le�y na jego grubych pok�adach. Powsta�a, wi�c kopalnia "Maria" ("Grodziec I"), a nied�ugo p�niej na pustkowiu w kierunku Wojkowic Komornych "Grodziec II". Doskona�e po�o�enie handlowe Grod�ca na styku  "tr�jk�ta trzech cesarzy" spowodowa�o, �e tutejszym cementem, a potem tak�e w�glem zainteresowa�y si� zak�ady przemys�owe nie tylko z najbli�szej okolicy, ale ze wszystkich trzech zabor�w. Grodziec eksportowa� swoje produkty do po�owy Europy i kawa�ka Azji; osada maj�ca dot�d wielkie problemy z zatrudnieniem i wy�ywieniem "krzok�w" (miejscowych), zacz�a naraz przygarnia� liczne rzesze "ptok�w" (przybysz�w), bo pracy by� nadmiar.
       W takiej oto rzeczywisto�ci zjawi� si� pewnego dnia w cementowni grodzieekiej "ptok" zza Bryniey, czyli "od Hanys�w", Jan Bednarek. By� zawodowym podoficerem armii pruskiej, odznaczonym jakim� krzy�em wielkiej rangi za udzia� w wojnie prusko-francuskiej. Przystojny, rzutki, energiczny, wnet zosta� brygadzist� pakowalni w cementowni. Zak�ad pracowa� na trzy zmiany, aby nad��y� z zam�wieniami. Kierowniczk� jednej ze zmian by�a m�oda dziewczyna, Katarzyna Wieczorek, wywodz�ca si� z zasiedzia�ej od wiek�w pod Dorotk� rodziny "krzok�w". Wyra�nie si� jej podoba� m�ody pruski podoficer, ale jako� do bli�szego kontaktu nie dochodzi�o. Przybysze, bowiem byli tu przez miejscowych ci�gle niezbyt mile widziani, a poza tym brygadzista wyra�nie nie zwraca� na ni� uwagi.
       A� pewnego dnia sytuacja diametralnie si� odmieni�a. Wobec przechodz�cej Katarzyny brygadzista zachowa� si� bardzo nieprzystojnie. Dziewczyna by�a zgrabna, �adna, on za� w obcym mie�cie ci�gle samotny, wi�c mo�e pod wp�ywem nudy, a mo�e dla zrobienia na z�o�� zadzieraj�cej nosa pannie, po prostu klepn�� j� w pup�. �wiadkowie tego zdarzenia parskn�li �miechem, kt�ry jednak wnet zamar� im na ustach. Bo oto Katarzyna odwr�ci�a si� na pi�cie i z ca�ej si�y paln�a zwierzchnika w twarz. �lub odby� si� po trzech tygodniach. Tak powsta�o stad�o moich pradziadk�w ze strony matki. Zaowocowa�o dziesi�ciorgiem dziatek, z czego wieku dzieci�cego nie prze�y�o troje. Z pozosta�ych, drugim z kolei dzieckiem by�a c�rka Franciszka (1886), p�niej moja babcia. Pradziadek umar� wiele lat przed moim urodzeniem, znam go, wi�c tylko z rodzinnych opowie�ci. By� cz�owiekiem go��biego serca. Kochali si� bardzo z prababci� Katarzyn�, co jest do�� dziwne, bo ona nale�a�a do wyj�tkowych piekielnic. J� pami�tam, umar�a w latach pi��dziesi�tych naszego stulecia w wieku prawie stu lat i �y�aby zapewne o wiele d�u�ej, gdyby nie wypadek. Biegn�c ulic� (podobno do s�siadki na ploteczki) upad�a, z�ama�a nog� i ta si� ju� zrosn�� nie chcia�a. O m�u m�wi�a zawsze ze �zami w oczach, cho� nie wszystko. Pami�ta�a zawsze, kto tu jest "krzokiem", a kto przybyszem i gdy dochodzi�o mi�dzy nimi do rzadkich, na szcz�cie, tzw. ma��e�skich rozm�w, przypomina�a mu o tym w spos�b do�� obcesowy. Otwiera�a na o�cie� drzwi i wskazuj�c palcem na zach�d krzycza�a: "Won za Brynic�, ty piero�ski Hanysie". Gdy Franciszka mia�a lat szesna�cie, spotka�a na swej drodze niewielkiego wzrostem, ale bardzo niespokojnego i przedsi�biorczego przybysza spod �arek, a wi�c "Ptoka" Jana Szwaj�. By� maszynist� kolejowym, kt�ry znalaz� zatrudnienie w Grod�cu, kiedy do tutejszej cementowni wybudowano od B�dzina bocznic� kolejow�. Otacza�a go pewna mgie�ka tajemniczo�ci, bowiem co tydzie� wzywany by� na posterunek carskiej ochrany w B�dzinie. W mig si� uwin�� i nim si�, kto z licznych konkurent�w obejrza�, ju� prowadzi� jedn� z naj�adniejszych panien grodzieckich do o�tarza.
       Po roku urodzi�o si� pierwsze dziecko c�rka Aniela (1905), czyli moja mama. M�oda Frania z male�stwem by�y w�a�ciwie od pocz�tku zdane na opiek� rodziny Bednark�w. Dziadek Szwaja, bowiem rzadko popasa� w domu, t�umacz�c si� ci�g�ymi wyjazdami z transportem cementu. Za to cz�ste by�y wizyty ochrany, po��czone z nocnymi rewizjami. �andarmi stale szukali jakiej� wywrotowej bibu�y. Dziadek jednak by� na tyle sprytny, �e nigdy nie mogli go zatrzyma� na d�u�ej, bo nie mieli dowod�w.
       Pradziadkowie od samego pocz�tku koso patrzyli na to ma��e�stwo. Szczeg�lnie pradziadek, wychowany w wierze, i� ka�da w�adza, nawet ta zaborcza, pochodzi od Boga, nie bardzo chcia� widzie� pod swoim dachem jakiego� socjalist�". Dlatego te�, podczas przed�u�aj�cej si� kolejnej nieobecno�ci zi�cia w domu, pradziadek Jan gdzie� wyjecha�, a po przyje�dzie i naradzie z prababci� Katarzyn� powiedzia� do mojej babci, a swojej c�rki Frani:
       - S�uchaj c�rko, nam si� widzi, �e z tej m�ki chleba je�� nie b�dziesz. Ty sama musisz stan�� na nogi, zdoby� zaw�d, aby sobie i swojej c�rce zapewni� byt. W Warszawie mam kuzyna, kt�ry przez swoje znajomo�ci za�atwi� ci miejsce na p�rocznym kursie akuszeryjnym. My z matk� zajmiemy si� Aniel�, a ty jed� i ucz si�.
       I babcia Frania, zap�akana, zrozpaczona, �e musi rozsta� si� z roczn� c�reczk�, pojecha�a do Warszawy. Te p� roku wcale jej nie przelecia�o, jak z bicza strzeli�. Liczy�a dos�ownie nie dni, a godziny dziel�ce j� od powrotu do Zag��bia. Zarywaj�c kolejne noce przygotowywa�a si� do ko�cowych egzamin�w, miotana kompleksami, jak tu ona, "ptok" znad dalekiej Brynicy, da sobie rad� przed pa�stwow� komisj�, w�r�d tylu panien inteligentnych i z dobrych dom�w.
       Wieczorem, w przeddzie� ko�cowego egzaminu kto� zapuka� do drzwi wynaj mowanego przez ni� pokoiku. Stan�� w nich pradziadek Bednarek z p�toraroczn� (wtedy) moj� mam� na r�kach. Widz�c przera�on� twarz swej Frani, od progu zawo�a�:
       - Nic si� z�ego nie dzieje, wszystko jest dobrze, mo�e nawet za dobrze. Jutro b�dzie og�oszone, �e zosta�a� prymusk� kurs�w. Dyrektor chce ci� zatrzyma� na drugi, tym razem roczny, kurs piel�gniarski. Poniewa� wszyscy wiedz�, jak t�sknisz za domem, nie by�o odwa�nego, kt�ry chcia�by ci to powiedzie�. �ci�gn�li, wi�c mnie, a ja, aby sobie u�atwi� zadanie, wzi��em Anielk�.
       Babcia po d�ugich namowach uleg�a, tym bardziej �e ojciec zapytany o m�a powiedzia� z chmurn� twarz�:
       - On za tob� nie t�skni. A Anieli u nas ptasiego mleka nie brakuje. 
       To zdecydowa�o.
       Po kolejnym roku, zn�w jako prymusce, zaproponowano babci sta�� prac� w najwi�kszym szpitalu warszawskim przy (obecnym) placu Starynkiewieza, z perspektyw� obj�cia stanowiska starszej piel�gniarki. I mieszkanko. Podzi�kowa�a jednak i wr�ci�a do Grod�ea. Natychmiast te� zjawi� si� jej m�� Janek z kolej nej podr�y za kordon i spraw� za�atwi� szybko i jak mu si� zda...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin